Niskie Taury – Schladming i okolice cz.2

Trzeci dzień w Schladming, zgodnie z wszelkimi prognozami pogody obył się bez deszczu. Ze względu na szaro-bure niebo w dalszym ciągu nie mieliśmy jednak pewności czy nie dojdzie do załamania aury. Podjęliśmy decyzję, aby tego dnia, mimo coraz większego apetytu na góry, odpuścić wędrówkę po okolicznych szczytach. Szczególnie, że w zanadrzu mieliśmy bardzo przyzwoitą alternatywę…

TRASA 1: WILDE WASSER:  Czas przejścia: ok. 3h  Trudność: Łatwa

Gfölleralm – Riesachfalle – Riesachsee – Gfölleralm

01_01

„Dzikie Wody” to system pieszych szlaków podzielony na 6 głównych etapów. Można je przejść w różnej konfiguracji, zaczynając z samego Schladming (zainteresowanych detalami odsyłam do oficjalnej publikacji). My uznaliśmy, że człapanie wzdłuż strumyka przez dobrych kilka kilometrów nie jest naszym największym marzeniem, dlatego podjedziemy autobusem (oczywiście gratis) do miejsca zwanego Unterer Gfölleralm, skąd mamy możliwość przejścia najbardziej atrakcyjnej części „Wilde Wasser”, o zachęcającej nazwie durch die Höll”, czyli „przez piekło”…

Towarzystwo „National Geographic” w 2009 roku uznało „Wilde Wasser” za jeden z najlepszych pieszych szlaków turystycznych  świata. Przejście jest rzeczywiście malownicze, przypominające swoim charakterem opisywane wcześniej na łamach bloga Diery na Małej Fatrze, lub Słowacki Raj. Moim skromnym zdaniem Słowacki Raj, ze względu na większą powierzchnię oraz mnogość propozycji do wyboru, jest nawet bardziej atrakcyjny…

02_02Trasa zaczęła się zaraz przy parkingu, na który dowiózł nas autobus. Już po kilkunastu minutach spaceru dochodzimy do małego Riesachwasserfall,  pierwszego z kilku wodospadów tworzących największy w całej Styrii zespół kaskad. Skoro jest mały, to musi być też duży. Große Riesachwasserfall znajduje się około 20 minut drogi dalej. Woda malowniczo rozbijając się o skały grzmi tutaj donośnie – to jeden z najbardziej charakterystycznych i atrakcyjnych punktów na szlaku, stanowiący wizytówkę „Wilde Wasser”.

 

Gdy już napatrzymy się na lecące w przepaść masy kotłującej się wody od frontu, po przejściu kilkudziesięciu metrów mamy możliwość ostatniego spojrzenia na Riesachwasserfall z góry. Kilka metrów nad krawędzią wodospadu przerzucono kładkę, z której możemy podziwiać spieniony nurt oraz całą opadającą stromo ku zachodowi dolinę potoku Riesachbach. Kawałek za wodospadem docieramy do rozstaju i wybieramy szlak przez wąwóz (drugi prowadzi do jeziora Riesachsee szeroką szutrową dróżką ).

Już po chwili mamy do pokonania wiszący wysoko nad strumieniem 50-metrowy mostek. To chyba najtrudniejsza część szlaku, przy czym trudności będą miały wyłącznie osoby z zaawansowanym lękiem wysokości.

04_04

Po przejściu przeprawy docieramy do rozbudowanego układu schodków, drabinek i innych ułatwień, które wkomponowano w ściany wąwozu. W przeciwieństwie do tego, na co możemy się natknąć w słowackich odpowiednikach „Wilde Wasser”, wszystkie ubezpieczenia są tutaj w bardzo dobrym stanie technicznym.

05-05Po drodze mijamy dziesiątki kaskad i wodospadzików. W końcu wychodzi słońce i ze względu na wszechobecną wilgoć robi się duszno jak w dżungli. Spadające ze ścian całymi kurtynami krople wody, tworzą urokliwe minitęcze. W najbardziej atrakcyjnych punktach wybudowano specjalne platformy, z których możemy delektować się urokami alpejskiego strumienia.

Potok Riesachbach wypływa z położonego pomiędzy okolicznymi szczytami, górskiego jeziora. Jest to następny punkt wycieczki stanowiący idealne miejsce na odpoczynek i kontemplację wspaniałego krajobrazu.

06-06

W planach mieliśmy dotarcie do schroniska Preintalerhütte, jednak zbyt późna pora wyjścia i zbliżająca się godzina powrotnego autobusu kazały nam zawrócić i udać się na przystanek. Pierwsze koty za płoty, jutro w końcu góry na alpejskim poziomie!

TRASA 2: URSPRUNGALM CIRCLE:  Czas przejścia: ok. 6h  Trudność: Średnia

Ursplungalm – Giglachseehütte – Akarscharte – Lungauer Kalkspitze – Oberhüttensee – Brotrinnl – Ursprungalm

Ursplungalm_profil

Wstajemy wczesnym rankiem zbudzeni przez bardzo rześkie powietrze wdzierające się do namiotu. Nareszcie! Praktycznie bezchmurne niebo, zapowiada wspaniały dzień, a my musimy wykorzystać go w stu procentach.  Chwilę po szybkim śniadaniu siedzimy w autokarze. Już sama przejażdżka dostarcza sporo adrenaliny, ponieważ droga do Ursprungalm wiedzie wyjątkowo krętą i przepaścistą serpentyną. Po ok. 40 minutach ostrej jazdy wysiadamy pod schroniskiem (1604 m n.p.m.), które stanowi węzeł pieszych szlaków na okoliczne szczyty.  My wybieramy chyba najbardziej klasyczną pętlę i szybko ruszamy w drogę. Suma podejść sięga 1100 metrów, więc szlak wymaga dobrej kondycji. Szczególnie na ostatnim stromym wejściu możemy nabawić się zadyszki. Poza tym trasa jest bardzo przyjemna i piękna pod względem krajobrazowym – nie ma na niej żadnych trudności technicznych.

Pierwszy odcinek (szlak nr 771) z Ursprungalm do jezior Giglachsee pnie się łagodnie między masywami Kampspitze i Steirische Kalkspitze. Drzewa karłowacieją z każdym krokiem, ustępując miejsca trawie i  całej gamie charakterystycznych alpejskich roślinek.

09-09Rosliny_kolaż

10-10

Coraz bardziej surowy krajobraz wskazuje, że do bariery 2000 metrów nad poziomem morza pozostało niewiele metrów. Schronisko Giglachseehütte (1955 m n.p.m.), położone w sąsiedztwie dwóch klimatycznych wysokogórskich jezior, stanowi dobry punkt na pokrzepienie się piwem i kanapkami. Od teraz wędrówka będzie zdecydowanie bardziej wymagająca.

12-12Szlak 77113-13Schronisko Giglachseehütte

14-14Oberer Giglachsee (na pierwszym planie) oraz Unterer Giglachsee

Mniej doświadczeni turyści mogą z tego miejsca udać się na rundkę wokół stawów Giglachsee, wybierając szlak numer 702, po czym wrócić do Ursprungalm. Wg informacji podanych w przewodniku, tę część można pokonać nawet z bobasami w wózkach. My także ruszamy szlakiem 702, ale w przeciwną stronę. Rozpoczynamy wspinaczkę w kierunku przełęczy Akarscharte.

Z każdym metrem wzwyż, coraz bardziej odkrywamy niesamowitą panoramę Niskich Taurów. Piękno krainy wynagradza w stu procentach trudy podejścia, a wędrówka w tym dzikim środowisku to prawdziwa frajda – właśnie dla takich chwil pojawiliśmy się w Alpach.

15_15

Przełęcz Akarscharte (2315 m n.p.m.) jest miejscem, z którego najłatwiej dostać się na dwa okoliczne szczyty. Ich bliskość sprawia, że można pokusić się o zdobycie obu naraz. Nasz plan początkowo zakładał wejście na Steirische Kalkspitze (2459 m n.p.m) oraz Lungauer Kalkspitze (2471 m n.p.m.), jednak w obawie przed spóźnieniem na ostatni powrotny autobus wdrapaliśmy się tylko na nieco wyższy Lungauer.

Wędrówka na zwieńczony krzyżem wierzchołek góry nie nastręcza żadnych trudności. Po kilku minutach od opuszczenia Akarscharte jesteśmy na grani, z której roztacza się bajeczna panorama na Alpy Austriackie, a po około trzech kwadransach osiągamy szczyt Lungauer Kalkspitze. Cały widok wypełniają majestatyczne najeżone zębami formy. Każdy z wielu planów zajmuje jakiś ostry wierch, a skaliste czuby majaczą w każdym zakamarku odległego horyzontu. Takiego krajobrazu nie uświadczymy w Karpatach…

18-18

 W drodze na Lungauer Kalkspitze – widok na Akarscharte oraz Steirische Kalkspitze

19-19

 Widok ze szczytu na wschód – w dolinie jeziora Giglachsee

20-20Widok ze szczytu na zachód

Po nasyceniu oczu niezwykłym krajobrazem rozpoczynamy zejście. Musimy znów dotrzeć do Akarscharte, skąd kontynuujemy wędrówkę szlakiem 702. Ten fragment jest nieco mniej ciekawy niż wejście. Trzeba uważać na stromych, osypujących się odcinkach ścieżki.

Wędrówka w dół zajmuje dobrą godzinę, po czym docieramy do skrzyżowania szlaków na Oberhüttensattel. Stąd już tylko kawałeczek do malowniczego schroniska Oberhütte usytuowanego nad kolejnym górskim jeziorem.

21-21

 W dole majaczy Oberhüttensee – tam idziemy

22-22Już prawie jesteśmy…

Jesteśmy mniej więcej w ¾ długości trasy i czas zaczyna nas gonić. Zdecydowanym minusem darmowego transportu jest fakt, że ostatni autokar spod Ursprungalm do Schladming jedzie bardzo wcześnie. Musimy się sprężać, więc omijamy schronisko Oberütte kuszące nas złocistym, spienionym Schladmingerem i miłą atmosferą. Kawałek dalej stajemy przed ostatnim wyzwaniem. Ściana, którą musimy pokonać, by znaleźć się w Ursprungalm robi wrażenie prawie pionowej, szczególnie na końcowym etapie. Faktycznie jest stromo, ale dzięki temu szybko nabieramy wysokości i już po trzech kwadransach znów jesteśmy powyżej 2000 m m.p.m, na przełęczy Brotrinnl. To podejście, mimo że krótkie, może przysporzyć problemów osobom bez przygotowania kondycyjnego.

23-23

Ostatnie podejście

Z przełęczy dostrzegamy zabudowania Ursprungalm i bez dłuższego postoju kontynuujemy marsz (szlak 37) w kierunku naszego celu. Zamykamy pętlę po godzinie i piętnastu minutach. Sama polana Ursprungalm, to bardzo bajkowe miejsce, w porannym galopie na szlak nie dostrzegliśmy, że jest niemal żywcem wycięta z reklamy czekolady Milka…

 24-24

Brotrinnl – w głębi Masyw Dachstein (nasz jutrzejszy cel)

25-25

 

TRASA 3: DACHSTEIN – TOR RUNDE:  Czas przejścia: ok. 6h  Trudność: Średnia

Dolna stacja kolejki na Hunerkogel – Sündwandhütte – Tor – Schaidalm – Naustadtalm – Dolna stacja kolejki na Hunerkogel

Położony na północ od Schladming Dachstein należy do Alp Salsburskich i nie jest częścią Niskich Taurów. Na ten gigantyczny masyw, składa się kilkanaście szczytów, z których większość osiąga ponad 2500 m n.p.m., a najwyższy Hoher Dachstein ma 2995 m n.p.m. (wg niektórych źródeł przekracza 3000 m). Ze względu na unikalną wartość krajobrazową został umieszczony na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Dachstein_profil

Chcemy skorzystać z jednej z największych atrakcji objętych Sommercard i kolejką wjechać w okolicę jednego wierzchołków masywu – Hunerkogel, a po zjechaniu, przejść zaplanowaną trasę…. Niestety po przyjeździe na parking szybko weryfikujemy swój plan. Już dobry kilometr przed dolną stacją dostrzegamy setki samochodów zaparkowanych na serpentynie, którą jedziemy. Po wyjściu z autokaru, okazuje się , iż chętnych na wjazd jest tyle, że ogonek do kasy ma jakieś 400 metrów, a co pół minuty podjeżdża kolejny autobus z turystami. Warto dodać, że jak to zwykle w przypadku kolejek wysokogórskich bywa, do dyspozycji turystów są zaledwie dwa wagoniki. To nie nasz klimat! Na szczęście, wjazd na górę jest dla nas tylko przystawką do wspaniałej wycieczki jaką jest przejście Tor Runde.

26-26

Kolejka do kolejki…

Szybko opuszczamy ociekające komercją miejsce i szlakiem 615 udajemy się w kierunku schroniska Sündwandhütte. Prowadzi on wzdłuż trasy wjazdu wagoników, które co jakiś czas mijają się nad naszymi głowami. Droga do schroniska zajmuje jakieś pół godziny i na tym etapie jest dość tłoczno.

27-27

Widok z Sündwandhütte na południowy-zachód

Po posiłku i ciepłej herbacie w schronisku ruszamy dalej, na właściwą część traktu który trawersuje południową ścianę masywu – tutaj ludzi jak na lekarstwo. Idąc szlakiem 617 dochodzimy do skrzyżowania, z którego można wejść na Hoher Dachstein, jednak ta droga nie należy do najłatwiejszych J. To złożona z etapów „Anna i Johann Kletterstieg” trasa nosząca miano superferraty

Niekoniecznie trzeba wchodzić na szczyt, aby doznać estetycznej ekstazy. Niestety, żadne fotografie nie oddają majestatu i niezwykłości pionowej ściany Dachsteinu, gdy spojrzymy na nią ze szlaku Tor Runde. Widok jest tak oszałamiający, że przez dłuższą chwilę idziemy w totalnej ciszy, oglądając tą górę mniej więcej z takiej perspektywy z jakiej mrówka ogląda wysoką katedrę. Znajdujemy się kolejno pod wierzchołkami Drindln (2832 m. np.pm), Hoher Dachstein (2995 m n.p.m) oraz Mitterspitz (2925 m n.p.m.)

28-28

Sündwand – widok ze schroniska

29-29

Na szlaku Tor Runde – widoczna górna stacja kolejki linowej

30-30

Zanużony we mgle Hoher Dachstein

Trasa wiedzie gęsto znakowaną ścieżką na zachód. Poruszamy się po zboczu wypełnionym zwałami skalnego rumoszu, miejscami dość obficie zasypanego łachami śniegu . Trawers jest raczej płaski, tylko nieznacznie wznosi się i opada. Szlak wziął swoją nazwę od charakterystycznej przełęczy Tor – czyli wrota (2033 m n.p.m.). Jest ona kolejnym punktem naszej dzisiejszej wyprawy. Z perspektywy schroniska Sündwandhütte wydawała się niewielkim wcięciem pomiędzy skalistymi czubami, jednak ogrom pionowej ściany Dachsteinu zaburzył nam perspektywę sprawiając, że ulegliśmy złudzeniu. W trakcie zbliżania się do Tor, uświadomiliśmy sobie, że przyjdzie nam się zmierzyć z porządnym podejściem. Poradzi sobie każdy, ale osoby o słabszej kondycji z pewnością będą musiały parę razy odsapnąć po drodze.

31-31

Przed nami „Wrota”

32-32Podejście na przełęcz

Po dłuższym popasie na Tor, ruszamy w dalszą drogę . Ściana Dachsteinu za przełęczą zwana Windlegergrat nieco traci na wysokości, widoki nadal są jednak „przepyszne”. Zejście z przełęczy jest bardzo długie, co można poczuć w kolanach. Trudno również skupić 100% uwagi na bajkowym krajobrazie, ponieważ walające się wszędzie niestabilne kamienie i dość spora stromizna mogą spowodować przypłacenie eskapady nogą w gipsie. Na szczęście po jakimś czasie dochodzimy do łąki, która stanowi idealną ilustrację kolejnej kartki pocztowej typu „Gruß Gott aus Alpen”. Tutaj szlak łagodnieje i prowadzi szutrową drogą. Idąc lasem wśród szemrzących strumyczków wracamy do punktu wyjścia.

33-33

 Widok z Tor na zachód

34-34

35-35

Po powrocie do dolnej stacji kolejki okazuje się, że czas oczekiwania na przejazd zmniejszył się praktycznie do zera, korek jest całkowicie rozładowany. Do ostatniego autobusu (jak zwykle jedzie zdecydowanie za wcześnie) mamy jeszcze jakieś 1,5h więc powinniśmy zdążyć spokojnie zaliczyć wjazd wagonikiem na 2700 m. n.p.m.

Gondole mieszczą do 50 osób każda. Dodatkową atrakcją jednej z nich jest balkon na dachu, na którym może podróżować 10 osób. Przejazd trwa ok. 8 minut. Po wjeździe na górę mamy do czynienia z nieprzeciętnym krajobrazem. Cały horyzont usiany jest alpejskimi szczytami, a od północnej strony masywu, widoczny jest rozległy lodowiec (położony najbardziej na wschód w całych Alpach).

Na górze mamy do dyspozycji kilka ciekawych atrakcji, np. lodowy pałac, wysunięty kilkanaście metrów przed przepaść pomost „Skywalk” z częściowo szklaną podłogą, trasy do narciarstwa biegowego, czy nowo otwarty most wiszący. Można również zwiedzić wspomniany lodowiec. Atrakcji jest wiele, lecz popularność tego miejsca oddziela nas od przyrody i naturalnej dziczy – wszędzie pełno ludzi. Jeśli ktoś woli ciszę i spokój – radzę omijać szerokim łukiem. Po chwili spędzonej na górze mieliśmy dosyć, lecz jak się okazało, o zgrozo, poranna kolejka długości zbliżonej do równika, teraz oczekuje na górze! Bez  żadnego innego wyjścia musieliśmy stanąć na końcu. Od razu zdaliśmy sobie sprawę z bolesnego faktu, że możemy pomarzyć o ostatnim autobusie…

36-36

Lodowiec Schladminger Gletscher widziany z górnej stacji kolejki

37-37

  Skywalk

38-38_OKLADKAARTYKUŁUŚciana Dachstein widoczna z perspektywy 2700 m n.p.m. – na zdjęciu widoczna przełęcz Tor

Fakt, że każdy z nas zaoszczędził dzięki Sommercard ponad 20€ na bilecie kolejki nie był w stanie poprawić nam nastroju. Wątpliwego uroku dodawały wszystkiemu chamskie zagrywki niektórych Austriaków, którzy nic sobie nie robili z kolejności… a ponoć brak kultury jest przywarą Polaków. Po niekończącym się oczekiwaniu udało nam się zjechać. Zdesperowani pytamy w informacji o możliwość wynajmu taksówki. Szybko okazuje się, że jest ratunek dla spóźnialskich turystów, pod warunkiem, że posiadają Sommercard. Mimo gapiostwa, przysłano nam specjalny dodatkowy autokar (jak się później okazało, nie tylko my nie zdążyliśmy na poprzedni). Ten miły gest zaciera niesmak z kolejki na górze. Wracamy pod namiot. To już niestety ostatni nocleg. Szkoda, że pogoda zapsuła nam nieco szyki i pierwsze dni były raczej szare… Cieszymy się jednak, że przetarliśmy pierwsze szlaki w Alpach – planów jest wiele, choćby w samej okolicy Niskich Taurów. Pożyjemy, zobaczymy!

(P.S. Zdjęcia oznaczone gwiazdką wykonał doktor Marek Sz.)

Autor: Adam

1 Comment

  • Odpowiedz Październik 13, 2013

    Ra-v

    Zacny tekst, niesamowite widoki! 🙂

Leave a Reply