Główny Szlak Beskidzki – przejście

Główny Szlak Beskidzki chodził za mną odkąd pamiętam. W tym roku w końcu mnie dopadł. Niezapomniane wrażenie. To był mój pierwszy długi dystans. Na pewno nie ostatni. Kiedy raz zrobi się taki szlak można chcieć tylko więcej. Człowiek rozkręca się w miarę chodzenia. Początek jest na świeżości. Łapiesz kolejne kilometry i myślisz, że nie ma mocnych. Że na pewno dasz sobie radę. A potem wstajesz piątego, ósmego, dziesiątego dnia i nie jest już tak różowo, optyka się zmienia. Adrenalina schodzi, wchodzi zmęczenie. Z każdym dniem coraz większe. Aż dochodzisz do takiego punktu, w którym stajesz w miejscu – albo siadasz, jak to było w moim przypadku. I albo wstaniesz, albo łapiesz bus do domu.

Co zrobić, żeby wstać? Z mojej perspektywy sprawa wygląda tak:

1. Przygotuj się fizycznie

Nie mam tu na myśli dziesiątek godzin na siłowni, codziennego biegania bladym świtem czy triathlonów w każdy weekend, chodzi po prostu o przyzwyczajenie organizmu do długiego marszu i noszenia plecaka. Jeśli do tej pory nie wędrowałeś nigdy dłużej niż dwa dni z rzędu, to przed szlakiem warto zrobić sobie kilkudniowe przejście od schroniska do schroniska. Albo najlepiej dwa przejścia. Najlepiej z pełnym plecakiem. Pamiętaj, że jeśli nie jesteś ultramaratończykiem to musisz liczyć się przynajmniej z 18 dniowym marszem, dzień w dzień i to co najmniej po 30 kilometrów. Warto przyzwyczaić do tego organizm. Inaczej kontuzja gwarantowana.

 2. Przygotuj się mentalnie

Fizycznie jesteś w dobrej kondycji? Super. Ale jak z determinacją? silną wolą? Pamiętaj, że przez 20 dni czeka cię wstawanie o 6 rano i całodzienny marsz. Dziesięć, dwanaście godzin. Szlak sam się nie przejdzie. Jeśli twój wewnętrzny śpioch to zrozumie, to na pewno się uda. Ale musisz być tego pewien na początku. Inaczej zostaw śpiocha w domu i popracuj jeszcze nad motywacją.

3. Przygotuj plecak

Zabierz tylko NIEZBĘDNE rzeczy. Na szlaku liczy się każdy gram, naprawdę, nie przesadzam. Pakuje się lekko, ale nosi się ciężko. Pozbądź się wszystkiego co zbędne. Idealnie gdyby twój plecak nie przekroczył 15 kilogramów. Jeśli uda ci się zejść do 10, to gwarantuję, że po kilku dniach przestaniesz czuć dyskomfort.

4. Zaopatrz się w kije trekingowe

Kilka lat temu miałem poważne problemy z kolanami. Od tego czasu nie ruszam się w góry bez kijków i chodzę do dziś. Nie  ma lepszego sposobu żeby odciążyć stawy, ustabilizować kręgosłup i zwiększyć komfort schodzenia po niestabilnym podłożu – szczególnie kiedy wędruje się z ciężkim plecakiem. Jestem pewny, że bez kijków musiałbym zawracać ze szlaku już po Bieszczadach.

5. Nie przesadzaj z kilometrami

Wiadomo, z czasem i urlopami bywa różnie. Nie każdy może sobie pozwolić na 3 tygodnie w górach. Ale warto się nie przemęczać. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie warto przekraczać 30 kilometrów. Kilka dni z takim dziennym przebiegiem sprawia, że o kontuzję dużo łatwiej, spada też koncetracja. Raz, dwa, można, ale dzień w dzień – trzeba mieć zahartowany organizm. Mierz siły na zamiary.

6. Uzupełniaj energię

Każdy z nas ma inny metabolizm i potrzeby energetyczne, ale paliwo muszą tankować wszyscy. Pamiętaj o tym, żeby zawsze mieć przy sobie coś słodkiego. Na szlaku będzie dużo momentów, gdy organizm będzie potrzebował kopa. W takich przypadkach trzeba mieć po co sięgnąć do plecaka. Nie oszczędzaj na jedzeniu i wybieraj produkty z dużą ilością węglowodanów: makaron, ryż, płatki, kasza – przyda się dużo energii do spalenia. Jedz regularnie i najważniejsze, nie opuszczaj śniadań!

7. Dopinguj się do działania

Samotne przejście szlaku powoduje, że nie ma cię kto popchnąć do przodu, trzeba się więc popchnąć samemu. Jak? To już twoja broszka. W moim przypadku działa na przykład pogwizdywanie, ubliżanie sobie od mięczaków i hipochondryków, ubliżanie górze na którą wchodzę, wizualizacja zimnego piwa, które czeka na mnie po skończeniu etapu i w szczególności pozytywna nuta w głowie. Na tym wypadzie nie dałbym rady bez tej.

 

Be first to comment