Triathlon, sport pełen wyzwań – wywiad z zawodnikami T2 Triathlon Team

Triathlon, łączący pływanie, biegi i jazdę na rowerze, to sport zdobywający coraz większą popularność. Fanów tej aktywności nie odstraszają wymagające treningi, mordercze dystanse i godziny przygotowań do zawodów. Co jest takiego wyjątkowego w tym sporcie i dlaczego warto go uprawiać? O opinię spytałem Adama Przeździęka i Rafała Chomika z gliwickiego T2 Triathlon Team, którzy odnoszą coraz większe sukcesy w tym sporcie.

Zacznijmy od tego czym jest triathlon? Jak go zdefiniować sportowo?

Rafał: Triathlon to połączenie trzech, zdawałoby się odrębnych, dyscyplin: pływania, kolarstwa oraz biegania. Tylko, że pływanie jest zupełnie inne, niż takie na basenie. To jest pływanie na otwartej przestrzeni, wymaga wielu dodatkowych umiejętności, walki z falą, walki z innymi osobami.

A dla was osobiście czym jest triathlon, tak naprawdę, emocjonalnie, w waszych głowach?

Adam: Dla mnie, już od dłuższego czasu, jest dużą częścią życia, może kiedyś będzie całym życiem, z racji jak wiele czasu się na niego poświęca, jak wiele wyrzeczeń trzeba sobie narzucić, żeby go trenować, żeby to wszystko spiąć, połączyć z pracą. Bo trzeba dodać, że czym innym jest bycie zawodowym triathlonistą a triathlonistą takim jak my, który łączy sport z pracą, z rodziną itd.

A dużo jest w Polsce zawodowych triathlonistów?

Rafał: Myślę, że to może być około 20 osób. Tak naprawdę w mistrzostwach świata, które się teraz odbyły w Australii, startował tylko jeden Polak i był to pierwszy Polak w historii w grupie profesjonalistów. To pokazuje jak młodą dyscypliną jest triathlon w Polsce.

Jakie są najpopularniejsze kategorie triathlonu? Czym się różnią?

Rafał: Generalnie różnią się dystansami, które są do pokonania w poszczególnych etapach. Popularny jest dystans olimpijski – 1,5 km pływania, 40 km jazdy rowerem i 10 kilometrowy bieg. Z federacji Ironman są zawody na dystansie pół Ironman i na pełnym dystansie Ironman: 3,8 km pływanie, 180 km rower, 42 km bieganie. Na tych dwóch dystansach co roku są mistrzostwa świata.

Adam: Ironman to chyba cel każdego triathlonisty, ale w Polsce bardzo popularnym dystansem jest 1/4 Ironmana. Dystans jest podobny do olimpijki, ale pływanie jest krótsze (950 m), a to właśnie z pływaniem ludzie mają największy problem. To jest bardziej przystępny dystans dla amatorów, którzy chcą wystartować po raz pierwszy. Są jeszcze sprinty i supersprinty po kilkadziesiąt minut.

Mówiliście, że pływanie jest całkiem inne, rozumiem, że trenujecie na otwartym akwenie zamiast basenu? Jak często macie takie treningi?

Rafał: Gdy pozwala pogoda. Kiedy zaczyna się sezon startowy, to trzeba połączyć te umiejętności techniczne, których się nabyło w ciągu zimy na basenie z tymi różnicami na otwartym akwenie. Bo tutaj pływasz w piance, jest inna pozycja w wodzie, poza tym dochodzi fala, umiejętność nawigowania na otwartym akwenie, gdzie niejednokrotnie świeci ci słońce w twarz i to są te elementy, których możesz się nauczyć na otwartym akwenie.

Na czym polega nawigowanie w wodzie? Patrzysz, namierzasz swój cel?

Rafał: Dokładnie tak. Na basenie patrzysz na linię, nie masz z tym najmniejszych problemów. Pływanie w otwartym akwenie, to przy zachowaniu techniki, gdzie masz zanurzoną głowę, rzadko patrzysz przed siebie, jeszcze umiejętność utrzymania właściwego kierunku. A niejednokrotnie zawodnicy, którzy płyną, spychają cię, raz w lewo, raz w prawo, więc trzeba to kontrolować. Pływa się w jeziorze, morzu, a czasem nawet w kanałach żeglugowych.

Są czasami takie celowe „łokcie”?

Rafał: Oczywiście, że tak.

Adam: Stąd jest pojęcie „washing machine” (pralki). Najczęściej występuje, gdy jest start z brzegu. Niejednokrotnie zawodnicy wychodzą z tego z podbitym okiem, ukruszonym zębem czy poobijani. Po niektórych zawodnikach jesteś zmuszony po prostu przepłynąć, bo są wolniejsi, trzeba sobie wyrobić pozycję. To jest coś, czego zawodnicy na początku się boją najbardziej. No ale trzeba być twardym i jak się wyrobi tę pozycję na pływaniu, to już jest spokój.

Rafał po wyjściu z pływania (fot. archiwum zawodników)

Rafał po wyjściu z pływania (fot. archiwum zawodników)

Ile trenujecie w tygodniu? Ile trzeba przepłynąć, przejechać, przebiec, żeby mieć wyniki?

Rafał: Myślę, że w szczycie sezonu, to jest około 16-18 godzin tygodniowo. Codziennie raz, nawet dwa razy. Nie ma dnia wolnego, w momencie kiedy zrobisz sobie dzień wolny, okaże się, że w kolejny dzień musisz zrobić 6-7 godziny trening.

A jest tak, że wam się już czasami nie chce? Że macie dość treningów?

Rafał: Oczywiście, że tak, bardzo często, ale…

Adam: „Trening musi zostać odbyty” – tak się to ładnie mówi, nie ma że boli. Jak trenujemy razem, szczególnie w zimę, to czasami mamy też już dość siebie, czasami siedzimy obok siebie w klubie i nie ma nawet już tematów, myślisz znowu on, znowu mamy robić to samo…

Skąd się wzięło, że wy razem trenujecie? To jest jakaś wzajemna motywacja? Znacie się długo, jesteście kumplami?

Adam: I tak i tak. Poznaliśmy się parę dobrych lat temu przy bieganiu. Ale Rafał już wcześniej miał początki triathlonu i gdzieś tam wciągnął mnie na jakiś prosty start niedaleko nas, i tak od słowa do słowa totalnie wsiąkłem. W sumie raz, że jesteśmy super kumplami, a dwa, że jednak jak się razem trenuje to dochodzi aspekt motywacyjny. Nie cierpię na przykład jak Rafał trenuje gdzieś sam, wtedy mu piszę w żartach: „nie dorabiaj treningów”. Albo robimy sobie na złość i wysyłamy sobie zrzuty z zegarka, ile kto kilometrów zrobił. To jest taka wzajemna motywacja. Ale zdrowa bardzo. Na zawodach się raczej ze sobą nie ścigamy, bo jesteśmy w innych kategoriach wiekowych. 

A jest tak, że ktoś jest z was lepszy w jednej dyscyplinie, a drugi w drugiej?

Rafał: Zdecydowanie tak. Adam jest dużo szybszy na pływaniu, a ja z racji tego, że z kolarstwem mam do czynienia już od ponad 20 lat, to rower mam dość mocny i tu nadrabiam straty z pływania.

Adam: Tylko czekam aż mnie dogodni… To nie jest fajne.

Nie lepiej by się było skupić na jednej dyscyplinie, niż na trzech?

Rafał: Mi się bardzo podoba, że triathlon jest taki ogólnorozwojowy. Proporcjonalnie się rozwijasz, nie masz przykurczy, które mają kolarze, skręcenia ścięgien, bólów karku itd. Oczywiście są kontuzje ale nie ma tak charakterystycznych zwyrodnień jak w przypadku kolarzy czy biegaczy.

Adam: Dużo pływania dobrze wpływa na cały organizm. Tu jeszcze dochodzi bieg po rowerze, gdzie fajnie rozciągasz mięśnie, które pracują inaczej, niż na rowerze. Tu jest tak dużo zmiennych, ten sport jest tak mocno nieprzewidywalny, że jeśli chodzi o zawody, to możesz się czuć super mocny przed, a w trakcie nie zagra ci jeden element i wszystko się zmienia. Źle dokręcisz sztycę roweru, złapiesz gumę, albo zaczną cię łapać problemy żołądkowe… To jest cała litania.

Czy te wszystkie zmienne nie powodują, że triathlon to jest skomplikowany, albo wręcz drogi sport?

Rafał: To zależy od poziomu. Jeśli zależy ci na startowaniu w zawodach i ukończeniu, to nie jest to sport drogi. Myślę, że taki podstawowy sprzęt do triathlonu to jest cena rzędu 3-4 tys. złotych. Zresztą, coraz więcej firm umożliwia wypożyczenie sprzętu do triathlonu, więc to nie jest jakiś wielki problem.  Ale jeśli faktycznie chcesz mieć jakieś poważne wyniki i powalczyć, to nie ma górnej półki cenowej sprzętu.

Adam: Ale my też zawsze zwracamy na to uwagę. Jasne, że lubimy gadżety i nowinki, ale zawsze patrzymy, że to trzeba przyrównać do twojego poziomu. Nie ma sensu, żeby korzystać na przykład z pełnego koła (aerodynamicznego) – około 6-10 tys. za jedno koło. Ono pięknie wygląda i super świszczy, jak jedziesz, ale tak naprawdę jak nie masz „dobrej nogi” – jak się mówi kolokwialnie – to i tak tego nie wykorzystasz, to nie ma sensu.

Triathlon - rower

Trening (fot. archiwum zawodników)

Czyli co, koszty to są: rower, pianka do pływania, koszt wyjazdów, zapisów?

Adam: Rower, SPD-ki, buty do biegania, pianka się przyda pod koniec, choć można ją pożyczyć, albo kupić coś już nawet za 300 zł.

Rafał: Czasami jest tak na zawodach, że są osoby, które pełnego dystansu nie potrafią przepłynąć kraulem, dorabiają już końcówkę żabką albo na plecach, a mają na sobie pianki za 4 tys. złotych. Albo czasami widzisz na zawodach obok siebie człowieka, który ma rower aluminiowy za 2 tysiące, a startuje na tym samym poziomie jak ktoś, kto ma obok niego rower za 20 czy 30 tys. Sprzęt nie zrobi ci wyniku. Sprzęt sam nie jeździ.

Wy czerpiecie frajdę z tego, że bierzecie udział w zawodach, potraficie zrobić fajny czas, rywalizować z innymi, ale nie wolelibyście czasami doświadczać tego sami? W spokoju? Bez tej presji zawodów?

Rafał: Oprócz tego, że zawody są prawdziwą adrenaliną, to dla mnie najważniejszy jest ten aspekt społeczny, że poznajesz i spotykasz ludzi, którzy mają identyczną pasję jak ty, z którymi możesz porozmawiać, wymienić się doświadczeniem, treningami itd.

No dobra, ale życiówki, albo awans do mistrzostw świata też się chyba liczą?

Rafał: No jasne, to jest ukoronowanie tych wczesnych godzin wstawania, tych wielu wyrzeczeń, tego maksymalnego ułożenia sobie dnia, niedospanych nocy w zimie czy wiosną, to jest wisienka na torcie.

Adam: Na to się czeka. Trenujesz długo, gdy jest zima, jest bardzo dużo momentów kiedy myślisz, że do startu jest tak daleko albo nawet nie tyle do startu, co do pojeżdżenia na rowerze na świeżym powietrzu, co jest zupełnie inną sprawą, bo spinning a jeżdżenie na zewnątrz, to jest dla głowy zupełnie inny bodziec.

Jakie są wasze największe wpadki na zawodach?

Rafał: Adam się zawsze ze mnie śmiał, że ja się nigdy nie przewróciłem na rowerze, a jemu się to regularnie zdarzało na pierwszych zawodach…

Adam: Trzy razy pod rząd…

Rafał: Natomiast ja jakoś się uchroniłem od tego. Może dlatego, że mam większe doświadczenie. No i w tym roku mnie to zgubiło. Podczas pierwszego startu, gdzie padał deszcz, było bardzo mokro i ślisko, ja wsiadłem po pływaniu na rower i jak to ja, zaczynam gonić. A trasa prowadziła tak, że zaraz po wyjściu ze strefy była bardzo długa prosta, z górki, zakończona po 2-3 kilometrach zakrętem 90 stopni i dwoma przejściami dla pieszych. Więc wsiadłem na rower, wyprzedzam, wyprzedzam, no i zaczynam zbliżać się do tego zakrętu, widzę że wszyscy hamują. A ja na pełnej fantazji, jak, ja? hamować? Jeszcze nie jest moment, żeby hamować… Jak dotknąłem hamulca, to nawet nie wiem kiedy leżałem, rower wpadł  w publiczność, przy 53 kilometrach na godzinę. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ja się ledwo podniosłem. „Szlify”, całe biodro, plecy, noga… Chciałem zrezygnować z zawodów, pogubiłem cały swój ekwipunek, jedzenie, picie, ale kibice, tak mnie mocno dopingowali, że udało się pozbierać i ukończyć zawody.

Adam finiszuje na zawodach (fot. archiwum zawodników)

Adam finiszuje na zawodach (fot. archiwum zawodników)

Adam: Ja z kolei miałem takie pamiętne zawody w Radłowie, kiedy przegapiłem metę… Było tak ciepło, zamyśliłem się, biegnę, biegnę… Patrzę na zegarek, miało być 10 km, a zbliżam się do 11. Pytam się ludzi, gdzie ta meta? A oni: kilometr za tobą. Okazało się, że źle skręciłem, musiałem się wrócić i biec do mety, straciłem na tym dobre kilka minut i wynik też słabszy… A z innych takich wydarzeń, to jak debiutowaliśmy na pełnym dystansie Ironmana w Malborku, straszna pogoda była, wiało, zimno, to na ostatniej pętli, czyli na 170 km roweru, zauważyłem, że ktoś leży na jezdni i jechała po niego karetka z naprzeciwka. Wjechała na mój pas, zahaczyła mnie lusterkiem w ramię, straciłem władzę nad kierownicą i zjechałem na pobocze. Przy 30-40 km na godzinę uderzyłem kołem w kamień i przeleciałem przez cały rower w pole, dobrze, że zaoorane… Osoby z obsługi pomogły mi się zebrać, dojechałem te 10 kilometrów jakoś, trochę krwi było, udało się jakiś wynik wykręcić jeszcze. No ale żeby dać się potrącić przez karetkę i wylecieć w pole… to tylko ja.

Ile zajmuje wam sam rower na przykład? 180 km?

Adam: Ponad 5 godzin.

Rafał: 5 godz, 3 minuty w tym roku zrobiłem.

Adam: Ja coś koło  5:24.

A jaka jest wasza średnia prędkość na rowerze tak mniej więcej?

Rafał: 35,5 km…

Adam: Ja około 33 km.

Trudność dochodzi taka, że chyba każda trasa jest inna?

Rafał: To nie jest powtarzalny sport…

Adam: Nie da się porównać dystansu do dystansu.

Rafał: Każdy akwen jest inny, trasa kolarska, biegowa… Możesz sobie najwyżej porównać wynik na tej samej trasie w jednym sezonie i w drugim. Bardzo dużą rolę odgrywa też pogoda. 

Gdyby ktoś chciał zacząć trenować triathlon, jest osobą która jest sprawna fizycznie, dużo biega, jeździ na rowerze – nie mówimy o osobach, które leżą tylko przed telewizorem – to jak powinna zacząć? Znaleźć trenera? Znaleźć partnera do trenowania?

Rafał: Myślę, że jeśli to jest osoba sprawna, której celem jest na początku ukończenie zawodów czy sprawdzenie się, to jest to w stanie zrobić samemu. Jest tyle książek, tyle materiałów w internecie, gotowych planów treningowych – choć według mnie na początku trzeba z tym uważać, bo plany trzeba układać pod konkretną osobę, dla kogoś kto zaczyna, to można sobie zrobić jeszcze większą krzywdę, przeciążyć się –  ale jeśli ktoś chce zacząć to przede wszystkim…

Adam: … badania lekarskie, żeby sprawdzić czy jest w stanie taki wysiłek podjąć, to jest kluczowe. Ludzie czasami robią to ze sporą nadwagą…

Rafał: Podstawowa rzecz to też posiadanie pulsometra, żeby sprawdzić czy sobie krzywdy nie robimy i w miarę przygotowanie roweru. Jeśli nie mam o tym pojęcia, to albo idę do serwisu, albo proszę kogoś kto ma większe doświadczenie w temacie, żeby spojrzał jak na tym rowerze wyglądam, jaką mam pozycję, bo tyle kilometrów w niewłaściwej pozycji może doprowadzić do przeciążeń i kontuzji w przyszłości.

Adam: Z mojej perspektywy, ważne jest też „mierzenie sił na zamiary”, bo niektórzy mówią: zrobię triathlon i za pół roku chcą startować na połówce, gdzie w ogóle do triathlonu trzeba jakiegoś krótszego dystansu na początku, z pół roku żeby systematycznie się przygotować – oczywiście sprawnej osobie. Zdrowy rozsądek i stopniowe adaptowanie wysiłku, podstawowe badania wydolnościowe. 

Już po zawodach (fot. archiwum zawodników)

Już po zawodach (fot. archiwum zawodników)

Pochwalcie się swoimi wynikami, tymi, które was najbardziej ucieszyły.

Rafał: W moim przypadku to jest wynik z tegorocznych zawodów w Gdyni, czyli pół Ironman, zrobiony w 4h 35 minut (1900 m pływania, 90 km jazdy na rowerze, 21 km biegu). To był mój kluczowy start sezonu, do którego przygotowywałem się przez cały rok. Zdobyłem kwalifikację na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Stanach Zjednoczonych.

Ilu Polaków jedzie na takie mistrzostwa?

Rafał: 20-30, ogólnie startuje 2,5 -3 tys. ludzi z całego świata.

No to gratulacje. Adam?

Adam: Ja jestem zadowolony z pełnego dystansu z kolei, z ostatniego startu w Bydgoszczy, na mistrzostwach Polski, gdzie udało mi się zrobić zawody w 10h 20 min  (3,8 km pływania, 180 km na rowerze i maraton).

W triathlonie chyba mocno rywalizuje się z samym sobą?

Rafał: Na długich dystansach przede wszystkim.

Adam: Ja wyłącznie. Jestem za słaby na rywalizację na tych krótszych dystansach, bo może na pełnym za jakiś czas będzie lepiej. Ja od zawsze uprawiam sport, od małego, wcześniej była siatkówka 13 lat, biegi, pływanie. Ale robię to wyłącznie dla siebie, żeby nie mieć brzucha, totalnie się zmęczyć.

A ty, Rafał, kolarstwo wcześniej, to na jakim poziomie?

Rafał: Na poziomie amatorskim, hobby, pasja. Głównie zaawansowana turystyka po Beskidach, jeszcze wcześniej downhill. Kolarstwo szosowe dopiero się pojawiło w momencie kiedy wymyśliłem sobie triathlon. Po tych kilku latach biegania pomyślałem sobie, kurcze, przecież ja kiedyś jeździłem na rowerze i fajnie byłoby to połączyć. Przesiadłem się najpierw na pożyczony rower szosowy, a potem sobie sprawiłem swój własny i musiałem się nauczyć jeszcze pływać. W tej kolejności to było.

A wasze największe marzenia triatlhonowe?

Rafał: Hawaje, myślę, że Hawaje…

Adam: Teraz do Stanów już lecisz, to do Hawajów już blisko. To chyba jest tak, że to jest cel każdego…

Rafał: Kona to są najbardziej prestiżowe zawody, mistrzostwa świata na pełnym dystansie Ironman, trzeba mieć czas około 9,5 godziny w mojej kategorii, żeby się dostać. Jest to do zrobienia…

Czyli masz jakieś 30 minut do urwania jeszcze, tak?

Rafał: Dokładnie. Myślę, że w przeciągu najbliższych 2-3 lat, jak przestawię trening tylko na długie dystanse, to jestem to w stanie osiągnąć.

Adam, a ty? Jakie jest twoje marznie?

Rafał: Adam ma jeszcze dużo czasu…

Adam: To prawda. Ja czuję jeszcze ogromne braki fizyczne, czasami się organizm poddaje też w głowie. Jeszcze muszę potrenować nad wytrzymałością. Ale też na pewno chciałbym się kiedyś na Hawaje dostać, bo widzę, że ten dłuższy dystans coraz bardziej mi pasuje. Wiem, że rower w moim wykonaniu jest słaby, pływanie pewnie najmniej ale też jest do urwania, no i bieganie… A innym moim marzeniem jest żeby odbyć trening z Janem Frodeno – ikoną triathlonu, który zdobył wszystko co się da zdobyć w tej dyscyplinie – mistrzostwo olimpijskie, potem na dłuższych dystansach MŚ, ME, na długim, na krótkim, teraz zrobił rekord świata, gdzie przy naszym 10:20, on zrobił 7:35… Także jest różnica.

Rafał: Średnia na rowerze prawie 45 km /h…

Wiem że angażujecie się też w różne charytatywne akcje, oprócz triathlonu, opowiedzcie coś o tym.

Adam: Od kliku lat wspieramy Fundację Synapsis i akcję Biegiem na pomoc, która skupia się na terapeutyce i edukacji związanej z autyzmem. Największa w Polsce chyba taka fundacja skupiająca triathlonistów, którzy w ramach swoich działań i różnych akcji, mają na celu przynieść realne pieniądze dla fundacji. Jak choćby Rowerkowe mistrzostwa świata, które odbywały się teraz drugi czy trzeci raz w Suszu, gdzie rywalizuje się na dystansie 70 metrów i 30 centymetrów na malutkich rowerkach dziecięcych. W tym roku na jednych zawodach udało się zebrać 8600 zł. Ludzie, którzy mają czasami ponad 1,90 wzrostu pedałują na rowerku, gdzie kolana są pod brodą, kupę rozrywki jest przy tym. Te akcje są nam bliskie, te fundacje działają w przejrzysty sposób, fajni, zakręceni ludzie, można komuś pomóc.

Gotowi na zawody (fot. archiwum zawodników)

Gotowi na zawody (fot. archiwum zawodników)

A jak to jest ze sponsorami? Wiem, że wy jeździcie na w miarę dobrym sprzęcie w tej kategorii, powiedzmy pół-zawodowców. Adam pracuje w marketingu, ty Rafał w branży rowerowej, czy w takim razie pozyskanie rowerów było dla was łatwiejsze?

Rafał: Wiesz co, za sprzęt i tak musimy zapłacić ze swoich pieniędzy, które zarobimy, możemy jedynie liczyć na upusty, ale sponsorów jako takich nie mamy. Przez dwa lata współpracowaliśmy z firmą Salco, która wspierała nas w ten sposób, że na każde zawody mieliśmy zatankowany samochód, co było super. Jak co drugi tydzień robisz 700 km samochodem, no to wszystko jasne. Na daną chwilę w sumie poszukujemy sponsorów, gdyby ktoś był chętny, to zapraszamy.

Adam: Radzimy sobie jakoś. Jasne, że jak lecimy teamem na MŚ do Stanów, to to są trochę inne pieniądze. Sama opłata za start to jest 500 $, więc wydatki są duże. Gdyby ktoś chciał się wypromować na MŚ i podczas całego sezonu, to zapraszamy. W sumie z Gliwic i okolic są tam tylko dwie osoby. Rafał i Robert Krzak…

Rafał:  Wiesz, ze sponsorem można sobie pozwolić na więcej startów, lepsze przygotowanie, obóz przygotowawczy wiosną, gdzieś na południu Europy – bo to są koszta. No bo zimą trenuje się głównie na siłowni z dobrym sprzętem albo na trenażerze…

A wy na siłowni robicie taki tradycyjny, siłowy trening? 

Odpoczynek na kawkę (fot. archiwum zawodników)

Odpoczynek na kawkę (fot. archiwum zawodników)

Adam: Trochę tak, ale tu nie chodzi o typowe przerzucanie ciężarów ale rozwój ogólny i ćwiczenia stabilizujące core, czyli to, co wzmacnia mięśnie pleców i kręgosłup. Ogólnie, nie lubimy przerzucania ciężarów, trzeba to wprost powiedzieć. Wolimy pokręcić w spokoju 3 godziny na rowerze i popatrzeć jak inni przerzucają na siłowni, plotkują i sprawdzają telefony. Bo my jesteśmy „takimi zimowymi obserwatorami w siłowniach”, siedzimy obok siebie, leje się z nas, i widzimy jak ten świat w tym klubie się zmienia, jak ludzie wchodzą, wychodzą, trenują… A my dalej w tym samym miejscu.

Rafał: Takie obserwacje socjologiczne…

Adam: Widzisz romanse w klubach, kto się obija, kto przychodzi, żeby kogoś spotkać. Można o tym dobry reportaż napisać. My wiemy kto z kim, dlaczego i po co przyjdzie, o czym będzie rozmawiał, czy o nowych samochodach, czy o kobietach, kto będzie nas podpytywał, komu na słowo triathlon się oczy zaświecą, kto przyjdzie i będzie nam truł głowę… Ale my robimy swoje…

A jakbyście mieli polecić komuś triathlon, to co byście mu powiedzieli? Dlaczego warto?

Adam: Znam wiele osób, dla których triathlon był swego rodzaju wybawieniem, czy od alkoholu czy od używek – to oczywiście jest skrajność – ale z mojej perspektywy to jest coś, co fajnie wpływa na twoje życie dookoła, porządkuje, uczy dyscypliny, niezłomności. Jak kończysz Ironmana, to co cię może w życiu złamać? Nie ma takiej opcji. Nawet nieświadomie się to przenosi na twój kolejny projekt. Jak coś idzie nie po twojej myśli, to musisz to obejść, zakasać rękawy, dopiąć, a nie się poddać. Na każdego działa to inaczej, ale dla mnie to przełożenie na życie zawodowe i porządek w głowie ma duży wpływ. Niektórzy powiedzą, że za bardzo odcina cię od rzeczywistości…

Adam, ty  jesteś trochę takim mistykiem triathlonu…

Adam: Hahaha, no tak, niezły Paulo Coehlo ze mnie, ale tak to jest. Triathlon uczy konsekwencji. Pracy nad sobą.

Rafał: Też pokazuje, jakie wartości są w życiu najważniejsze. Człowiek przewartościowuje swoje życie. Widzisz co cię uszczęśliwia, co jest rzeczą drugorzędną, na którą nie warto tracić czasu, a co jest ważne. Chodzisz cały czas uśmiechnięty, zawsze optymistycznie patrzysz na to, co cię otacza. Z każdej porażki wyciągasz wnioski.

Czyli warto?

Rafał: Jak najbardziej.

Dzięki chłopaki.

Adam, Rafał: Dzięki.


 Profil T2 Triathlon Team znjdziecie na Facebooku. Wszystkei zdjęcia w artykule archiwum zawodników.

Be first to comment