Dookoła Beskidu Niskiego rowerem – mapa

To był sierpień. Koniec sierpnia. Niektóre liście nabrały już ciepłych barw. Koniec lata wydawał się nieunikniony. Powietrze było gęste, nagrzane trzema miesiącami słońca. Stało w miejscu. Siedzieliśmy przy drewnianym stoliczku i sączyliśmy piwo. Leniwie. Bez pośpiechu. Zmęczeni po 100 kilometrach w siodełku. Grzejąc się w promieniach. Zadowoleni z tego co zobaczyliśmy i z tego co jeszcze przed nami. Dookoła pasły się krowy. Brzęczały muchy. Drewniana cerkiew, żelazny krzyż, skromna, łemkowska chyża i wiejska droga tworzyły scenerię dla naszej sjesty. Wszystko tak, jak kilkadziesiąt lat wstecz. Czas wydawał się zapomnieć o realiach. Wziął sobie wychodne.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

To było w Bartnem. W samym środku Beskidu Niskiego. W samym środku Łemkowszczyzyny. W krainie, której już nie ma. Po której został tylko powidok. Kamienne krzyże, cmentarze i zarastające wioski. W górach, które mają swoją własną tożsamość.  Którym trudno się oprzeć. Które chce się poznać głębiej.

SONY DSC

Jeszcze przed wyjazdem, poruszając się palcem po mapie, wiedziałem, że zobaczenie każdej cerkwi, cmentarza i opuszczonej wioski będzie niemożliwe. Beskid Niski to rozległy teren, a liczba miejsc godnych odwiedzenia jest naprawdę ogromna. Dlatego od razu założyliśmy, że postaramy się objechać cały teren od Krynicy na zachodzie, po Komańczę na wschodzie, ale „ósemki” kręcić będziemy tylko w jednej części. Wyruszyliśmy z Grybowa, by w pierwszym dniu skierować się do Wysowej Zdrój, następnie przejechać na słowacką stronę i odwiedzić  średniowieczny Bardejov, potem przejechać do Krempnej, okrążyć góry od południa, dojechać do Komańczy i zamknąć pętlę od północy. Na ostatnie dwa dni zjechaliśmy do Bartnego, penetrując najciekawsze zakamarki i okolicę Magury Małostowskiej. Ostatni dzień to powrót do Grybowa przez Uście Gorlickie i malowniczy zalew Klimkówka.

Ogólnie spędziliśmy w Beskidzie Niskim 7 dni, pokonując około 450 kilometrów. Dzienne przebiegi nie należały do najwyższych, ale muszę przyznać, że nie spodziewałem, że będzie aż tak wymagająco.  Kilka razy mój rower naprawdę zamienił się w amfibię, i wcale nie mam tu na myśli przenośni literackiej. Jazda z pełnymi sakwami, poza asfaltem i utwardzoną nawierzchnią w Beskidzie Niskim nie ma najmniejszego sensu.

Choć sprawia niebywałą frajdę!

2014-08-26 09.16.21
2014-08-29 15.50.32

SONY DSC

10580256_657586267670304_3523152653815411514_n
SONY DSC

Początkowo martwisz się jak przejechać kałużę, uniknąć błota, ale później… Później jest ci już wszystko jedno. Pakujesz się w strumień, rozchlapujesz błoto na boki, sprawdzasz czy sakwa przecieka, gdy zanurzy się po zapięcie w brunatnej brei… Do butów wlewa się woda, rower obrasta gliną, a ty z każdą chwilą zaczynasz lubić ten „sport”. Na swojej twarzy znajdujesz tylko uśmiech. Wiesz, że za kolejnym strumieniem, za kolejnym podjazdem, gdzieś na końcu polnej drogi, w gąszczu drzew, ukryty jest łemkowski krzyż, zapomniany cmentarz, dawna wioska.

Choć jeśli chcesz pojeździć po asfalcie, kulturalnie, nie brudząc sobie roweru – to też można. Beskid Niski jest idealny na rower. Dla każdego. Jeśli lubisz szum gum, równe asfalty i jazdę od zabytku do zabytku,  znajdziesz ją bez problemu. Wolisz polne dukty i kamieniste ścieżki? Skręć poza wiejskie asfalty. Szukasz prawdziwie offroad’owej jazdy i walki z podjazdami? Wystarczy wjechać głębiej w góry.

SONY DSC
SONY DSC
SONY DSC

Podczas tego wypadu miałem okazję zasmakować każdego z tych typów jazdy i pokonać najtrudniejszą trasę, jaką kiedykolwiek przejechałem na rowerze. Piętnaście razy przekraczałem strumień, kilka razy nosiłem rower na barkach, dwa razy jechałem na przełaj przez górską łąkę, z całej siły zaciskając dłonie na hamulcach i modląc się, żeby teren w końcu się wypłaszczył. Dobrze, że tego dnia zostawiłem sakwy w schronisku… Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres tego dnia.

wykres

 

W przybliżeniu nasza 7 dniowa trasa wyglądała, jak niżej. Po najechaniu na punkty dowiecie się więcej o każdym z miejsc. Więcej szczegółów w kolejnym poście!

 

Be first to comment