Główny Szlak Beskidzki: Gorce i Beskid Makowski

13. Krościenko nad Dunajcem – Schronisko PTTK Stare Wierchy: 38 km

Nocleg: Schronisko PTTK Stare Wierchy

PicMonkey Collage

ZKrościenka do Rabki jest 47 kilometrów. Oczywiście szlakiem, górami. Na trasie przedzielonej Przełęczą Knurowską dominują dwa szczyty. Na wschodzie Lubań (1210 m n.p.m), na zachodzie najwyższy w całym paśmie Turbacz (1310 m n.p.m.). Pierwszy rozległy, z długim, męczącym podejściem i kilkoma prowadzącymi na niego szlakami. Drugi, choć wyższy, to łagodniejszy, wyłącznie z jednym – czerwonym szlakiem.

Przejście w ciągu jednego dnia pomiędzy jednym a drugim szczytem jest dosyć męczące, lecz dostarcza sporo wrażeń widokowych. W końcu Gorce słyną głównie z tego, że świetnie widać z nich inne pasma. Szczególnie w taki słoneczny, czerwcowy dzień.

202. 300 km_195 km_Poranek w Krościenku

Z Krościenka wychodzę o 6 rano. Słońce przebija się przez poranne mgły. Według mapy droga na Lubań powinna zająć mi 3 godziny. Zajmuje 3 i pół. Mniej więcej od wysokości 1000 metrów drogę zagradzają liczne wiatrołomy. Szlak zawalony drzewami. Trzeba kluczyć, omijać, przechodzić między zwalonymi pniami, przedzierać się przez paprocie. Z dużym plecakiem to nie takie proste.

Kiedy docieram na Średni Groń, poprzedzający właściwy szczyt, rozmiary klęski rosną w oczach. Same kikuty, nie ma lasu. Tak będzie kilka razy w ciągu dnia, aż do samego Turbacza. Pomieszanie z poplątaniem. Drzewo na drzewie. Przykro patrzeć na poranione góry.

Na Lubaniu jeden namiot, kilka obozowiczów. Baza namiotowa jeszcze nie działa. Rozległa polana sprzyja nocowaniu w tym miejscu, a widoki na Tatry i Pieniny należą do jednych z piękniejszych w Gorcach. Jeśli tylko lokalne gminy w końcu się dogadają to w 2015 roku powinna rozpocząć się tu budowa schroniska z prawdziwego zdarzenia. Dwa wcześniejsze – przedwojenne i bacówka z lat 70-tych – spłonęły.

SONY DSC

 Wiata w bazie namiotowej na Lubaniu

SONY DSC

 Polana na Lubaniu. Poniżej krzyż papieski.

SONY DSC

Od Lubania szlak lekko w dół. Niestety na zejściu znowu przewalone pnie. Ogromne bale drewna tarasują przejście na sporym odcinku. Trzeba bacznie obserwować szlak i zachowywać ciągłą czujność na zejściu.

Duże fragmenty szlaku w Gorcach wyglądały właśnie tak

Przez kolejne 10 kilometrów wędrówka przez las, z nielicznymi widokami na Tatry, Pieniny i Jezioro Czorsztyńskie. Z niewielkich polan można dostrzec też wybijającą się w linii szczytów kopułę Turbacza. Z każdym kolejnym kilometrem staje się coraz większa.

Koło południa docieram do Studzionek, jednego z najwyżej położonych całorocznie zamieszkiwanych miejsc w polskich Beskidach. Ledwie 11 chat, większość w pięknym gorczańskim stylu, dwa miejsca w których można nocować. Jest także prywatny skansen etnograficzny, który zwiedzać można po umówieniu się z gospodarzami. Z szerokiej polany roztaczają się stąd widoki, jakie każdy chciałby mieć za oknem – Tary, Pieniny Spiskie, Podhale. Jest na czym zawiesić oko. Chociaż zimą pewnie nie łatwo wjechać tutaj drogą o 15% nachyleniu.

SONY DSC
Studzionki

SONY DSC SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Chowam się do cienia. Zjadam resztki prowiantu. Ściągam buty. Funduję sobie godzinny odpoczynek od wędrówki.

W ciągu dnia, kiedy się idzie, to jakoś się idzie. Ból czuć tylko w stopach, czasami dokuczają ramiona. Ale wieczorem, gdy kładziesz się spać, boli wszystko – biodra, piszczele, kolana,  kręgosłup, mięśnie. Długo szukasz odpowiedniej pozycji zanim zaśniesz. Na boku źle, na plecach niewygodnie, na brzuchu też uwiera. Ale gdy wstajesz rano, to coś pcha do przodu, każe zwlec się z karimaty. Wiesz, że jeśli się zasiedzisz, to na porządnie. Już nie ruszysz.

Dlatego postój nie za długi. Wdziewam buty na bąble i ruszam w kierunku Przełęczy Knurowskiej (846 m n.p.m.).

Przebiega przez nią Droga Knurowska, będąca zabytkiem wojskowej inżynierii drogowej z przełomu XIX/XX wieku. Wybudowali ją około 1911 roku w celach militarnych Austriacy. Powstała na miejscu średniowiecznego traktu skracającego drogę ze Starego Sącza na Podhale. To obejście ze staropolskiego zwane „ochodnikiem” dało nazwę leżącej w dolinie Ochotnicy.

Za przełęczą już pasmo Turbacza. Pierwsze kilometry niezbyt atrakcyjne, monotonne. Do tego nawarstwia się zmęczenie i znużenie. Człapię, człapię, omijam kolejne powalone drzewa i konary. Liczę kilometry do celu. Uciekam myślami z gór.

Ale szybko wracam.

Na horyzoncie pojawia się pierwsza z polan w masywie Turbacza – Fiedorówka. Przedsmak tego, co można oglądać z leżącej kilometr dalej Zielenicy. Wkraczam do Gorczańskiego Parku Narodowego. W tej części turystów zdecydowanie więcej niż w okolicach Lubania. Magia najwyższego szczytu pasma i znane schronisko zawsze przyciągają.

Perspektywa nowych widoków dodaje energii, pcha pod górę. Niecierpliwie oglądam się za siebie, obejmując wzrokiem leżące w dole Podhale, Tatry, Beskid Sądecki i masywny Lubań, który przemierzałem rano. Na szczycie polany tablica z dokładnym opisem poszczególnych pasm i najważniejszych szczytów widocznych z Zielenicy. W takim miejscu zdecydowanie przydaje się funkcja panoramy w aparacie. Widoki na całą długość kadru. Wiosną, gdy kwitną krokusy, musi tu być naprawdę wyjątkowo.

SONY DSC

SONY DSC

 Hala Zielenica

SONY DSC

Masyw Lubania  i Jezioro Czorsztyńskie z Hali Zielenica

Podchodzę pod Kiczorę (1282 m n.p.m.), trzeci co do wysokości gorczański szczyt i po kilometrowym marszu przez las wychodzę na Polanę Długą. Stąd nie tylko piękny widok na Tatry, ale i na Turbacz, który w całej okazałości prezentuje się na horyzoncie. Do uszu docierają dźwięki dzwoneczków i delikatne beczenie. Od pewnego czasu, żeby zachować bioróżnorodność i niepowtarzalny charakter tych terenów, prowadzony jest tu kulturowy wypas owiec. W pobliskiej bacówce można kupić owcze sery i napić się żętycy.

SONY DSC

 Turbacz z Długiej Hali

SONY DSC

SONY DSC

Jeszcze tylko niezbyt wymagające podejście pod Turbacz, i schronisko. Oblężenie turystów. Jest osiemnasta. Mam za sobą 31 kilometrów. Cel minimum zrealizowany. Ale jakoś nie chcę się spać w tym molochu. Dużo za dużo ludzi. Wypijam tylko szybkie piwo i dzwonię do odległych o 6 kilometrów Starych Wierchów. Jest jeszcze wolne miejsce, i to na łóżku. W długi weekend nie spodziewałem się takich luksusów. Ruszam na spotkanie pościeli.

Słońce powoli obniża się za chmurki. Niebo przyjmuje charakterystyczną barwę ciepłych pasteli. Błękit niepostrzeżenie przechodzi w czerwienie. Dobrze wędruje się o tej porze. Gdyby tylko nie nogi. Zaczynają uwierać, rwać. Na Turbaczu wszystko było w porządku, a teraz każdy kolejny metr sprawia dyskomfort. W połowie drogi – i to nie jest literacka przenośnia – idę z zaciśniętymi zębami. Krok, ból. Krok, ból. Cholera, naprawdę boli! Jakby podeszwę ściskało imadło.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Podczas przejścia szlaku jeszcze nigdy nie cieszyłem się tak bardzo na widok schroniska. Gdyby nie wspomniana dolegliwość, to pewnie podskoczyłbym z radości. Nie wiele brakowało i starłbym sobie zęby z tego całego zaciskania. Ale udało się. Praktycznie przeszedłem Gorce na raz. Zostało 10 kilometrów do Rabki.

14. Schronisko PTTK Stare Wierchy – Schronisko PTTK na Hali Krupowej: 42 km

Nocleg: Schronisko PTTK na Hali Krupowej

PicMonkey Collage 2

Odcinek między Rabką a Jordanowem zdecydowanie należy do najgorszych i najnudniejszych na całym szlaku. Najgorszych – bo długie fragmenty wędruje się wzdłuż ruchliwej ulicy bez pobocza, w pewnym momencie przekraczając nawet Zakopiankę (!). Najnudniejszych – bo gór na tym odcinku niewiele, a 70% odcinka to wędrówka po asfalcie. Do tego dochodzi złe oznakowanie, przedzieranie się przez chaszcze i przeprawa przez Skawę.

Jeśli wziąć pod uwagę walory krajoznawcze, to ten odcinek spokojnie można sobie darować. Polecam wsiąść w busik w Rabce i wysiąść w Jordanowie. Niczego nie tracimy. Jeśli jednak chcemy przejść szlak od kropki do kropki, to trzeba zmierzyć się z asfaltową nawierzchnią.

Przyznam szczerze, że trochę się tego odcinka bałem. Kolana najbardziej protestowały właśnie wtedy, gdy przychodziło zmieniać nawierzchnię. A że dzień wcześniej zafundowałem sobie najdłuższe przejście w karierze, to rano naprawdę trudno było wstać z łóżka. Do wyjścia nie zachęcała też deszczowa pogoda. Ale jakoś trzeba było się zebrać.

Poranne Gorce kończę więc we mgle i siąpawicy. Rozpogadza się dopiero za schroniskiem na Maciejowej. Na tyle, że odsłaniają się widoki. Na horyzoncie Luboń Wielki i inne wyspy okolicznego archipelagu. Niestety szlak omija Beskid Wyspowy i za Rabką wkracza w południowe granice Beskidu Makowskiego, ledwie muskając to pasmo. A szkoda, bo wejście na Luboń Wielki byłoby dużo bardziej atrakcyjne niż przedzieranie się przez miejską dżunglę.

SONY DSC

 Luboń Wielki (w Beskidzie Wyspowym) widziany z okolic Zbójeckiej Góry

SONY DSC

Po zejściu do Rabki szlak prowadzi wzdłuż Parku Zdrojowego, a następnie na drugą stronę miasta, w okolice osiedla Gacówka, mijając wcześniej piękny kościół p.w. św. Marii Magdaleny. W drewnianej świątyni z 1606 roku znajduje się muzeum etnograficzne im. Władysława Orkana, w którym można oglądać wystawę ludowych rzeźb, strojów, pasterstwa i rzemiosła oraz garncarstwa.

SONY DSC

 Kościół św. Marii Magdaleny w Rabce

SONY DSC

SONY DSC

Zaraz za miastem uważnie trzeba śledzić oznaczenia. W okolicach wzgórza Zbójecka Góra (643 m n.p.m.) wychodzimy na długą, rozległą polanę. Spotkałem się z opiniami, że przez kilometr nie ma tam żadnych oznaczeń szlaku. Są, ale wyglądają, jak na załączonym zdjęciu. Wyblakłe i dokładnie schowane przed oczami turystów.

SONY DSC

 Oznaczenie, o którym mowa wyżej

SONY DSC

Masyw Policy i Babia Góra z polany przed Zakopianką.

Najlepiej kierować się prosto na zachód w stronę leżącej po prawej stronie ścieżki chatki i widocznej na horyzoncie Policy i Babiej Góry. Z daleka słychać szum Zakopianki, którą przyjdzie nam za chwilę przekroczyć. Gdy tylko dotrzemy do płotu domku, na jednej ze sztachet dostrzeżemy widoczne oznaczenia, które potem prowadzą między drzewa.

I teraz uwaga! Trzeba dokładnie rozejrzeć się na boki. Zakopianka to nie żarty. Na przejście drogi nie ma zbyt wiele czasu a ruch jest naprawdę duży. Gdy tylko znajdziemy się na drugiej stronie jezdni wchodzimy na ubity trakt. Idziemy nim tylko przez chwilę, bo szlak odbija od razu w lewo. W zarośnięty, niewiadomo co wąwóz. Oznaczenia są na drzewie, ale chaszcze w tym miejscu są tak bujne, że trudno je dostrzec. No i kleszcze. Od dwóch osób słyszałem, że w tym miejscu się do nich przyczepiły. Dlatego kilometrowy odcinek warto przejść jak najszybciej i po wyjściu zrobić tradycyjnego pajacyka. Najlepiej topless. Ja zrobiłem i nic się do mnie nie przyczepiło.

SONY DSC

Polana na chwilę przed zejściem do Skawy

Teraz teoretycznie powinno być już prosto. Przed nami Skawa, dalej kierujemy się na widoczne na horyzoncie góry. Nie przejmujcie się jeśli na polanie zgubicie szlak. Nie mam pojęcia jak prowadzi w tym miejscu. Ważne żeby dotrzeć do głównej ulicy i skręcić w prawo na Jordanów. Do niedawna szlak prowadził tą drogą, aż do krajowej 28-ki. Cały czas asfaltem, aż do miasta (taki przebieg jest ciągle naniesiony w przewodniku Compassu). Teraz poprowadzono go wzdłuż oznaczeń niebieskich, które rozpoczynają się w okolicach stacji kolejowej w Skawie.

Nie ułatwia to bynajmniej przejścia.

Początkowy etap, choć niezmiernie nużący, prowadzi wiejską, asfaltową drużką, da się iść. Dochodzimy nią aż do cmentarza wojskowego w Wysokiej. I teraz znowu zabawa w chowanego. Wędrujemy wzdłuż dawnego szlaku zielonego, który aż do stacji kolejowej w Jordanowie prowadzi przez las. Tylko ścieżek jest tu kilka, więc oznaczenia trzeba mieć cały czas na oku. W przeważającej mierze idzie się po nowopowstającej drodze leśnej. Wychodzimy w okolicach zakładu przemysłowego, jeśli mnie pamięć nie myli betoniarskiego.

Teraz jeszcze tylko 1,5 kilometra uważając, żeby nie przejechał nas samochód i jesteśmy w domu. To znaczy w Jordanowie. Reszta odcinka zaczyna wreszcie przypominać góry.

Przechodzimy rynek i kierujemy się w stronę Bystrej. Nogi w końcu odpoczywają po asfalcie. Wchodzimy w podmiejskie pola, a potem zagajnik. Atrakcje tego fragmentu są dwie: przejście pod wiaduktem kolejowym Karpackiej Linii Transwersalnej (XIX wieczna linia wybudowana przez Austriaków, która miała łączyć równoleżnikowo górskie obszary Karpat, jej skrajne stacje stanowiły Czadca na Słowacji i Husiatyn na Ukrainie)  oraz przeprawa przez rzekę.

231. 362 km_132 km_Szlak pod wiaduktem kolejowym w Bystrej

Przejście pod wiaduktem kolejowym w Bystrej

Skawa niby nie jest tu głęboka, niby da się przejść nie zanurzając kolan, ale po 360 kilometrach drogi podeszwy stóp nie są zachwycone gdy wystawia się je na takie testy. Ponoć kiedyś była tu kładka. Może wy będziecie mieli szczęście się nią przeprawić…

Główny Szlak Beskidzki

na odcinku Gorców i Beskidu Makowskiego

 Od Krościenka do Bystrej – 63 km

 Turbacz 1310 m n.p.m.

 Odcinek składający się z dwóch pasm – Gorców i Beskidu Makowskiego. O ile pierwszy odcinek w pełni pozwala poznać specyfikę Gorców i nasycić oczy pięknymi panoramami, to drugi należy do najnudniejszych na całym szlaku. W Gorcach szlak dobrze znakowany, w większości po głównej grani pasma. W Beskidzie Makowskim ledwie dotyka gór. 70% odcinka między Rabką a Jordanowem pokonujemy po asfalcie.

W Gorcach miałem problem z powalonymi drzewami, ale to raczej czasowe niedoskonałości. Na tym odcinku szlak dobrze z znakowany. Po przejściu Rabki, aż do Bystrej trzeba cały czas zachować czujność. Trudności orientacyjne w rejonie Zbójeckiej Góry, Zakopianki, przy zejściu do Skawy, w okolicach Wysokiej, oraz przed Bystrą, po przejściu wiaduktu. Uwagę należy zachować przy przekraczaniu Zakopianki oraz rzeki Skawa w Bystrej – brak kładki.

 Lubań, Studzionki, okolice Turbacza – Hala Zieleniec, Długa Hala, Stare Wierchy, Maciejowa – wszytskie miejsca w Gorcach.

Schronisko PTTK na Turbaczu

Schronisko PTTK na Starych Wierchach

Schronisko PTTK na Maciejowej

Agroturystyka w Rabce i Jordanowie

Ponoć istnieje jakaś agroturystyka w Bystrej, ale bezpośrednio z ulicy trudno coś znaleźć

 

 

 

 

 

 

 

Be first to comment