Główny Szlak Beskidzki: Beskid Sądecki

10. Z Krynicy na Jaworzynę Krynicką: 7,5 km

Nocleg: Schronisko PTTK na Jaworzynie Krynickiej

Z centrum Krynicy na Jaworzynę jest niecałe 8 kilometrów. Wydaje się niewiele. Ale kiedy masz za sobą 250 km i bagaż pełen wątpliwości, to trudno wstać od zimnego piwa. Przejścia między poszczególnymi pasmami to zawsze problem. Idziesz granią, rozpędzasz się, nabierasz kilometrów i wtedy zejście do miasta. Hamujesz, tracisz impet. A przed tobą podejście w nowe pasmo. Zabawa zaczyna się od nowa.

I właśnie tak jest między Beskidem Niskim a Sądeckim. W mieście spać nie chcesz, nie wypada. Ale wchodzić na górę po całym dniu, też nie masz siły. A czas goni. Wiesz, że jesteś w połowie, lecz dni coraz mniej. No i dylemat. Na dziś już starczy czy jeszcze powalczyć?

Spotkałem na szlaku straceńców, którzy uparli się, że przejdą całość w 2 tygodnie. Da się. Tylko czy warto? Z perspektywy czasu widzę, że trzy tygodnie to optymalny czas, żeby się nie zatrzeć. Ja miałem 19 dni, gdyby nie „awaria” nogi udałoby się w 18, ale niewiele brakowało, żeby skończyć wędrówkę na długo przed metą. Jeśli przesadzicie z kilometrami, kontuzja gwarantowana.

Choć z drugiej strony czasami trzeba zacisnąć zęby. Nie raz.

Dlatego płacę rachunek za obiad i ruszam. Jeśli chcę przejść szlak w założonym czasie, dziś muszę dotrzeć na Jaworzynę Krynicką.

Godzina nie najmłodsza, po siedemnastej. Do tego mam informację, że przed schroniskiem szlak zawalony wiatrołomami. Ale nocleg zarezerwowany, więc jest gdzie spać.

Do Czarnego Potoku dochodzę szybko i o czasie. Problem zaczyna się po minięciu hoteli. Z rozpędu nie zauważam, że szlak odbił gdzieś w las. Dochodzę pod pierwszy z wyciągów narciarskich, przede mną pnie się stok Jaworzyny. Za późno, żeby wracać i szukać oznaczeń. Decyduję się na wejście stokiem.

SONY DSC

Początkowo trawa równo przycięta, idzie się dobrze. Jednak po chwili wchodzę w gąszcz pokrzyw, przedzieram się przez zielsko. Szukam optymalnej drogi między skręceniem nogi a poparzeniami. Z chaszczy wylatuje skrzydlate towarzystwo. Brzęczy do ucha, wdzięczy się skrzydełkami, lepi do skóry. Po całym dniu w ukropie, muszę być dla niego wyjątkowo pociągający. Nie pomaga machanie rękoma, nagłe zwroty głową i szermierka kijami. Czuję się jak słonecznik adorowany przez pszczoły. Pot leje się ze mnie obficie. Podejście coraz bardziej strome. Spory wysiłek.

SONY DSC

 Skrzydlate towarzystwo podczas podejścia na Jaworzynę

pełne muchy

Wreszcie nie wytrzymuję, rzucam plecak i wylewam na siebie repelent, próbując odstraszyć skrzydlatych absztyfikantów. Nie ma czasu na podziwianie panoramy Krynicy, ukrytej między górami. Much jest tak dużo, że nie da się wytrzymać chwili bez ruchu. Na szczęście środek powoli zaczyna działać, a i szczyt coraz bliżej.

U góry jestem w momencie, gdy słońce powoli zbliża się do horyzontu. Na obleganej zwykle przez turystów Jaworzynie, pustki. Kramy zamknięte, cepelia uprzątnięta. Czuję się jak statysta w filmie katastroficznym. Rzadko kiedy w sezonie można tu być samemu. Ogromna satysfakcja, że udało się wdrapać i nie zostać zjedzonym przez muchy. Jeszcze tylko kilka kroków i schronisko.

SONY DSC

Gdy dochodzę do budynku, odbijam się od drzwi. Zamknięte! Na szczęście po dzwonku słyszę kroki. Opiekująca się schroniskiem dziewczyna, mówi, że jestem jedynym turystą, stąd środki ostrożności. Udaje się jeszcze zamówić piwo i zupę.

Za oknem zachód słońca. Siadam w zadbanej jadalni z widokiem na góry i sączę browar. Fajrant.

SONY DSC

Tego dnia prysznic sprawił mi ból. Nie dało się wystać w miejscu. Nie wiedziałem, że stopy mogą tak cierpieć.

11. Jaworzyna Krynicka – Niemcowa: 29 km

Nocleg: Chatka pod Niemcową

dzień 1

Płynący przez Beskid Sądecki Poprad, dzieli pasmo na dwie części. Na wschodzie dominuje Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.) – na której przyszło mi spędzić noc, na zachodzie najwyższa w całym paśmie Radziejowa (1266 m n.p.m.). Żeby przejść między jedną a drugą częścią trzeba wpierw zejść do malowniczo położonego Rytra. Wychodząc o poranku z Jaworzyny miałem w planie pokonać część wschodnią i dojść jak najdalej pod drugiej stronie pasma.

SONY DSC

Poranek na Jaworzynie Krynickiej

Ruszam o siódmej. Pogoda dopisuje. Szybko połykam kilometry. Szlak bardzo dobrze oznakowany, nie sprawia żadnych trudności. Podejścia nieodczuwalne, ścieżka równa. Wędrówka w przeważającej mierze przez las, z nielicznymi momentami widoków między drzewami. Mijam Runek (1080 m n.p.m.), przy którego wierzchołku do 1934 roku funkcjonował schron turystyczny „Zochna”. O 10 jestem już na Hali Łabowskiej i raczę się odpoczynkiem przy schronisku.

Jestem tu drugi raz, choć jeszcze nie miałem okazji nocować. Znowu pozytywne wrażenia. Schronisko ciekawie położone, obsługa, z prowadzącym schronisko Panem Adamem na czele, bardzo miła, ceny rozsądne. Warto zaglądać za każdym razem, gdy jest się w pobliżu.

SONY DSC

Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej

SONY DSC

Po krótkim postoju, kolejne trzy godziny wędrówki. Druga część pasma Jaworzyny Krynickiej zdecydowanie bardziej widokowa. Z odkrytych hal panoramy na pasmo Radziejowej i Beskid Niski. Najciekawiej z Wierchu nad Kamieniem, Hali Pisanej i Jaworzyny Kokuszczańskiej, na której postawiono kamienne kapliczki.

SONY DSC

Okolice Wierchu nad Kamieniem

SONY DSC

SONY DSC
SONY DSC
Kapliczka na Hali pisanej i obrazek Matki Boskiej na szlaku za Halą Łabowską

Kolejny postój już w porze obiadowej. Prywatne schronisko „Chata Górska Cyrla” położone godzinę drogi od Rytra. Ludzi sporo, duży gwar. Ale jest przytulnie, menu zacne. Jeśli na nocleg będzie za wcześnie, to warto zatrzymać się chociaż na posiłek. Kolejna możliwość to dopiero Rytro.

SONY DSC

Prywatne schronisko Cyrla przed Rytrem – wyśmienite jedzenie

Po obiedzie toczę się powoli. Najpierw po betonowych płytach udających drogę, a potem zacienionym jarem z kamienistym podłożem. Robi się dosyć ostro z górki. Mijam przysiółek z dwoma chatami (Za Halą), wchodzę w gęsty las. I wtedy widzę samotną „turystkę”. Ma może z dwanaście lat, warkocze jak Pipi Langstrump i ciężki plecak. Tylko, że zamiast sportowych ciuchów znajdują się w nim szkolne podręczniki. Dziewczynka wraca ze szkoły. Codziennie musi pokonać drogę z przysiółka do Rytra i z powrotem. Latem dobrze się poruszać, ale zimą? w czasie burzy?, w deszczu? Szacunek. Ja miałem do szkoły dziesięć kroków, a i tak nie chciało się rano wstawać.

Dwadzieścia minut później wychodzę na asfaltową drogę. Jeden jej koniec prowadzi do wsi, drugi do ruin twierdzy z XIII wieku. Miałem w planach zobaczyć zamek, który w średniowieczu strzegł doliny Popradu, ale to było zanim ruszyłem w trasę. Kiedy jest się już w drodze, to chęć oglądania zabytków maleje wprost proporcjonalnie do przebytych kilometrów.

SONY DSC

Rytro przed mostem przez Poprad. W tle, na wzgórzu widoczna wieża zamku.

A na drugą stronę pasma droga długa i nużąca. Przez wioskę, przez asfalt, przez most na Popradzie, przez ruchliwą drogę. No i kolejki w supermarkecie.

Po zakupach plecak ciąży od dodatkowych kilogramów, a tu znowu w górę. Mozolnie, krok po kroku, dysząc zmęczeniem. Ale kiedy wchodzę na pierwszą górkę, przysiółek po drugiej stronie doliny, od razu lżej. Pasmo Jaworzyny Krynickiej pozuje do zdjęcia. Jeszcze 2 godziny wcześniej dreptałem tamtymi wierzchołkami a teraz mogę ująć je w kadr. To zawsze dopinguje. Skoro udało się wcześniej, to pewnie i teraz dam radę.

SONY DSC

Okolice przysiółka Padlówka

SONY DSC

SONY DSC

 Pasmo Jaworzyny Krynickiej widziane z pasma Radziejowej pod Rytrem

Pejzaż rozległy, malowany snopkami siana, zielonymi wzgórzami i dachami domów. Mijam Kordowiec i stojącą na jego szczycie chatę, która przyjmuje gości na nocleg. Kręcący się po obejściu kundel szczeka w niebogłosy, szczerzy żółte zębiska. Chata otwarta, nigdzie nie widać gospodarza. Jakoś nie przekonuje mnie to miejsce. Kilka osób odradzało mi nocowanie akurat tutaj. Za to zachwalało znajdującą się 3 kilometry dalej Niemcową. Pod jej szczytem znajduje się stara góralska chata.

Jest skromnie. Bez bieżącej wody, bez prądu (tylko w pomieszczeniach gospodarza), bez luksusów. Ale autentycznie. Zachowało się w tym miejscu coś z dawnych Beskidów. Odrobina szczerości, której próżno szukać w komercyjnych wnętrzach. Drewna trzeba narąbać, w piecu napalić, wody nanieść. Niczego nie ma na gotowe. Za to herbatę na werandzie popija się jak w żadnym innym schronisku. No i gospodarz też wyjątkowy. Długo można z nim rozmawiać o sensie tego wszystkiego. Harris to Harris. Koniecznie trzeba go poznać. Jest dosyć… oryginalny.

SONY DSC

 Polana Poczekaj przed Niemcową . Jeszcze rok temu, w kurnej chacie bez prądu i bieżącej wody mieszkała tu Pani Ludwika Nowakowa.  Zmarła w wieku 90 lat.

SONY DSC

SONY DSC

Chatka pod Niemcową

186. 279 km_216 km_Chatka pod Niemcową

12. Niemcowa – Krościenko nad Dunajcem: 25 km

Nocleg: agroturystyka w Krościenku

dzień 2

Rankiem zrywam się z łóżka tak, żeby nie przeszkadzać towarzystwu we śnie. W dolinie mgiełki tulą się do stoków. Zapowiada się kolejny słoneczny dzień. Chłonę widok, łapię dobrą energię. Koniecznie trzeba będzie tu wrócić.

SONY DSC

 Poranek na Chatce pod Niemcową

SONY DSC

Żegnam się z gospodarzem i wracam na szlak. Cel minimum na dziś: Krościenko nad Dunajcem,  punkt wyjścia w kolejne pasmo – Gorce.

Od Niemcowej szlak lekko pod górę. Na Wielkim Rogaczu (1182 m n.p.m.) odsłaniają się Pieniny i zanurzone w chmurach Tatry. Zadzieram głowę i mało co nie przewracam się o to, co na ziemi. Dookoła ślady żywiołu. Musiał być naprawdę rozsierdzony i dmuchał nie na żarty. Wszędzie rozrzucone gałęzie, połamane drzewa. Stoki porasta las sterczących kikutów. Tak będzie na sporych odcinkach szlaku aż do Beskidu Żywieckiego, z kulminacją w Gorcach. Na szczęście tutaj prace porządkowe już ruszyły. Z daleka słychać echo pracujących pił. Wszędzie ekipy sprzątające pozostałości majowych wichur.

SONY DSC

Wielki Rogacz
SONY DSC
SONY DSC
Wiatrołomy w okolicach Przehyby

Na szczęście podejście na Radziejową (1266 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego – czyste. Za to wierzchołek zalesiony. Gdyby nie 20 metrowa wieża widokowa nie wiele byłoby widać. A tak piękna dookolna panorama na kilka sąsiednich pasm z Tatrami w roli głównej.

SONY DSC

Wieża na Radziejowej

SONY DSC

 I widok z platformy

SONY DSC

Widać też Przehybę (1175 m n.p.m.) z charakterystyczną wieżą radiową i budynkiem schroniska. Szeroka, zielona przecinka prowadzi prosto do niej. To kolejny przystanek na szlaku. Jestem tam godzinę później. Jem jajecznicę na kamiennej werandzie schroniska i patrzę, jak ciemne chmury przykrywają cieniem Tatry i Pieniny. Idzie opad.

SONY DSC

Schronisko na Przehybie. Tu też ekipy sprzątające powalone drzewa

Na szczęście przychodzi dopiero w Krościenku, po tym jak pokonam kolejne 10 kilometrów przez malowniczą Przełęcz Przysłop i szczyt Dzwonkówkę. Taki letni, rozświetlony deszcz. Ale wystarczy, żeby przystopować mnie na dobrą godzinę pod knajpianą parasolką. Gdy przestanie padać będzie po siedemnastej.

SONY DSC

Przełęcz Przysłop

Siedzę nad kuflem piwa, zastanawiam się czy dorzucić dzisiaj jeszcze parę kilometrów (dokładnie 10), przesunąć palec po mapie. Jednak wiąże się to z kolejną wspinaczką. Za mną Beskid Sądecki, przede mną Gorce. Lubań to pierwszy wybitny szczyt na szlaku w tym paśmie. Z centrum Krościenka to dobre 3 godziny wędrówki, konkretnego podejścia, 800 metrów przewyższenia. I nie chodzi nawet o fakt, że nie dam rady się tam wdrapać przed zmierzchem, bo dzień w czerwcu długi, tylko o brak noclegu.

Lubań to jeden z tych szczytów, które ewidentnie potrzebują obecności schroniska. Kolejny obiekt tego typu znajduje się dopiero na Turbaczu, czyli na drugim krańcu pasma. Na szczycie jest co prawda studencka baza namiotowa, ale w czerwcu jest jeszcze nieczynna.  Do dyspozycji turysty bez namiotu pozostaje wyłącznie niewielka otwarta wiata z trzema ścianami i klepiskiem.

Rozważałem nocleg w śpiworze, przy gwiazdach, ale przekonała mnie opinia miejscowego ze stolika obok: panie, na Lubaniu będzie z 5 stopni mniej niż tu na dole, ognisko trzeba by rozpalić, ciepły śpiwór mieć. I dałem za wygraną, bo mój becik jest jak prześcieradło a noc zapowiadali bardzo chłodną.

W sumie dobrze, że zostałem na dole. Ilość powalonych drzew na szlaku skutecznie spowolniłaby moją wędrówkę. Może przed północą bym dotarł…

201. 300 km_195 km_Dunajec w KrościenkuDunajec w Krościenku

Główny Szlak Beskidzki

na odcinku Beskidu Sądeckiego

68 km

Radziejowa 1266 m n.p.m.

Odcinek składający się z dwóch pasm – Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej. Przecina je dolina Popradu, która sprawia, że po długiej wędrówce w jednym paśmie musimy zejść do Rytra, przejść ruchliwą ulicę oraz rzekę i wdrapać się na drugą stronę gór. Za wyjątkiem podejścia na Jaworzynę Krynicką to jedyny, trudniejszy moment na odcinku. Zdecydowana większość trasy prowadzi przez lasy, z nielicznymi widokami na halach i najwyższych szczytach.

Brak. Szlak na tym odcinku bardzo dobrze oznakowany, właściwie można poruszać się bez mapy. Chwilę zawahania, która kosztowała mnie dodatkowe 20 minut wędrówki, miałem jedynie w okolicach szczytu Wielki Rogacz. Zamiast kontynuować wędrówkę ubitą drogą wijącą się wzdłuż zbocza należy skręcić w boczną, mniej widoczną ścieżkę pnącą się do góry. W miejscu odbicia znajduje się drogowskaz na Radziejową.

Jaworzyna Krynicka, widok z wieży na Radziejowej, panorama Tatr i Pienin spod schroniska na Przehybie, Przełęcz Przysłop między Przechybą a Dzwonkówką. Warta odwiedzenia jest z pewnością Chatka pod Niemcową – trzeba zejść 15 minut ze szlaku.

 

Be first to comment