Zamiast podsumowań noworocznych

Urodziło mi się dziecko. Córka. Jagoda. Długo na siebie kazała czekać. Ociągała się ze światem. Ale jeśli mam być szczery, to przez długi czas sam traktowałem ją obojętnie. Nie specjalnie czekałem aż zmaterializuje się w mojej codzienności. No bo wiadomo, dzieciaki to obowiązki, wydatki i zamrażarka. Wszystkie plany zastygają, pokrywają się grubą warstwą szronu i zapomnienia. Ale teraz nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że jej nie ma. Ale teraz ma już 2 miesiące.

Myślałem, że o jej pojawieniu się na tym łez padole, nie będę się wymądrzał, że sobie daruję zwierzenia niewyspanego ojca na początku długiej kadencji. Ale wiecie co, dlaczego mam o niej nie napisać? Przecież to podróż inna, niż wszytskie. Drugi raz takiej nie przeżyję. Pełna improwizacja i zmiana sytuacji z dnia na dzień. Czyź nie o to chodzi w podróżowaniu spoza katalogu? Zaskoczenie, zdziwienie, zagubienie. Każdego dnia coś nowego. Nie ma planów, nie ma rozpiski, przewodnika i animatora, który poprowadzi za rękę. Wypływasz z portu i już nigdy nie zawijasz w to samo miejsce.

kolaż 1

Afryka? Afrykę to ja mam w domu.

„Dobrzy ludzie” ciągle mnie ostrzegają i podpowiadają jak radzić sobie z nową sytuacją: Ooo, teraz to już nie pojeździsz, skończyło się! Koniec z górami, koniec z rowerem! Pieluchy i smoczek zamiast plecaka. Naprawdę? Serio? Nie da się z dzieckiem? Nie można tego łączyć? Unia zabrania?

„Dobrzy ludzie” nie wiedzą chyba o istnieniu nosidełek górskich, przyczepek rowerowych i wyciągów górskich. „Dobrzy ludzie” chyba są zadowoleni, gdy inni, tak jak i oni, siedzą na czterech literach w czterech ścianach i dzielą włos na cztery, zastanawiając się czy aby tym razem pogoda jest idealna, czy aby tym razem nie trzeba pojechać na zakupy, posprzątać mieszkania, czy aby tym razem chce nam się wstawać tak wcześnie. „Dobrzy ludzie” są dobrzy w wiecznym odwlekaniu i planowaniu nieruszania się z miejsca. Ja nie jestem w tym najlepszy.

Wiem, że przez kolejne lata czeka mnie podróż za niejeden uśmiech. Wiem, że dziecko zmienia perspektywę, że nie zawsze się da, że można, że wypada. Ale coś czuję, że warto było wziąć na siebie ten plecak obowiązków. Już nie mogę się doczekać kiedy ruszymy gdzieś razem. Wspólnie wejdziemy na jakąś górkę, albo pokręcimy się na rowerze. Ona ma tę przewagę, że wszystko jest dla niej zaskoczeniem. Nawet spacer za róg. Nawet podróż po pokoju.

Taki na przykład obraz, albo lampa, tudzież firanka. Totalne zaskoczenie. Taj Mahal to altanka jakaś, Angkor Wat – kupa kamieni. A mieszkanie, mieszkanie to jest coś! Można podziwiać godzinami z otwartymi oczami. To nasz cały świat. Zwiedzamy go razem.

W nowym roku, będziemy mieli takich wycieczek naprawdę sporo. Dlatego nie podsumowuje tego co było, wyglądam na to, co przede mną.

Nic się nie kończy. Wszystko się zaczyna.

2 komentarze

  • Odpowiedz Luty 19, 2015

    Kata

    Bardzo fajnie mi się czytało ten wpis. W sierpniu urodziłam dziecko, wcześniej też trochę kręciłam się tu i tam. Zewsząd opinie, że teraz koniec, basta, pieluchy i siedzenie na tyłku. Początkowo było ciężko, ale pierwszy mały, weekendowy wypad już za nami i planujemy kolejny. Jak to się mówi dla chcącego nic trudnego! Będę śledzić Wasze poczynania 🙂

  • Odpowiedz Luty 19, 2015

    Czuły

    Ja jeszcze z dzieciakiem, z przyczyn zimowych nigdzie nie ruszyłem. Ale czekam z niecierpliwością na wiosnę, żeby pokazać jej trochę świata ;). Pozdrowionka i miłych wypadów.

Leave a Reply