7 strachów, które znikają, gdy zaczynasz samotnie chodzić po górach

W góry nie chodzi się samemu. Koniec, kropka. Góry wymagają wsparcia, towarzystwa i partnerstwa. W górach trzeba mieć do kogo się odezwać, na kim się wesprzeć. Góry są zbyt niebezpieczne, by niepotrzebnie ryzykować samotne przejścia… Prawda, ze wszystkim się zgadzam. Ale kto choć raz był w górach samotnie, ten wie, że wiele z tych strachów umiera, kiedy człowiek zdecyduje się na indywidualną wędrówkę.

Góry pochłonęły zbyt wiele ofiar, by nie darzyć ich należytym respektem, by nie przyznać racji tym, którzy uważają, że samotne wędrówki niepotrzebnie zwiększają ryzyko i mogą prowadzić do nieszczęścia. Ale z drugiej strony, samotne chodzenie po górach (czy w ogóle samotne wyprawy – czy to pieszo, na rowerze czy backpackersko) są jak narkotyk. Kto raz odważy się na ten strzał adrenaliny i przełamie stereotypy, ten już zawsze będzie stał po stronie tych, którzy na takie wyprawy się decydują. To wciąga. Bezpowrotnie.

Choć sam nie mam takich wypraw wiele na swoim koncie – z dłuższych przejść zrobiłem samotnie tylko Główny Szlak Beskidzki i Skye Trail – to jednak na krótsze wypady często zdarza mi się wybierać w góry samemu. I mimo, że uwielbiam towarzystwo przyjaciół oraz rodziny w górach, to muszę przyznać, że to właśnie takie wyjścia są najbardziej niepowtarzalne. Emocji, jakie rodzą się w takich chwilach, nie da się porównać do żadnych innych w górach. Jesteś sam na sam z ogromem ściany, ta mgła, ten zachód, ta dolina, ta sarna, są tylko twoje, niczyje inne. Masz wrażenie, że uczestniczysz w czymś zupełnie wyjątkowym, dostępnym tylko dla twoich oczu. Emocje są zdwojone, strachy większe. Skupiasz się tylko na przyrodzie i na własnych doznaniach. Nie musisz się nimi dzielić, opowiadać, komentować. Czujesz, że możesz więcej, wyżej, dalej. Chcesz jeszcze i jeszcze…

Skye Trial

Czy może być lepsza nagroda dla samotnego wędrowca? (Skye Trail, Szkocja)

No właśnie, i często właśnie w takich chwilach tracisz grunt pod nogami. Osuwasz się w niebyt. Mam tego świadomość. W taki sposób skończyło wielu wspinaczy i wędrowców. Może, gdyby w takiej chwili ktoś byłby przy nich, to byliby między nami. Może… Kto wie. To tylko gdybanie. Zamiast niego lepiej skupić się na konkretach. Jeśli chcesz iść samemu w góry, musisz nabrać doświadczenia, musisz mieć odpowiednie umiejętności. Zacznij od niewielkiego pułapu i zawsze pamiętaj o granicy, której samemu przekroczyć nie można (piszę to również trochę do siebie, bo czasami człowiekowi trudno powiedzieć dość, gdy grań wydaje się na wyciągnięcie ręki…). Wiedz, kiedy się wycofać.

Jeśli dobrze przygotujesz się do wyjścia w góry i nie przecenisz własnych umiejętności, to zobaczysz, że samotność (pozorna) w górach jest piękna, a “uśmiercenie” tego, co przeszkadzało ci w wyprawach w większym gronie, da ci satysfakcję, która szybko pozwoli rozprawić się z największymi strachami. Na przykład takimi:

1. “Będziesz samotny, nie będziesz miał do kogo otworzyć gęby”

 No i bardzo dobrze! Nie wiem jak wy, ale ja w przeważającej mierze wypadków właśnie tego szukam w górach: ciszy, spokoju, skupienia. W grupie przyjaciół zawsze jest o czym porozmawiać, zawsze znajdzie się argument żeby zahaczyć o dodatkowe schronisko, wypić kolejne piwo, albo zrezygnować z wejścia na dodatkowy szczyt. Uwielbiam to!  Ale niestety w grupie także łatwiej o rozprężenie, o poddanie się woli innym, o rezygnację z zaplanowanych działań, o marudzenie. W samotnej wędrówce sam jesteś sobie panem. Przechodzisz ile chcesz, stajesz kiedy chcesz, jesz gdy zgłodniejesz. Na nikogo nie musisz czekać, nikomu nie przyprawiasz ogonów. A jeśli już będziesz miał ochotę na towarzystwo, to naprawdę bardzo łatwo je znajdziesz. Samotny wędrowiec wszędzie wzbudza sympatię i ciekawość. Łatwo nawiązuje kontakty i nowe znajomości – oczywiście jeśli się otworzy i w swojej naturze lubi ludzi.

2. “Ktoś cię napadnie”

To jest strach, który ma naprawdę wielkie oczy. Z ręką na sercu powiedzcie ile razy mieliście w górach sytuację, w której ktoś zachowywał się wobec was agresywnie?  Groził wam, śledził, chciał skrzywdzić? I nie mówię tu o zakrapianym, niekulturalnym towarzystwie na schronisku, na które każdy z nas może trafić. Tak, świat jest pełen wariatów. Tak, dookoła nas dzieją się różne dziwne rzeczy. Ale jeśli wariat ma wybierać bycie wariatem na nizinach, a w górach, to śmiem twierdzić, że nie będzie mu się chciało mierzyć z podejściem. Może to truizm, ale moim zdaniem bardziej niebezpieczne jest nocne miasto, niż beskidzki las nocą.

3. “Dorwie cię dziki zwierz”

Ten strach może i ma pokrycie w rzeczywistości, ale równie dobrze taka sytuacja może się zdarzyć, gdy wędrujemy grupą. Dzikie psy? Proszę bardzo, w górach Rumunii bardzo często “lgną” do turystów, bez względu na ich liczbę. Wilk? Niedźwiedź? Po pierwsze niezbyt ich wiele, po drugie zwykle uciekają. No a gdyby miały już podejść, to czy kolega pomoże ci w walce z misiem?

Żmija? A jak druga osoba ochroni twoją nogę, by nie stanęła akurat tam, gdzie czai się gad? Umówmy się. Zwierzęta, to zwierzęta. Mogą się przydarzyć bez względu na to czy podróżujemy samotnie czy w grupie. Kleszcz też.

4. “Zabłądzisz / zgubisz drogę”

Może się zdarzyć każdemu. Również w grupie. Śmiem twierdzić, że w niej nawet bardziej, bo chodząc po górach w kilka osób zwykle gadamy, a gadanie to spadek skupienia, a kiedy brak skupienia, to łatwo w górach o pomyłkę, albo nie daj boże o potknięcie. Czujność na szlaku trzeba więc zachować bez względu na to czy idziesz sam czy ze znajomymi. Chodząc samemu trzeba po prostu pamiętać o zabraniu dobrej mapy (najlepiej także kompasu), nie schodzeniu z oznakowanego szlaku i nie podejmowaniu zbędnego ryzyka. Czyli dokładnie o tym samym, gdy wędrujesz w grupie.

5. “Jak sobie coś zrobisz, to nikt ci nie pomoże”

No dobrze, ale czy gdybym nie daj boże osunął się ze skarpy, to mój towarzysz byłby w stanie wciągnąć mnie z powrotem? Wątpliwe. Jeśli nie ma przy sobie telefonu, żeby wezwać ratowników górskich, to może co najwyżej zejść po pomoc w doliny, albo do najbliższego schroniska. Poza tym gdyby porównać statystyki ilu turystów ulega wypadkom samotnie, a ilu w grupie, to nie jestem pewien czy szala przechyliła by się na korzyść samotników. Góry, to góry, nigdy nie przestaną być niebezpieczne. Wypadki zdarzają się każdemu. Trzeba po prostu minimalizować ryzyko i nie podejmować nieodpowiedzialnych decyzji. Ruszając w trasę, musimy mieć świadomość, że coś może pójść nie tak, że powinie się nam noga, że osunie się kamień. Dlatego zawsze trzeba pamiętać byśmy tak naprawdę nigdy nie byli w 100% sami ze swoimi planami. Naładowana komórka oraz wiadomość pozostawiona dla osób trzecich, gdzie dokładnie się wybieramy, to konieczność a nie widzimisię.

6. “Samemu zanudzisz się na śmierć”

Nuda? Ten kto narzeka na nią w górach, chyba powinien zmienić hobby. Już kilka razy słyszałem takie zapytanie: Nie nudzi ci się samemu chodzić w góry? Albo, a chce ci się jechać samemu? No jak może się nudzić? No jak może się nie chcieć jechać, gdy jest okazja? Wyjaśnijcie mi, bo kompletnie tego nie rozumiem. No jak? Masz najlepsze zajęcie na świecie tylko dla siebie, przeżywasz je po swojemu i tak, jak tego właśnie teraz chcesz. Nikt ci nie mówi “Wstawaj, idziemy”, albo “może zwolnisz”, albo “siądź na chwilę, wyglądasz na zmęczonego”.  Albo o zgrozo “Panie Łukaszu musimy mieć ten projekt na jutro albo najlepiej na już”. O, nie, w samotnej wędrówce nie ma miejsca na nudę. Musisz zadbać o siebie, musisz być czujny, musisz bezpiecznie wrócić do bliskich. Musisz chłonąć to, co dzieje się wokół ciebie, wszystkimi zmysłami. To sprawia, że nigdy się nie nudzisz.

7. “Nikt cię nie zdopinguje”

Doskonale rozumiem, że dla niektórych ten strach jest trudny do przezwyciężenia. Samemu czasami może się po prostu nie chcieć. No bo jak jest kumpel czy kumpela, to podadzą rękę, zachęcą, zdopingują, a jak trzeba to i kopną tam gdzie normalnie się kolegów nie kopie. A samemu? Samemu musisz się dopingować sam. Albo to potrafisz i masz samozaparcie gdy boli, gdy mokro, gdy wieje i plucha, albo wstajesz rano, przecierasz oczy i mówisz sobie, eeee, jeszcze poleżę. Doskonale to rozumiem. Sam przechodziłem przez to wiele razy, kiedy pokonywałem jakiś szlak we własnym towarzystwie. W takim przypadku nie ma przed kim zgrywać twardziela i zaciskać zębów, łatwo odpuścić – przecież nikt nie widzi. Ale gdy pokonasz już strach przed działaniem i pokusę ciepłej pościeli (a raczej śpiwora), gdy powiesz sobie, chcę to zrobić, chcę to przejść, nie dlatego żeby komuś zaimponować, nie dlatego żeby myśleli, że nie jestem mazgajem, ale po to, żeby udowodnić coś samemu sobie, to nie ma bata, wygrywasz. Nie ma niczego co cię pokona. Nawet gdy przegrywasz, to wiesz, że spróbujesz znowu. Bo potrafisz.

Bucegi

Samotny zachód słońca w Bucegach (Rumunia), na który wymknąłem się ze schroniska, od moich przyjaciół. Moment, który zapoczątkował moją chęć wędrowania w pojedynkę.

 ***

Jeśli choć przez chwilę zastanawiałeś / -aś się czy dasz radę, czy jesteś w stanie samemu wyjść w góry, to KONIECZNIE spróbuj. Zostaw te wszystkie strachy za sobą, niech straszą tych, którzy zawsze mają wymówki, którym przeszkadza pogoda i brak prysznica, którzy zawsze czekają na decyzje innych. Tylko pamiętaj, samotne chodzenie uzależnia, zachowaj więc umiar. Nie namawiam cię do ruszenia na samotne wyprawy z dnia na dzień, jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłeś lub jeśli nie masz dużego doświadczenia górskiego. Namawiam cię do spróbowania, do sprawdzenia czy taki typ wędrówki leży w twojej naturze. Niekoniecznie od razu Tatry, niekoniecznie długodystansowy szlak. Na początek coś małego. Jeśli szukasz w górach wyciszenia, to na pewno nie będziesz żałował.

5 komentarzy

  • Odpowiedz Listopad 2, 2016

    yoyo

    Dziwne że nie ująłeś na pierwszym miejscu kosztów, u mnie są priorytetową sprawą w wyjściu w pojedynkę w góry ;-).
    P.S. Świetny artykuł.

    • Odpowiedz Listopad 2, 2016

      Czubaka

      Masz rację, koszty to też jeden z tych „strachów” 😉
      Trzeba zrobić update.

      • Odpowiedz Maj 5, 2017

        Oskar

        Ale jakie koszty? Przecież jadąc w 3 osoby płacimy np. 40zł za osobę za nocleg a samemu 45 (przynajmniej ja tak płacę). jadąc w 3 osoby kupujemy 3 obiady a samemu 1. Jedyne koszta przy wyjeździe grupowym jakie się realnie zmniejszają to koszta paliwa w przypadku kiedy ktoś jedzie samochodem bo jadąc pociągiem na to samo wychodzi.

  • Chociaż wielu twierdzi, że po moich „przygodach” w Atlasie powinienem najlepiej zamknąć się w domu, to nie wyobrażam sobie życia bez podróży. Te w grupie przynoszą wiele radości, ale to właśnie te samotne pozwalają nam się rozwijać i poznawać samych siebie. W zupełności się z Tobą zgadzam, nie należy bać się samotnych wędrówek.

    • Odpowiedz Listopad 3, 2016

      Czubaka

      Dokłądnie tak. Ja po kilku dniach w tym samym miejscu też się duszę 😉 Chodzenie po górach czy podróżowanie po świecie samotnie, a podróżowanie ze znajomymi to trochę dwie różne rzeczy. Lubię obie, ale nie da się ich porównać, towarzyszą temu zupełnie inne przeżycia.

Leave a Reply