Szlaki w Tatrach Zachodnich często uważane są za łatwiejsze, niż te we wschodniej części pasma. Tymczasem po słowackiej stronie, w okolicach miejscowości Zuberec, grań obchodzi się z turystą na ostro. Dosłownie. Rohacze, to kilka malowniczych szczytów, które swoją budową przypominają raczej wierzchołki Tatr Wysokich, niż Tatr Zachodnich. Dużo tu „chodzenia w skale”, sporo łańcuchów, pionowych ścian i momentów, gdy trzeba przemyśleć kolejny krok. Nie brak opinii, że skalą trudności trasa dorównuje Orlej Perci. A niektórzy twierdzą wręcz, że ekspozycja jest w niektórych miejscach większa. Jak jest naprawdę?
Jedno jest pewne. Szlak nie należy do łatwych. Ale czy jest „tylko dla orłów”? Najlepiej przekonać się samemu.
W mojej opinii, trasa jest do przejścia dla każdego, kto nie ma lęku wysokości, miał już kiedyś do czynienia z technicznymi przejściami, nie reaguje drgawkami na słowo „łańcuchy” i jest dobrze przygotowany kondycyjnie. Obie trasy uczą szacunku i rozwagi. Jednak Orla to zdecydowanie wyższa półka. Więcej na niej momentów, gdy drgają człowiekowi łydki. Mocniej pracuje się rękami, przejścia na ścianach są dłuższe. Pod koniec myśli się już tylko o zejściu.
Na grani Rohaczów są momenty gdy można odpocząć, delektować się wędrówką. Gdy idzie się szeroką ścieżką i chłonie krajobraz bez skupiania się na każdym kolejnym kroku (do takich fragmentów należy szczególnie odcinek między Płaczliwym a Smutnym Sedlem – to fragment naprawdę dla każdego).
Trudne są szczególnie momenty kulminacyjne, podejścia i zejścia na wybitne wierzchołki.
Pierwszy w kolejce (licząc od Wołowca), jest Ostry Rohacz (2088 m n.p.m.), od którego często całą część grani zwie się Rohaczami. Już z Jamnickiego Sedla widać, że może ukłuć. Nie przez przypadek jego nazwa wywodzi się od słowa rogaty. Na dzień dobry wita granitowymi skałami, po których trzeba zacząć się wspinać. W odstawkę idą trekingowe kijki. Ręce stają się równie istotne jak nogi. Najtrudniej robi się w okolicach tzw. Rohackiego Konia, gdy praktycznie dosiadasz wąskiej grani. Skała śmiało przecina tutaj powietrze i nie daje wiele podparcia pod stopy.
Ostry Rohacz z Jamnickiego Sedla – stroszy się…
Okolice Rohackiego Konia
Zwieńczenie ostrego Rohacza tylko dla orłów…
Ostro jest tylko przez chwilę. Potem można zebrać siły przed następnym w kolejce szczytem. Rohacz Płaczliwy, choć wyższy (2125 m n.p.m.), ma nieco łagodniejszy charakter. Jednak wrażenie robią jego północne ściany, opadające zerwą ok. 200 – 250 metrów do polodowcowego kotła Doliny Smutnej. Gdzieś przy końcu wierzchołka znajduje się dość długi komin skalny. Dobrze schowany w ścianie, ale wymagający rozwagi.
Kolejne trudności zaczynają się dopiero po przejściu Smutnej Przełęczy. Ze względu na jej stosunkowo łatwy dostęp, w tym miejscu zwiększa się też ruch turystyczny. Od podejścia na Trzy Kopy (max. wysokość 2166 m n.p.m) często trzeba czekać na swoją kolej i robić krok w bok. A specjalnie nie ma gdzie… To prawdopodobnie najtrudniejszy fragment szlaku, chyba najbardziej przypominający Orlą Perć. Zapamiętałem szczególnie odcinek wycięty w skalnej szczerbinie. Przez kilka metrów idzie się praktycznie wzdłuż pionowej ściany. Niby są łańcuchy, ale gdy się ich chwytasz odchylasz się do tyłu. Lepiej więc mocno tulić się do skały. To jeden z tych momentów, w których słowo grawitacja, nabiera większego sensu…
Jeden z bardziej eksponowanych fragmentów
Jeden z wierzchołków Trzech Kop
Trzy Kopy, Płaczliwe, Ostry Rohacz, Wołowiec…
Na deser zostaje jeszcze Banikov (2178 m n.p.m). Ale co to za deser! Północne stoki góry opadają stromą ścianą – ok. 350 metrów – do Doliny Spalonej. Skalisty grzebień wygląda jakby miał za chwilę odpaść od góry. Szlak prowadzi centralnie po grani, po dużych blokach i płytach skalnych. Nie można narzekać na brak ekspozycji! Szczególnie trudno musi być w tym miejscu w czasie deszczu. Oj, wtedy nie ma przebacz! Temat robi się wyjątkowo śliski.
Ścieżka prowadzi prosto przez skalisty grzebień…
Pachola (2167 m n.p.m.) i kręte zejście do Spalonej Doliny
Charakterystyczną szpicę widać nawet z Rohackiej Doliny
Na szczęście do Przełęczy pod Banikovem jest już całkiem blisko. A stąd w 2,5 godziny można dojść do Rohackiej Doliny, wcześniej oglądając wyjątkowe Stawy Rohackie i 23 metrowy wodospad.
Na grani zostają jeszcze do przejścia Skrzyniarki i urzekający wapiennymi formacjami, Siwy Wierch (1805 m. n.p.m.) wyznaczający granicę Tatr Zachodnich, ale dzień jest za krótki. Trzeba wygospodarować kolejny weekend…



































