Gruzja: Park Narodowy Borjomi Kharagauli

Tras jest dziewięć. My wybraliśmy tę z numerem sześć. Można ją przejść w ciągu 6 godzin, odpada więc problem z noclegiem. Liczy około 15 kilometrów. Na szlak wchodzimy w miejscowości Likani, leżącej jakieś 2 kilometry od siedziby parku, początek szlaku znajduje się na końcu wioski. Z siedziby parku dobrze jest zamówić taksówkę – koszt około 5 lari (obsługa na pewno pomoże), w innym przypadku czeka nas nudna wędrówka asfaltem, a potem przez wioskę.

mapka

 Mapka trekingowa, którą otrzymuje się w siedzibie parku. Trasa nr.6 w lewym, dolnym rogu.

trasa właściwaProfil trasy – w drodze powrotnej uwaga na ostre zejście!

Trasa jest w zasadzie połączeniem dwóch szlaków: 1 i 6. Rozdziela się mniej więcej w połowie drogi, na wysokości około 1800 metrów. Nasz szlak odbija na południe, w kierunku wioski Kvabiskhevi, gdzie znajduje się jej koniec, a numer 6 prowadzi w głąb gór. Park można schodzić na dwóch lub na czterech nogach. Wynajęcie konia wraz z przewodnikiem, który prowadzi zwierzaka (nie trzeba mieć wcześniejszego doświadczenia jeździeckiego), to koszt 12$ za dzień. W parku znajduje się kilka drewnianych chatek, w których można nocować za darmo, trzeba mieć jednak własny śpiwór. Ze względu na późną porę roku wybraliśmy opcję z noclegiem w Bordżomi, lecz spokojnie można było planować trzydniowy trek. Pogoda dopisała.

chatki strażnicze

Chatka strażników na początku szlaku. Chatki, w których się nocuje są bardzo podobne.

Szlak jest całkiem nieźle oznakowany. Prowadzą nas znaki żółto-czarno-żółtych pasów. Co prawda nie pojawiają się zbyt często, ale brak odbijających od trasy ścieżek, sprawia, że nie sposób się zgubić.

Oznakowania szlaku

Tak wyglądają oznakowania na szlaku

Początkowo wędrujemy lasem. Jest praktycznie płasko. Gdzieś za drzewami słychać szum spływającej rurami wody mineralnej. Większy jej zbiornik można zobaczyć niedługo, po przekroczeniu szlabanu, w niewielkim, nakrytym dachem zbiorniku. Stromo robi się za pierwszym miejscem „piknikowym”. Szlak zaczyna trawersować zbocze. Nie ma trudności technicznych, ale oddech zaczyna przyspieszać.

Na szlaku

Chociaż na tym etapie wędrówki brak górskich panoram, to kaukaski las dostarcza niezapomnianych wrażeń. Przyroda jest tu bardzo zróżnicowana – zresztą, jak w całej Gruzji. Widać typowe dla naszych gór iglaki, jak i rośliny, o które trudno w rodzimych Karpatach. Jest jakoś pierwotniej, bujniej. Sporo tu mchów, porostów i drzew o wyjątkowo dorodnych pniach.

2. Borżomi (45)

Po około 2 godzinach wędrówki las zaczyna się przerzedzać. Spomiędzy drzew zaczynają wyłaniać się pierwsze szczyty. Mijamy schowaną między pagórkami ławeczkę i osiągamy zalesiony grzbiet. Po następnej godzinie dochodzimy do rozwidlenia szlaków. „Jedynka” prowadzi do schronu Lomismta, a „szóstka” odbija na południe. Nie warto zatrzymywać się w tym miejscu. Zaraz za zakrętem wychodzimy z lasu na odkryty grzbiet. W końcu widać Kaukaz! To idealne miejsce na postój. 2. Borżomi (55) 2. Borżomi (56) 2. Borżomi (59)W dalszej części, prędkość przejścia znacznie spada. Dopiero teraz zaczynają się widoki. Z każdym kolejnym metrem panorama poszerza się odsłaniając coraz nowsze szczyty. Najpierw z jednej strony, potem drugiej, trzeciej… Gdy osiągamy trawiasty grzbiet, po którym szlak prowadzi w dalszej części, widać już morze gór. Choć nie są tak wysokie jak Wielki Kaukaz, to czuć ich majestat. Najwyższe szczyty pokrywają niewielkie płaty śniegu. To z pewnością jeszcze nie jest trwała pokrywa. W większości dominuje zieleń. Ten fragment szlaku jest naprawdę wyjątkowy. Pozwala delektować się pustką. Poczuć przestrzeń.

[Kliknij zdjęcie]

Po wkroczeniu do lasu, trzeba skupić się na zejściu. Jest naprawdę stromo! Piaszczyste podłoże ucieka spod nóg, a drzewa co chwila pojawiają się przed naszą twarzą. To najbardziej wyczerpujące 40 minut wędrówki. Gdy dochodzimy do doliny, znowu robi się sielankowo. Rozległa, podłużna polana, przypomina nasze Pieniny lub słowacką Małą Fatrę. Zaczynają pojawiać się pojedyncze kamienie, głazy, potem skałki, na których wyrastają powykrzywiane drzewa. Gdy dochodzimy do rzeki, przestrzeń zostaje zamknięta z dwóch stron ścianą skał. Wchodzimy do pięknego wąwozu, którego wierzchołki porastają drzewa. Jesienne promienie przebijają się przez konary rzucając podłużne cienie na trawę. Pogoda jak początek września. W powietrzu czuć końcówkę gruzińskiego lata.

[Kliknij zdjęcie]

Po wyjściu z wąwozu na przeciw wybiegają nam dwa dorodne psiaki. Z lasu wychodzi dwójka miejscowych. Z uśmiechem wymieniają z nami pozdrowienia i pozwalają pogłaskać zwierzaki. Oprócz strażnika parku, który chwilę potem prosi nas o okazanie pozwolenia, to jedyni ludzie mijani na szlaku. Przez 7 godzin, nie spotykamy żywego ducha. Tylko góry, Kaukaz, cisza.

2. Borżomi (114) 2. Borżomi (117)

Jednak 20 minut później, już przy głównej ulicy, przydałoby się towarzystwo. Do Bordżomi jest stąd jakieś 15 kilometrów, a tymczasem jak na złość żaden z samochodów nie chce się zatrzymać.  Dopiero po kilkunastu minutach łapiemy stopa. Podwozi nas ormiańska para, wracająca do Tbilisi z  Achalchiche. Kolejny raz okazuje się, że brak znajomości języka, to żadna przeszkoda, jeśli człowiek chce się porozumieć. W trakcie krótkiej przejażdżki dowiadujemy się, że Polska to miasto na Słowacji, a w FC Arrarat Yerewan ciągle nieźle kopią piłkę.

2. Borżomi (120) 2013-11-11 16.33.05

Be first to comment