Eli, Eli – Wojciech Tochman

………. mam z tą książką problem. Nie wiem co napisać. To znaczy wiem. Ale nie wiem jak. Mam tyle samo znaków zapytania, co wykrzykników, achów, ochów i trzykropków niedopowiedzeń. A to znaczy, że autor osiągnął cel. Lektura nie kończy się po zamknięciu ostatniej strony. Trwa długo po ostatniej kropce. Ta kropka nie kończy zdania. Otwiera nowe. I kolejne. I kolejne…

Tochman_-_Eli_Eli_-_front_prevJaki cel ma praca reportera? Czy jest warta inwestowanych w nią pieniędzy? Liczy się człowiek czy materiał, który możemy z niego wydobyć? Jaką wartość ma podróżowanie w czasach Facebooka? Czy wszystko da się „polubić”? „wyszerować”?, „otagować”? Czy można lansować się na własnej wrażliwości? Czy to etyczne, że fotograf kadruje biedę i cierpienie na potrzeby komercyjnego projektu? Czy to właściwe, że zmienia zastaną rzeczywistość i stroi ją w artystyczne widzimisię? Czy to moralne, że reportaż o nędzy, promuje największa kampania wydawnicza ostatnich miesięcy. Czy to fair, że życie biedaków staje się story na potrzeby książki, która zajmuje najlepiej opłacone regały w sieciowej księgarni. Czy to nie hipokryzja podróżować w takie miejsca a potem opowiadać o nich w ogrzewanych salach i z uśmiechem składać autografy na kartach pisanych ludzkim cierpieniem? Czy…?

Tochman stawia te pytania z premedytacją. Uprzedzając wątpliwości, które mogą narodzić się podczas lektury. Tak jakby bał się osądu, że pochopnie zrozumiemy jego intencje. Że postawimy go pod ścianą czytelniczych oskarżeń. Wierzę, że to literacki zabieg. Warsztatowy majstersztyk. Że pisząc o reporterach i fotografach łakomych tematu, puszcza oko do czytelnika. Nie żeby ukryć swoje zamiary pod płaszczykiem niewinności, czy rozgrzeszyć własne sumienie, ale żeby zasiać w nas pytania fundamentalne. O granice mediów, o żerowanie na ludzkim cierpieniu, o obojętność.  I jeśli takie są intencje autora – a wierzę, że tak – to wypada mu pogratulować. Eli, eli czyta się na wdechu. Jakbyś dostał w przeponę opasłym tomem, a nie ledwie ponad 100 stronicową książką.

Lektura jest wprost proporcjonalna do jej grubości. Mięsista i wyraźna. Gęsta i mroczna. Nie każdemu się spodoba. Co bardziej wrażliwi mogą zbyt mocno poczuć fetor slumsów. Zemdli ich smród fekaliów, potu i spermy unoszący się między wierszami. Przerazi ludzka podłość. Ale czy można pisać o takich tematach zaokrąglając litery? Tu trzeba walić prosto między oczy! Prosto w serce! Tak, żeby czytelnik na własnej skórze poczuł wychodzące spomiędzy akapitów karaluchy. Żeby na chwilę doświadczył cierpienia bohaterów. By zrozumiał ich motywacje.

pobrane

Eli, Eli to tylko pochopnie książka o biedzie i cierpieniu. W historiach o nastoletnich matkach zmuszanych do prostytucji, o dzieciach żyjących na cmentarzach, o nastoletnich gangach siejących postrach na mieście, przebija drugie dno. W brudnych kałużach manilskich slumsów odbija się biała twarz. Widzimy w nich fizys człowieka zachodu.

Biedy nie ma bez bogactwa. Cierpienia nie ma bez obojętności. Filipin nie ma bez wyzysku. Koło się zamyka. Biały reporter przyjeżdża w miejsce, które intryguje, które wciąga. Łowi temat…  Tylko czy w ten sposób, nie wracamy do punktu wyjścia?

Tochman nie daje prostej odpowiedzi na stawiane pytania? Sami musimy sobie na nie odpowiedzieć. On rozpoczyna jedynie dyskusję, przedstawia problem. Wyraziście i  namacalnie. Nie zgadzam się ze wszystkim co napisał. Razi mnie czasami wyboldowana niechęć do Kościoła i antykatolicki cynizm. Ale bez dwóch zdań to najlepsza książka non-fiction jaką przeczytałem w tym roku. Bez względu na różnice światopoglądów i pytania o prawdziwe intencje, trzeba docenić jej wartość. Wciąga od a do zet. I nie puszcza. Trzyma długo po lekturze. Widzieliście Requiem dla snu? Jest taka jak ten film. Ważna i istotna. Ale boli, gdy się ją czyta. Po lekturze czujemy się winni.

Kanon reportażu.

*

Skupiłem się na warstwie literackiej, a przecież nie byłoby tej książki bez zdjęć Grzegorza Wełnickiego – młodego fotografa, który po śmierci ojca, pojechał fotografować biedę do slumsów Manili. Jego zdjęcia nadają lekturze wyjątkowy kontekst i wyznaczają kierunek opowieści. To od niego wszystko się zaczęło. W oprawie jego kadrów, akapity Tochmana zyskują dodatkowy blask a bohaterowie stają się jeszcze bardziej namacalni.

TYTUŁ: Eli, Eli
AUTOR: Wojciech Tochman, zdjęcia Grzegorz Wełnicki
WYDAWNICTWO: Czarne
ROK WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 152

Polecam reportaż w Trójce o Wełnickim – Najgorsze miejsca na świecie

I rozmowę z Tochmanem w radiowej Dwójce:

Be first to comment