Kutaisi – drugie miasto Gruzji

Gdy tylko wysiadamy z marszrutki „atakują” nas naganiacze. Tbilisi, Batumi, Tbilisi, taxi, taxi! Męskie głosy zlewają się w jedno z gwarem targowiska i nieustannym trąbieniem samochodów. Tu pomarszczona babuszka zachwala jeszcze ciepłe chaczapuri, tu krępy pan z wąsikiem zaprasza do swojego guesthouse’u, tu zgrabna brunetka o brwiach czarnych niczym węgiel, zachęca do kupna kwiatów, tam męska grupka ekspresywnie rozprawia na sobie tylko znane tematy.

Gruziński „dworzec” to żywioł. Nie da się przez niego przejść obojętnie. Za pierwszym razem reagujesz z nieufnością. Mocniej zaciskasz dłonie na ramiączkach plecaka, patrzysz bykiem na kaukaskie twarze. Jak najszybciej chcesz się wydostać, zaczerpnąć powietrza. Za drugim, trzecim razem, płyniesz już na fali. Dajesz się nieść tłumowi. Z ciekawością zerkasz po straganach, „czytasz” gruzińskie szyldy, uśmiechasz się do obcych.  Bez strachu i nieufności. Nie przeszkadza bałagan i chaos. Trąbiące samochody i przeciskający się ludzie. Górę bierze ciekawość, zaskoczenie, zdziwienie. Gruzja wciąga.

dworzec

Dworzec Didube w stołecznym Tibilisi… w niczym nie przypomina europejskich dworców 🙂

Dworce w Kutaisi, Borżomi, Tbilisi i Gori są do siebie podobne. Przypominają targowiska jakie były w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Ni to market, ni to dworzec, ni to plac budowy – chaos w najczystszej południowo-wschodniej formie. Ale działają. Spełniają swoją funkcję. Marszrutki odjeżdżają co kilkanaście minut (mimo braku rozkładów). Taksówki przepychają się przez tłum cały czas (mimo braku miejsca). Ciepły placek (bo nie, bochenek) gruzińskiego chleba, co chwilę znajduje głodnego nabywcę.

W Kutaisi dworce są dwa. Ten pierwszy (choć na mapie zaznaczony jako drugi), pełni rolę tranzytową, znajduje się przy głównej ulicy przelotowej na stolicę. Tu najpewniej dowiozą was z lotniska. Dostaniemy się stąd na aeroport (najlepiej marszrutką na Batumi – 5 lari), do Tbilisi (10 lari) i do zabytkowego centrum miasta – marszrutka nr.1 lub 201 (40 tetri) i autobus nr. 1 – odjeżdżają co kilka minut. Ten drugi dworzec (choć na mapie zaznaczony jako pierwszy), znajduje się przy Teatrze. Odjeżdża stąd komunikacja miejska.

Nawet jeśli nie znajdziecie właściwej marszrutki, to marszrutka znajdzie was. Instytucja naganiacza działa w tym kraju bardzo sprawnie. Wystarczy wymienić nazwę miejscowość, do której chcemy jechać i od razu wskażą wam właściwy fragment dworca. Gdybym tylko wiedział to wcześniej, nie musiałbym tarabanić się z 14 kilogramowym plecakiem przez całe miasto…

1 (3)

Typowa gruzińska zabudowa nad malowniczą rzeką Rioni

Miasto liczy prawie 200 tys. mieszkańców. Jest drugim ośrodkiem miejskim po Tbilisi. Od niedawna ma tu siedzibę gruziński parlament. I chociaż 80% architektury stanowią komunistyczne blokowiska i odrapane kamienice, które wyglądają jakby z ostatnim płatem farby miała odpaść od nich cała ściana, to powodów do odwiedzenia Kutaisi jest całkiem sporo. Z tych powodów najbardziej atrakcyjnym jest bez wątpienia katedra Bagrati.

Wybudowano ją w 1003 roku za panowania króla Bagrata III. W 1692 roku zniszczyli ją Turcy osmańscy, w czasach rewolucji październikowej bolszewicy próbowali zerwać jej kopułę przy pomocy koni (zdjęcia można zobaczyć w muzeum narodowym w Tbilisi). Od tego czasu stanowiła zachowaną ruinę, wpisaną na listę zabytków UNESCO. W 2012 roku ukończono jej renowację i dziś można oglądać ją w całej okazałości.

Oprócz piękna architektury i dostojnego wnętrza jej walorami jest również położenie. Przy dobrej pogodzie ze wzgórza, na którym się znajduje, roztaczają się widoki na Kaukaz i leżące w dole miasto. Z tej perspektywy Kutaisi nabiera zupełnie innego, bardziej dostojnego wymiaru.

Chociaż same centrum, z monumentalną fontanną ozdobioną motywami archeologicznymi z czasów antycznej Kolchidy, robi wrażenie. Najpierw dostrzegasz kicz i patos. Ale kiedy nocą zaczyna się gra świateł i wody, rozumiesz po co potrzebny był ten rozmach!

1 (35)Nocą gruzińskie miasta nabierają blasku!

1 (36)Obszar starego miasta nie jest wielki, ale jest gdzie pochodzić. Uwagę przyciąga budynek opery, odnowione kamieniczki, park, mosty z widokiem na rzekę, kolejka do parku Gabaszwili, kilka romantycznych kościółków, synagoga, muzeum klimatyczne knajpki. Atrakcji jest sporo.

1 (2)Pomnik pod teatrem 

1 (42)Główny plac Kutaisi wieczorową porą: Teatr, fontanna i Bagrati na wzgórzu

1 (34)

kolaż 2

Kościółek niedaleko katedry Bagrati

Moim faworytem bezsprzecznie jest targ warzywny, ukryty pod arkadami zdobionymi postaciami trzymającymi najcenniejszy skarb kulinarny Gruzji – winne grona. Trafiliśmy tam trochę przez przypadek szukając okazji do wydania ostatnich lari. To, co ujrzały oczy i poczuł nos, nie oddadzą żadne zdjęcia. Setki straganów zastawionych dorodnymi warzywami, kopczyki wonnych przypraw, herbaty i ziół, sznury suszonych fig i czurczeli, dorodne płaty mięsa i słoniny, stosy świeżych ryb! Niebo w gębie!

Ile ja bym dał żeby takie targi były w Polsce. Już tylko z tego powodu warto wsiąść w samolot i odbyć podróż do Kutaisi. Niech się schowają półki sterylnych supermarketów!, niech znikną luksusowe delikatesy!, niech ziemia pochłonie ten szklarniowo-ulepszaczowo-nadmuchany sztucznie rynek! Tu wszystko jest organic, tu wszystko chłonęło promienie kaukaskiego słońca i biegało na wolnym wybiegu. Nie dziwota, że potem czaruje podniebienie, sprawiając, że człowiek ślini się jak psy Pawłowa, na samo słowo Gruzja. Bo zwiedzanie tego kraju, ma naprawdę wyjątkowy smak.

kolaż 1

 Targ w Kutaisi, jest w czym wybierać!

Podróżnicze PS.

Niedaleko Kutaisi znajdują się jeszcze dwa miejsca warte odwiedzenia. Niecałe 10 km na północ od miasta leży największy w Gruzji kompleks jaskiń – Sataplia, a w zasięgu 6 km ulokowany jest malowniczy monastyr Gelati. Obie atrakcje wypadły z ostatecznej listy przystanków ze względu na brak czasu. Pewnie za rok…

1 Comment

  • Odpowiedz Listopad 21, 2013

    Fanka

    No nareszcie się doczekałam o tej Gruzji ha ha ha

Leave a Reply