Niektórzy już tak mają. Nie usiedzą w miejscu. Ich dom jest tam, gdzie ich poniesie. Czasami, z wiekiem, albo z założeniem rodziny, odrobinę mija. Ale zwykle nie na długo. Tydzień, dwa i znowu pakują walizki. Szukają odmienności. Nie interesują ich oczywistości (a nawet jeśli, to patrzą na nie przez zupełnie inny pryzmat). Nie robią wrażenia cztery gwiazdki, drinki w cenie i filety bez ości. Podróżowanie, to dla nich zupełnie inne wartości. Im bardziej z boku i prowincjonalnie, tym większy sens ma odwiedzenie takiego miejsca. Ważne jest to, że nie wszystko zostało jeszcze o nim powiedziane. Zawłaszczone przez wszechwiedzącą wyszukiwarkę. Można je odkryć tylko dla siebie i przez chwilę pobyć sam na sam z horyzontem.

Sztuką jest napisać o takim punkcie na mapie coś więcej, niż tylko to, że jest. Doszukać się tematu, który zainteresuje czytelnika. A Stasiukowi się udaje. I to za każdym razem. Bez natłoku słów, bez pompy i parafilozoficznych mądrości. Tak normalnie, po ludzku. Po męsku.
Opowiada o miejscach przez które większość z nas przejechałaby pewnie bez zainteresowania. Może co najwyżej zawieszając na chwilę oko na krajobrazie i myśląc: co za dziura. A on pisze o tych grajdołach tak, że od razu chce się pakować plecak i zobaczyć je z bliska. Ma facet dar obserwacji i wyciągania wniosków. Nawet wtedy gdy opisuje zwykłe, codzienne zdarzenia i czynności.
Do tego operuje polszczyzną, w taki soczyście suchy sposób. Niby nie ma tu ozdobników, a wszystko pięknie wyszlifowane. Aż ocieka literaturą. Jest w tych tekstach jakaś życiowa mądrość. Doświadczenie porażek i satysfakcja przeżytego. Czyta się to gładko i z pewną pozytywną zazdrością. Jeden będzie żądny odwiedzenia tych wszystkich miejsc. Inny niezależności, jaką cieszy się pisarz. Trzeci pozazdrości celnego stylu i pisarskich umiejętności.
Ja z całej siły kumuluję w sobie moją pozytywną zazdrość i rezerwuje wszystkie trzy punkty dla siebie.
Zamiast spróbować opisać o czym jest ta książka, posłużę się cytatem ze Stasiuka. Kto, jak kto, ale on najlepiej ujmie, co autor miał na myśli:
…staje się co jakiś czas, żeby odpocząć, żeby się obejrzeć, żeby policzyć, ile już było, a ile jeszcze zostało. Taka jest ta książka: sprawdzam gdzie byłem, gdzie jestem, dokąd się wybieram. Oprócz tego oczywiście niezwykła ilość celnych spostrzeżeń, głębokich przemyśleń oraz barwnych opisów.
TYTUŁ: Nie ma ekspresów przy żółtych drogach
AUTOR: Andrzej Stasiuk
WYDAWNICTWO: Czarne
ROK WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 171



