Skye Trail: Black Cuillins i Bla Bheinn

Gabro. Tak nazywa się skała, z której są zbudowane. Jest czarna, smoliście czarna. I twarda. Podczas opadów deszczu robi się piekielnie śliska. Trzeba uważać. Tu wszędzie trzeba uważać. Black Cuillins, uważane są za najtrudniejsze pasmo w Wielkiej Brytanii. Grań, choć niewysoka,  jest ostra jak brzytwa. Te „wzgórza” mają prawdziwie alpejski charakter.

 07. Sligachan – Camasunary: 14 km

Nocleg: Camasunary bothy

day 7

Skye Trail nie prowadzi samą granią Cuillins’ów, lecz doliną, która odcina ich Czerwone wierzchołki od Czarnych. Ale i tak jest ciekawie. Przez 14 kilometrów wędrówki spotkałem bodajże 5-6 osób. Biorąc pod uwagę skalę emocji i wrażeń jakich doświadcza się w trakcie wędrówki tym odcinkiem, to aż dziw bierze, że ludzi jest tu tak mało. Odosobnienie i dzikość tego miejsca są przejmujące, mimo, że to chyba drugi – po Old Man of Storr – najbardziej uczęszczany fragment szlaku; pozwala doświadczyć surowości tych gór, bez konieczności wspinaczki, posługiwania się liną czy kaskiem – bo właśnie takie wyzwania stawia przed wędrowcem przejście głównej grani.

SONY DSC

Kamienne kopczyki ustawione zaraz na początku ściezki

W trakcie wędrówki kilka razy przekracza się strumienie, teren jest dość podmokły, ale wędruje się w zasadzie po płaskim. Tuż przed pierwszym jeziorkiem – Loch at Atchain trzeba dokonać wyboru czy kontynuować wędrówkę dalej wzdłuż doliny czy odbić na południowy zachód nad malownicze jezioro Loch Coruisk otoczone przez pionowe ściany Cuillin’sów. Obie wersje szlaku, tak czy inaczej, doprowadzą nad zatokę Camasunary, gdzie znajduje się malowniczo połozony bothy, w którym można przenocować.

SONY DSC
SONY DSC
Ścieżka prowadząca doliną jest szeroka i dobrze widoczna. Po prawej Marsco – wybitny szczyt w części Red Cullinsów.

W przypadku wersji wiodącej brzegiem Loch Coruisk trzeba przygotować się na dość zdradliwy fragment, którego charakter doskonale oddaje nazwa. Bad step to kawałek prawie pionowej skały wychodzącej prosto z jeziora, jeden zły krok i lądujemy w zimnej wodzie. Trzeba uważać.

SONY DSCSgurr nan Gilean – wymagający masyw we właściwej cz. Black Cuiillins, pionowe ściany i postrzępiona grań naprawdę robią wrażenie

Ja, ze względu na opad deszczu i niewielką kontuzję nogi, wybrałem wersję bezpieczniejszą, czyli dalszą wędrówkę wzdłuż doliny. Dzięki czemu miałem okazję zobaczyć Loch na Creitheach, sporych rozmiarów jezioro otoczone z jednej strony przez pionowe ściany wzgórza Sgurr Hain, a z drugiej przez czarny grzebień góry Bla Bheinn. Po minięciu tego jeziora – którego  brzegi są nawiasem mówiąc dość ciekawą opcją na rozłożenie namiotu – wychodzimy na rozległą plażę – to Camasunary. Znajdują się tu trzy budynki. Pierwszy – największy, to prywatny dom. Na prawo od niego, tuż przy ścianie gór znajduje się biały bothy, w którym można było nocować. Obecnie zastępowany jest przez nowy, mniejszy budynek o zielonych ścianach, znajduje się po drugiej stronie zatoki.

SONY DSC

Nad jeziorem Loch na Creitheach…

SONY DSC

Dobre miejsce do rozłożenia namiotu

Camasunary to wyjątkowa miejscówka. Jeśli dysponuje się większą ilością czasu to warto stąd odskoczyć w bok nad jezioro Loch Coruisk lub wdrapać się na Bla Bheinn. Zresztą przez jego wierzchołek prowadzi alternatywna wersja szlaku. Warta wysiłku. Oj warta. Ja podchodziłem do niej dwa razy…

SONY DSC

Prywatny dom nad zatoką Camasunary, stary bothy znajduje się za nim, bliżej morza.
Galeria Camasunary:

 

08 /09. Camasunary – Bla Bheinn – Loch Slapin – Bla Bheinn: ok. 25 km

Nocleg 08: Wild camp przy Loch Slapin

day 8

  • Bla Bheinn po raz pierwszy… od strony Camasunary

Kiedy późnym popołudniem dotarłem do bothy Camasunary, lało. Ściana deszczu i wiatr od morza, sprawiły, że kuliłem się pod goretexem. Bardzo zależało mi na wolnym miejscu w bothym, oj bardzo. Tego dnia naprawdę nie miałem ochoty rozbijać namiotu. Na szczęście znalazł się pokój. Przytulna norka. Oprócz mnie w budynku nocowała jeszcze sympatyczna para z Czech i kilku chłopaków z Anglii, którzy wybrali się na trip po Skye’u. Podobnie jak ja następnego dnia chcieli wdrapać się na Bla Bheinn.

Rano pierwszy ruszyłem w drogę. Zapowiadali, że się rozpogodzi… Tymczasem wierzchołki Cuillinsów przykrywała mgła. Ale nie mogłem odpuścić i stracić szansy na taki szczyt. Mimo, że głos rozsądku głośno szeptał do ucha, żeby nie pchać się w taką pogodę na skalistą gran, wybrałem drogę przez góry, a nie wybrzeżem.

Początkowo wszystko szło gładko – widoczna ścieżka, niezbyt wymagające podejście, w dole malowniczy widok na całą zatokę i morze. Ale kiedy podszedłem pod gran, żarty się skończyły. Mokre kamienie, widoczność na kilka metrów, niknąca wśród kamieni ścieżka. A to dopiero początek podejścia na szczyt. Głos rozsądku nie musiał mnie już dłużej przekonywać. Sam przekonałem się, że nie ma co ryzykować. Trzeba się było pogodzić, że podczas tego przejścia nie stanę na żadnym z wierzchołków Cullinsów…

SONY DSC

Widok na Black Cuillins ze ścieżki prowadzacej do Elgol

Po mniej więcej pół godziny od tej decyzji byłem już na błotnistej plaży, na której grupka Szkotów stawiała nowy bothy. Szlak prowadził teraz skalistym wybrzeżem, tuż przy brzegu morza, co rusz wznosząc się i opadając. Za plecami rozpościerał się niezwykły widok na góry wychodzące wprost z wód zatoki i malejący z każdą chwilą domek przytulony do ich zbocza. Mam ten widok przed oczami. Wiem, że kiedyś muszę tam wrócić. Może łodzią, która wozi turystów na jezioro Coruisk? Można na nią  wsiąść w Elgol, miejscowości, która jest kolejnym etapem na szlaku.

To w zasadzie większa wioska. Kilkanaście budynków, niewielki port i mały sklepik, w którym można się napić herbaty, uzupełnić zapasy i zjeść ciepłą zupę. Od tego miejsca szlak robi się znów mniej ciekawy, sporo wędrowania po asfalcie i bocznymi dróżkami. Niezbyt wysokie wzgórza, trochę zalesionych terenów i mokradła.

SONY DSC

Odcinek szlaku między Elgol a Kirkibost

Ciekawiej robi się dopiero za wioską Kirkibost, gdy szlak schodzi z asfaltu. Odsłaniają się widoki na Loch Slapin, Red Cuillinsy oraz masyw Bla Bhein, który okrąża się z drugiej strony grzbietu.

Gdy tylko zobaczyłem znajomy wierzchołek tknęło mnie, że przecież mogę spróbować podejść na niego jeszcze raz. Tym razem od wschodu. Tuż przy głównej drodze znajduje się bowiem parking, spod którego na szczyt prowadzi doskonale widoczna ścieżka. Pozostało tylko znaleźć dobre miejsce na camping i liczyć na dobrą pogodę nazajutrz. Wychodzące zza chmur słonce dawało nadzieję, że faktycznie tak będzie.

Galeria z campu nad Loch Slapin:

Namiot rozbiłem więc na zakręcie drogi, tuż opodal wcinającego się w ląd Loch Slapin, w malowniczej dolince z jednej strony otoczonej przez Czarne a z drugiej przez Czerwone Cuillinsy. Słonce zachodzące na ich tle nastroiło mnie wyjątkowo pozytywnie i pozwoliło wierzyć, że jutro w końcu się uda.

  • Bla Bheinn po raz drugi… od strony Loch Slapin

Faktycznie nad ranem pogoda zachęcała do podjęcia próby. Jak na Szkocję, było całkiem znośnie. Szybko przemieściłem się na wspomniany wcześniej parking i rozpocząłem wspinaczkę. Najpierw szeroką, dobrze widoczną ścieżką, a po podejściu pod ścianę Bla Bheinn i przekroczeniu strumienia, kamienisto-trawiastym zboczem.

Ścieżka na Bla Bheinn

Początowo ścieżka na Bla Bheinn  jest wyraźna,..

Szczyt, choć nie wysoki (ledwie 928 metrów n.p.m.), to w wyższych partiach jest dość wymagający. Po pierwsze sporo sypkich kamieni, po drugie zmienna pogoda, po trzecie niezbyt wyraźna ścieżka, po czwarte niedługi, ale bardzo postrzępiony odcinek pomiędzy dwoma wierzchołkami góry.

SONY DSC

W okolicach dużego głazu trzeba odbić lekko w prawo, idąc prosto czeka nas  wymagająca wspinaczka na niższy wierzchołek Bla Bheinn

Ja wszedłem najpierw na ten zachodni (niższy) od strony Camasunary, praktycznie dostając się na ścieżkę, którą podchodziłem dzien wcześniej. Dokładnie w tym samym momencie zameldował się na nim sympatyczny pastor ze Szwajcarii, z którym uciąłem sobie miłą pogawędkę na temat długodystansowych szlaków. Wspólnie pokonywaliśmy odcinek między dwoma wierzchołkami góry.

SONY DSC

Skalista grań Bla Bheinn od strony Loch Slapin

W sumie, gdyby nie moja pomoc, to nie wiem czy Szwajcar by się tam nie zaklinował. Na niewielkiej, pionowej ściance, na której trzeba było się opuścić w dół faktycznie go przyblokowało, musiałem  pomóc przenieść mu plecak i trekkingowe kije. Ten krótki odcinek dał mi wyobrażenie o skali trudności całej graniówki. Mogę jedynie przypuszczać, że trudnością nie odbiega ona od naszej Orlej Perci. W te wymagające partie powinni wybierać się tylko ludzie odpowiednio do tego przygotowani. Tacy, którzy poradzą sobie bez wsparcia łańcuchów –  tych bowiem tu nie uświadczymy – i odpornych na ekspozycję.

SONY DSC

Wspomniany pastor kontempluje widok z głównego wierzchołka Bla Bheinn

Bo widoki są tu naprawdę niezwykłe. Wrażenie robi przede wszystkim dolina rzeki Sligachan z położonymi w niej jeziorami i ostra jak żyletki gran Czarnych Cuillinsów. Może nie jest zbyt długa, ale za to nadrabia charakterem. Choć z drugiej strony jest równie ciekawie, krajobraz dominują bowiem lekko czerwonawe wierzchołki Cuillinsów wschodnich, bardziej stożkowe, mniej wyraziste, choć równie pionowo wystrzeliwujące w górę. Paletę barw zamykają natomiast niebieskie wody oceanu, oblewające góry z każdej strony. Efekt „wow” murowany.

Galeria Bla Bheinn:

Be first to comment