GALWAY
Nie jestem wielkim zwolennikiem turystyki miejskiej. Wszelkie city breaks’y i weekendowe wypady do europejskich metropolii, nie należą do moich ulubionych sposobów na spędzenie wolnego czasu. Nie żebym miał się czym pochwalić, Barcelona, Paryż i Moskwa, ciągle przede mną… Chodzi o to, że nawet jeśli nastawiam się na typowo miejskie zwiedzanie, to po kilku godzinach mam już serdecznie dość gwaru i samochodowych spalin. Dwa dni w mieście to dla mnie zupełny maks. Trzeci, to już męczarnia. Tak było na przykład w Pradze czy Lwowie. Owszem miasta piękne, klimat przedni, lecz po szesnastym kościele i siedemnastym muzeum, człowiek myśli tylko o tym, żeby jak najszybciej się stamtąd ewakuować.
W Irlandii w planach mieliśmy dwie lokalizacje miejskie – Galway, no i oczywiście Dublin. Stolicę chcieliśmy zwiedzić w drodze powrotnej, tuż przed nocnym odlotem. Niestety z przyczyn niezależnych od nas, lecz od irlandzkiej whisky pożegnalnej, którą wypiliśmy, by scementować przyjaźń polsko-irlandzko-słowacką, plan poznania Baile Átha Cliath, został przełożony na następną okazję. I choć przebierałem nogami, żeby wizytę w Galway zamienić na dodatkowy wypad w góry, to damska część wycieczki pozostawała nieugięta. Zakupy!
Na szczęście nie żałuję. To jedno z tych miast, do których chce się wracać. Atrakcyjne zabytki, ciekawe miejsca, portowy klimat i piękna spacerowa promenada. Tuż po moim ulubionym Brighton w Anglii, z pewnością miejska lokalizacja nr. 2. No i sam się obkupiłem! Trzy tiszerty w irlandzkich klimatach i zestaw 15 płyt z celtycką muzyką, stanowiły właściwą rekompensatę za brak ciekawych towarów w charitach.


.JPG)
Galway to szóste miasto Irlandii. Swoją nazwę zawdzięcza rzece Corrid, od której wzięła się jego gaelicka nazwa
Gaillimh, co znaczy kamienny. Metropolia słynie z kultywowania tradycji celtyckich. Mocno rozwija się tu muzyka, teatr i śpiew. Widać to zresztą na ulicach. A szczególnie na głównej promenadzie handlowej – Shop Street, na której co kilkadziesiąt metrów można spotkać tradycyjnego irlandzkiego grajka albo zabawnego mima. Zwyczaj ulicznych występów i parad ma tu zresztą bardziej sformalizowany charakter. Każdego roku, w lipcu odbywa się
Galway Art Festival, jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Irlandii i kluczowe wydarzenie na europejskiej mapie festiwali ulicznych.


Wśród miejsc wartych odwiedzenia należy wymienić wspominaną już Shop Street, która zachwyca nie tylko licznymi sklepami, ale również tradycyjną wyspiarską zabudową, pełną historycznych budowli; Katedrę Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja oraz malownicze nadbrzeże, które wraz z systemem kanałów, mostów, kładek, młynów i kolorowych kamieniczek tworzy niezapomniany klimat tego portowego miasta. Jeśli dodać fakt, że w Galway znajdują się setki atrakcyjnych knajpek i restauracji, z których unosi się kuszący zapach, Guiness leje się litrami, a muzyka nigdy nie przestaje grać, to każdy amator miejskich atrakcji, powinien odwiedzić kiedyś to miasto. Naprawdę warto. O atrakcyjności tego miejsca świadczy fakt, że w 2007 roku Galway znalazło się w grupie ośmiu „najbardziej seksownych miast świata”.
.JPG)
.JPG)
.JPG)
Chociaż odwiedzaliśmy Galway, na dwa dni przed świętem patrona Irlandii i ominęło nas z pewnością sporo atrakcji, to nie żałuje. I tak było upojnie. Świętego Patryka postanowiliśmy uczcić w inny sposób. Zdobywając odpowiednio eksponowany szczyt. Najlepiej jego imienia…