Fenomen islandzkiej muzyki cz.1

To było w Skogar. Na szlaku do Thórsmörk. Dookoła nas przestrzeń Islandii, wulkaniczny krajobraz przykryty kobiercem traw. Przyroda budziła się do życia. A my staliśmy nad brzegiem rwącej rzeki, która z ogromną siłą spadała z kolejnych kaskad. Chłonęliśmy chwilę wszystkimi zmysłami. I wtedy wybrzmiało pytanie: Ciekawe jak ten krajobraz wpływa na poezję?

Nie mam pojęcia. Ale zakładam, że musi. Oryginalność islandzkiej przestrzeni, nie pozostawia obojętnym. Mając w zasięgu wzroku takie krajobrazy, chce się tworzyć. Nie ma innego wyjścia! A że noce długie, to i czasu na artystyczne eksperymenty więcej.

Właśnie w ten sposób tłumaczę sobie fenomen islandzkiej muzyki. Bo to o niej jest ten post. Zjawisko zastanawia i zawstydza jednocześnie. 300 tysięczny naród, największe miasto ma niewiele ponad 120 tysięcy mieszkańców, a liczba kapel, które grają muzykę na poziomie, przekracza wyobrażenie. Już wcześniej eksplorowałem ten kawałek muzycznego świata, ale dopiero po przyjeździe z Islandii wciągnęło mnie na dobre. Nie mogę i nie chcę uwolnić się od tych dźwięków. Idealnie nadają się na soundtrack do filmu, który wyświetla się gdy przymykam powieki…

Na początek te mniej oczywiste, rockowe inspiracje, made in Icealnd.

SCENA 1: Pojawiają się Wikingowie, czyli ostra naparzanka

Islandzka scena muzyczna kojarzy się głównie z eterycznymi dźwiękami Björk, zimną elektroniką Gus Gus, czy zawodzącym falsetem Jonsiego z Sigur Ros, a tymczasem potomkowie Wikingów potrafią też nieźle przygrzać. Te kilka kapel, to ledwie czubek góry lodowej, z którą przychodzi się zderzyć, gdy zaczyna się poznawać temat. Mój subiektywny wybór, tego, w co zdążyłem się wsłuchać po powrocie z krainy Elfów (w tym przypadku, tych bardziej mrocznych…).

Sólstafir

Można powiedzieć, że weterani. Obecni na islandzkiej scenie od 1995 roku. Świetny przykład tego, że islandzka muzyka nie daje się łatwo zaszufladkować. Mimo ściany gitar i wibrującej w uszach perkusji w tej muzyce jest przestrzeń. Nie ograniczona i surowa. Czuć tęsknotę. Niektórzy mówią, że tak grałby Sigur Ros, gdyby skierował się w kierunku metalu… Wystarczy zobaczyć  teledysk do utworu Fjara, żeby wsiąknąć na dobre…

Kontinuum

Łoł! Pierwszy kontakt z tą muzyką i od razu dostałem kopa. Earth Blood Magic to debiutancka płyta wydana przez chłopaków z Rejkiaviku, a jej poziom obiecuje długą i obfitującą w sukcesy karierę. W każdym kawałku dzieje się tyle, że można by obdzielić kilka płyt. Tiamat, Samael, Paradise Lost, Tool, Lake of Tears… można wymieniać bez końca, inspiracji jest tu sporo. Ale mieszają się w oryginalną nową, islandzką jakość. 

Völva

Lubię utwory, które wychodzą poza tradycyjny układ: zwrotka – mostek – refren – zwrotka. Pewnie dlatego tak bardzo wpada mi w ucho wszystko, co ma w sobie znamiona stoner rocka i pustynnego powiewu Kyuss’a. Volva to trójka młodych chłopaków z niewielkiego miasteczka Akureyri na północy Islandii. W ich muzyce ciężkie brzmienia Black Sabbath mieszają się z nordycką mitologią, psychodelią i tekstami o depresji i przemijaniu. Przyjemnie dołujące. 

Dimma

Dobry stary heavy metal. Nic dodać nic ująć. Jest melodia,  jest mocna gitara, jest czysty wokal, jest powód, żeby podkręcić volume. 

Skálmöld

No i na koniec coś z typowo islandzkiej bajki, a raczej sagi. Wikingowie, Thor, honor, zimna, przysypana śniegiem ojczyzna. Skalmold to typowy viking metal: głośno, melodyjnie i z przytupem. Albo się taką muzykę lubi, albo przewija do następnej pozycji. Valhalla!

SCENA 2: Dobrze rockujące kapele, czyli Wikingowie odkrywają Amerykę

Lights on the highway

Islandia leży pomiędzy. Niby Europa, ale ze starego kontynentu najbliżej stąd do Stanów. Ścierają się tu nie tylko żywioły, ale i kultura. Słychać to też w muzyce. Niektóre kapele mocno zanurzone są w amerykańskiej tradycji muzycznej. Gdybym nie wiedział, że Lights on the highway są z Islandii spokojnie mógłbym wskazać Seattle. Te łagodniejsze, mniej riffowe, zanurzone w blusie i folku. Pearl Jam i Neil Young, to z pewnością kapele, których słuchali chłopaki z tego bandu. Przyjemne rockowe granie na poziomie. Polecam szczególnie album o tej samej nazwie, co zespół.

Skepna

Pozostajemy w latach 90-tych. Skepna, którą tworzą weterani islandzkiej sceny rockowej, to nowy twór na wyspie. Nie ukrywam, że moją uwagę zwróciła wpierw okładka ich debiutu, ale już po pierwszych dźwiękach dobiegających z głośnika, poczułem się, jak za starych studenckich czasów. Henry Rollins w swojej najlepszej formie, tyle, że śpiewa po islandzku! 

Mammut

Nie wiem czy to przez trzy dziewczyny w składzie, blond wokalistkę o niebiańskim głosiku, czy grungowe gitary, ale Mammut mocno kojarzy mi się z Hole Courtney Love. I nie jest to skojarzenie negatywne. Dobre, gitarowe granie z ciekawymi partiami basu. 

http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=cXBZGZ51C-U

For a minor reflection

Oj tak! Lubię takie dźwięki. Rozkręcają się powoli, nuta za nutą, tworząc muzyczny pejzaż, jaki trudno znaleźć dziś w radio. No bo która stacja puści utwór, który ma 14 minut? A to przecież uniwersalna muzyka, nie pada w niej ani jedno słowo. Ale i tak wiadomo skąd pochodzi. Czuć w niej powiew znad Atlantyku, nieskończoną przestrzeń i to coś, co wisi w islandzkim powietrzu. Nieuchwytne, niedefiniowalne, klimatyczne. Dźwięki, które pobudzają wyobraźnię!

Agent Fresco

W ich muzyce dzieje się naprawdę dużo. To nie jest zespół, który można zamknąć w jednej, ciasnej szufladce. Płyta A Long time listening, która zdobyła uznanie światowych krytyków  składa się z 17 kawałków, które ocierają się o rock progresywny, nagłe zmiany rytmiki, metalowe gitary, jazzowe improwizacje i popowe wokale. Jeśli ktoś lubi muzykę, prostą i przyjemną, to nie ta etykietka. Ale jeśli lubicie zagubić się w utworze i po kilku przesłuchaniach znaleźć światełko na końcu tunelu, to warto wejść w ten świat. Ja osobiście nie przepadam za tego typu wysokimi, męskimi wokalami, ale w tym przypadku, pozostaje mi tylko nadstawić ucho. Poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko… 

Oyama

Była kiedyś taka melodyjna kapela z Nowego Yorku, która ścianą hałasujących gitar doprowadzało moich staruszków do szału. A ja zawsze chciałem słuchać ich głośniej i głośniej. No bo jak można zrozumieć muzykę Sonic Youth, słuchając ich na pół gwizdka? Jak wyłowić piękne damsko-męskie harmonie wokalne, słuchając ich na marnych słuchawkach? Dziś ta kapela zmaterializowała się na Islandii. Dziś ta kapela nazywa się Oyama. Dziś ta kapela ma twarz islandzkich dwudziestolatków. I trzeba jej słuchać głośno!

Burkney Jack

Głęboki baryton Nicka Cave’a, proste akustyczne aranżacje sprowadzające muzykę do sedna, nostalgia i emocje niczym z piosenek Antony and the Johnsons, i islandzka, zimna dusza tęskniąca za słońcem. Piosenki Burkney Jacka nie pozostawiają słuchacza obojętnym. Wieczorem, do herbatki, pod kocykiem, rozgrzewa, rozgrzewa…

Bellstop

Odkąd zacząłem głębiej wsłuchiwać się w islandzką muzykę, zauważyłem, że kompozycje wielu zespołów oparta jest na damsko-męskich harmoniach wokalnych (to chyba jakaś ogólna przypadłość Skandynawów: Abba, Ace of Base, Roxette… coś w tym musi być). Z Bellstop jest podobnie. Karma to ich debiutancki materiał. Ale jaki! Rockowo-folkowo-alternatywne-bluesowe granie na najwyższym światowym poziomie. Jakbym słuchał kapeli z rozgrzanego południa Stanów, a nie zimnej Islandii. Naprawdę warto nadstawić ucho na te dźwięki.

———

Wkrótce część druga islandzkich inspiracji muzycznych. Póki co polecam szukać ich na tych portalach:

  • www.muzykaislandzka.pl/web/ – Polski serwis muzyczny poświęcony muzyce islandzkiej, wywiady, recenzje, zapowiedzi koncertów – skarbnica wiedzy.
  • www.gogoyoko.com – Islandzki serwis streamowy, nie tylko z islandzką muzyką. Po założeniu konta muzyki można słuchać za darmo lub za odpłatą ściągać na własny nośnik. Wiele alternatywnych kapel, o które trudno w jakimkolwiek innym miejscu sieci.
  • www.icelandmusic.is – islandzki serwis muzyczny poświęcony tamtejszej muzyce. Dobry punkt wyjścia do poszukiwań.

 

Be first to comment