Kukuczka – recenzja książki

Pisząc książkę o Kukuczce łatwo popaść w sztampę i nakreślić laurkę. Że wielki, że zdobył Koronę Himalajów w lepszym stylu niż Messner, że wytrzymały jak tur. Albo wprost przeciwnie, szukać sensacji i pisać pod publiczkę: że egocentryk, że samolub, że ryzykant rządny sukcesów. Najtrudniej napisać obiektywnie i pokazać obie strony medalu. A do tego zainteresować tematem kogoś, kto na co dzień w góry wysokie nigdy by się nie wybrał.

Na początku wspinaczkowej kariery w górach wysokich, nic nie wskazywało, że niewysoki (zaledwie 166 cm) chłopak z Katowic, sięgnie – nomen omen – tak wysoko. Źle znosił aklimatyzację, żył w ubogim kraju we wschodniej Europie na skraju przemian, nie miał funduszy, nie miał sprzętu, lubił sobie dobrze zjeść (uwielbiał golonkę), miał tendencję do lekkiej nadwagi. Ale miał też samozaparcie i wolę, jakiej mogliby mu pozazdrościć najwięksi w tym „sporcie”. Bo Kukuczka lubił podkreślać, że w himalaizmie liczy się cel i rywalizacja, a nie mistycyzm i filozofia. Góra, pod którą przyjeżdżał, miała zostać zdobyta. Tyle i aż tyle. I może właśnie dlatego był tak piekielnie skuteczny.

Niestety tej skuteczności nie zawsze wytrzymywali jego partnerzy. Wiele wypraw Kukuczki naznaczonych było śmiercią jego towarzyszy. I o tym też jest w tej książce. Nie ma tylko jasnej strony niezwykłego sukcesu. Są pytania stawiane cytatami z Kukuczki i innych wielkich tamtych czasów. Czy mogli zrobić więcej, by uratować towarzyszy? Czy mogli wycofać się w odpowiednim momencie? Zareagować? Czy himalaizm ma sens, a jeśli tak to jaki?

I o tym jest właśnie ta książka. O marzeniach i realizacji celów, które sobie zakładasz. O walce o swoje i wątpliwościach, które pojawiają się, gdy próbujesz realizować projekty ekstremalne. O wyrzutach sumienia, bólu, rozłące i poświęceniu, jakie trzeba przeżyć, by sięgnąć tak wysoko.

Nie nazwałbym jej chyba typową biografią. Kukuczka jest tu raczej wybijającym się na plan pierwszy aktorem, który nadaje całości rytmu i dynamiki, niż jedynym bohaterem, na którym skupia się narracja. Główny wątek książki osnuty jest wokół zdobywania Korony Himalajów i Karakorum oraz rywalizacji, jaką Kukuczka prowadził z Messnerem. Sporo tu o tym jak znany himalaista dojrzewał najpierw do wspinaczki, potem do gór wysokich, a wreszcie do celu, który dla wielu wydawał się abstrakcyjny i nieosiągalny, gdy żyło się w komunistycznej Polsce. Ale jest też w tej publikacji miejsce na pokazanie kontekstu czasów, środowiska polskich i zagranicznych himalaistów, w którym obracał się Kukuczka, „kuchni” wielkich wypraw górskich. W moim odczuciu to bardziej biografia tamtych czasów i wielkiego wyścigu, niż samej postaci Kukuczki. I to prawdopodobnie największa zaleta tej publikacji.

Mimo, że książkę czyta się naprawdę bardzo dobrze, to nie do końca jestem przekonany czy zainteresuje ona osoby, które nie żywią zrozumienia i szacunku do himalaistów czy samej postaci Kukuczki. Może to kwestia innego położenia akcentów, może samego języka powieści, który jest w 100% poprawny i nie można mu nic zarzucić, ale chyba też niczym się literacko nie wyróżnia (może jest zbyt gazetowy?). Może to kwestia nie do końca odpowiedzenia – w moim poczuciu – na pytanie dlaczego Kukuczka wielkim himalaistą był?

Denerwują też drobnostki w typie: piękne zdjęcia – ale podpisane wyrywkami z tekstu, który przed chwilą czytałem; jakby bez pomysłu, na odczep się. Rywalizacja o 14 najwyższych gór świata, ale tak naprawdę nie wiemy nawet kiedy się ona w głowie Kukuczki narodziła. Zagubione napięcie, gdzieś pod koniec zdobywania ostatnich szczytów – i to nie tylko dlatego, że Messner wyprzedził naszego bohatera. Detale, ale rzutują na całość.

Lektura konieczna dla kogoś kto interesuje się polskim (i nie tylko) himalaizmem (choć nie wnosi chyba nic nowego do tego, co już o tej postaci wiadomo z innych, nie tylko książkowych, publikacji – ale przeczytać i tak warto). Dla miłośników literatury faktu pozycja godna polecenia. Dla całej reszty publikacja, która chyba pozostanie niezauważona. A szkoda, bo historia Kukuczki, to temat nie tylko na książkę ale i na niejeden film (dokumentalne już były, może czas na produkcję porównywalną do „Bogowie” o profesorze Relidze. Tylko kto miałby zagrać główną rolę? Znowu Kot ;)?)

AUTOR: Maciej Krupa, Marcin Pietraszewski
WYDAWNICTWO: Agora SA 
ROK WYDANIA: 2016
LICZBA STRON: 400

Be first to comment