Schroniska górskie w Bucegach

W rumuńskich Karpatach baza noclegowa nie należy do najgęstszych. Jest jednak wyjątek. Bucegi to pasmo, w którym znajduje się ponad 20 schronisk górskich. Jest w czym wybierać. I to zarówno pod względem ceny, jak i infrastruktury. Są drewniane, skromne cabany, idealnie wkomponowane w krajobraz; są i murowane molochy, które dominują nad górskim pejzażem niczym Hotel Gołębiewski nad Karkonoszami w Karpaczu.

Z jednej strony tłumy stojące do  kolejek górskich, wyciągi narciarskie, asfaltowa droga prowadząca na wysokość 2000 metrów n.p.m. Z drugiej, tradycyjny wypas owiec, brodaci pasterze, puste połoniny… Bucegi to Rumunia w najczystszej postaci. Bogactwo i brak gustu walczą tu ze skromnością i tradycją. Czasami wystarczy kilkanaście minut, by zupełnie zmienić otoczenie. Ze świata blichtru i fasadowości trafiamy w miejsca, które pamiętają Karpaty z czasów, gdy towarzysz Causescu chodził jeszcze na czterech kończynach.

Po dwóch stronach tej skali, znajdują się dwa schroniska: Cabana Omu oraz Cabana Piatra Arsa.

Cabana Omu – zdecydowanie polecam

Bucegi (111)

Chociaż skromne, to nosi palmę pierwszeństwa. Jest najwyżej położonym schroniskiem turystycznym w całych Karpatach (przynajmniej wg. mojego prywatnego śledztwa).  Drewniany budynek wkomponowany w olbrzymią skałę, znajduje się na wysokości 2507 metrów n.p.m. Najwyższe schronisko w Tatrach – Chata pod Rysami leży 250 metrów niżej! Już tylko z tego względu warto pokusić się tu o nocleg. A jeśli dodamy do tego góry 360˚ wokół Omu, aromatycznego grzańca i wyjątkowo pozytywną atmosferę, to wszystkie niedogodności przekształcają się w zalety.

Że niby nie ma bieżącej wody? Że wychodek na zewnątrz? Że brak prądu? Że pokoiki skromne? Że w nocy wiatr wieje przez nieuszczelnione okna?  Żaden to problem, w obliczu miejsca, w którym przychodzi nocować.

Bucegi (114)Varful Omu to najwyższy szczyt Bucegów i 9 co do wysokości szczyt Rumunii. Jego charakterystycznym elementem jest ogromna piaskowa skała, do której „przylepione” jest schronisko. Tuż obok znajduje się stacja meteorologiczna, w której można ponoć przenocować w razie potrzeby w zimę. Samo schronisko jest bowiem czynne od maja do listopada.

Bucegi (107)

Bucegi (109)

Pierwszy obiekt turystyczny powstał w tym miejscu już w 1888 roku z inicjatywy Siedmiogrodzkiego Towarzystwa Karpackiego. Obecny budynek został oddany do użytku w 1926 roku i rozbudowany w latach 1936-37. To skromny, piętrowy budynek z 30 miejscami noclegowymi. Cena noclegu wynosi 30 lei. Do dyspozycji turystów pozostaje duże dormitorium i ciasne, ale własne, pokoiki 4 osobowe z piętrowymi łóżkami. W środku za wyjątkiem niewielkiego stoliczka i dwóch krzeseł brak w zasadzie innych mebli. W rogu znajduje się jeszcze niewielki piecyk typu „koza”. Oczywiście w lato szczelnie zamknięty. Choć nie przeczę, że przydałoby się gdyby działał nawet w sierpniu, bo nocą temperatura na tej wysokości nie rozpieszcza.

Bucegi (189)

Skromna świetlica

Schronisko prowadzi bardzo sympatyczna gospodyni – Pani Popa, razem z dwójką młodych dziewczyn do pomocy. „Szefowa” porozumiewa się w komunikatywnym angielskim. Muszę przyznać, że jest bardzo wyrozumiała i otwarta na ludzi. Chociaż bufet jest czynny do godziny 20, to bez problemu mogliśmy zamawiać jeszcze po 22 i nikt nie miał nam za złe bratania się z rumuńskimi współlokatorami. Co więcej, na drugi dzień gospodyni żegnała nas wylewnie i zapraszała do ponownej wizyty.

Panie całkiem nieźle gotują. W menu znajduje się kilka zawiesistych ciorb i nieskomplikowane, ale wyśmienicie na tej wysokości smakujące potrawy obiadowe: fasolka na gęsto, smażone kiełbaski i pieczona szynka z ziemniakami. Choć jak już wcześniej wspominałem moje kubki smakowe najbardziej zapamiętały aromat grzanego wina. Wyrazisty to aromat, oj wyrazisty… Trzeba potem uważać przy wchodzeniu na piętro po wąskich schodach. Framugi w drzwiach są zawieszone bardzo nisko. Zbyt nisko. O czym może zaświadczyć moja biedna głowa. Wybierając się na taką wysokość warto mieć ze sobą oczywiście jakieś źródło własnego światła. Gdy na świetlicy gasną lampy, to naprawdę nie widać czubka własnego nosa.

omu żarcie

Niech nie zmyli was jedna gwiazdka. Ten lokal należy do kategorii, której nie da się sklasyfikować tak łatwo

W sezonie bywa tu tłoczno. Ale głównie w ciągu dnia. Trasa z Babele na Omu to żelazny punkt wycieczki każdego mieszczucha z Bukaresztu. Z noclegiem nie powinno być problemu, ale na wszelki wypadek warto skontaktować się z gospodynią telefonicznie. Nie koniecznie odpowie, ale na pewno zrobi rezerwację. Stronę schroniska znajdziecie tutaj.

JEDZENIE: 4

INFRASTRUKTURA: 3

SZLAKI: 4,5

OBSŁUGA: 4,75

KLIMAT: 4,75

OCENA: 4,5

 

Cabana Piatra Arsa – zdecydowanie odradzam

piatra_arsa2

[Fot. Carpati.org]

Kiedy zapytaliśmy zaprzyjaźnionego ratownika górskiego o to miejsce, wykrzywił się z niesmakiem i pokiwał palcem: this is not a place for mountain people. Gdy zmęczony całodziennym marszem i ulewą, po której mogłem wykręcać majtki, zobaczyłem tego pięciopiętrowego molocha, zrozumiałem co miał na myśli.

Jak bezczelnym wobec natury trzeba być, żeby na wysokości 2000 metrów n.p.m. wybudować takie ohydztwo? Przecież to jest cała fabryka, konglomerat brzydoty i niechlujstwa. Dowód na bezguście i bezmyślność komunistów. Szczyt głupoty i zarozumiałości. I to w takim pięknym miejscu. Jak można być tak surowym dla natury? Nogi miękną, gdy widzisz jak z kosodrzewiny wyłania się ta betonowa Godżilla. Pochłania wszystko co dookoła, przytłacza swoją obecnością naturę.

I do tego te pozory. Udawanie luksusu i wyjątkowości. Błyszczące tombakiem klamki, dawno nie prane dywany, kelnerzy w mundurkach z byłej epoki, kuchnia, w której unosi się zapach zepsutego oleju i detergentów. A żeby tego było mało, tłumy, tłumy żądnych gór Bukareszteńczyków, którzy z górami mają tyle wspólnego, co ja z plażowaniem w Międzyzdrojach.

Cabanę Piatra Arsa, nie wiele łączy ze schroniskiem górskim. Oprócz tego, że jest w górach… To przeogromny hotel, w którego korytarzach można spokojnie bawić się w chowanego albo urządzić półmaraton. Został postawiony na miejscu dawnego, drewnianego schroniska. Jego pozostałości, można ciągle oglądać przy głównym wejściu. Przerażający widok, który przywodzi na myśl niestrawione, architektoniczne resztki, których nie mógł wchłonąć beton.

piatra 1

Resztki pierwotnego schroniska bezmyślnie wkomponowane w komunistyczne paskudztwo

W zamyśle Piatra Arsa jest ośrodkiem przygotowawczym rumuńskiej kadry olimpijskiej (sportowców kręci się tu całkiem sporo). W praktyce czymś na kształt naszych luksusowych ośrodków wczasowych w Beskidach czy Zakopanym, które pamiętają czasy późnego Gierka. Tyle, że nie gdzieś nisko, w uzdrowisku, lecz w samym centrum gór. To trochę jakby u nas postawiono coś takiego na Kasprowym…

piatra 2

Asfalt poprowadzony pod samo schronisko sprawia, że można zapomnieć o spokoju 

Zalety? Tak są.

Ciepły prysznic, grzejnik w pokoju i dach nad głową. Gdy cały dzień leje ci się za kołnierz, łatwiej przychodzi zdradzić górskie ideały. Menu choć obszerne, nie uwodzi wykwintnością. Ceny, jak na namiastkę rumuńskiego luskusu przystało, wysokie. Za dwuosobowy pokój z prysznicem przyjdzie zapłacić około 60 złotych od osoby.

piatra papu

Jedna z niewielu zalet. Ciepłe jedzenie

Tak więc, jeśli nie dopadnie was burza, stado niedźwiedzi albo wielka niemoc, szczerze odradzam nocleg w tym miejscu. Jeśli pogoda dopisuje lepiej przespać się w kosodrzewinie. Jedno z tych miejsc, które pokazują jak mogłyby wyglądać rumuńskie góry, gdyby Causescu wziąłby się za ich „modernizację”, w taki sposób, jak wziął się za unowocześnianie Bukaresztu. Na szczęście nie zdążył.

Za wszelką cenę omijać. Szerokim łukiem.

JEDZENIE: 4

INFRASTRUKTURA: 5

SZLAKI: 4

OBSŁUGA: 4

KLIMAT: 1

OCENA: 2,75

Be first to comment