Niskie Taury – Schladming i okolice cz.1

W tym roku nie mogłem opierać się dłużej. Trzeba było pojechać nad morze… W tym czasie  ekipa, z którą zawsze dzielę górskie wypady, wybrała się w Alpy.  Adik relacjonuje dlaczego warto wybrać się do Styrii i Schladming. W pierwszym poście teoria, w drugim praktyka. Zapraszam do czytania.  

—————————————————–

KIEDY: Sierpień 2013

GDZIE: Austria, Styria, Schladming

Założenie było proste. Ponieważ portfele były zmęczone poprzednimi wypadami i remontami, musieliśmy zważać na koszty kolejnej wycieczki. Niczym Jan Antony Vincent Rostowski ustaliliśmy skrojony do rozmiarów mini budżet. Tylko gdzieby tu tanio uderzyć?… Sudety? – Nieee, przecież będzie długi weekend i miliony ludzi na szlakach… Słowacja? Czechy? – już było w tym roku… Może by tak bardziej na zachód? Nasze oczy zwróciły się nieśmiało ku najwyższemu łańcuchowi górskiemu Europy… Świetny pomysł, ale przecież tam wszędzie są ceny z kosmosu!… Okazuje się, że niekoniecznie…

Trochę szperania w internecie i jest! Mamy kuszącą i godną wzięcia pod uwagę propozycję. Jedziemy do Austrii, do położonego w paśmie Niskich Taurów (tylko trochę wyższych niż Tatry) miasteczka Schladming, które przez kilka dni będzie naszą bazą wypadową w okoliczne góry. Kusi proponowana w tej okolicy, bardzo atrakcyjna oferta w postaci „Sommercard”, ale po kolei…

Po spojrzeniu na mapę, okazuje się, że do celu mamy bliżej niż by się mogło wydawać. Ruszamy z Górnego Śląska – do pokonania jest nieco ponad 600 km. Na miejsce najlepiej dostać się korzystając z płatnych dróg ekspresowych i autostrad na terenie Czech i Austrii. To dodatkowy wydatek rzędu paru Euro lecz już po sześciu godzinach komfortowej jazdy możemy raczyć płuca czystym, alpejskim powietrzem.

Noclegi w austriackich pensjonatach i hotelach nie są na naszą kieszeń, zatrzymujemy się na kempingu „Zirngast”, gdzie na obszernym polu namiotowym stawiamy naszą płócienną „czwórkę”.  Miejsce, mimo że położone w pobliżu centrum Schladming, jest raczej spokojne. Ciszę mąci wyłącznie szum rzeki Enns (pol. Aniza), nad brzegiem której usytułowany jest obiekt. U jego bram znajduje się hotel i restauracja o tej samej nazwie. Wewnątrz hotelu mieści się bezpłatne zaplecze sanitarne dla korzystających z uroków pola kempingowego. Prysznice i WC mają wysoki standard, a duża ilość dostępnych kabin zapewnia nam możliwość skorzystania z sanitariatów bez marnotrawienia czasu w kolejce.

01_kemping

Kompleks „Zirngast” – na pierwszym planie kemping, w tle hotel i restauracja

Za niewielkimi dopłatami obsługa „Zirngast” gwarantuje możliwość doprowadzenia prądu (nam się to nie udało, ze względu na zbyt dużą odległość namiotu od skrzynki), skorzystania z sieci Wi-Fi (1€ za godzinę), bądź uprania przepoconych ciuchów w automacie (1€). Do kwoty pobytu należy doliczyć kilka euro opłaty klimatycznej, o której nie ma mowy w żadnym cenniku… Najistotniejszą jednak rzeczą jest fakt, że 10 minut po przyjeździe, każdy z nas trzyma w dłoni imienną, przypominającą kartę kredytową, „Sommercard”. Właśnie te małe plastikowe cacka zwabiły nas w rejon Niskich Taurów… Dlaczego?

02_SommercardPosiadanie karty upoważnia użytkownika do korzystania z szerokiej gamy rożnych atrakcji zupełnie za darmo (w terminie między 25 maja a 13 października). Samą kartę otrzymujemy gratis zaraz po zameldowaniu się w większości pensjonatów i ośrodków w okolicy Schladming-Dachstein na cały okres pobytu. „Sommercard” jest przepustką do tak dużej liczby różnych form spędzania wolnego czasu, że zastanawialiśmy się, czy to aby nie grubymi nićmi szyty przekręt. Do wyboru jest ponad sto zupełnie darmowych ofert, z różnorakich dziedzin.

Do woli możemy korzystać z lokalnych połączeń autobusowych (oraz – po wcześniejszym ustaleniu – z taksówek), kąpać się w krytych i otwartych basenach, zwiedzać tutejsze muzea i zabytkowe zakłady, wjeżdżać kolejkami linowymi na okoliczne szczyty, wynająć górskiego przewodnika, zagrać w minigolfa, pojeździć konno, przejść wstępny kurs paralotniarstwa, nauczyć się poszukiwania wody za pomocą różdżki (!), a wieczorem umówić się na relaksujący masaż głowy! Wszystko gratis, a to jeszcze nie koniec… Druga setka atrakcji po okazaniu „Sommercard” objęta jest bardzo zachęcającymi zniżkami. Z większości okazji możemy korzystać wielokrotnie – jednak z dziennym limitem.

Z każdym dniem pobytu w Schladming, coraz bardziej zastanawialiśmy się na jakiej zasadzie funkcjonuje nieco utopijno-socjalistyczna formuła „letniej karty”, bo dochodu raczej nie przynosi. Dla turystów jest jednak rozwiązaniem wyśmienitym. Wachlarz propozycji jest tak szeroki, że dosłownie każdy, począwszy od dwuletnich szkrabów, a na emerytach skończywszy, znajdzie tu coś dla siebie.

Latem Schladming kusi dobrze rozwiniętą infrastrukturą dla miłośników dwóch kółek. Mamy do dyspozycji sporo typowo rekreacyjnych szlaków rowerowych, zaś dla „hard userów”  na zboczach Planai przygotowano karkołomne trasy downhillowe. W mieście organizowano swego czasu Puchar Świata w Kolarstwie Górskim.

Kolejną widoczną gałęzią rozwijającej się tutaj aktywności jest paralotniarstwo. Góry otaczające miasto i łatwy dostęp na ich szczyty dają idealne warunki do uprawiania podniebnych ewolucji. Dla nas zaś oferują mnóstwo możliwości schodzenia gór na własnych nogach. Do wyboru mamy kilometry oznaczonych na zielono lub niebiesko (łatwe), czerwono (średnie) i czarno (trudne), pieszych szlaków turystycznych. Dla osób posiadających odpowiedni sprzęt i nieco alpinistycznego doświadczenia przygotowano wyjątkowo malownicze „via ferraty”.

03_Schladming

Schladming – Z lewej: Ratusz, z prawej: nawet na wąskich uliczkach wygospodarowano pas dla rowerzystów.

04_Shchladming2

Schladming – kościół katolicki, lokalny browar i wypełniony restauracjami deptak.

Jednym z ważniejszych punktów na mapie miasteczka jest kompleks „Planai”. To największy z tutejszych ośrodków narciarskich, będący jednocześnie dolną stacją kolejki gondolowej na pobliski szczyt o tej samej nazwie, oraz dużym centrum informacji turystycznej.

05_PlanaiPunkt informacji turystycznej „Planai”

Można się tutaj zaopatrzyć w stosy ulotek promujących różne możliwości spędzenia wolnego czasu, większość takich informatorów jest oczywiście darmowa. My zakupiliśmy również kosztujący ok. 10€ przewodnik po okolicznych trasach górskich (anglojęzyczny). Niestety wydawnictwo jest raczej zdawkowe, a nad przydatne merytoryczne informacje o szlakach przedłożono marketing i promocję regionu.

06_materialyJeśli chodzi o mapy turystyczne rejonu, mamy kilka opcji do wyboru, m.in. sygnowaną symbolem DAV, czyli Niemieckiego Związku Alpinizmu, podzieloną na trzy części mapę „Niedere Tauern” – nas dotyczy część druga, czyli Shladminger Tauern (symbol mapy 45/2). Ponadto dostępne są publikacje wydawnictw „Alpenwelt” oraz „Kompass”. Wszystkie są do siebie bardzo podobne, niestety drogie i wyjątkowo mało odporne na zniszczenia. Należy również dodać, że w żadnej z omawianych pozycji nie podaje się czasów przejść danego odcinka szlaku, co nieco utrudnia planowanie wycieczek…

Ośrodek „Planai” był punktem, z którego  drugiego dnia pobytu w Alpach ruszyliśmy w wyższe partie gór.  Pogoda poprawiła się w stosunku do dnia poprzedniego, lecz była na tyle niepewna, że postanowiliśmy zrobić jedynie zapoznawczą rundę po okolicznych szlakach. Uzbrojeni w „Sommercards” już po chwili siedzieliśmy w wagoniku kolejki linowej „Planai” (podróż w obie strony oczywiście gratis).

07_PlanaiKolejka

Równolegle do kolejki prowadzi widoczna na zdjęciu trasa do zjazdów na rowerze.

Gondola wyjeżdża na wysokość 1825m n.p.m. mijając po drodze stację pośrednią. Wagoniki są przystosowane do transportu rowerów górskich. Po zewnętrznej stronie drzwi zamontowano specjalne haki, na których można powiesić przystosowane do downhillu pojazdy. Spoglądając na absurdalnie kręty i stromy, biegnący wzdłuż całego zbocza tor zjazdowy, doszedłem do wniosku, że zdecydowanie wolałbym nauczyć się fruwać na paralotni, to chyba nie wymaga tyle odwagi co downhill ;-). Mimo złej pogody, miłośnicy latania od samego rana startują z położonej tuż obok górnej stacji kolejki polany. Za opłatą można skusić się na przelot w tandemie.

08_paralotnia

Do samego szczytu Planai (1906m n.p.m.) prowadzi lawirująca spod stacji kolejki  ścieżka. Przy dobrej pogodzie można stąd podziwiać rozległą i atrakcyjną panoramę, nam jednak nie było to dane. Po pokonaniu kilkudziesięciu metrów znów zaczęło lać . Na szczęście deszcz w końcu ustępuje i ruszamy na najbliższe wzniesienie przekraczające 2000 metrów – Krahbergzinken.

Trasa krótka, ale ponieważ aura jest wyjątkowo kapryśna, nie było co ryzykować dłuższego wyjścia. Wchodzimy na ścieżkę. Od razu rzuca się w oczy zupełnie inny styl znakowania szlaków niż, w rodzimych czy słowackich Karpatach. Wszystkie piesze trakty znakowane są tutaj jednym rodzajem symbolu – przypominającym austriacką flagę narodową, czerwonym prostokątem z białym pasem pośrodku. Każda znakowana w ten sposób trasa, ma przypisany numer, po którym można rozróżnić poszczególne szlaki. Oznaczenia umiejscowione są dużo gęściej niż u nas i pewnie nawet w ekstremalnych warunkach trudno zgubić drogę.

09_szlaki

1. Numer i flaga – tak to robią w Austrii 2. Nieocenione drogowskazy 3. Szlaki znakowane są gęsto…

W newralgicznych punktach i na skrzyżowaniach umiejscowiono drogowskazy, które oprócz swojej podstawowej roli, są dla turysty właściwie jedynym źródłem informacji o czasie przejścia danego odcinka (nie wszystkie) oraz jego skali trudności. O tej informują nas kropki w różnych kolorach. Czerń oczywiście ostrzega przed niebezpieczną i trudną drogą, czerwień to szlak średnio trudny, zaś na błękitne lub zielone można śmiało wybrać się z całą rodziną. Ogólnie system jest dość specyficzny i w połączeniu z brakiem ważnych informacji na mapach, wydaje się nieco niedopracowany, ale można się do niego przyzwyczaić.

10_mapaturystycznaObrazek przedstawia wycinek scyfryzowanej wersji mapy turystycznej „Kompassu”, zawierający naszą trasę – dokładnie to samo jest w wersji papierowej. Można się dowiedzieć, że aby dojść z Planai na Krahbergzinken musimy iść szlakiem numer 779. Niestety nie wiemy ile nam to zajmie…

Okazało się, że zajęło niewiele, po dojściu do przełęczy Krahbergsattel  wchodzimy do lasu by po niedługim czasie znaleźć się przed ostrym podejściem prowadzącym do naszego celu. Na chwilę przed osiągnięciem szczytu natrafiamy na dość mocno eksponowany fragment, zaś ostatni etap podejścia zabezpieczony jest ułatwieniami w postaci stopni i lin.

11_podejscieCałość nie jest wymagająca i już po chwili stoimy na wysokości 2134m n.p.m. W przewodniku, który posiadamy, napisano, że widoki z Krahbergzinken zapierają dech w piersiach, niestety nie mogliśmy tego doświadczyć, ze względu na deszczowe obłoki przesuwające się po niebie.

12_szczyt1Na Krahbergzinken: Nie było nam dane podziwiać widoku w pełnej krasie

13_szczyt2

Po chwili bezowocnego oczekiwania na jakąkolwiek poprawę pogody, rozpoczęliśmy wędrówkę w dół, dokładnie tą samą trasą i z braku lepszych rzeczy do roboty zjechaliśmy z powrotem do Schladming. Chwilę po dotarciu do namiotu znów zaczęło lać… Na szczęście, to był najgorszy pod względem aury dzień wypadu, potem było tylko lepiej i wyżej…

Autor: Adam

C.D.N.

Be first to comment