Podlaski Szlak Bociani… i okolice cz.3

DZIEŃ 7: Lipsk – Wigry

Czyli oponą po piasku

KILOMETRÓW: 72mapa nr7

BOCIANÓW: 13

Najwięcej bocianów spotkać można w Polsce pn – wsch. Tzw. „bocianie wsie”, czyli takie, w których jest od 10 do kilkudziesięciu gniazd, zgrupowały się właśnie w północno-wschodnich krańcach Polski. Zdarzają się miejscowości, gdzie bocianich gniazd jest więcej niż gospodarstw domowych.

Pogoda ciągle dopisuje. Nawet nad wyraz. Kolejny upalny dzień w siodełku. Pierwszy odcinek po wyjechaniu z Lipska PSB prowadzi asfaltową drogą. Po 5 kilometrach skręcamy z szosy i wjeżdżamy na piaszczyste dukty. Będą nam towarzyszyć przez cały dzień, jeszcze dadzą się we znaki. Póki co, nieświadomi tego, co nas czeka przez kolejne 130 kilometrów, nabieramy rozpędu na pierwszych pagórkach.

Teren zaczyna się zmieniać, falować. Wjeżdżamy w jeden z najciekawszych krajobrazowo regionów w Polsce. Krainę rzeźbioną przez lodowiec. Szlak prowadzi wioskami ukrytymi w lasach, nieafiszującymi się w atlasach, czarującymi ucho swojską polszczyzną – Bohatery Leśne, Starożyńce, Sołojewszczyzna… Polska pełna jest niewypowiedzianych punkcików na mapie… Jedziemy tuż przy granicy z Białorusią, niecałe 2 kilometry od przejścia rzecznego na Rudawce. To już Puszcza Augustowska.

kanał

Śluza na Kanale Augustowskim

Zapatrzeni w krajobraz, zaaferowani fotografowaniem, przekraczamy Kanał Augustowski. Tymczasem szlak prowadzi jego południowym brzegiem. Oznaczenia nie są w tym miejscu pomocne. Wystarczyła chwila by zgubić ścieżkę, by znaleźć się… no właśnie gdzie?

SAM_8433Wyjeżdżamy na wprost ukrytego w dziupli krzyża. Obok tabliczka z nazwą osady. Kilka zagubionych wśród jezior i lasów chatek. Pustka puszczy. Na szczęście do szlaku niedaleko. Ledwie kilka piaszczystych podjazdów dalej.  Chociaż kolana coraz głośniej domagają się asfaltu.

W Mikaszówce znowu jesteśmy na szlaku, przekraczamy Czarną Hańczę, największą rzekę Suwalszczyzny. Przez następne 20 kilometrów szlak prowadzi bliżej lub dalej jej brzegów.  Wkrótce wjeżdżamy w czwarty – po biebrzańskim, narwiańskim i białowieskim – park narodowy na bocianim szlaku. Jeszcze chwila jazdy i na horyzoncie pokazują się wody jeziora zamykającego listę 10 największych zbiorników w Polsce.

SAM_8436

Cerkiew w Mikaszówce

SAM_8434

Czarna Hańcza

Wigry zawdzięczają swoją nazwę wijącemu, esowatemu kształtowi. W języku Jaćwingów, którzy zamieszkiwali kiedyś ten region, wingris znaczył właśnie krzywy, pokręcony. Jezioro pełne jest zatoczek, wąskich przesmyków, ostrowów i dzikich, schowanych między szuwarami plaż. W 1975 roku zbiornik został wpisany przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody na listę najcenniejszych akwenów świata.

Najciekawszym, ale jednocześnie najbardziej ludnym miejscem, jest leżąca na otoczonym wodami jeziora półwyspie, wieś o tej samej nazwie. To właśnie tam skręcamy ze szlaku i planujemy rozbić obóz. Na dziś wystarczy.

Po raz pierwszy (i ostatni jak się okazało) rozbijamy namiot. Zimna Łomża po 70 kilometrach w 30 stopniowym upale, chłodzi idealnie. Warunki na polu namiotowym całkiem znośne, cena za namiot też w porządku – 19 zł. Natomiast wszystko co w „pakiecie turystycznym” już niekoniecznie. Za prysznic trzeba płacić, mała butelka wody mineralnej kosztuje 4 złote, zamówienie obiadu, bez możliwości zajrzenia w kartę, wyłącznie na podstawie rekomendacji namolnego szefa, zeppeliny nadziane mięsem niczym z konserwy turystycznej… Oj, nie do końca, nie do końca. Portfel domaga się litości, w głowie zostaje wspomnienie o rodzinnej szajce, trzymającej władzę nad potrzebami turystów.

Szybko uzupełniamy kalorie i opuszczamy lokal. Najpierw zwiedzanie, potem relaksacja.

XVII wieczny, pokamedulski zespół klasztorny w Wigrach to jeden z największych zabytków Suwalszczyzny. Zakonnicy otrzymali jezioro i otaczające go tereny w konsekwencji ślubów lwowskich Jana II Kazimierza. W kilka lat po introdukcji rozpoczęli akcję osadniczą na Suwalszczyźnie, tworząc zakłady przemysłowe, młyny, tartaki i papiernie. Dziś teren klasztoru stanowi atrakcję turystyczną, w eremach zakonników urządzono luksusowe pokoje dla turystów. Tylko jezioro i otaczająca go puszcza stoją, jak stały. Najciekawszy widok roztacza się na nie z kościelnej wieży.

Po zwiedzeniu kościoła, podziemi i papieskich pokoi, wybieramy się na kajaki. Czas zgłębić temat Wigrów w praktyce. Najpierw rozgrzewkowa runda wokół szuwarów, by po chwili kręcenia się bez celu obrać kurs na samotny brzeg po drugiej stronie jeziora. Niewielka plaża wita piaszczystym dnem. Przejrzysta woda zachęca do zanurkowania w odmęty. Po kilku dniach w trasie mięśniom przyda się odrobina innego ruchu.  Jest idealnie. To jedno z tych wspomnień w których zanurzasz się, gdy dni robią się chłodniejsze.

SAM_8470 Pamiętam też komary. Uaktywniły się o zmierzchu, gdy tylko słońce schowało się za taflą Wigrów. Dziesiątki, setki, kąśliwych stworzonek, spragnionych krwi. Podobnie, jak my spragnieni piwa, które musieliśmy kończyć  barykadując się w namiocie.

 

DZIEŃ 8: Wigry – Błaskowizna

Czyli górska premia lotna

KILOMETRÓW: 60mapa 8

BOCIANÓW: 34

Popularne jest w świecie arabskim przekonanie, że w bociany wcielają się dusze zmarłych muzułmanów, którym za życia nie było dane dopełnić obowiązku pielgrzymki do Mekki, więc pielgrzymują w ptasim ciele. Stąd muzułmanie mają do bociana wielki szacunek, a zabicie tego ptaka równoważne jest zabiciu człowieka.

wykres Tego dnia dystans nie wydawał się wielki. Ledwie 60 kilometrów. Jednak wystarczy spojrzeć na wykres wysokości, by pomnożyć odległości przez dwa. Ten fragment szlaku bocianiego to prawdziwy etap górski i zdecydowanie najbardziej atrakcyjna jego część. Byłem tu już kiedyś na rowerze siedem lat wcześniej, pamiętam, że po całonocnej podróży pociągiem przez całą Polskę, okoliczne pagórki, dały się nam mocno w kość. Teraz tylko utwierdziłem się w przekonaniu. Suwalszczyzna to moim zdaniem jeden z najładniejszych i najbardziej wyjątkowych regionów w Polsce. Takiego krajobrazu nie znajdziecie u nas nigdzie indziej.

SAM_8503 SAM_8505 Jeziora o kryształowej barwie, pejzaż malowany lodowcem, duże przewyższenia, przyroda rodem z północy, liczne głazowiska, żurawie, łabędzie, bociany…  Za każdym zakrętem czeka zaskoczenie i oniemienie. Człowiek pedałuje sobie polną dróżką i cieszy się jak dzieciak, który po raz pierwszy wyjechał samotnie na wycieczkę. Prawdziwa frajda z przemieszczania się na dwóch kółkach.

SAM_8547

Rezerwat Głazowisko Łopuchowskie

SAM_8542 Dominującym elementem krajobrazu są jeziora. W przeważającej mierze rynnowe, wąskie,  o stromych brzegach, niespodziewanie opadających na dno. Do najsłynniejszych należy oczywiście Hańcza, najgłębsze, bo osiągające aż 108,5 metra głębokości.

Na drugim miejscu są „góry”, wysokie, wystające czasami prawie 300 metrów nad poziom morza pagóry, utworzone przez moreny lodowca. Do najsłynniejszych należy Góra Cisowa (256 m n.p.m.), od charakterystycznego kształtu przypominającego stożek wulkanu, zwana również Suwalską Fujijamą. Roztacza się z niej okazała panorama Suwalszczyzny. Przy dobrej pogodzie widać z niej kilkanaście jezior.

No i są jeszcze wiatraki. Co prawda postawione ludzką ręką, ale też nadające terenowi wyjątkowego charakteru.

Drogi na szlaku są piaszczyste. Kurzą się niemiłosiernie. Sakwy podskakują na kamieniach. Coś pięknego. Ale do czasu…

Po pięćdziesięciu kilometrach w upale, w górę i w dół, masz ochotę tylko na jedno. Byle było zimne…

Ochłodzić się w cieniu. Wykąpać w jeziorze.Wyłożyć  na brzegu.

Błaskowizna nad Hańczą wydała się nam idealnym punktem. To sam środek Suwalskiego Parku Krajobrazowego, który chroni najcenniejszą krajobrazowo część regionu (dlaczego ten teren nie jest parkiem narodowym?…). Wioska nie za duża, ale położona w na tyle atrakcyjnym miejscu, że bez problemu znajdujemy nocleg. Typowa, nieotynkowana piętrówka z lat 70-tych, wydaje się najbardziej atrakcyjnym cenowo miejscem. Za 30 złotych dostajemy pokoik z najbardziej wygodnymi łóżkami na wypadzie.

SAM_8560 Tradycyjnie po trasie, prostujemy kości. Oczywiście nad jeziorem. Woda zimna, czuć głębię. Ale krystalicznie czysta. Ledwie po kilku krokach dno znika pod nogami. Nurkuję by sprawdzić gdzie się podziało. Kilka machnięć rękoma od  brzegu, a będzie co najmniej ze cztery metry! Nic dziwnego, że Hańcza to jeden z ulubionych akwenów nurków. DSCN1077 SAM_8556 Kiedy suszymy się na trawie, nad brzeg zajeżdża motocyklista. Zaczyna rozkładać namiot. Po chwili, nie wiadomo skąd, zjawia się rolnik. Będą dymy, myślę sobie. Ale nie, mężczyzna kulturalnie prosi o telefon, musi zadzwonić w pilnej sprawie do Warszawy. My zostawiliśmy komórki na kwaterze, ale ratuje go motocyklista.

Od słowa do słowa nawiązujemy nić porozumienia z miejscowym. Nasz nowy znajomy ma na imię Marek. Jest ledwie pięć lat starszy ode mnie, lecz jego twarz mówi coś zupełnie innego. Odbijają się w niej poranki skoro świt, 15 godzinny dzień pracy i godziny, które przelały mu się między  palcami pod wiejskim sklepem. Zapraszamy go na jedno. Okazuje się, że wcale nie dzieli nas tak wiele. Sporo dowiadujemy się o Hańczy, nieopłacalności prowadzenia gospodarki, życiu na suwalskiej wsi. On z kolei zostaje uświadomiony, że do prowadzenia agroturystyki wcale nie potrzeba kucyka.

DSCN1129

W trasie szybko zawiera się nowe znajomości… 😉

Motocyklista nie wytrzymuje, włącza się do rozmowy. Grzegorz jest młodym leśnikiem, gdzieś spod Siemiatycz. Wyrwał się z domu na tygodniowy urlop. On również uważa, że Suwalszczyna jest barwniejsza niż lokacje z turystycznych katalogów. Rozmowa płynie własnym rytmem, podlewana piwną goryczką.

Wiejską sielankę zakłóca nagle cumująca przy brzegu łódka. Ze środka wysiada Azjata o aparycji Tajlandczyka, niezidentyfikowany obcokrajowiec z brodą, której nie powstydziłby się żaden hipster i czwórka dzieci, z których dwoje ma ciemną karnację. Absurd sięga zenitu, gdy Marek zaczyna pstrykać im zdjęcia naszą cyfrówką…  Obrazek rodem z Monty Pythona na długo zostaje w głowie.

 

DZIEŃ 9: Błaskowizna – Ełk

Czyli z górki na Mazurki

KILOMETRÓW: 96mapa9

BOCIANÓW: 110

Bocian gniazduje pojedynczo lub w luźnych koloniach, gdzie wiele gniazd jest często blisko siebie. Tego samego gniazda ptaki używają przez wiele lat, co roku dokonując napraw i uzupełnień budulca. Znane są gniazda użytkowane 400 lat, a największe z nich mają 225 cm średnicy, 280 cm wysokości i ważą ponad tonę.

Przed nami ostatni dzień na bocianim szlaku. W Stańczykach, znanych z dwóch ogromnych wiaduktów, PSB ma swój początek, lub jak kto woli koniec. Z Błaskowizny, w której nocowaliśmy, to ledwie 20 kilometrów. Ale dzień wcześniej nie było już sił. Ostatni etap zostawiliśmy sobie na deser. I słusznie.

bocian an dachu

Są wszędzie…

Odcinek między Hańczą a mostami jest wyjątkowo dziki. Niezmącony cywilizacją. Krajobraz naprawdę jakby nie z Polski. Człowiek czuje się jakby wylądował gdzieś na dalekiej północy.  Jedziemy więc sobie powoli delektując się pejzażem i obserwując suszące się po porannej ulewie bociany. Zabawnie rozkładają skrzydła, stroszą piórka i wyciągają głowy w kierunku wychodzącego zza chmur słońca. Znika gdzieś ich majestat i powaga. Ale ciągle wzbudzają sympatię i uśmiech.  Tego dnia spotkamy ich najwięcej, przebijemy setkę.

DSCN1151

SAM_8594 SAM_8577 SAM_8582 SAM_8588

Gdy przyjeżdżamy do Stańczyk pogoda już w normie – czytaj zaczyna się ukrop. Przypinamy rowery i ruszamy na majestatyczne wiadukty. Gdy byłem w tym miejscu kilka lat wcześniej, często organizowano tutaj bungee jumping. Dziś teren jest w rękach prywatnych, za wstęp trzeba płacić (2 zł bilet ulgowy / 4 zł normalny). Dostępny jest tylko jeden wiadukt, drugi w remoncie. Ale warto.

SAM_8609

 Tu kończy się (lub jak kto woli,  zaczyna się) Podlaski Szlak Bociani

Mosty należą do najwyższych w Polsce. 5-przęsłowa konstrukcja ma 200 m długości i 40 metrów wysokości. Architektura wzorowana jest na rzymskich akweduktach w Pont-du-Gard, stąd też często nazywa się konstrukcję Akweduktami Puszczy Romnickiej.

Skąd takie budowle w środku pustkowia? W tym miejscu przebiegała przed pierwszą wojną światową ważna z punktu militarnego linia kolejowa łącząca Gołdap z Żytkiejmami. Doświadczenia wojenne sprawiły, że pojawił się pomysł mostów podwójnych (Doppelbrucke), które trudniej było zniszczyć lotnictwu. W 1945 roku linia została rozebrana przez Armię Czerwoną.

mosty

W tym miejscu żegnamy się z Podlaskim Szlakiem Bocianim. Wjeżdżamy na szlak zielony „R-65 Pierścień rowerowy Suwalszczyzny”, którym chcemy zjechać w okolice Olecka, a potem, już drogą krajową do Ełku. Już po pierwszym podjeździe czeka nas premia górska. W dole, w wąskiej rynnie, rozpościera się tafla jeziora. Nie jest tak znane, jak te które mijaliśmy wcześniej, jego nazwę identyfikuję dopiero na mapie, ale kolor wody jest wyjątkowy. Turkus błyszczący w promieniach odbijającego się słońca. Jezioro Boczne zapamiętam na długo.

Na trasie sporo bunkrów. Co kilka kilometrów na horyzoncie pojawia się żelbetonowa kopuła ukryta w polu. To pozostałości „Pozycji Granicznej Prus Wschodnich” budowanej przez Niemców w dwóch etapach, w 1940 i 1944 roku w celach obrony przed Armią Czerwoną. To jeden z najlepiej zachowanych na terenie Polski obiektów niemieckiej fortyfikacji.

Wyjątkowo rowerowo robi się za miejscowością Filipów. Znakowany szlak prowadzi idealnie płaskim asfaltem, praktycznie bez podjazdów, tuż koło malowniczych jezior Garbaś i Siekierowo. Rower jedzie sam. My tylko chłoniemy krajobrazy.

SAM_8641

Późnym popołudniem zjadamy obiad w Olecku. Ostatni, ponad 30 kilometrowy etap asfaltem, pokonujemy w 1,5 godziny. Docieramy do Ełku i rozpoczynamy poszukiwania schroniska. Gdy w końcu odnajdujemy budynek, który miał nim być, okazuje się, że: turystów prywatnych nie przyjmujemy. Wszystko zajęte przez kolonie. Pozostają nam poszukiwania na własną rękę.

A tu wszędzie po warszawsku… Apartamenty, hotele i kwatery z klasą. Czar Suwalszczyzny pryska jak bańka mydlana. Miasto jest piękne, lecz zdecydowanie za gwarne. Jezioro Ełckie rozjeżdżane przez wrzeszczące skutery. Butelki po piwie między, którymi lawirują kaczki. Kolorowe tłumy turystów żądnych nocnych wrażeń … To nie ten sam klimat, co biebrzańskie bagna… Człowiek reaguje wysypką.

Na szczęście chociaż nocleg udaje się nam znaleźć. Szczęśliwie znowu trafiamy na ludzi jakby z innej, ełckiej bajki. Naszymi gospodarzami jest sympatyczna para obrotnych staruszków – gospodarz jest już po 80-tce. Okazuje się, że pochodzą z okolic Goniądza i większość życia spędzili na biebrzańskich bagnach. Znajomość od razu wciąga. A gdy poznajemy ich lokatora – 60 letni hipis z siwymi włosami do pasa – zupełnie wsiąkamy w towarzystwo. Na zdjęciu z młodości, które nam pokazuje,  wyglada jak sobowtór Ozzy’ego Osbourna z początków muzycznej kariery 😉

SAM_8643Zachód słońca nad Jeziorem Ełckim  

 

DZIEŃ 10: Ełk – Kaliszki

Czyli nieplanowany odlot… 

KILOMETRÓW: 42mapa 10

BOCIANÓW: 43

Przed odlotem na zimowiska bociany zbierają się w stada liczące dziesiątki, a nawet i setki osobników, które wspólnie żerują i odpoczywają. Są to tzw. sejmiki bocianie. Wśród przebywających na sejmikach bocianów dochodzi czasem do konfliktów i walk, podczas których niektóre z nich giną.

SAM_8570

Sakwy spakowane, czas odjeżdżać…

Koniec. Po 9 dniach jazdy zamykamy pętlę. Dziś lekko ponad 40 kilometrów do Kaliszek, w których czeka rodzina. Na pamiątkę robimy sobie zdjęcie, które podsumuje wykręcone kilometry. Cóż innego mogło się na nim znaleźć jak nie ptak, który towarzyszył nam przez cały wyjazd i jest nieodłącznym elementem polskiego krajobrazu?

Oby nigdy nie odleciał w niepamięć. Żal byłoby boćka…

bociany

1 Comment

  • Odpowiedz Wrzesień 18, 2013

    Fanka

    Super, super i jeszcze raz super!!!!!!!!!!!!!!!!
    Ja chcę jeszcze …….

Leave a Reply