10 najpiękniejszych szczytów Szkocji – podsumowanie wyprawy

Szkocja - Suilven

Wszystko zaczęło się od jednej góry – Suilven. W wolnym tłumaczeniu znaczy „Słup”, „Filar”. I tak też wygląda. Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy w internecie, obiecałem sobie, że kiedyś na nią wejdę. Że to będzie jeden z moich kolejnych celów. Wyglądała tak niedostępnie i dziko, tak pierwotnie, że mocno pobudziła moją wyobraźnię. A że byłem świeżo po wyprawie na Wyspę Skye i przejściu Skye Trail, nie trzeba było wiele by Szkocja znowu się we mnie odezwała.

Niedługo potem zobaczyłem w internecie post jednego z moich ulubionych podróżników – Alastair’a Humphreys’a. Na swoim blogu pytał się czytelników, jakie są ich zdaniem najpiękniejsze szkockie szczyty. Padało wiele nazw, ale pośród nich najczęściej powtarzało się kilka tych samych: Suilven, Slioch, Stac Polliadh, Liathach, Buachaille Etive More, An Teallach…

Postanowiłem pogrzebać trochę w internecie w tym temacie i napisać zapytanie na forum Walkinghighlands – najbardziej chyba kompetentnym serwisie internetowym o Szkockich górach – jakie szczyty powinny znaleźć się w pierwszej dziesiątce.

Opinie osób bardzo często się powtarzały. Na podstawie wytycznych internautów, etymologii nazw i położenia gór wyznaczyłem 10 szczytów, które subiektywnie uznałem za najpiękniejsze w Szkocji. I tu od razu jestem wam winien wyjaśnienie – pod uwagę nie brałem szczytów na wyspach – np. szczytów Black Cuillins na Wyspie Skye czy szczytu Cir Mhor na Wyspie Arran – które wielu uważa, i słusznie! – za jedne z piękniejszych w Szkocji. Z listy zostały skreślone automatycznie szczyty w paśmie Cairgorns – leżały za bardzo na uboczu poza moją planowaną marszrutą – o czym niżej – ale też nikt specjalnie nie zwracał uwagi na jeden, konkrety z nich. Z listy automatycznie wypadł też najwyższy w Szkocji Ben Nevis, który ze względu na swój „komercyjny” charakter, wielu wędrowców ostentacyjnie pomija – spotkałem się z takimi opiniami kilka razy na szlakach. Choć z drugiej strony, północna ściana Bena należy na pewno do jednych z najbardziej wyjątkowych na Wyspach (o czym miałem okazję przekonać się dwa lata wcześniej).

Ostatecznie na listę – patrząc od południa – trafiły następujące szczyty, które chciałem zdobyć podczas swojej podróży:

1. Buachaille Etive Mor (1022 m n.p.m. / Glencoe) – wybrany ze względu na niezwykłą sylwetkę i pocztówkowy charakter, który można podziwiać na dziesiątkach zdjęć ze Szkocji.

Buachaille Etive Mor - Szkocja

Buachaille Etive Mor – początek podejścia.

2. Aonach Eagach (953 m n.p.m. / Glencoe) – góra o ostrej jak brzytwa grani, którą wielu uważa, za jedną z najtrudniejszych na Wyspach.

3. Liathach (1055 m. n.p.m. / Glen Torridon) – o wyjątkowym kopulastym kształcie i szlaku trawersującym przy krawędzi klifów z atrakcyjną ekspozycją i widokami na góry Torridonu.

Panorama z Liathach - Szkocja

Widok z Liathach na Beinn Alligin

4. Beinn Alligin (986 m n.p.m. / Glen Torridon) – którego nazwa w wolnym tłumaczeniu znaczy „Piękna Góra”, nie muszę więc chyba dodawać dlaczego znalazł się na liście.

5. Slioch (981 m. n.p.m. / Wester Ross) – który wznosi się nad jeziorem Loch Maree niczym skalna forteca i mocno rozbudza wyobraźnię wspinaczy.

Slioch - Szkocja

Slioch wznoszący się nad Loch Maree

6. An Teallach (1062 m n.p.m. / Dundonnell) – oferujący trawers po wymagającej, przypominającej charakterem tatrzańskie szczyty – grani.

An Teallach - Szkocja

Widok z najwyższego Munro An Teallach na najtrudniejszy fragment grani.

7. Stac Pollaidh ( 612 m n.p.m. / Northwest Highlands) – choć najniższy w całej stawce, to z pewnością jeden z najciekawszych pod względem kształtu, bo właśnie na jego podstawie można zobaczyć, jak lodowiec wpłynął na krajobraz Szkocji. Ponadto na jego szczycie znajduje się ciekawe, choć niewielkie skalne miasto, przypominające trochę nasze Góry Stołowe.

Stac Pollaidh

Stac Pollaidh widziany z oddali

8. Suilven (731 m n.p.m. / Sutherland) – jeden z najbardziej samotnych i niezwykłych szczytów Szkocji, leżący na rozległym obszarze wrzosowisk i bagien, królujący nad otoczeniem unikatową sylwetką, która od strony północnej wydaje się praktycznie niemożliwa do zdobycia.

Suilven - Szkocja

Suilven na całej długości. Widziany z boku nie wydaje się aż tak surowy, ale i tak robi wrażenie

9. Ben Stack (721 m n.p.m. / Sutherland) – urzekający klasyczną, piramidalną sylwetką.

10. Ben Hope ( 927 m n.p.m.) – położony najdalej na północ Munros, czyli szczyt mający więcej niż 3000 stóp (914 m), oferujący widoki na daleką północ.

Lista była oczywiście ze wszech miar subiektywna, bo musiała taka być, biorąc pod uwagę bogactwo szkockiego outdooru, ale wiedziałem, że wybrane szczyty są naprawdę wyjątkowe i każdy z nich jest inny. Pozostał jeszcze tylko wybór transportu, który miałby mi zapewnić w tak krótkim czasie zdobycie ich wszystkich (do dyspozycji miałem tak naprawdę 10 dni, czasu było więc ekstremalnie mało, codziennie musiałem bowiem wdrapać się na jeden szczyt i jeszcze między nimi się przemieścić). Najłatwiejszy byłby oczywiście samochód – wypożyczony lub „na stopa”. O ile ta druga opcja wchodziła jeszcze w rachubę, zawsze bowiem wiąże się z poznawaniem ciekawych ludzi, to odbierała mi frajdę zrobienia wszystkiego o własnych siłach. Wybór padł więc na rower. Założyłem, że nadrzędnym celem wyprawy nie będzie wyłącznie zdobycie szczytów, lecz raczej poznanie naturalnego piękna Szkocji, jej różnych obliczy. A temu dwa kółka służą najlepiej. Wcieliłem więc w życię idę BIKETREKINGU, który wstępnie testowałem z Rafałem rok wcześniej na wyprawie w Karpatach ukraińskich i rumuńskich – pomiędzy szczytami przemieszczamy się rowerem, lecz trekking ma tradycyjny charakter od podnóża góry lub od najlepszego miejsca, gdzie można dojechać z sakwami.

Rower + treking = biketreking. W Szkocji to ma sens.

Rower + treking = biketreking. W Szkocji to ma sens (Gdzieś nad Loch Cluanie)

Absolutnym minimum, które sobie wyznaczyłem było 6 początkowych szczytów, które rozpoczęły moją listę. I te właśnie udało mi się zdobyć.

Nie wszystkie tak jakbym chciał – nie udało się na przykład zrobić pełnego trawersu grani An Teallach (brak czasu i zgubiona mapa) – jedynie najwyższy Munro, czy pozostałych wierzchołków Buachaille Etive Mor (jedynie najwyższy Munro) – ale tak czy inaczej muszę stwierdzić, że jestem w pełni zadowolony. Szczególnie z faktu, że udało się zamknąć listę na Suilven, na którym najbardziej mi zależało, a który – o czym będę pisał szczegółowo w kolejnych postach – dzień przed moją wspinaczką stanął w płomieniach, ze względu na podpalone wokół niego trawy.

Muszę przyznać, że nie było łatwo

Jak do tej pory, fizycznie była to jedna z trudniejszych moich wypraw. Choć dopisała mi pogoda (6 dni bez deszczu, pełne słońce i zero chmur!), to wiał silny, utrudniający jazdę na rowerze wiatr, byłem dość poważnie przeziębiony (skutki odczuwałem na 3 tygodnie po przyjeździe), a dodatkowo nieustannie goniłem czas, żeby zmieścić się w dniach, które miałem do dyspozycji.

Codziennie pobudka w okolicach 5 rano, wyjazd na rower około 7, podjazd pod szczyt, trekking – zwykle 5-6 godzin, ok. 15 km. w nogach (zawsze starałem się podjechać jak najdalej rowerem, co z ciężkimi sakwami i wszechobecnymi na szlakach bramkami, nie jest zbyt łatwe) i na koniec dnia, lub w środku, zależy jak wypadało wejście, znowu jazda. Kończyłem gdzieś w okolicach 21 szukając pola namiotowego lub rozbijając się na dziko. Zanim rozłożyłem obóz i zjadłem była 23.

Ostatecznie na rowerze przejechałem 700 km, w 98% po asfaltach, nie zapuszczając się na off-road, ale też kompletnie nie było takiej potrzeby. Jakość bocznych dróg i ścieżek rowerowych wizualnie (że tak się tak wyrażę), pod względem natężenia ruchu i oznakowania, stoi w Szkocji na tak wysokim poziomie, że nie trzeba zjeżdżać z asfaltu, by uśmiech nie schodził z twarzy rowerzysty przez cały czas. To zdecydowanie były najlepsze trasy rowerowe jakimi dane mi było do tej pory jechać (postaram się kompleksowo opisać je w kolejnych postach).

10 najpiękniejszych gór Szkocji - mapa

Mniej więcej tak wyglądała moja marszruta.

Ostatniego dnia z premedytacją zdałem się na opcję łapania stopa (w Szkocji roi się od camperów, stop z rowerem nie jest więc niczym niezwykłym), bo bałem się, że w trakcie 90 km odcinka do Inverness, gdzie miałem wsiąść w pociąg, może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Jak się okazało, był to słuszny wybór. Tej samej nocy – już w Glasgow – złapałem bowiem gumę, która okazała się przetarciem opony (w kilku miejscach!), a nie miałem zapasowej. O ile dwugodzinny spacer na lotnisko wiązał się tylko z niewyspaniem, o tyle taka sama awaria, gdzieś daleko w Highlandach, w niedzielę, gdy wszystkie sklepy rowerowe są pozamykane, mogła wiązać się ze spóźnieniem na lot powrotny. Szczęcie w nieszczęściu, obeszło się bez większych problemów. Morał: zapasową oponę trzeba mieć jednak ZAWSZE ze sobą.

Czy mogłem coś w tym wyjeździe, zmienić? zaplanować inaczej? lepiej?

Myślę, że niewiele. Gdybym jeszcze raz opracowywał listę szczytów zrobiłbym to może ciut inaczej wybierając po jednym szczycie z konkretnego regionu – tak, żeby było bardziej różnorodnie, a na liście znalazł się pełen przekrój szkockich pasm – zabrakło np. Five Sisters of Kintaill, które z perspektywy siodełka rowerowego wydawały się niezwykłe, czy mimo wszystko jakiegoś szczytu bliżej Cairngorns.

Co do samej marszruty, była dosyć optymalna i oferowała naprawdę niezrównane widoki – szczególnie na zachodnim wybrzeżu rowerzysta nieustannie jedzie z rozdziawioną buzią. Żałuję, że nie udało się dojechać na samą północ i do przylądka Cape Wrath, o którym marzyłem, ale tak czy inaczej na pewno będę mierzył się kiedyś ze szlakiem pieszym, który tam prowadzi, więc nic straconego.

Ten wyjazd uzmysłowił mi tylko i jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że Szkocja to jedna z najbardziej niezwykłych lokacji outdoorowych świata. Ilość dróg, szczytów, szlaków i niezwykłych, urokliwych miejsc może przyprawić każdego podróżnika o kompleksy. Jednoczenie mimo swojej naturalności i dzikości pozostaje również dość cywilizowana – w miarę łatwo tu o sklep, uzupełnienie ekwipunku outdoorowego czy znalezienie transportu. Nie trudno też o nocleg. Z prostej przyczyny – rozkładać namiot można w zasadzie wszędzie, a do tego jest dużo pól namiotowych. No i pozostają jeszcze zupełnie niezwykłe bothy.

Bothy - Szkocja

Bothy w okolicach An Teallach, przy drodze A832 -esencja szkockiego outdooru.

Wady? Niektórzy powiedzą, że pogoda. Ale ja coraz bardziej zaczynam wierzyć, że urok Szkocji, nieodmiennie wiąże się właśnie z jej surowością. I to nawet wtedy, gdy przez 7 dni świeci słońce 😉

Be first to comment