9 wymówek, które odciągają ludzi od gór

„Pojechałbym w góry, tak dawno nie byłem…” To jedź – myślę sobie za każdym razem, gdy słyszę takie gdybanie. No bo niby dlaczego nie? No chociażby dlatego, że zawsze znajdzie się jakaś wymówka.

„Nie ma pogody”

No dobra, czasami pada. Czasami widoczność do bani. Nie opłaca się jechać, żeby mgłę kroić. Pełna zgoda. Ale dla przypomnienia, sezon na chodzenie po górach nie trwa od maja do września. W listopadzie też można, i w styczniu też. Kwiecień też bywa ciekawy. Czy naprawdę  musi być 30 stopni i pełna lampa, żeby czerpać przyjemność z wędrówki? A co z przedzieraniem się przez mgłę? A co z rozgrzewającą herbatą prosto z termosu? (z prądem grzeje bardziej). A przemoczone buty i mokre ciuchy suszone przy kominku w schronisku?  A puste szlaki, które masz tylko dla siebie? Tylko nie mów, że te wszystkie minusy, nie dają w sumie plusa?

„Nie mam z kim jechać”

Ten nie może, tamta nie chce, temu nie pasuje. Zawsze coś. A jakby tak pojechać samemu? Łuuu, straszne. Jak to tak, samemu w góry? Przecież od maleńkości nas uczą, że w góry się samemu nie chodzi. Że niebezpiecznie, że zgubić się można, albo nogę złamać. No, można. Podobnie jak i w przypadku gdy idziesz z siostrą, bratem albo ciocią. Dlatego gdy siostra, brat ani ciocia nie mogą, nie oglądaj się na nich, tylko pakuj plecak.  A przy okazji nie zapomnij o komórce, jak poczujesz się samotny to zawsze możesz zadzwonić do siostry, brata albo cioci. Niech zazdroszczą, że nie pojechali.

„Nie mam czasu, zarobiony jestem”

A kto niby dzisiaj ma? Ja nie mam, ty nie masz, oni nie mają. No bo praca, rodzina, obowiązki, wizyta u dentysty, albo grabienie liści w ogródku. Ale czasami warto odstawić na chwilę grabie, a gumowce zamienić na buty górskie. Liście poczekają. A rodzina? Można ją zebrać ze sobą. A praca? Jak nie możesz jej zabrać ze sobą, to zostaw ją w domu. Poczeka. A jak nie? To znaczy, że to zła praca była.

„Nie mam kondycji”

A kto powiedział, że musisz się na Orlą Perć pchać? Albo 30 kilometrów przejść? Zasiedziałeś się? Wjedź na Czantorię wyciągiem i przejdź się kawałek pod wieżę. Masz alergię na łańcuchy? Pojedź sobie w Beskid Niski po dolinach pochodzić. Boisz się, że innym nie dorównasz? Góry to nie wyścig, jak ktoś nie chce chodzić twoim (słabszym) tempem – to znajdź sobie inne towarzystwo (albo patrz punkt numer 2). Zacznij coś robić, od nicnierobienia kondycji sobie nie wyrobisz.

„Nie wiem jak się zebrać”

Nie wiesz jak? Ale jak? Jak można nie wiedzieć jak pojechać w góry? To proste. Po pierwsze musisz wyznaczyć miejsce, w które chcesz jechać (patrz punkt następny) – check!. Po drugie musisz spakować plecak – check! Po trzecie musisz wsiąść w dowolny środek komunikacji – check! Po czwarte, rozglądasz się, wybierasz najbliższą górkę i napierasz. Reszta już krok po kroku, sama wyjdzie. Proste? Proste. Nie ma za co.

„Nie mam gdzie jechać”

Dobrze trafiłeś, właśnie po to w sieci powstają takie strony jak ta i jej podobne. Wystarczy zajrzeć na nie przed wyjazdem, zainspirować się, zrobić coś lepiej, inaczej, bardziej. Po swojemu. Polecam również instytucję zwaną mapą – niekończące się źródło inspiracji. Wystarczy wystawić wskazujący palec, zamknąć oczy i trafić w punkt. Boom! Właśnie zlokalizowałeś miejsce swojego następnego wypadu. A jeśli nawet tam już byłeś, to zastanów się czy nie warto pojechać tam drugi raz. W górach nic dwa razy się nie zdarza. Nawet to samo miejsce. Bo to miejsce, to już zupełnie inne miejsce.

„Nie mam pieniędzy”

No tak to jest problem, który ciężko przeskoczyć. No bo skąd wziąć pieniądze na obiad w luks knajpie z dwoma daniami, deser na deser, pokój w hotelu z telewizorem i 99 kanałami,  karnet na baseny termalne, całonocne zwiedzanie Krupówek z opieką przewodnicką w postaci bryczki konnej i górala. No skąd? Ja też nie wiem. Dlatego wykreślam te rzeczy z listy na samym początku. No bo w sumie przecież miało być w góry, a nie na Facebooku. Nie?

„Chory jestem”

Okej, zdarza się każdemu, zarazki nie wybierają. Ale najgorzej, gdy człowiek sobie wmawia. Albo zostaje permanentnie w takim stanie zachorowania na wszystko. Od kataru do przeziębienia, od opryszczki do nieżytu, od migreny do (e)migrantów. A może te choroby biorą się właśnie z tego, że za dużo przed telewizorem siedzisz? Że głowy nie wietrzysz? Ja tam w górach jeszcze nie chorowałem. A w domu owszem, zdarza mi się. Przy telewizorze już po chwili chory się czuję i mi się podnosi.

„Nie chce mi się”

No dobra. Skoro tak. To mi się też nie chce. Kropka. (patrz punkt wyżej).

—–

PS. A jaka jest Twoja ulubiona wymówka?

2 komentarze

  • Odpowiedz Styczeń 20, 2016

    Pucuś

    Wg mnie jeden z Twoich lepszych wpisów 🙂
    Pozdro
    Wojtek

    • Odpowiedz Styczeń 20, 2016

      Anonim

      Nie ma co siedzieć w domu Wojtuś, nie ma 😉

Leave a Reply