Pierwszy raz z rakietami śnieżnymi

Chodzenie po górach zimą jest dużo bardziej wymagające, niż latem czy wiosną. Wystarczy raz, dwa, zejść z obranej drogi, wdepnąć na odcinek z większym śniegiem, i cała logistyka bierze w łeb. Do tego obciążenia w chodzeniu „na mokro” są zupełnie inne niż w chodzeniu „na sucho”. Jeśli śnieg jest głęboki, a ty nie masz rakiet śnieżnych, męczysz się podwójnie. Można, owszem, przy dobrej kondycji i rozchodzeniu, przejść kilka, nawet kilkanaście kilometrów, ale o długim, kilkudniowym przejściu, po kilkadziesiąt kilometrów, mowy nie ma. Żadne łydki tego nie wytrzymają.

To było moje pierwsze przejście z rakietami. Polecam każdemu. Początkowo idzie się dziwnie. Jakby w niedopiętych sandałach, albo ciężkich japonkach. Noga klapie luźno, masz wrażenie niepotrzebnego balastu na stopach. Kończyny plączą się jedna za drugą, wchodząc sobie nawzajem w paradę. Ale wystarczy chwila by przyzwyczaić się do pozornej niewygody i dostrzec, że już nie zapadasz się w śniegu – a przynajmniej nie tak mocno jak ostatnio – a każdy następny krok nie powoduje frustracji, tylko radość z wędrówki.

11024918_882522641809093_1065361970_o

Trzeba tylko w miarę szeroko stawiać stopy i uważać żeby rakieta nie naszła na rakietę. Większość z nich ma pod spodem metalowe haki, które mają uniemożliwić się ślizganie i rozbijanie zbierającego się pod spodem śniegu. Z łatwością mogą one porysować plastikową powierzchnię nośną.

Druga rzecz to nagłe zwroty i chodzenie do tyłu. Ponieważ pięta jest luźna i odrywa się od rakiety, to przemieszczanie się wstecz jest praktycznie niemożliwe, łatwo o tym zapomnieć.

Idealne warunki do chodzenia w rakietach – miękki, w miarę równy śnieg i szeroka ścieżka.

SONY DSCTrzecia sprawa to „ścieżka”, po której się poruszamy. Rakiety ułatwiają chodzenie po głębokim śniegu, ale są niezbyt wygodne, gdy poruszamy się wąską rynną wydeptaną przez innych turystów. Ze względu na sporą szerokość, nie mieszczą się w „korycie”, co powoduje częste skręty nogi lub wymusza stawianie mniejszych kroków. Na dłuższą metę jest to dosyć męczące. Najlepszy jest świeży, równy puch, lub lekko przymrożona powierzchnia, pod którą ścieli się gruba warstwa miękkiego śniegu.

Dodatkowo po długich odcinkach w rakietach na nogach, zaczynamy odczuwać ich ciężar. Kończyna, choć nie zapada się w śniegu, podnosi się coraz ciężej. A jeśli system odprowadzania śniegu nie jest najlepszy, a biały puch ma lepki charakter, wówczas przy każdym kroku podnosimy sporej wielkości kulę śnieżną.

Tak czy inaczej, przewaga w chodzeniu po śniegu zdecydowanie leży po stronie rakiet. Jeśli nie chcecie rozstawać się z wędrowaniem zimową porą, to warto rozważyć ich zakup. Lub chociaż wypożyczenie.  Ma je w ofercie większość schronisk (szczególnie bacówek) oraz kilka wypożyczalni w całej Polsce, np. ta.

Ich zakup najlepiej opłaca się latem lub wiosną, gdy ceny lecą w dół. Choć i w miesiącach zimowych można kupić je za w miarę rozsądną cenę. Nie mam wielkiego doświadczenia w tym temacie, więc nie jestem obiektywny, mogę natomiast napisać o dwóch modelach, które mieliśmy na wypadzie.

Tańszy, nie zawsze znaczy gorszy

SONY DSCTSL 418 ACCESS to francuska marka, za którą, bagatela, trzeba wyłożyć  ponad 700 złotych. Wydawałoby się sprzęt w pełni profesjonalny, łatwy w użyciu i praktyczny. Ale gdybym miał te 700 złotych przed wyjazdem, to ponownie wybrałbym model marki tańszej i mniej prestiżowej – czyli rakiety made by Decathlon.

Dokładnie model INUIT 450. Kosztowały mnie zaledwie (w porównaniu do „francuzów”), 189 złotych, a moim skromnym zdaniem w niczym nie ustępują tamtemu modelowi. Ba, po doświadczeniach kolegów, wnoszę, że nawet je przewyższają.

Mają większą powierzchnię nośną, wydają się bardziej trwałe, łatwiej przełącza się w nich system podejścia pod górkę, i co najważniejsze, mają praktyczny system zapinania na paski. W przeciwieństwie do narciarskich klamer w TSL-ach, jest to bardzo intuicyjne i szybkie. Dokupiłbym jedynie pokrowiec, bo chowanie ich mokrych do plecakach równa się wodzie w plecaku.

20150222_095439

Model INUIT 450

Jeśli przed zakupem byłem do nich nastawiony dosyć sceptycznie, to po przyjeździe z miłą chęcią założyłbym je szybko z powrotem na nogi. Szlaki w Karkonoszach, Izerach i Bieszczadach czekają na kolejne testy…

1 Comment

  • Odpowiedz Luty 27, 2015

    Taki Tam

    Warto jeszcze zauważyć, że tańsza wersja jest w stanie przenieść 10 kg więcej (do 80 vs do 90 kg). Przynajmniej takie informacje podają producenci.

Leave a Reply