Z dzieciństwa najbardziej pamiętam atlas historyczny z rysunkami nieodżałowanego Szymona Kobylińskiego. Husarze, Kozacy, Krzyżacy, czołgi i okręty z II wojny światowej. Nieustannie zmieniające się granice Polski. Działało na wyobraźnię.
Dlatego kiedy w sklepie zobaczyłem „Mapy”, czyli obrazkową podróż po lądach, morzach i kulturach świata, nie mogłem się oprzeć żeby ich nie kupić. I nie chodziło o prezent albo zakup z myślą o przyszłym potomstwie. Ja tę książkę nabyłem dla siebie! Z pełną premedytacją. Bo to tylko pozornie książka dla dzieci. Tak naprawdę, to wydawnictwo dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się tym, co znajduje się za rogiem.
Czym są „Mapy” i co mają w sobie takiego nadzwyczajnego, że zostały wydane już w ponad 20 krajach, a „The New York Times” umieścił je w gronie 6 najlepszych książek dla dzieci w 2013 roku? Gdzie leży ich sukces?
Wyobraźnia. To słowo klucz, które powoduje, że ta publikacja zrozumiała jest pod każdą szerokością geograficzną. Wyobraźnia autorów, którzy tak pięknie tę książkę zilustrowali. I wyobraźnia czytelnika, która buzuje, gdy oglądamy poszczególne karty atlasu.
Znane postaci historyczne, apetyczne potrawy, światowe zabytki, zwierzęta, rośliny, wyjątkowe miejsca. Wszystko narysowane charakterystyczną kreską, opisane w kilku prostych słowach. Podróż przez kraje, kontynenty i morza. Niby tylko palcem po mapie, niby przez zabawne ilustracje, ale wzbudza zainteresowanie i zachęca do pogłębienia tematu.
Wyobrażam sobie (a już nie długo będę mógł zweryfikować wyobrażenia w praktyce), że to idealna książka do oglądania, i opowiadania, z dzieckiem. Dziesiątki, jeśli nie setki, kreatywnych godzin i stymulowania dziecięcej wyobraźni. 51 ogromnych map, które studiuje się z wielkim zainteresowaniem i ciekawością.
Co prawda brakuje niektórych krajów, co prawda wybór państw jest dosyć obiektywny, a na mapie nie zawsze znajdują się najważniejsze elementy. Ale to szczegół, dowód na to, że wszystkiego po prostu nie dało się narysować. Przy tej skali projektu to nie możliwe. Aleksandrze i Danielowi Mizielińskim i tak należą się słowa uznania. Stworzyli książkę, którą chce się mieć na półce, której nie warto zamienić na bezdusznego e-booka. Bo ten atlas trzeba wziąć w ręce, wyobrazić sobie smaki, zapachy, dźwięki. Przekartkować i zainspirować się.
Pięknie wydana rzecz. Podróż w czasie i przestrzeni. Do miejsc, w których chcielibyśmy być. Do czasów gdy marzyliśmy śmielej.





