Mały Szlak Beskidzki – Etap 2: Zapora Porąbka -Krzeszów

Zaczynam tam, gdzie skończyłem. Tym razem towarzyszy mi Rafał, no i mamy dwa dni. Na tamie w Porąbce jesteśmy późno. Na szlaku dopiero o dwunastej. Ale pogoda wymarzona. 18 stopni w słońcu, krótki rękawek. Do dyspozycji kilka dobrych godzin. Zaczynamy od góry Żar.

Pierwsze kroki za tamą nie należą do najciekawszych. Wędrujemy asfaltem, który wije się pomiędzy domkami lotniskowymi. Droga od razu zaczyna się wspinać, by po kilkudziesięciu metrach skręcić w bukowy las. Stoki porastają, piękne, strzeliste drzewa, tworzące gęstą ścianę. Pod nogami szeleści kobierzec liści, które nie zdążyły zgnić przez zimę. Nie miały kiedy i pod czym. Widać, że śniegu nie było w tym miejscu zbyt wiele. Jeśli w ogóle.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Choć góra ma zaledwie 761 m n.p.m, to oddech przyspiesza. Na niewielkim odcinku pokonujemy prawie 400 metrów przewyższenia. Już w połowie drogi odsłaniają się pierwsze widoki. Najpierw po północnej stronie, między charakterystycznymi czerwono-białymi słupami elektronicznymi, pokazują się Kęty, Andrychów oraz Jezioro Czanieckie; a odrobinę wyżej, na południowych stokach, wyłania się tafla Jeziora Międzybrodzkiego.

SONY DSC SONY DSC SONY DSCNa szczycie panorama jeszcze bardziej atrakcyjna. Z jednej strony płaski Śląsk zamienia się niespodziewanie w pofalowany Beskid Mały; z drugiej strony Soła rozlewa się leniwie w dwa potężne jeziora ciągnące się aż po Żywiec. Ogromną kotlinę zamykają zbocza Magurki Wilkowickiej i Chrobaczej Łąki oraz szczyty Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Na tle górskiego landszaftu co chwila przelatuje paralotnia. Iście wiosenna sielanka.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSCLudzi dużo. Ale nie ma się co dziwić. Pogoda dopisuje. Pieski, rowerki, rodziny z dziećmi, zimne piwko, odsłonięte brzuszki… Dlatego jakoś nigdy nie ciągnęło mnie w to miejsce. A naprawdę warto. Można zmęczyć się na rowerze – asfalt pod samą restaurację, albo wjechać kolejką i zrobić dzieciakom frajdę. Samochody zostają tylko dla uprzywilejowanych. Na szczycie, poza widokami i gastronomią, jest jeszcze zjeżdżalnia pontonowa, tor saneczkowy i szkoła szybowcowa. Dzieje się sporo.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSCNietypowy widok wierzchołkowi nadaje elektrownia szczytowo-pompowa. Ogromny zbiornik wody, długi na 650 i szeroki na 250 metrów, w najgłębszym miejscu ma aż 28 metrów i mieści 2.300.100 metrów³ wody! Kolos, który z dalszej części szlaku przypomina ogromną, zalaną twierdzę.

SONY DSC Zbiornik na szczycie góry

SONY DSCSONY DSCZbiornik widziany z Kiczory

Po zejściu ze szczytu szlak prowadzi wzdłuż wysokich na 30 metrów wałów zbiornika. Najpierw przez łączkę, obok której biegnie asfaltowa droga, by na końcu wału odbić w las. Wchodzimy na grzbiet porośnięty z rzadka drzewami. Przed nami skromna kapliczka umieszczona na drzewie. Rozpoczynamy podejście pod Kiczerę, szczyt z którego widoki nie ustępują tym z Żaru. Plusem jest dużo mniejsza liczba turystów. Można liczyć na spokój i ciszę.

SONY DSC SONY DSC

 Kapliczka na Kiczorze

Dalsza wędrówka odbywa się płaskim grzbietem, z którego od czasu do czasu rozpościerają się panoramy Beskidu Małego. Spore wrażenie robi skoszona łąka niedaleko przysiółka Kiczora. Ławeczka, grill, widok na góry. W takim miejscu chciałoby się rozłożyć namiot, wyłożyć nogi. Złapać zachód słońca w kadr. Idealny punkt widokowy. Noclegi zaplanowaliśmy jednak zdecydowanie dalej, w Chatce studenckiej pod Potrójną. Przed nami kawał drogi.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Mijamy Przełęcz Isepnicką (698 m n.p.m) i zaczynamy wspinać się na Cisowe Grapy – dwa szczyty, których nazwy świadczą, o tym, że kiedyś można było natknąć się w tym miejscu na jedne z najdłużej żyjących drzew. Dziś cisów już tutaj nie znajdziemy, natomiast zobaczymy pozostałości „szałasu kamiennego”. Te budowle to jedne z ostatnich świadków pierwotnej kultury góralskiej i życia pasterskiego na tych terenach. Ze względu na wyjątkową formę i charakter zabudowy bez zaprawy, są uznawane za osobliwość etnograficzną na skalę całych Karpat. Miejscowi nazywali je „letniakami”, „kolibami” lub „stajniami letnimi”.

SONY DSC SONY DSC

Ruiny szałasu kamiennego na Cisowych Grapach

W zupełnej opozycji do dawnej kultury góralskiej stoi Zajazd Górski Kocierz, przez który szlak prowadzi jakąś godzinę później. To chyba największy drewniany budynek, jaki widziałem! Nie wiem jak wielki kredyt trzeba było zaciągnąć żeby sfinalizować jego powstanie, ani ile drzew skończyło pod piłą, by można go było wybudować, ale ogrom tego lokalu przytłacza. Patetyczna góralszczyzna w komercyjnej oprawie. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z lotu ptaka, by zobaczyć jak wielki teren zajmuje ten moloch.

test_bg2[Źródło: http://www.kocierz.pl/]

SONY DSC

 To tylko wewnętrzny dziedziniec restauracji… Całkiem sporo miejsca.

Aqua Park, spa, wyciąg, restauracja, hotel, park linowy, korty tenisowe. W planach planetarium, skansen, muzeum, miasteczko westernowe…  Ktoś naprawdę miał wizję. Szkoda tylko, że koliduje ona z planami przyrody i spokojem Parku Krajobrazowego. Mam rozbieżne uczucia. Z jednej strony miejsce pracy dla kilkudziesięciu osób, frajda dla turystów i podniebienia; z drugiej niesmak i etyczna czkawka, która odbija się kwasem. Jeden z najbardziej komercyjnych punktów na mapie Beskidu Małego. Nie powiem, obiad był smaczny (choć większość cen w karcie może przysporzyć o palpitację), ale uczucia zostają mieszane.

Na szczęście wystarczy zanurzyć się w las za Przełęczą Kocierską, zostawić za sobą asfalt i znowu cisza, i znowu góry, jakich trzeba. Po niecałej półtorej godzinie marszu dochodzimy do Potrójnej, zwanej również Czarnym Groniem (884 m n.p.m.). Z rozległej polany szczytowej – tej drugiej licząc od strony Kocierza (bo jest ich kilka) – roztacza się jedna z najbardziej rozległych panoram w Beskidzie Małym. Przy dobrej pogodzie widać nawet Tatry. Podczas naszej wizyty widoczność nie była aż tak dobra. Nawet Babia Góra chowała się za mgiełką. Jednak zachód słońca, na który trafiliśmy, wynagrodził braki widoczności.

SONY DSC

Zachód słońca na Potrójnej

SONY DSC

Ledwo widoczna Babia Góra

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Pod samym szczytem znajduje się „Chatka u Ani i Rafała” – prywatne schronisko, które oferuje 20 miejsc noclegowych. Dobra miejscówka do przenocowania na szlaku albo wyjścia na wschód słońca na Potrójnej. Jednak statut miejsca kultowego dzierży inne schronisko, znajdujące się jakieś 15 minut drogi od szczytu, podążając w dół szlakiem czerwonym; a następnie żółtym, który zastąpił wyznakowany przez chatkowiczów „szlak słoneczka”.

SONY DSC

Chatka Studencka pod Potrójną, to dawna chata góralska z 1911 roku. Oficjalnie może pomieścić 45 turystów, ale podczas naszego pobytu okazało się, że liczbę tę można spokojnie podwoić – ludzie spali na każdym wolnym skrawku przestrzeni! Schronisko zdecydowanie zasługuje na kilka dodatkowych akapitów, więc w tym miejscu przejdę do dalszej części trasy, a chatkę opiszę w kolejnym poście.

Po minięciu schroniska szlak wspina się łagodnie na Łamaną Skałę (929 m n.p.m). Mijamy wyciąg narciarski „Czarny Groń” i wchodzimy do rezerwatu przyrody Madohora, którego nazwa wskazuje na ślady osadnictwa wołoskiego na tych terenach. Ochronie podlegają tutaj naturalne skupiska leśne i wychodnie skalne zbudowane z piaskowca i zlepieńca istebniańskiego. Polska nazwa szczytu związana jest właśnie z tymi charakterystycznymi formami.

Łamana Skała jeszcze do lat 70-tych dzierżyła miano najwyższego szczytu całego pasma. Dopiero na skutek nowych pomiarów okazało się, że jest niższa od leżącego w zachodniej części Czupla o cztery metry. Ze względu na zalesienie wierzchołka, sam szczyt góry nie jest zbyt ciekawy, jednak po minięciu rozdroża szlaków Anula, odsłaniają się piękne widoki na pasmo Potrójnej i leżący w dolinie Andrychów oraz okoliczne wnioski. Co ciekawe jedną z mijanych kulminacji jest… Potrójna, szczyt o tej samej nazwie, leżący dokładnie po drugiej stronie doliny.

SONY DSC Masyw Potrójnej  widziany z  okolic Smrekowicy

SONY DSC SONY DSC SONY DSC Jedna z niewielkich jaskiń na szlaku

SONY DSC SONY DSCSzlak, którym przychodzi nam teraz wędrować, to jeden z ulubionych miejsc Karola Wojtyły, który z rodzimych Wadowic, właśnie tu najczęściej wybierał się w góry. Docieramy na Leskowiec, trzeci  po Czuplu i Łamanej skale szczyt Beskidu Małego. Z rozległej polany, na której jeszcze 20 lat temu wypasano owce, przy dobrej pogodzie roztacza się jeden z najładniejszych widoków w Beskidzie Małym. Można dostrzec Beskid Makowski, Gorce, Beskid Wyspowy, Babią Górę i Pilsko, a przy dobrej pogodzie ponoć nawet Tatry. Piszę ponoć, bo my osiągnęliśmy wierzchołek akurat w momencie, gdy zaczęło zanosić się na deszcz i niebo zaciągnęło się chmurami. Chociaż panorama nie była zbyt wyraźna, to widoki naprawdę zasługują na uwagę.

SONY DSCPanorama z Leskowca

SONY DSCSzałas i krzyż milenijny na szczycie

Jednak to nie Leskowiec, a oddalona o kilometr drogi Jaworzyna, stała się symbolem pontyfikatu Karola Wojtyły. Na cześć polskiego papieża w 2004 roku szczyt przemianowano na Groń Jana Pawła II. W pobliżu szczytu wybudowano Sanktuarium Ludzi Gór. Jego głównym elementem jest kaplica, w której znajduje się tron, na którym papież siedział podczas wizyty w Skoczowie. Na ołtarzu wyryto inskrypcję, która najlepiej określa nastawienie Wojtyły do życia – Jest nas troje: Bóg, góry i ja.

Od 1932 roku charakterystycznym elementem szczytu jest także schronisko „PTTK Leskowiec”, które cudem uniknęło wojennej pożogi i dotrwało do dnia dzisiejszego w  niezmienionym stanie. Obiekt oferuje 32 miejsca noclegowe i jest jednym z ulubionych punktów turystycznych w tej części pasma. W weekendy bywa tu tłoczno.

SONY DSC Podejście na schronisko

SONY DSC Schronisko PTTK Leskowiec

SONY DSCWidoki z Leskowca

Groń Jana Pawła II to w zasadzie ostatni wybitny szczyt na szlaku czerwonym w tej części Beskidu Małego. Po jego minięciu rozpoczynamy schodzenie do wioski Krzeszów. Trasa prowadzi teraz głównie lasem, od czasu do czasu przecinając malownicze polany z widokami na pobliskie przysiółki i szczyty. Przy odrobinie szczęścia, wiosną można natrafić tu na krokusy.  Niestety nas tego widoku pozbawiły dziki, których ślady były widoczne wszędzie tam, gdzie tylko pojawiły się fioletowe główki kwiatów.

Wkrótce mijamy szczyt Palusowa Góra i wychodzimy na otwartą przestrzeń z widokiem na wioskę Krzeszów. Na jej tle wyrasta niezbyt wysoki, lecz malowniczy szczyt. To Pasmo Żurawnicy. Geologicznie zaliczane już do Beskidu Makowskiego, lecz turystycznie do Beskidu Małego. Pomimo pierwotnych planów przejścia tej grupy górskiej jeszcze tego dnia, musimy zrezygnować z powodu załamania pogody. Żurawnicę zostawiamy na kolejny raz.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC jesus Kapliczka przy szlaku czerwonym,  w drodze do wsi Krzeszów

SONY DSC  SONY DSC

SONY DSC

Ostatni fragment szlaku prowadził strumieniem…

Be first to comment