Jak znaleźć więcej czasu na góry

Jak znaleźć czas na wyjazd w góry? Dobre pytanie. Też chciałbym wiedzieć. Każdy z nas chciałby mieć więcej czasu / możliwości / szans na realizację swojej pasji. No i więcej urlopu. Ale każdy z nas musi pracować / uczyć się / opiekować domem / dziećmi / wzorowo wywiązywać się z przypisanej mu roli. Ale kto powiedział, że w tej roli nie może być więcej miejsca na góry? W końcu to twoja rola i tylko ty ją odgrywasz. Więc zamiast zgrywać się na kogoś, kto wiecznie tylko gada i gada, jak to bardzo pojechałby w góry, lepiej zacznij w nie jeździć. Częściej.

Kiedy siedem lat temu nabawiłem się poważnej kontuzji kolan i przez pół roku nie chodziłem zupełnie po górach, myślałem, że to koniec. Że góry, a tym bardziej długie przejścia, już nie dla mnie.

Kiedy cztery lata temu trafiłem do szpitala z podejrzeniem zapalenia mięśnia sercowego w mojej głowie rodziły się myśli powodujące zadyszkę.

Kiedy dwa i pół roku temu na świat przyszła moja córka, mój czas bardzo, bardzo się skurczył. Choć nigdy nie miałem go za wiele. A może miałem, tylko o tym nie wiedziałem?

Przez ostatnie 5 lat byłem przepracowanym, przemęczonym, niedosypiającym pracownikiem agencji reklamowej, który z jednej stresującej roli, musiał szybko odnaleźć się w drugiej, a potem po godzinach i w weekendy w trzeciej, robiąc „fuchy”.  Ale mimo to, nigdy nie pozwoliłem sobie na jedno. Odłożenie gór na bok. Czekanie na później. Zawsze, kiedy nadarzyła się okazja – a tą zwykle sam stwarzałem – wybierałem się w góry. Bo tak naprawdę ani praca, ani obowiązki, ani nawet stan zdrowia czy twoje obecne warunki finansowe, nie mogą odebrać ci przyjemności jeżdżenia w góry.

Wyjazd w góry to tylko i wyłącznie kwestia planowania i ułożenia swojego czasu. A tego zawsze jest za mało, jeśli źle się nim zarządza. A może wcale nie jest za mało? To tylko kwestia odpowiedniego ułożenia priorytetów i nie pozwalania, by czas zjadali ci inni.

W końcu jeśli się temu przyjrzeć, to większość z osób pracujących ma w przeciągu całego roku, całkiem sporo czasu:

12 miesięcy x 4 weekendy x 2 dni = 96 dni + 26 dni urlopu + święta = ok. 130 dni wolnego.

Prawie 1/3 roku w górach! Nawet jeśli obetniesz ten czas o połowę, ze względu na obowiązki i inne ograniczenia, to zostają całe dwa miesiące wędrowania. Wystarczy, żeby łydki napuchły. Albo, żeby przejść jakieś 1500 km.

Mówisz, że czas zjadają ci inni? Przestań karmić ich swoim niezdecydowaniem. Że chcesz, że może być pojechał, że ci się marzy. Zamiast tego weź mapę, wyznacz marszrutę i działaj. Z pewnością nie przeszkodzi ci w tym:

  • Planowanie wypadów z wyprzedzeniem – nawet na kilka miesięcy
  • Pójście na kompromis z najbliższymi – daj coś od siebie
  • Załatwienie koniecznych obowiązków – w górach będzie dużo lżej
  • Nie czekanie na innych – czasami się po prostu nie doczekasz
  • Nie przejmowanie się pogodą – w rozsądnych granicach
  • Nie tracenie czasu na przesadne imprezowanie, gdy jesteś już w górach – potem nie pamiętasz, że w nich w ogóle byłeś (wiem coś o tym 😉

Przede wszystkim nie rezygnuj jednak z wyjazdu, bo zdarzył się, któryś z poniższych pseudo powodów, zatrzymujących cię w domu.

Nie rezygnuj bo nie masz towarzystwa

Zacznij jeździć w góry sam/-a. Szybko przekonasz się, że to wspaniała sprawa i wcale nie musisz być zależnym od tego czy twoja kompania tym razem może czy może nie może, bo pojechała nad morze. (Przeczytaj dlaczego nie warto bać się samotnych wypraw w góry).

Nie rezygnuj, bo nie masz sprzętu

Jeśli jest to sprzęt specjalistyczny, zawsze możesz go wypożyczyć ze specjalistycznej wypożyczalni (jest kilka takich podmiotów online) lub bacówki (np. rakiety śnieżne), odwiedzić secondhand albo skorzystać z aukcji internetowej. Albo popytać znajomych. Zwykle zawsze zdarzy się ktoś kto ma akurat pożyczyć potrzebne wyposażenie.

Nie rezygnuj bo nie ma pogody

Czasami wystarczy godzinne okno pogodowe, by w górach przeżyć chwile, których nie zapomnisz przez długi, długi czas. Góry są wyjątkowe o każdej porze roku i naprawdę trudno znaleźć wymówkę, by w nie nie pojechać. ~ Choć niektórym się to udaje.~ Oczywiście każdy powinien rozsądnie stawiać sobie barierę wyjścia w góry, biorąc pod uwagę swoje doświadczenie, umiejętności, posiadany sprzęt, zdrowie, warunki lawinowe i burzowe, ale na pewno nie warto rezygnować z tej aktywności tylko dlatego, że pogoda nie jest idealna. Ja uwielbiam siedzieć na schronisku nawet kiedy leje i czeka się pół dnia na przejaśnienie.

Nie rezygnuj bo ktoś nie rozumie twojej pasji

Ludzie uwielbiają patrzeć na świat wyłącznie swoimi oczami. Trudno wczuć się nam w rolę drugiego człowieka i zrozumieć dlaczego coś go kręci i po co mu akurat taka, a nie inna aktywność. Gdybym za każdym razem słuchał swojej rodzicielki, żony lub matki mojej żony (pozdrawiam mamusiu, bo wiem, że czytasz ;), to na połowę swoich wyjść w góry nigdy bym nie pojechał. Bardzo łatwo przychodzi nam podziwianie innych, ale kiedy sami mamy ruszyć cztery litery z fotela, zawsze znajdą się jakieś wymówki. A nawet kiedy je już podniesiemy, to kilka słów zwątpienia wypowiedzianych przez najbliższych skutecznie usadza nas z powrotem w fotelu. Nie twierdzę, że warto robić coś na przekór ukochanym osobom, ale czasami naprawdę warto posłuchać samego siebie. Skoro ciągnie cię w góry, to jedź. Nie pozwól innym decydować o tym, jak będziesz spędzał swój czas wolny. Skoro chcą siedzieć w domu, niech siedzą. Ty zaprosisz ich na oglądanie zdjęć i opowiesz im jak było.

Nie rezygnuj bo masz pracę / naukę

Obowiązki obowiązkami, ale jeśli możesz pracować zdalnie lub pouczyć się w terenie, to dlaczego nie? Weź ze sobą laptopa / komórkę / notatki, czy co tam potrzebujesz, znajdź sobie piękną halę z widokiem na rozległe szczyty lub spokojne schronisko, gdzie „zbunkrujesz” się na uboczu i oddaj się pracy lub nauce. Po wypełnieniu obowiązku zawsze możesz wyskoczyć na krótką trasę.

Jeśli do pracy jest ci potrzebny zespół weź go ze sobą. Zaproponuj wspólny wyjazd. Mało to chat na Słowacji? Górskie otoczenie z pewnością lepiej wpłynie na kreatywność zespołu niż biurowe ściany.

A co jeśli nie możesz pracować lub uczyć się zdalnie? Odczekaj napięty czas i wykorzystaj pierwszą nadarzającą się okazję, by wyjechać w góry. Ale podejdź do tego na serio. Większość osób – skąd ja to znam – wchodzi z jednego zobowiązania w drugie, ma trudności z uzyskaniem urlopu, kumuluje wolne dni, uważa, że jest niezastąpiona w miejscu pracy i musi harować jak chłop pańszczyźniany, bo inaczej… no właśnie co? Zwolnią cię? Obrażą się? Nie dadzą podwyżki? Gór nie odbierze ci nikt. Jeśli będą cię chcieli zwolnić i tak to zrobią. Chyba, że wcześniej przegrzeje ci się system i wylądujesz w szpitalu (skąd ta ja to znam numer dwa).

Nie rezygnuj dlatego, że chorujesz

Wiem, łatwo mówić, komuś kto jest w pełni zdrowia (tak mi się przynajmniej wydaje) i może realizować swoją pasję. Otóż problem w tym, że nikt nie jest zdrowy i młody wiecznie. Góry trzeba dostosować do swoich umiejętności. Dla jednych wjazd kolejką na szczyt to rysa na honorze, dla innych konieczność lub wybór, który pozwala oszczędzić im kolana i serce.

  • Jeśli myślisz, że jesteś chory i powinieneś zrezygnować z gór to poznaj historię Sebastiana, który nigdy nie zrezygnował ze swojej pasji. Inspiruje.
  • albo znajdź schronisko na które możesz wjechać samochodem lub kolejką.

Jeśli choroba uniemożliwia ci fizyczne czerpanie przyjemności z gór w formie, jakiej robiłeś to wcześniej, to mimo to, nie poddawaj się. Spróbuj znaleźć aktywność, która zastąpi twoje dotychczasowe chodzenie po górach. Naprawdę chciałbym, żebyś nie składał broni. Po prostu warto. Gdzie w to uwierzysz jak nie w górach?

Nie rezygnuj, bo masz w góry daleko

Łatwo powiedzieć komuś, kto do Wisły ma godzinę drogi. Ale czy to coś zmienia? Jeśli nie mieszkasz na południu Polski zawsze będziesz musiał w góry „trochę” podjechać. Już tak geograficznie nasz kraj ma, że na południu się piętrzy a na północy bije pianę. Jak się coś naprawdę kocha, to zawsze znajdzie się sposób, żeby to robić. Nawet kosztem nieprzespanych nocy, albo przespanych wykładów czy zebrań w pracy.

Zawsze zostaje jeszcze zaczepienie się w pracy, w którymś ze schronisk albo przeprowadzenie się bardziej na południe. Tylko pamiętaj, że wtedy po bursztynki daleko 😉

Nie rezygnuj, bo nie możesz dojechać

A Bla Bla Car? A Polski Bus? A PKP? (tak, tam też się coś zmienia). A stop? Zawsze znajdzie się tania i rozsądna opcja transportowa. No chyba, że nie chcesz jechać…

Więc wracając do pytania jak znaleźć więcej czasu na góry, odpowiadam: CHCIEĆ.

Be first to comment