Kiedy 9 lat temu wyjeżdżałem na Wyspy do pracy, bardzo chciałem do Szkocji. Wyszła Anglia, samo południe, niedaleko Brighton, w West Sussex. Lecz Szkocja została we mnie.
Nie żebym narzekał, Horsham okazało się naprawdę pięknym miastem, a i okolica przyjemna dla oka. Niedaleko Beachy Head – najpiękniejsze klify w Wielkiej Brytanii, Park Narodowy South Downs, blisko do Londynu i na lotnisko. Idealna lokacja.
Ale Szkocja nie dawała spokoju. Powracała od czasu do czasu muzyką z Braveheart’a, opowieściami highlanderów, z którymi pracowałem, czy migawkami krajobrazów w BBC.
Czas mijał, a ja wyrabiałem nadgodziny. Czasu na zwiedzanie nie było za wiele. Dwa, trzy wypady w ciągu roku. Wszystko na południu Anglii. Szkocja za daleko, bilety za drogie, czasu za mało.
W tym roku plan też był inny. Od powrotu z lodowej wyspy przymierzałem się do trawersu Islandii, z południa na północ. Tylko, że w tym roku moja rodzina urosła ( i ciągle rośnie, podejrzewam, że w tym momencie ma z jakieś 80 centymetrów).
A wraz z narodzinami dziecka, zmalała ochota mojej żony na 20 dni rozłąki. Plan musiał więc zostać zmodyfikowany.
Szkocja wróciła do łask. Padło na Cape Wrath Trail najdzikszy długodystansowy szlak górski w Szkocji. Prowadzący z Fort William na samą północ, na przylądek o tej właśnie nazwie. 340 km przez highlandy, dziki, nie zaludniony teren. Dróżkami, które naniesione są tylko na mapie, lecz w terenie nie są oznakowane. Esencja Szkocji.
I gdy wszystko wydawało się namacalne, okazało się, że 14 dni to jednak za dużo. A Szkocja to w ogóle za daleko. Może pochodziłbym jednak gdzieś w Polsce…
Więc kupiłem przewodnik Głównego Szlaku Sudeckiego. Dlaczego nie. Też zawsze chciałem. Będzie blisko, wrócę gdy trzeba. Bez spinki. W Sudetach dawno nie byłem.
I gdy już pogodziłem się z losem, że w tym roku Szkocja znowu na NIE, temat wrócił jak bumernang. W moje urodziny (dzięki Madzia!). Tym razem trafiło na Skye Trail, 128 kilometrowy szlak prowadzący przez jedną z najpiękniejszych, jeśli nie najpiękniejszą wyspę na Wyspach. A do tego z wyjątkowymi górami. A w zasadzie wzgórzami, bo tak zwą je Szkoci (hills).
Przebieg Skye Trail
Lecz nie do końca mają rację. Bo choć Trotternish Ridge i Cullins w najwyższych partiach osiągają nie całe 1000 metrów, to przypominają momentami góry wysokie, z odcinkami wymagającymi wspinaczki. A jeśli dodać do tego fakt, że do morza wszędzie jest blisko, to przewyższenia robią się jakby większe.
Old Man of Storr – chyba najbardziej rozpoznawalna skała na Wyspie Skye, można ją było ogladać m.in. w filmie „Prometeusz” (źród. Wiki)
Główna grań Cullins’ów (źród. Wiki)
I choć nie zawsze szlak prowadzi przez te najbardziej eksponowane fragmenty wspomnianych pasm, to i tak są tu momenty, które widokowo kojarzą się raczej z Alpami, niż Beskidami. Zresztą w krajach północy to norma. Tamtejsze góry są inne, niż ich europejskie odpowiedniki o tej samej wysokości. Tam, 1000 metrów, to praktycznie widoki, które u nas można znaleźć na 2000 metrów. No i jeszcze pogoda. Dużo bardziej nieprzewidywalna i mokra. W zasadzie trzeba się liczyć z faktem, że idzie się w deszczu, a słońce i niebieskie niebo ogląda się na zdjęciach w sieci.
Dodatkowym elementem, który sprawia, że nie jest to szlak dla każdego jest znakowanie. A w zasadzie jego brak. Skye Trail to szlak półoficjalny. To znaczy istnieje, jest, co roku przechodzi go kilkaset osób, ale w terenie trzeba go trochę poszukać. Nie ma tu bowiem oznaczeń, w naszym tradycyjnym mniemaniu. Idzie się według mapy i z kompasem, tak jak prowadzi ścieżka.
Sgurr nan Gillean (źród. Wiki)
Większość osób przechodzi szlak w 7 dni, na tyle jest rozpisany w przewodnikach. Choć istnieje kilka jego opcji, które różnią się skalą trudności i długością. Ja będę chciał zrobić tę krótszą wersję lecz przebiegającą przez masyw Blabheinn. A może nawet poświęcić jeden dzień na wspinaczkę na techniczny, skałkowy szczyt Sgurr nan Gillean. Wszystko zależy od pogody i kondycji.
Blabheinn (źród. Wiki)
A ponieważ po przyjściu do Broadforad, gdzie kończy się szlak, zostanie mi jeszcze jakieś 4 dni (tak liczę), to nie zamierzam wsiadać w autobus. Chciałbym chociaż musnąć szlak Cape Wrath, który pierwotnie planowałem przejść. Jego południowy odcinek zaczyna się tuż za mostem na Skye, planuję więc dotrzeć do Fortu William tymże właśnie szlakiem i wejść na Ben Nevis.
Łącznie do przejścia mam więc około 240 km. Do dyspozycji 10 dni. Zobaczymy czy się uda. Priorytet to Skye Trail. Na Cape Wrath, tym razem cały, i tak przyjdzie pora 😉











Krukarius
Mam podobnie. Mieszkam w Cambridge, skad do Szkocji tez jest daleko. Udalo mi sie jak dotad pojechac dwa razy… I dwa razy lalo. Wiecej tutaj:
https://mkgeoblog.wordpress.com/2017/04/17/edinburgh-the-most-remarkable-city-in-scotland/