Jak wejść na Ben Nevis i cieszyć się samotnością

W skali europejskiej, a nawet gór polski, nie jest zbyt wysoki. Ma ledwie 1344 metry, trochę więcej niż Turbacz. Co roku zdobywa go 100.000 turystów z całego świata. Na szlaku bywa tłoczno, a górska moda ustępuje miejsca klapkom i jaskrawym bluzeczkom. Ale jest sposób, by doświadczyć najwyższej góry Wielkiej Brytanii w samotności i cieszyć się widokami jak w Alpach. Wystarczy wybrać się na północno-wschodnią ścianę.

Mountain Track, którym wchodzi na szczyt 3/4 turystów, wychodzi spod Centrum turystycznego Glen Nevis lub spod schroniska młodzieżowego. To szeroki, dobrze widoczny w terenie szlak, na którym mimo braku tradycyjnych oznaczeń turystycznych, nie sposób się zgubić. Wędrówka tam i z powrotem, w zależności od kondycji wspinającego się, zajmuje około 3-5 godzin. Choć podejście jest dość znaczne, bo wynosi około 1200 metrów, to nie ma na nim trudności technicznych. Stromą ścieżką na najwyższą górę Wielkiej Brytanii wchodzą nawet rodzice z małymi dziećmi.

SONY DSC

Pierwsze odnotowane wejście na szczyt miało miejsce w 1771 r. Dokonał go James Robertson – botanik z Edynburga, szukający unikatowych okazów roślin.

Ale jest też drugie oblicze góry. Północno-wschodnie. Dzikie, charakterne, opadające do polodowcowego kotła Coire Leis  700 metrową pionową ścianą granitu.  Dochodząc do końca doliny, można wspiąć się na grań i zdobyć górę od drugiej strony, doświadczając samotnej wspinaczki i widoków, które w pełni uzmysławiają surowość Grampianów. Jeśli myślimy właśnie o takim zdobyciu góry, to po dojściu na rozległą polankę przy jeziorku Lochan Meall an t-Suidhe, a przed ostatecznym podejściem na Bena, obieramy drogę na północ i okrążamy masyw.

SONY DSC

Północno-wschodnia ściana Ben Nevis

SONY DSC

Przy jeziorku kierujemy się na mniej uczęszczaną ścieżkę na północ

Po dojściu do wspomnianej wcześniej doliny robi się coraz ciekawiej a napięcie rośnie. Owalny do tej pory szczyt nabiera kształtów i ostro tnie niebo, jeżąc się całą serią skalnych zębów, wież i baszt. Ściana naprawdę robi wrażenie. Jesteśmy już w zupełnie innych górach, a początkowe myśli o przeciętności masywu ustępują miejsca zdziwieniu i fascynacji.

Od końca XIX wieku ludzie wspinają się na północną ścianę Ben Nevis, wytyczając coraz nowe drogi wspinaczkowe. O skali ich trudności świadczą nadawane im nazwy: Centurion, Riders on the Storm, The Black Hole, Lost the Place, Satanic Verses…

Jeszcze ciekawiej robi się po osiągnięciu chatki CIC (Charles Inglis Clarke Memorial Hut), leżącej pomiędzy dwoma ścianami kotliny. Ten prywatny obiekt, będący własnością Szkockiego Klubu Wysokogórskiego, to jedyna chatka typu alpejskiego w Szkocji i najwyżej połozony tego typu obiekt na Wyspach Brytyjskich. Idelany punkt dla wspinaczy pragnących zmierzyć się z drogami wspinaczkowymi wytyczonymi na północnym zboczu góry. Można w niej bookować prywatne pobyty. Dalsza wędrówka, to już typowo wysokogórskie podejście. Droga, której w zasadzie nie ma, bo kierujemy się na „czuja”, trzymając się jak najbliżej południowego zbocza, prowadzi prosto na grań.

SONY DSC

Idziemy po dużych, luźnych kamieniach i nawet późnym latem, możemy spotkać tu duże połacie zmrożonego śniegu. Trzeba zachować dużą ostrożność i szczególnie w przypadku niepewnej pogody – mgła, silny wiatr, deszcz – rozważnie podejść do kwestii wchodzenia, czy nie wchodzenia na grań, bo tutejsza wędrówka nie różni się skalą trudności od tej tatrzańskiej, a aura bywa jeszcze bardziej nieprzewidywalna.

W 1911 roku Henry Alexander Jr., syn dilera Forda z Edynburga, wjechał na szczyt Ben Nevis 20 konnym silnikiem Forda T.  Podróż poprzedził 10 dniowy rekonesans w poszukiwaniu najlepszej drogi i położenie prowizorycznych kładek i mostków na nieprzekraczalnych strumieniach. Sam wjazd zajął kolejne 5 dni.

Zdobycie grani oznajmi nam sporych rozmiarów cairn, ułożony z wielkich głazów. Przy odrobinie szczęścia, jeśli pogoda dopisze, a z grani nie zwieje nas wiatr, to będziemy mogli dostrzec na horyzoncie malownicze pasmo Mamores, z charakterystycznymi jasnymi wierzchołkami odbijającymi promienie słońca.

Od wierzchołka Ben Nevis dzieli nas jeszcze z tego miejsca jakieś 200 metrów przewyższenia. Cały czas po kamieniach. Nawigację ułatwiają ustawione co kilkanaście metrów metalowe tyczki. Trzymając się nich wyjdziemy prosto na wierzchołek. Bez względu na pogodę czy totalne zachmurzenie, na szczycie na pewno będą towarzyszyć nam turyści. Obsiadający pozostałości dawnego obserwatorium meteorologicznego, chowający się prze wiatrem za resztkami murków, pozujący do zdjęcia przy słupku triangulacyjnym. Taki już urok najwyższych szczytów, każdy chce je zdobywać.

SONY DSC

Schodząc z samego wierzchołka, warto podejść pod północną krawędź Bena i spojrzeć w dół, na ścianę, którą jeszcze do niedawna oglądaliśmy z dołu. Z tej perspektywy również wygląda niezmiernie ciekawie i budzi duży respekt, uzmysławiając jaką siłę miały żywioły kształtujące górę.

SONY DSC

SONY DSC

Przed nami jeszcze wędrówka w dół, zygzakującym szlakiem, po polu szarych kamieni, po którym wchodzi większość turystów. Widok jest bardzo rozległy i obejmuje sporą część Szkocji, włączając góry Glen Coe i Sunart Ardgour oraz wyspę Isle of Mull na południu, Glen Albyn na północy i Rannoch Moor na wschodzie. Jest na co popatrzeć i objąć wzrokiem. Szkoci na brak gór narzekać nie mogą, to pewne.

Porady praktyczne

SONY DSC

Poglądowa mapka, jaką można kupić za 3Ł w centrum turystycznym. Pomarańczową linią naniesiona alternatywna ścieżka okrążająca północno-wschodnią ścianę

Szlaki na szczyt prowadzą spod centrum turystycznego Glen Nevis, oraz spod schroniska młodzieżowego. Jeśli nocujemy na polu namiotowym, to kierujemy się się południe, wzdłuż asfaltowej drogi, mijamy restaurację i przy schronisku i przekraczamy mostek. Teraz już tylko w górę.

Polecam nocleg na polu namiotowym. Koszt to 9 funtów/noc za mały namiot, za podłączenie do prądu płaci się oddzielnie. Kamping jest bardzo dobrze wyposażony i doskonale ulokowany. Znajdziemy tu sklep z artykułami spożywczymi i turystycznymi, pralnie wyposażoną w suszarki i żelazka (duży koszt prania – 3 funty), schludne toalety oraz natryski. Wi-fi jest płatne, ale znajdzie się na to sposób, w pobliskiej restauracji przy schronisku młodzieżowym, sieć jest otwarta i wystarczy przysiąść na sąsiadującej z nią ławeczce, żeby złapać internet.

Ogólnie nie jest najtaniej, ale to typ kampingu, na którym spokojnie można przesiedzieć kilka dni, łącząc trekking po Grampianach ze spaniem na dziko. Pole znajduje się około 2 mile od centrum Fortu Wiliam.

Be first to comment