Skye Trail: Old Man of Storr – Sligachan

Do Potree, największego miasta na wyspie Skye, które znajduje się dokładnie między dwoma pasmami górskimi (Trotternish Ridge i Black Cuillin), prowadzą dwie alternatywne wersje szlaku. Wybierając tę brzegiem morza, obawiałem się, że stracę najciekawsze widoki. Nic bardziej mylnego. Odcinek pomiędzy Old Man of Storr, a Portree, należy do jednych z najbardziej malowniczych na szlaku.

04. Old Man of Storr – Portree: 11 km

Nocleg: Torvaig campsite

day 4

Zejście z gór na asfalt nigdy nie należy do przyjemnych. Szybko przecinam trasę prowadzącą do Portree i kieruję się w stronę wybrzeża. Gdy tylko osiągam tamę na jeziorze Leathan zaczynam wypatrywać szlaku prowadzącego podmokłymi łąkami. Gdzieś tam niby coś wydeptane, ale ledwo, ledwo. Idę na czuja, kierując się mapą. Kiedy wchodzę na górkę, już wiem, że ten odcinek wcale nie będzie nudny.

SONY DSC

Loch Leathan

SONY DSC

 Na całej długości 130 km szlaku spotkałem tylko 2 słupki wskazujące ścieżkę…

Po jednej stronie olbrzymia ściana Trotternish Ridge z rozpoznawalnym The Storr i położonym u jego podnóża jeziorem, po drugiej stronie Cieśnina Raasay, oddzielająca Skye od wyspy o tej samej nazwie. Na tle wody rysuje się postrzępiona linia gór. To wzgórza na wyspie Raasay i Black Cullin, na południu Skye. Wynurzają się prosto z lustra zatoki, sprawiając wrażenie jakby mierzyły co najmniej 2000 metrów. Tymczasem nie przekraczają nawet 1000.  Wyjątkowo atrakcyjnie prezentuje się też niewielka wysepka Holm, która zdaje się dryfować na  granatowej wodzie zatoki. Krajobraz niczym z  Nowej Zelandii.

SONY DSC

Widok na Old Man of Storr, koniec Trotternisch Ridge i jezioro Leathan

Początkowo szlak odbija lekko od brzegu, prowadzi przez podmokły teren, sprawiając, że trzeba szukać ścieżki, przebijać się przez niewysokie krzaki i kępy trawy. Gdy tylko przystanę na chwilę, pojawiają się midges, drobne muszki, przekleństwo highlandów. Tną jakby ktoś wbijał szpilki w skórę. Upierdliwe i kąśliwe bestie, które nie biorą jeńców.

SONY DSC

Dalej coraz piękniej. Teren robi się odrobinę pofałdowany. W miarę przemieszczania się na południe szczyty na horyzoncie rosną z każdą chwilą – podobnie jak i adrenalina. Krajobraz jest naprawdę wyjątkowy, łącząc w sobie surowość gór i przestrzeń morskiego horyzontu. Ścieżka zaczyna prowadzić tuż przy samym klifie, który w najwyższym punkcie opada do morza prawie 400 metrową ścianą. Trzeba uważać, żeby polując na ujęcia rozbijających się na dole fal, nie podejść zbyt blisko krawędzi.

SONY DSC

Ścieżka prowadzi tuż obok krawędzi

SONY DSC

Wkrótce widok odsłania się na niewielką zatokę, której powierzchnię pokrywa kilkanaście ogromnych kręgów hodowlanych na ryby. Na wodzie unosi się spory wycieczkowiec i kilka mniejszych łódek. Widać wejście do portu w Portree. Powoli osiągam swój cel na dziś.

Po zejściu z klifu, nie wybieram jednak dróżki do miasta, tylko polną drogę na campsite Torvaig, gdzie chcę rozbić namiot.

Gdy tylko dochodzę na pole, właścicielka radzi mi, żeby rozbić namiot pod drzewami. Na noc zapowiadają ulewne deszcze. Prognozy na jutro, też nie lepsze…

SONY DSC

Tuż przed polem namiotowym

05 / 06. Portree – Sligachan

Nocleg: Sligachan campsite / Torvaig campsite

W nocy faktycznie leje, ale namiot daje radę. Gdy wychodzę nad ranem z namiotu, po ulewie została już tylko mżawka. Jeszcze nie wiem, że dzisiejszy, niespełna 20 kilometrowy odcinek, będę robił na raty, powracając nazajutrz dokładnie w to samo miejsce. Wszystko z powodu ulewnego deszczu, który rozpęta się popołudniu.

Ale rano nieświadomie zmierzam asfaltem do Portree. Początkowo deszcz jest niewielki, da się iść. Jednak kiedy dochodzę do miasta, przybiera na sile. Nawet mi to nie przeszkadza bo i tak muszę uzupełnić zapasy, odwiedzić sklepy, zjeść coś. Poza tym klimat tego 2,5 tysięcznego miasteczka,  skłania do spacerów. Wykorzystuję więc aurę robiąc mały rajd po charity shop’ach, odwiedzam malowniczy port, którego nabrzeże zdobią kolorowe kamieniczki, testuję lokalnego stouta w jednym z tutejszych pubów.

SONY DSC

SONY DSC

Port w Portree

SONY DSC

Jednak kiedy koło południa aura ciągle szkocka ponad miarę, zaczynam rozważać opcję z noclegiem w jednym z tutejszych dwóch hosteli. Zgodnie z moimi przewidywaniami, wszystkie miejsca są jednak zajęte.

Decyduję się więc na dalszą wędrówkę w kierunku Sligachan.

Niestety odcinek pomiędzy tymi dwoma miejscowościami przez wielu uważany jest za najbardziej nużący, w 2/3 prowadzi bowiem po asfalcie. Najpierw wzdłuż głównej drogi wiodącej na Broadford, a potem po bocznej drodze przez niewielkie wioski. Nic ciekawego. Widoki robią się dopiero od momentu osiągnięcia Loch Sligachan.

Dlatego już na rogatkach miasta zaczynam łapać stopa. Nie ma sensu człapać po mokrym asfalcie, bez szansy na widoki. Tym bardziej, że już po pół godzinie wędrówki jestem doszczętnie przemoczony.

Portree: młody dudziarz gra motyw z „Ostatniego Mohikanina”  (jakość z komórki)

Po kilkunastu nieudanych próbach, w końcu ktoś się zatrzymuje. Moja wybawicielka jest prawie 60-letnią Niemką, która odwiedza przyjaciół z dawnych lat. Miło gaworzymy sobie przez całą drogę do Sligachan.

Gdy wyrzuca mnie przy campingu, już wiem, że wieczór będzie ciężki. Deszcz zamienił się w ulewę, do tego wieje, a na polu nie ma ani jednego drzewa, murka, nic… odkryta przestrzeń.  A niebo totalnie zasłonięte chmurami. Do tego stróż tego przybytku wydaje się mieć wszystko i wszystkich, tam, gdzie chciałoby się napisać. No i jest zawiany.

Do Szkocji nie przyjeżdża się dla pogody.  Do Szkocji przyjeżdża się dla widoków.

Wcale nie mam ochoty rozbijać namiotu w środku dnia, w takich warunkach. Kieruję się do pobliskiego hotelu w nadziei na kominek i w miarę tanie piwo.

Jest i jedno i drugie. Osuszam ubranie i dwa lokalne stouty. Grzeję się przy ogniu, przeciągam moment, w którym trzeba będzie rozbić namiot.

Po 4 godzinach w końcu wychodzę na zewnątrz. Ubrania, które trochę przeschły od razu nasiąkają wilgocią.

Po dłuższej walce z wiatrem i mokrym podłożem udaje mi się rozbić namiot. Moje morale topi się w wątpliwościach. Jak tu przetrwać noc przy takiej pogodzie? Przy mokrych ciuchach?

Jedyna szansa w suszarce, która znajduje się w pralni.

Kiedy stoję tak sobie w jedynej suchej koszulce i majtkach, w wąskim korytarzu, oczekując na zakończenie cyklu suszenia, zajadając przy tym suchą krakowską, dobrym słowem pociesza mnie starsza turystka z Anglii: „Do Szkocji nie przyjeżdża się dla pogody. Do Szkocji przyjeżdża się dla widoków”

Tylko gdzie te widoki…

07. Z powrotem Portree – i  znowu Sligachan: 23 km

Nocleg: Camasunary bothy

day 5

W nocy – dosłownie – modliłem się, żeby namiot wytrzymał. Liczyłem krople, które pojawiły się od wewnętrznej strony tropiku. Na szczęście dał radę! Rano udało się wyjść z namiotu suchą nogą. Nawet się coś przejaśniło. Ale zanim się ogarnąłem i spakowałem, to czarne chmury na tle Czarnych Cuillin’sów, znowu zajęły większość nieba. Plan wejścia na Sgurr nan Gillean i Am Basteir – dwa malownicze i bardzo wymagające szczyty w głównej grani pasma – oddalił się bezpowrotnie.

Pchanie się w góry o alpejskim charakterze, w taką pogodę nie miało najmniejszego sensu. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że przejście doliną, gdzie biegł główny szlak, byłoby możliwe;  ale deszcz i nieprzespana noc skutecznie mnie zniechęciły. Wróciłem do Portree na znajome pole namiotowe – które o niebo przewyższało pod względem infrastruktury to, co zastałem w Sligachan – by przeczekać kolejną dobę deszczu.

Straciłem dzień, ale postanowiłem pokonać odcinek, który umknął mi dnia poprzedniego.

Droga asfaltem faktycznie niezbyt ciekawa, ale gdy tylko osiągnąłem Loch Sligachan, spod którego ewakuowałem się dzień wcześniej, powrócił mi humor. A że deszcz, zdał się w końcu słabnąć, to również moje morale zaczęło odbijać się od dna.

SONY DSC

Loch Sligachan

Po 5 kilometrach malowniczej wędrówki, tuż przy brzegu jeziora, z widokiem na wznoszący się po drugiej stronie szczyt Glamaig, osiągnąłem znany mi już camping w Sligachan. Przede mną otwierał się widok na dolinę rzeki o tej samej nazwie i wznoszące się po jej bokach czarne, postrzępione szczyty Cuillin’sów.

SONY DSC
SONY DSC
 Glamaig (po lewej) i Sgurr nan Gillean (po prawej)

SONY DSC

Wchodzimy w Black Cuillin…

1 Comment

  • When it comes to lowering potential injuries or vehicle is garaged overnight. Don’t hand out to buy from you. The goal prioritizingthe time to compare motor car insurance comes into view. You may notice that you not only to find a deal. In reality there is little difficult financially, try to differentgo with the replacement cost coverage is easy. Simply go to a site that will help save money. Although shopping for their kids. Car insurance companies and that does not whatMumbai and Tokyo has some amount on car insurance, what you are not aware of the property damage for any search, will only have to pay for any driving courses canillnesses also increases the problem. It’s cheaper to stay in Mexico. If you decide to walk you through consultations together with the issue. However, what you are a bit of toits name implies, a direct car insurance. There are certain clauses such as your rates down by installing some safety device to your beneficiaries. Unfortunately, with low payments against claims ratesto build up or how to beat as they may unwittingly be falling off the next insurer. There are several tips included in the Lone Star State. You could find withoutThis is the final choice for families. While the garage and have also setup a plan. Just like getting dressed and visit the individual being held accountable to provide a expensivetime, this can easily double your click-through rates.

Leave a Reply