Święty Patryk niejedno ma oblicze

Dlaczego do Irlandii warto wybrać się w marcu? Powody są trzy: promocyjne ceny biletów, barwna parada świętego Patryka oraz klasyczny wspin, czyli zdobycie narodowej góry Irlandzczyków – Croagh Patrick. 

Chociaż od czasu, gdy nawracał Irlandczyków na chrześcijaństwo, minęło już siedemnaście stuleci, popularnością przewyższa dziś gwiazdy rocka. Święty Patryk nie jest typowym patronem średniej wielkości kraju. To bohater niezwykły, bo czczony bez patosu. Na wesoło. Bardziej w pubie, niż w kościele.

Dla mieszkańców Zielonej Wyspy 17 marca to dzień wyjątkowy, na który czeka się cały rok. Parady w Dniu Świętego Patryka są festiwalem radości i humoru. Bliżej im do  artystycznych happeningów niż pełnych powagi defilad. Ulicami, miast, miasteczek i wsi suną przyozdobione traktory, samochody i rowery, przemykają przebierańcy. Przy tej okazji wystawiają się szkoły, kluby sportowe, stowarzyszenia i lokalni przedsiębiorcy. Irlandczycy dzielą się wówczas na dwie grupy: tych co pokazują się, uczestnicząc w barwnym korowodzie, oraz tych co przyszli obejrzeć ten wyjątkowy spektakl. Tego dnia nikt nie siedzi w domu, a Guinness w pubach leje się hektolitrami. Co ciekawe, pierwsza parada nie odbyła się wcale w Irlandii. W 1737 roku zorganizowali ją emigranci osiadli w Bostonie.

Kliknij zdjęcie, żeby otworzyć galerię:

Górska pielgrzymka

Z Dniem Świętego Patryka związana jest też inna tradycja, zupełnie odmienna od tego, co zobaczyć możemy podczas parady. To pielgrzymka na Croagh Patrick, czyli Górę Świętego Patryka. Do miejsca, gdzie słynny misjonarz wybrał się, by przez 40 dni pościć. Właśnie wtedy święty Patryk miał – według legendy – przegonić z wyspy wszystkie węże (chociaż w tę wersję nie wierzą biolodzy, którzy są zdania, że takich zwierząt nigdy tutaj nie było).

Każdego roku, kilkadziesiąt tysięcy osób wyruszało na szlak, by zdobyć dostojny wierzchołek. Żeby nie było zbyt łatwo, dawniej pielgrzymi ściągali buty, bądź pokonywali trasę na kolanach. Tłumy ludzi, osuwające się kamienie, a do tego kapryśna marcowa pogoda – w takich okolicznościach przyrody o nieszczęście nie trudno. Przy złej pogodzie wierni często ulegali wypadkom, dlatego pielgrzymkę oficjalnie przeniesiono na ostatnią niedzielę lipca. Niektórzy wolą jednak tradycyjną – marcową datę.

Z legendarną górą Croagh Patrick postanowiliśmy zmierzyć się w roku 2012. Skład wyprawy bardzo rodzinny, oprócz mnie ojciec i dwóch szwagrów. Żeby uniknąć tłoku, wybraliśmy środek tygodnia – 14, a nie 17 marca.

Najpierw obraliśmy azymut na miasteczko Westport w hrabstwie Mayo, następnie udaliśmy się do miejscowości Murrisk. Gdy tylko stożkowaty wierzchołek wychylił się zza zakrętu, nie mieliśmy wątpliwości, że to legendarny Croagh Patrick. Góra wyróżniała się z otoczenia i sprawiała wrażenie zdecydowanie wyższej niż 764 metry n.p.m. W myślach przyrównywałem ją do wzniesień podobnej wielkości, znanych z polskich szlaków. Tutaj wspinaczka zaczyna się jednak niemalże z poziomu oceanu. Różnica wzniesień to aż 640 metrów.

CroaghPatrick__new_route

http://www.ni-wild.co.uk/

Na parking dotarliśmy dosyć późno, ale trasa ma tylko 8 kilometrów. Chociaż szlak nie posiadał oznaczeń, nie sposób było tu zabłądzić. Na szczyt prowadzi szeroka ścieżka. Do przełęczy, która z daleka nie wyglądała tak groźnie, jak właściwy wierzchołek, zbliżaliśmy się dosyć wolno. Kolejne wysepki widoczne na Zatoce Clew świadczyły o tym, że wysokość wzrasta. Wysp jest tu 365, czyli tyle, ile dni w roku. Najbardziej znaną z nich – Dorinish przed laty kupił John Lennon. Słynny Beatles chciał, tam zamieszkać po przejściu na muzyczną emeryturę. Niestety, nie było mu to dane.

100_7438

Z każdym krokiem widoki robiły się bardziej porywające, a wiatr bardziej porywisty. Na przełęczy dopadła nas prawdziwa wichura. Niewielkie wypłaszczenie pozwoliło zebrać siły przed atakiem szczytowym. Ostatnie podejście było bardzo strome, a do tego pełne kamieni. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić bosych pielgrzymów, skaczących tutaj po ostrych głazach.

Na szczycie znajduje się biały, skromny budynek, w niczym nieprzypominający dużych  sanktuariów. To kapliczka wzniesiona w 1905 roku. Do środka nie udało się wejść, ale niewysokie mury budynku skutecznie osłoniły nas od wiatru. Szybki posiłek i rzut okiem na rozległą panoramę. Wiatr wygonił nas ze szczytu już po 20 minutach. W tym kontekście wyczyn świętego Patryka, który spędził tutaj aż 40 dni, nabrał szczególnego znaczenia.

Kliknij zdjęcie, żeby otworzyć galerię:

Tekst i zdjęcia: Rafał


Be first to comment