Mccheta – pierwsza stolica Gruzji

5 (6)

Tym czym dla Polaków jest Częstochowa, tym dla Gruzinów jest Mccheta. To pierwsza stolica kraju, święte miejsce kaukaskiego narodu. Miejscowość znajduje się niecałe 25 kilometrów od centrum Tbilisi, pół godziny drogi od dworca Didube, pomiędzy malowniczymi wzgórzami, przy zlewisku rzek Aragwi i Mtkwari. Muszę przyznać, że nigdzie w Gruzji nie widziałem większego porządku i czystości, niż właśnie tutaj. Gdyby wszystkie miasta w kraju wyglądałyby w ten sposób, to kaukaska republika mogłaby stawać w konkury z porządkiem, jaki można podziwiać w alpejskich wioskach Austrii czy Szwajcarii.

Do 8 tysięcznego miasteczka przyjeżdżamy taksówką. Z Tbilisi kurs wyniósł 30 lari. Kierowca poczeka na nas w trakcie zwiedzania i odwiezie z powrotem do stolicy. Zaczynamy od leżącej po drugiej stronie rzeki cerkwi Dżwari. To perła gruzińskiej architektury. Powstała w czasach, gdy na naszych ziemiach czczono jeszcze Trygława i Swaroga, a Polacy nie wiedzieli, że zostaną kiedyś Polakami. Ma ponad 1400 lat! Pochodzi z przełomu VI/VII wieku.  Można zaryzykować stwierdzenie, że dała początek gruzińskiemu stylowi sakralnemu. Wybudowano ją na urwistym szczycie, z którego roztacza się widok na zlewisko rzek i leżące nad brzegami miasto.

Mamy szczęście, jesteśmy pierwszymi turystami tego dnia. Brodaty mnich powoli wspina się po kamiennych schodach by otworzyć nam drzwi cerkwi. W jego ręku pobrzękuje pęk kluczy. Ciężkie wrota uchylają się ze zgrzytem, wpuszczając do środka pierwsze promienie słońca. Nieśmiało podążamy za zakonnikiem, który znikł we wnętrzu świątyni, zaglądamy do środka.

Półmrok rozświetlony niewielkimi świeczkami. Przez wąskie okienka wpadają strużki światła. Wprost na stojący na środku krzyż. Średniowieczny architekt doskonale wykorzystał naturalne warunki do stworzenia duchowej aury. Mimo, że wystrój jest surowy, to jest w nim jakieś bogactwo umiaru.  Odruchowo kupuję świeczkę i zapalam ją przy jednej z ikon. Takie kościoły sprawiają, że w zakurzonej duszy odzywa się dawno nie słyszany głos. Chwilę rozmawiam z nim sam na sam i wracam do kontemplacji tego, co wyszło mu najlepiej – gór. To nie przypadek, że świątynie wybudowano właśnie w tym miejscu. Widok skłania do zadumy.

[KLIKNIJ ZDJĘCIE]

Spośród czerwonych dachów Mcchety, wyłania się kremowy blok piaskowca. To Sweti Cchoweli „Słup Życia”. Świątynia pełniąca najważniejsze funkcje ceremonialne gruzińskiej cerkwi autokefalicznej i największy zabytek Mcchety. Jej geneza związana jest z historią o płaszczu Jezusa, który miał mieć na sobie zbawiciel, gdy umierał. W posiadanie szaty wszedł pobożny mcchetański żyd – Elioz i podarował go swojej siostrze, która od silnego wzruszenia wyzionęła ducha. Pochowano ją razem z płaszczem Jezusa. Na jej grobie wyrósł wkrótce okazały cedr. Po jego ścięciu wykorzystano go jako kolumnę w kościele, który wkrótce zbudowano w tym miejscu. Nie minęło wiele czasu gdy z drzewa zaczęła sączyć się żywica o uzdrawiających właściwościach, a kościół stał się  miejscem licznych pielgrzymek.

5 (19)

 Dżwari widoczne z dziedzińca Katedry Sweti Cchoweli

Piętnaście minut po zjechaniu z Dżwari podziwiamy strzeliste mury katedry i jej architektoniczną harmonię. Wysoko trzeba zadzierać głowę. Kościół jest przeciwieństwem kameralnego Dżwari. Również w środku.

Bogate płaskorzeźby, freski i ogromne sklepienie robią niezapomniane wrażenie. W pamięć zapada przede wszystkim ogromny Pantokrator, z precyzją i namaszczeniem odmalowany przez artystę (-ów?) na kopule świątyni. I pomyśleć, że z okazji pobytu w tym miejscu cara Mikołaj I kazano pokryć freski tynkiem! Na szczęście część z nich udało się odrestaurować.

Obecna, wielokrotnie przebudowywana i niszczona świątynia, pochodzi z XI wieku. Jej autorem jest architekt Arsukidze. Legenda głosi, że fundator świątyni, król Jerzy II, był pod taki wrażeniem, że gdy zobaczył ukończony kościół  kazał jego budowniczemu obciąć rękę. Ponoć po to, by nie wybudował już niczego co przewyższy Sweti Cchoweli pięknością…

[KLIKNIJ ZDJĘCIE]

Zaledwie kilkaset metrów od świątyni leży monastyr Samtawro – „Miejsce Włądcy”. Jego nazwa związana jest z pochówkiem w tym miejscu króla Miriana II i jego żony Nany. Podobnie jak Dżwari i Sweti Cchoweli, klasztor objęty jest ochroną UNESCO. Z jego zwiedzania najbardziej zapadła mi w pamięć mniszka odziana w czarny habit, która żywo rozmawiała przez komórkę, przy wejściu do świątyni.

…Gruzini mają ciekawy stosunek do religii. Mam wrażenie, że literalnie traktują boga jak ojca. Mają do niego ogromny szacunek i uwielbienie, ale nie krępują się przy nim rozmawiać o bardziej przyziemnych sprawach. Tutaj kościół to miejsce, do którego naprawdę przychodzi się jak do domu. Każdy jest mile widziany. To widać zarówno w sposobie, w jaki wierni rozmawiają z kapłanami i w tym, jak traktują święte miejsce. Czują się tu naprawdę u siebie.

5 (44)

5 (41)Monastyr Samtawro

Be first to comment