Pasmo Ropicy – Beskid Śląsko-Morawski


mapa pełna

Podgląd pod mapę: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=fclrpwgvmgpgcqsr

 


Dzień 1: Mała Praszywa – Ropice – Kałużny – Chata Ostry

Wchodzimy na szlak. Jak często bywa to w Czechach, asfaltem. Na dole, we wsi Vysni Lhoty, śniegu niewiele. U góry, na Małej Praszywej, już całkiem sporo. Mimo, że to ledwie 706 m n.p.m. Łatwo dostępna góra, do której można podjechać autobusem z Frydka-Mistka, popularny cel wycieczek w północno-wschodnią część Beskidu Śląsko-Morawskiego. Prowadzą na nią aż 3 szlaki. Każdy z innej miejscowości. To ostatni z wierzchołków Pasma Ropicy.

Na szczycie hula wiatr. Ma sporo miejsca. Wierzchołek Praszywej to rozległa polanka. Na jednym jej krańcu znajduje się drewniany kościółek pod wezwaniem św. Antoniego z Padwy, wybudowany w 1640 r.  z drugiej całkiem sporych rozmiarów, malownicze schronisko z 1921 r. Chata powstała z inicjatywy czeskich turystów, jako odpowiedź na rozwijającą się turystykę Niemców ze stowarzyszenia „Beskidenverein”. Oferuje 25 miejsc noclegowych. Aktualnie w remoncie. Ma zostać otwarta w kwietniu 2015 r.

SONY DSC

Kościółek i chata na Małej Praszywej

SONY DSC

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Z Małej Parszywej szlak biegnie lekko w górę. Robi się ślisko, nawet bardzo. Tego dnia zobaczymy śnieg w każdej możliwej postaci. Puch, proszek, grudy, pokruszone szkło, lepka papka. W pierwszej części szlaku jest go jeszcze niewiele, ledwie po kostki. Ale w drugiej części trasy, w okolicach 1000 metrów, będzie go z nawiązką.

Mijamy Praszywą (843 m n.p.m.) z charakterystycznym nadajnikiem, następnie Cupel i po dłuższej wędrówce docieramy do Chaty na Kotari. Nieprzekonuje. Jakoś tak niezachęcająco, nieprzystępnie, nieciekawie. Chyba bardziej knajpa, niż schronisko. Nawet nie wchodzimy do środka.

SONY DSC

Chata na Kotari

Od chaty kawałek konkretnego podejścia na szczyt Lipi i za chwilę pierwszy ciekawszy punkt widokowy na południe. Pomiędzy drzewami wyłania się Łysa Góra i sąsiednie wierzchołki. Widać większość pasma, po którym mamy wędrować przez kolejne 2 dni.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Krajobraz staje się teraz naprawdę ciekawy. Najpierw rozległe widoki na północ, w kierunku Trzyńca i Cieszyna. Potem podejście wyjątkowo malowniczym grzbietem, w szpalerze dorodnych buków, i na koniec szczyt Ropicka (918 m n.p.m.), na którym znajduje się turystyczna chata, a w latach 1913 – 1916 stało polskie schronisko.

Niestety z niezrozumiałych przyczyn obiekt jest zamknięty. Dalej wędrujemy na „sucho”, choć paradoksalnie w butach  coraz wilgotniej.

SONY DSC

Chata Ropicka

Rozpoczyna się długie i mozolne podejście pod główny szczyt pasma – Ropice (1082 m n.p.m.). Śniegu coraz więcej. Stojące w szpalerze choinki, aż uginają się od jego nadmiaru. Ale w końcu wierzchołek. Znaczy go drewniana tabliczka i rzeźba Radogosta – słowiańskiego bóstwa, na dobre związanego z Beskidem Śląsko-Morawskim, którego świątynia znajdowała się na jednym z tutejszych szczytów. Bożek strzeże księgi wpisów, schowanej za postumentem.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC
Ropice 1082 m n.p.m.

Sam szczyt niezbyt widokowy, lecz po wyjściu ze szpaleru choinek trafiamy na dużą polanę. To zdecydowanie najciekawszy widok dzisiejszego dnia. Rozległa panorama obejmuje dolinę rzeki Ropiczanki, ograniczoną przez masywny wierzchołek Jaworowego Wierchu i Szyndzielni  z jednej strony, a Goduli z drugiej. Daleko, na horyzoncie, widać Trzyniec, a może nawet Cieszyn. Do tego świszczący wiatr, uginające się choinki i zmrożony, pękający pod rakietami, niczym cienka tafla lodu, śnieg.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Ostatni odcinek szlaku, to wędrówka przez las. Już na lekkim zmęczeniu. Już wyczekując tabliczki z oznaczeniem „Kalużny”. Od tego szczytu grzbiet Pasma Ropicy odbija gwałtownie na południe i biegnie aż do zwornikowego szczytu Mały Połom. My skręcamy na północ, w kierunku Ostrego (1044 m n.p.m.). Nocleg w tamtejszej chacie.

Samo dojście do chaty ładnie udeptane, widać, że sporo tu narciarzy biegowych. W końcu można zdjąć rakiety.

Schronisko położone na rozległej polanie. Całkiem przytulne, zupełnie nie w stylu czeskich boud molochów. I panorama też atrakcyjna. W kierunku na szczyt Kozubova, miejscowość Jabłonków i Beskid Śląski.

SONY DSC

 Zmierzcha się pod Chatą Ostry

Dzień 2 

Tego dnia wędrowaliśmy oddzielnie – wybierz relację:

Chata Ostry – Chata Slavic – Mały Połom (prawie) – Bebek – autostop/bus

Zapomniałem, że w górach można odurzyć się atmosferą. Na szczęście poranna dawka świeżego powietrza szybko stawia na nogi. Ruszam z godzinnym opóźnieniem, pogoda ciągle dopisuje. Dzisiaj sam. Chłopaki schodzą do Koszarzysk. Jedno z czterech kolan odmówiło współpracy.

SONY DSC

Poranny widok spod chaty

Szybko wracam na czerwony szlak. Po 6 kilometrach dochodzę pod chatę Slavic, pierwotnie to właśnie tu mieliśmy spać. Położona równie ciekawie, jak Chata Ostry, atrakcyjna pod względem architektonicznym. Przed budynkiem rozległa polana, widok na południową część Beskidu Śląsko-Morawskiego i pasmo graniczne ze Słowacją. Jest tu gdzie pochodzić, Beskid płynnie przechodzi przy granicy ze Słowacją w Jaworniki, tworząc rozległy obszar górski.

SONY DSC

SONY DSC

Kolarova Chata Slavic

SONY DSC

Od chaty szlak schodzi wzdłuż niewielkiego orczyka, kończy się luksus wędrowania po udeptanym śniegu. Powoli zaczynam zapadać się pod własnym ciężarem. Jednak dobre kilka kilometrów da się jeszcze iść bez rakiet. Dopiero po dojściu do styku szlaku czerwonego i niebieskiego, śniegu jest tyle, że nie mam wyjścia. Muszę wspomóc się rakietami.

Zmęczenie daje się we znaki, zamiast obrać kierunek na Kozi Grzbiet i dalej na Mały Połom, kontynuuję wędrówkę szlakiem czerwonym. Dopiero po dojściu do kolejnego styku szlaków orientuję się, że popełniłem błąd. Już wiem, że dojście na Łysą Górę będzie bardzo ciężkie, bo niepotrzebnie dorzuciłem sobie kilka kilometrów i muszę korygować teraz kierunek marszu.

Do tego wędrówka, staje się coraz trudniejsza. Mimo rakiet momentami zapadam się do połowy uda. Śnieg jest miękki i powoli zaczyna się topić. Idzie się bardzo ciężko.

SONY DSC

SONY DSC

Widok spod Chaty Slavic

W okolicach popołudniowych dochodzę do miejscowości Bebek, leżącej na południe od zbiornika wodnego Morawka. To niewiele ponad połowa zaplanowanej na dziś trasy. Jest ryzyko, że z Łysej do Ostrawic, w których mamy spać, będę schodził po ciemku.

Zerkam na mapę. Znajduję skrót – szlak rowerowy. Ruszam w tamtym kierunku. Gdy tylko staję przed podejściem od razu wiem, że bez rakiet ani rusz. Po tej ścieżce chodzą teraz tylko sarny. Ich ślady, i nie tylko, znaczą całe podejście. Już po kilkunastu minutach wiem, że to był zły wybór. Brak oznaczeń szlaku, dużo, miękkiego śniegu, mocno pod górę. Do tego co chwila droga odbija gdzieś w las i muszę zgadywać czy idę tą właściwą. I choć dyszę niemiłosiernie, to na powrót trochę za późno.

SONY DSC

Wreszcie po godzinie wędrówki i walki ze śniegiem, dochodzę do asfaltu, a po chwili do głównej drogi. Skręcam w kierunku czerwonego szlaku, którym mam rozpocząć podejście na Łysą Górę.

Ale szlaku nie ma. Jest za to dom, który już mijałem. Jest mostek, który przekroczyłem, by wkroczyć na obrany skrót. Jest wściekłość, która po chwili przeradza się w śmiech. Jeszcze nigdy nie zabłądziłem tak głupio w górach. Piękna, bezużyteczna, nikomu niepotrzebna pętla, po lesie pełnym śniegu i sarnich bobków.

Pozostaje złapać stopa i pogodzić się z porażką. Na tym wypadzie nie przejdę Beskidu Śląsko-Morawskiego na raz. Zostanie na następny raz.

Chata Ostry –  Szałas pod Ostrym – Koszaryska – czeskie koleje

283_3735

Ciekawość świata przegrała z kontuzją kolana, zmęczeniem oraz sprawami zawodowymi. Postanowiliśmy się rozdzielić. Łukasz wyruszył w kierunku Łysej Góry, my na przystanek autobusowy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, spotkamy się wieczorem w Ostrawicach.

283_3714

283_3727

W myśl zasady „dziesięć mniej ratuje życie”, wybieramy najkrótszą opcję dojścia do cywilizacji. Zamiast 13 kilometrowej wędrówki do Morawki, schodzimy na zaolziańską stronę. Na żółtym szlaku meldujemy się przed ósmą. Trzy kwadranse później jesteśmy na przełęczy. Jest tu przytulny szałas i miejsce na ognisko, a do tego całkiem rozległe widoki.

283_3720

Szałas Ostry pod Wielką Kykulą (841 m n.p.m.)

283_3723

283_3724

283_3725

283_3726

Niebieski szlak prowadzi stąd do Koszarzysk. To duża wieś, której nazwa świadczy o pasterskich tradycjach tej części Beskidów. Przed laty znajdowały się tu tzw. „koszary”, czyli zagródki dające schronienie owcom spędzanym na zimę z wyższych partii gór. O tym, że jesteśmy na Zaolziu, świadczą mijane szyldy z dawno niewidzianymi literkami „Ą”, „Ę” oraz „Ó”. W końcu jesteśmy w rejonie, zamieszkiwanym przez mniejszość polską. W Koszarzyskach naszych rodaków jest aż 40%.

283_3728

Niedzielny rozkład jazdy zmusza nas do wysiłku. By dotrzeć w umówione miejsce, musimy objechać spory kawał Beskidów. U kierowcy kupujemy bilet do Jabłonkowa. Wysiadamy na dworcu autobusowym i studiujemy rozkłady, ale sensownego połączenia brak. Chwilę przysłuchuję się rozmowie starszych pań. Zaciekawiła mnie ich mowa. Prawdopodobnie to zaolziańska gwara, która bardziej zbliżona jest do staropolszczyzny, niż do „klasycznego” czeskiego. Słysząc nasze rodzime archaizmy nie silę się na konstruowanie pytań w języku Haszka. Panie doskonale rozumieją zwrot „dworzec kolejowy”. Musimy dojść do miejscowości Nawsie. Szybkim marszem to 15 minut drogi.

11051029_884653934929297_191753351_n

Staropolszczyzna na Zaolziu

Przy kasie miłe zaskoczenie. Czeska „grupa”, jest pojmowana trochę inaczej, niż u nas.  Żeby otrzymać zniżkę na przejazd grupowy wystarczą już dwie osoby. Pani drukuje nam małą ściągę, na której wypisane są wszystkie przesiadki. 64 km mamy pokonać czterema pociągami! Koszmar? Niekoniecznie. Pociągi są świetnie zsynchronizowane. Przeskakujemy z vlaku do vlaku. Kolejno w Czeskim Cieszynie, Frydku-Mistku i Frydlancie nad Ostrawicą. Wszystko przebiega bardzo płynnie i o godzinie 13 meldujemy się na miejscu. Jesteśmy szybciej, niż zakładałem. Siadamy przy piwku i kibicujemy Łukaszowi, który w tym czasie wybrał drogę na skróty…

1533483_884654041595953_1520940563_n

11020454_884653964929294_84949222_n

Czeskie koleje naprawdę dają radę

Be first to comment