Beskid Niski? A co tu jest ciekawego?

Góry niskie, szczyty zarośnięte, widoków brak. Beskid Niski równie dobrze można by nazwać Beskidem Nudnym. Nic tu nie jest wyraziste, skaliste, ani przepaściste. Nie trzeba martwić się o lęk wysokości, radzić sobie z łańcuchami, czy uważać na toczące się z góry kamienie. W Beskidzie Niskim – powie ktoś szukający górskich wyzwań i rozległych panoram – wszystko jest delikatne i łagodne; nie wybijające się. Nijakie takie… Więc dlaczego z każdą następną dawką te góry uzależniają coraz bardziej?

 Tatry, to Tatry. Wiadomo, nie trzeba wiele, żeby się zapomnieć. Gorce słyną z widoków na wyżej wspomniane, no i z krokusów. Nawet jak nie jesteś botanikiem, to docenisz je wiosną. Bieszczady… ach ta przestrzeń, któż nie chciałby rzucić wszystkiego i wyjechać w połoniny – najlepiej jesienią. Pieniny – skaliste, malownicze, z sosną nad przełomem Dunajca – rozumie się samo przez się. W Beskidzie Żywieckim – Babia, najlepsze zachody i wschody słońca w całych Beskidach. Ba! Może w Polskich górach. Sudety? Jedno pasmo ciekawsze od drugiego. Skalne miasta, wygasłe wulkany, wojenne sztolnie, Śnieżka i polodowcowe kotły. Nikogo nie trzeba przekonywać, żeby tu przyjechać. A Beskid Niski? Co tu takiego ciekawego?

Sam nie wiem… ale coś mnie tu przyciąga. To „coś” przyciągnie też ciebie. Pod warunkiem, że stawiasz na klimat, a nie adrenalinę.

Komercja dopiero tu raczkuje

Stragany, cepelia, klapki, szpilki… tego tu nie ma. A przynajmniej marginalnie. Beskid Niski to góry, po które komercja dopiero wyciąga ręce. Bo, że kiedyś go dosięgnie, to pewne. Prędzej czy później, pojawią się zdjęcia z misiem, festyny łemkowskie, zjazdy na linie, paintball i gofry. Ale póki co, są bukowe lasy, pola, opuszczone wioski i turyści, którzy są świadomi odwiedzanego miejsca – przynajmniej większość z nich.

 Przyroda nieoswojona  

Otarło mi się kiedyś o uszy, że był pomysł, żeby wspomniane pasmo nazwać Beskidem Zielonym. Z punktu widzenia marketingowego, taka nazwa byłaby zdecydowanie trafniejsza. Do tej pory byłem tu zawsze latem, ale podejrzewam, że najciekawiej jest tu wczesną wiosną, gdy zieleń jest soczysta, buki puszczają liście, a łąki nabierają kolorów. Wtedy musi być wyjątkowo. Choć jesienią pewnie też barwnie.

Tak czy inaczej, ze względu na fakt, że w pewnym momencie dziejowym, jeden człowiek wyprosił stąd drugiego, powstała luka. Tę lukę wypełniła przyroda. I tkwi tu do dziś. Póki co, jeszcze. Ciągle. W opuszczonych dolinach, na podmokłych łąkach, w rozlewiskach rzek, na zarośniętych halach. Nieprzedeptana i bujna. Warto się w nią zaplątać.

Wielokulturowe oblicze

Polska jest dziś homogeniczna. Ma jedno oblicze. A przecież kiedyś wcale nie było tak jednorodnie. W Beskidzie Niskim – i w ogóle na wschodzie – trochę tej różnorodności jeszcze się ostało. Są takie miejsca, gdzie czujesz się zanurzony w tamte czasy. Niby to Polska, ale inna jakaś. Nie podobna do tego wielkomiejskiego zgiełku czy podhalańskiej zeppeli. Nie udaje, nie napina się. Jest. Jak przysiądziesz pod drzewem albo łemkowską cerkwią, to może ją  usłyszysz. Z dużym prawdopodobieństwem zabrzmi po łemkowsku.

Można tu dotknąć historii  

Kontekst kulturowy i historyczny gór zawsze był dla mnie ważny. A tutaj zdecydowanie wychodzi na plan pierwszy. I ma sporo rozdziałów. Konfederacja Barska, I wojna światowa, II wojna światowa, losy Łemków, Akcja Wisła. W tych górach działo się sporo i to przez długi okres. Po tym wszystkim zostały powstańcze szańce, wojenne cmentarze, zapomniane cerkwie i opuszczone wioski. Trzeba się do nich przedzierać, brodzić, szukać. Ale warto.

 Podejścia mogą zaskoczyć

Wydawałoby się, że nie ma się tu gdzie zmęczyć. Góry, które nie przekraczają 1000 metrów, to dla wielu nie-góry. Tymczasem są tu podejścia które weryfikują formę. Do moich aktualnych faworytów należą: Kolanin, Cergowa, Kozie Żebro i Lackowa od strony Przełęczy Beskidek. Niby tylko kilkaset metrów przewyższenia, ale jak wystrzeli, to trzeba trzymać się skarpy albo drzew. Przyjemny kontrast i odmiana, po dreptaniu dolinami.

Wędrówka dolinami

Problem z widokami w Niskim polega na tym, że praktycznie ich nie ma. Można je policzyć prawie na palcach jednej ręki: Jaworzyna Konieczniańska (która zarasta), Tokarnia, Wahalowski Wierch Baranie, Grzywacka Góra i Jaworze z wieżami widokowymi. To chyba wszystko. Ale nie ma co narzekać, paradoksalnie te góry najładniej wyglądają z dolin. I to też jest ciekawe.

Po słowackiej stronie jest co robić

Po stronie słowackiej Beskid Niski jest bardziej zurbanizowany. Tu nie wyganiano ludzi z własnego podwórka, wszystkie doliny są więc zamieszkałe, tak jak było to przed wojną. To sprawia, że przyroda nie jest aż taka dzika. Za to warto zjechać tu dla zabytków. Szczególnie, żeby zobaczyć  średniowieczny Bardejov, uzdrowisko Bardejovke Kupele i tamtejszy skansen, zamek Zborov, oraz – co ciągle jeszcze przede mną – cerkwie i skansen w okolicach miejscowości Svidnik, która jest centrum kultury rusińskiej, po tej stronie gór. Jest tu też najwyższy szczyt Beskidu Niskiego – Busov, ale żeby go zdobyć trzeba zaprzyjaźnić się z Romami, mieszkającymi tuż przy szlaku. Są bardzo towarzyscy…

Idealne tereny dla rowerzystów

Jest kilka czynników, które sprawiają, że Beskid Niski to idealne góry dla rowerzystów. Niezbyt duże przewyższenia, sporo szutrów i leśnych dróg, dużo miejsc wartych zatrzymania, niewielki ruch, widokowe asfalty wijące się między wioskami. Paradoksalnie, z siodełka można się tu naoglądać więcej gór, niż chodząc z plecakiem. A zjazdy z przełęczy pamięta się naprawdę długo.

Idealne góry dla rodziców z dziećmi / zmęczonych życiem pracowników korporacji / osób szukających utraconej duchowości lub zagubionej tożsamości / idealistów i outsiderów / artystów i górskich purystów … niepotrzebne skreślić lub dopisać.

W tych górach, na szlakach nie ma zbyt wielu turystów (jeszcze). Ci co są, należą do którejś z powyższych grup. To sprawia, że naprawdę można poprzebywać tu we własnym towarzystwie. Przytulić się do drzewa, albo wyłożyć na łące.

Bonus: Przecież Stasiuk nie może się mylić, poza tym Bieszczady są coraz bardziej zatłoczone.

Zdjęcia celowo nie opisane. Warto samemu. Spontanicznie, to tu, to tam. Tu zawsze jest coś ciekawego.

Be first to comment