Gori, miasto w którym narodził się Stalin

W trakcie Wojny Pięciodniowej, bo tak nazwano konflikt Gruzji z Rosją z 2008 roku o Południową Osetię, w Gori wybuchały rosyjskie bomby. Miasto zostało zajęte przez soldatów zza Kaukazu. Front zatrzymał się wówczas 40 kilometrów od Tbilisi. Na szczęście szkody nie były wielkie. Życie błyskawicznie wróciło na właściwe tory. Dziś, po 5 latach od konfliktu, nie widać żadnych śladów wojny. Gori pachnie gruzińskim chlebem, pulsuje miejskim gwarem i rozbrzmiewa klaksonami samochodów. Ludzie, żyją po swojemu. Na szczęście.

3 (96)Gori ze wzgórza, na którym stoi twierdza

pomnik 1Pomnik armii gruzińskiej. Na zdjęciach żołnierze, którzy polegli w czasie Wojny Pięciodniowej

Paradoksalnie, najbardziej znany obywatel tego miasta, sam kierował kiedyś poczynaniami armii zza Kaukazu. Jego ojciec był szewcem, matka praczką. W młodości uczęszczał do seminarium duchownego i pisał wiersze. Jednak nie tak zapamiętała go historia… Do końca życia mówił słabym rosyjskim, z silnym, gruzińskim akcentem. Do dziś w mieście stoi jego pomnik i niewielki domek, w którym przyszedł na świat (ponoć replika).

3 (66)

 Właściwy pomnik Stalina pod urzędem miasta zlikwidowano ostatecznie w 2010 roku. Ostał się tylko niewielki postument pod muzeum

3 (70)

Rzekomy dom, w którym wielki wódz miał przyjść na świat. Od la 30-tych obudowano go granitowym cokołem.

3 (71)

W pałacyku wykonanym w pseudo renesansowym stylu zgromadzono przedmioty faktycznie, jak i rzekomo do niego należące: ubrania, fajki, meble biurowe i podarunki, jakie słały mu demoludy z całego świata. Malowane, rzeźbione, wyklejane, wytapiane, wycinane… Czego tu nie ma. Bałkańska mozaika ułożona z różnych gatunków drzew, popiersie wymalowane na talerzu prosto z wałbrzyskiej fabryki, kubański portret, ułożony z liści tytoniu, porcelana z Chin, ozdoby z Mongolii. Każdy chciał przypodobać się Słońcu Narodów, każdy chciał potwierdzić, swoje oddanie Wielkiemu Stalinowi.

Stosunek Gruzinów do Dżugaszwiliego z jednej strony budzi zdumienie, a z drugiej trudno nie wykazać w tej materii odrobiny zrozumienia. Nikt inny z tego 5 milionowego kraju nie zaszedł tak wysoko, nie miał takiego wpływu na świat, na historię, nie rządził milionami dusz. Co by nie mówić o Stalinie, trzeba przyznać, że – i tu ulubiony cytat Gruzinów o swoim ziomku, przypisywany Churchillowi –  zastał Rosję w erze drewnianych pługów, a zostawił w erze głowic atomowych. Nic dziwnego, że próbują go usprawiedliwiać i doszukują  się w nim ludzkiego pierwiastka. Chociaż z drugiej strony nie sposób sobie wyobrazić, że w Niemczech mogłoby istnieć muzeum poświęcone Hitlerowi…

muzeumGłówny budynek muzeum

Wstęp do muzeum kosztuje 10 lari, plus 5 za oglądanie pancernej salonki wodza. Oprócz pamiątek osobistych po Stalinie możemy także poznać jego historię od najmłodszych czasów do momentu śmierci, a nawet zobaczyć jedną z kilku pośmiertnych masek wodza. I chociaż muzeum odwiedzić warto, to pozostaje pewien niedosyt. Ciekawe eksponaty chowają się po gablotach, uginają pod ciężarem czasu. Za dużo tu katalogowania i muzealnej pompy, za mało zdziwienia i pobudzenia zmysłów. Przydałoby się wciągnąć turystę głębiej w historię, zainteresować fascynującą biografią i wyjątkowymi czasami. Niestety podejrzewam, że od 50 lat nie wiele się w ekspozycji zmieniło… wagomPancerna salonka w, której Stalin przyjechał na Konferencję w Jałcie

Jednak Gori nie samym Stalinem stoi. Warte odwiedzenia są również ruiny twierdzy, od której miasto wzięło swoją nazwę – Goris Ciche, czyli Twierdza na górze, to pozostałości średniowiecznych umocnień z VII wieku, które strzegły miasta. Zostały wybudowane na jeszcze wcześniejszych, bo pochodzących, aż z III w p.n.e. ruinach. Ze wzgórza roztacza się atrakcyjny widok na otaczające miasto wzgórza i wynurzające się na horyzoncie  szczyty Kaukazu. Krajobraz przypomina Bliski Wschód – Palestynę, Syrię, Irak… Wyjątkowe miejsce. Wstęp jest darmowy. Ludzi, jak na lekarstwo. Nam towarzyszyło wyłącznie dwóch strażników. Jeden nie kończył wysyłać esemesów, drugi nie przestawał chrapać w strażniczej kanciapie.

[Kliknij zdjęcie]

Do Gori warto przyjechać z jeszcze jednego powodu. Ledwie 10 kilometrów od miasta, znajduje się jeden z największych zabytków Gruzji i jedno z najstarszych osiedli ludzkich na Kaukazie. Skalne miasto Upliscyche („Pańska Twierdza”), to miejsce, które w czasie tygodniowej podróży, wywarło na mnie chyba największe wrażenie. Pozwoliło dosłownie zanurzyć się w gruzińskiej historii. A w zasadzie, to w prehistorii, bo szacuje się, że pierwsza osada była w tym miejscu już w paleolicie. W okresie największej prosperity, w pieczarach wykutych w wulkanicznym tufie, żyło nawet 20 tys. mieszkańców!

[Kliknij zdjęcie]

Niesamowite jak to miejsce działa na wyobraźnię, pobudza ciekawość. Wszędzie można zajrzeć, wdrapać się, poszperać. Tu teatralna sala wykuta w kamieniu, tu kręcone schodki i kamienne łuki, tu przytulna pieczara dla dwojga. To tak, jakbyśmy zaglądali do mieszkań sprzed 3000 lat. I do tego te widoki! Gruzja ma tu blisko-wschodnie oblicze. W dole leniwie rozlewają się wody rzeki Mtkwari, na horyzoncie rośnie Kaukaz. W głowie rodzą się skojarzenia z biblijnymi pejzażami i pustyniami  Synaju. Niesamowity klimat.

Wzbogaca go jeszcze kościółek z X wieku (Cerkiew Książęca)  postawiony na ruinach dawnej, pogańskiej świątyni. Niewielki, skromny, surowy. Ale górujący nad otoczeniem, przytłaczający wielkością w duchowym wymiarze. Warto zadumać się w nim na chwilę i zatracić w czasie…

Najlepiej dojechać w to miejsce taksówką, kosztuje około 25 lari – kierowca zawiezie was na miejsce i poczeka w trakcie zwiedzania. Wstęp do skalnego miasta to zaledwie 3 lari. Warto, bardzo warto. Na długie minuty można zagubić się w historii i szukaniu idealnych kadrów.

Be first to comment