Mini-Maxi, czyli niecodzienne pomysły na codzienne trasy rowerowe

SONY DSC
Góry, podróże i rower. Właśnie o tym jest ten blog. Właśnie o tym miałem pisać. Procentowo najwięcej tu jednak gór. Rower, raz do roku, może dwa. Jak uda się wybrać na dłuższą trasę, zapakować sakwy na bagażnik. A przecież na rowerze jeżdżę dużo, dużo częściej. Nie zawsze po 100 kilometrów dziennie, nie zawsze w miejsca godne opisania czy polecenia, ale często. Zwykle po okolicy, zwykle nie daleko od domu. Choć czasami brak pomysłów. Choć nuży monotonia tych samych uliczek i oklepanych krajobrazów. Chciałoby się dalej, więcej, ciekawiej. Nie tylko Śląsk, bloki z wielkiej płyty, familoki, wielkoformatowe reklamy i kopalniane szyby…

Zaraz, zaraz, chwila, chyba czas wrzucić na luz. Przecież dookoła wcale nie jest tak źle. Przecież nie chodzi o to skąd ruszasz, tylko gdzie dojedziesz. Nie o to ile, tylko jak (Paulo Coehlo). Trzeba mieć pomysł, rozkręcić wyobraźnię. Przecież nie da się co tydzień przejeżdżać Madagaskaru albo Mongolii. Czasami warto wsiąść po prostu na rower. Zobaczyć co jest za rogiem. To też może być ciekawe i inspirujące. O tym też warto pisać i wspominać. Nawet jeśli ten róg, jest tuż za rogiem.

SONY DSC

Dlatego zeruję licznik. Dosłownie. Zaczynam sezon: „Mini pomysłów na maxi trasy” – czyli serię rowerowych wypadów, które mają inspirować do odkrywania roweru na nowo. Mnie, was, panią, pana. Każdego kto szuka sposobu, żeby znowu czerpać radość z roweru.

Wracam do czasów gdy miałem naście lat, składaka marki „Gil”, wiatr we włosach i sandały na nogach. Gdy po raz pierwszy w życiu przejechałem sto kilometrów wyruszając do czeskiego Bohumina, by kupić Lentilky. Zamierzam na nowo cieszyć się rowerem. Nie tylko od urlopu do ulopu, nie tylko od święta do święta, lecz za każdym razem gdy wsiadam na siodełko.

Od teraz każdy mój rowerowy wyjazd – nawet ten do pracy, nawet ten przed pracą i po pracy, albo w weekend i do miejsca, w którym byłem już setki razy – będzie inny. Będzie jakiś. Inspirowany przypadkiem, szczytną ideą, sugestiom, ciekawością, zabawą, mapą, brakiem mapy, rozmową, albo po prostu testowaniem własnych możliwości. Zresztą, zobaczymy jak to się potoczy. W tym sezonie zamierzam na rowerze jeździć właśnie tak. Stawiać sobie wyzwania. Sprawdzać czy się da. Testować, próbować, bawić się formą.

 Zobaczymy gdzie dojedziemy. A inspiracją, niech będzie ten kawałek:


Lista pomysłów:

#1 Do pracy zawsze inną drogą

#2 Największa górka w okolicy

#3 Znajdź skarb (geocaching)

#4 Zrób sobie cross

Be first to comment