Podlaski Szlak Bociani… i okolice cz.1

Dawno, dawno temu, kiedy przemierzałem okoliczne pagórki na wysłużonym Gilu, spotkanie bociana dostojnie przechadzającego się po zaoranym polu, nie było niczym nadzwyczajnym. Jednak z roku na rok coraz mniej boćków zlatywało wiosną na Śląsk. Dziś spotkanie tego ptaka w tym regionie, to prawdziwa rzadkość. Na szczęście istnieją jeszcze w Polsce obszary, gdzie bocianie gniazda są stałym elementem krajobrazu. Mazury, Podlasie i Warmia to prawdziwa ostoja gatunku. Szacuje się, że na 230 tyś. par światowej populacji ponad 23% gniazduje u nas. Co 4 bocian jest Polakiem! Znaczna ich większość zamieszkuje właśnie północno-wschodnią część naszego kraju.

SAM_8092 Podlaski Szlak Bociani to trasa rowerowa poprowadzona przez Suwalski Park Krajobrazowy, Wigierski Park Narodowy, Biebrzański PN, Narwiański PN i Białowieski PN. W zamierzeniu ma umożliwić poznanie tych pięknych terenów i bogatej kultury oraz obserwacje tego dostojnego ptaka. Czy warto pokonać ją na dwóch kółkach?

Oh yeeeahhh!

Szlak ma 412 kilometrów. Prowadzi ze Stańczyków na Suwalszczyźnie do Białowieży. My, chcemy pokonać go trochę na okrętkę. Zaczynamy z niewielkiej wioski na Mazurach – Kaliszki – i kierujemy się do Goniądza. Te niewielkie miasteczko leżące nad Biebrzą znajduje się dokładnie w środku szlaku. Stamtąd, już Podlaskim Szlakiem Bocianim (w dalszej części: PSB), zamierzamy kierować się na Białowieżę, potem odbić na północ wzdłuż granicy z Białorusią i znowu zawitać do Goniądza. Dalszy etap to podróż szlakiem do Stańczyk i powrót przez Mazury do Kaliszek.

mapa szlaku

PRZEBIEG (naszej) TRASY:Kaliszki – Goniądz – Bokiny – Białowieża – Narewka – Białystok – Goniądz – Osowiec – Lipsk – Wigry – Błaskowizna n. Hańczą – Ełk – Kaliszki

Podlaski Szlak Bociani to górna prawa i dolna lewa część pętli

  • PRZEJECHANYCH KILOMETRÓW: 800
  • DNI W SIODEŁKU: 10
  • ŚREDNIA KILOMETRÓW NA DZIEŃ: 80
  • BOCIANÓW SPOTKANYCH: 509
  • LICZBA BOCIANÓW NA KILOMETR: 1,57 bociana

 

mapa 1DZIEŃ 1: Kaliszki – Goniądz

Czyli lot próbny…

  • KILOMETRÓW: 66
  • BOCIANÓW: 49

 

 

 

Bocian z natury jest milczkiem. Jedynie na gnieździe zdarza się bocianowi „coś powiedzieć”. Dobrze wszystkim znana jest ceremonia witania się ptaków. Służy ona rozpoznawaniu się partnerów, wygaszaniu wzajemnej agresji i powstrzymywaniu odruchów obrony gniazda przed intruzem. Gdy jeden z nich stoi na gnieździe, a drugi przylatuje, odbywa się rytuał gestów głową, szyją i skrzydłami, któremu towarzyszy głośne, długie klekotanie dziobem.

Stara, rowerowa prawda powiada, że jeśli coś ma pójść nie tak, to zwykle dzieje się to w pierwszy dzień podróży. Tym razem jest dokładnie tak samo.  Potem jest już tylko z górki. No, może za wyjątkiem Suwalszczyzny ;). SAM_8086

Jeszcze w trasie przesuwa się nam bagażnik rowerowy. Ostatnie 80 kilometrów podróży pokonujemy z niewielką prędkością, nerwowo sprawdzając czy rowery ciągle jadą z nami. Kiedy docieramy na miejsce okazuje się, że złapałem gumę. Kiedy późnym popołudniem wreszcie ruszamy w trasę, psuje się pogoda. Czarne cumulusy nadciągają zza horyzontu i cieniem rzucają się na planowaną trasę. Mimo to wsiadamy na rowery. Pierwsze przejechane metry ciągną się jak kilometry, pierwszy podjazd urasta w głowie do górskiej przełęczy. Od ostatniego wypadu z sakwami minęło dobre kilka lat. Trzeba na nowo wkręcić się w podróżowanie na dwóch kółkach.

Przy końcu wioski dostrzegamy pierwsze bocianie gniazdo. Raz, dwa, trzy… cztery ptaki. Od tego momentu liczenie mijanych boćków staje się naszym zwyczajem. Codzienne wypatrujemy ich z uwagą, pobijając kolejne rekordy.

Bociany nie przynoszą nam jednak szczęścia. Przy pierwszych „kocich łbach”, moja nowa sakwa rowerowa – pominę nazwę szanownego producenta – odpina się i zaczyna obcierać się o koło (tak będzie jeszcze kilkanaście razy w trakcie wypadu…). Co jeszcze może nam zepsuć dzień?!

Na przykład burza…?

Przez pierwsze 20 kilometrów czarne chmury siedzą nam na ogonie, udaje się nam jednak uniknąć konfrontacji. Wreszcie nadchodzi moment kiedy pedałowanie nie ujdzie nam na sucho.  W ostatniej chwili skręcamy do opuszczonego zajazdu, czekającego na nowego właściciela. Chwilę później niebo zaczyna wylewać swoje żale. Pada przez dobrą godzinę. Gdy wsiadamy na rower, zaczynam rozumieć potrzebę posiadania błotnika…

Lipcowe słońce szybko osusza asfalt. Kręcimy teraz piruety pośród podlaskich wiosek. Zakręt za zakrętem, krowi placek za krowim plackiem, bocian za bocianem, zbliżamy się do Osowca. Wreszcie pojawiają się czerwone oznaczenia naszego szlaku. Mijamy znajdujące się w rozlewiskach Biebrzy pozostałości rosyjskich umocnień militarnych i kierujemy się w stronę Goniądza. Wrócimy tu za kilka dni. Teraz chodzi nam jedynie o znalezienie noclegu.

Ostatecznie zatrzymujemy się w internacie szkolnym w Goniądzu. Jesteśmy jedynymi gośćmi. Za dwadzieścia złotych do dyspozycji mamy kuchnię, prysznice, salę z telewizorem i miękkie łóżko. Idealna miejscówka.

internat

Schronisko młodzieżowe w Goniądzu nr. 2 – w internacie. Luksusy za 20 złotych.

DZIEŃ 2: Goniądz – Bokinymapa 2

Czyli mokre lądowanie…

  • KILOMETRÓW: 94 km
  • BOCIANÓW: 60

 

 

 

Najdogodniejsze miejsce żerowania dla bociana stanowią rejony z rozległymi dolinami rzecznymi i wilgotnymi łąkami, zlokalizowane bardzo często w sąsiedztwie osiedli ludzkich.

Jedziemy przez sam środek Biebrzańskiego Parku Narodowego. To największy obszar chroniony w kraju. Uformowana przez lodowiec, długa na ponad 100 km pradolina Biebrzy, tworzy w tym miejscu największy w Polsce obszar bagien i torfowisk. To prawdziwa ostoja dla zwierząt i roślin. Można tu spotkać aż 250 gatunków ptaków, co stanowi ponad 80% polskiej awifauny! Bezsprzecznym królem tych terenów jest łoś. Przy odrobinie szczęścia można go spotkać na tzw. Carskiej Drodze, XIX wiecznym trakcie biegnącym przez sam środek bagien. To właśnie nią przez około 35 km, na odcinku Goniądz – Laskowiec, prowadzi PSB.

DSCN0668

Gdzieś na Carskiej Drodze… niestety łosie się nie łasiły…

carska drogaTrakt został zbudowany z inicjatywy cara Mikołaja II na potrzeby pobliskiej twierdzy w Osowcu. Aby przedrzeć się przez podmokłe tereny musiano posłużyć się wbijanymi w podłoże palami. Ponoć wydatki były niewyobrażalne i przyniosły dostatek okolicznym mieszkańcom, którzy znaleźli zatrudnienie przy budowie.

Dziś droga straciła na znaczeniu komunikacyjnym – choć od czasu do czasu pojawiają się niepokojące informacje o przekształceniu jej w drogę krajową – i idealnie nadaje się do rowerowych eskapad. Na całej jej długości znajdują się punkty obserwacyjne i ambony.

Zatrzymujemy się przy jednej z nich. Z dwupiętrowej wieży z podobizną św. Franciszka roztacza się widok na jedno z największych torfowisk w Parku. Bagno Ławki to olbrzymi obszar podmokły, który ciągnie się aż po horyzont. Właśnie w tym miejscu odbywają się coroczne zawody w koszeniu traw – „Biebrzańskie Sianokosy”. Impreza ma znaczenie nie tylko promocyjne, ale i ekologiczne. Bez ingerencji człowieka, bagna już dawno zarosłyby niepamięcią…

SAM_8117   Bagna po horyzont…carska

SAM_8133

Niedaleko od wieży, znajduje się Długa Luka – 400 metrowa kładka zawieszona bezpośrednio nad bagnami. Przy odrobinie szczęścia między wysokimi trawami porastającymi torfowisko, usłyszymy najrzadszego ptaka śpiewającego kontynentalnej Europy – wodniczkę. Ten niewielki ptaszek jest zagrożony wyginięciem w skali globalnej ze względu na zanik naturalnych siedlisk, jakim są dla niego niskie torfowiska. W ciągu ostatniego wieku liczebność populacji spadła o 95%! Bagno Ławki, to największy obszar lęgowy wodniczki w Unii Europejskiej i drugi na świecie.

 

SAM_8130

Na odcinku Carskiej Drogi nie sposób się zgubić – droga jest tylko jedna, szlak dobrze znakowany. Uważać trzeba przy wyjeździe z parku w okolicach Laskowca, gdzie PSB odbija w lewo w kierunku Narwi. Najbliższe oznaczenie znajduje się dopiero kilkadziesiąt metrów dalej, schowane na drzewie… Ogólnie szlak znakowany jest – jak na polskie standardy – bardzo dobrze (z niewielkim wskazaniem na południową, nowszą część). Praktycznie można jechać bez mapy. Oznakowania nikną tylko na chwilę na drogach przelotowych, które w zasadzie należą do rzadkości. W 90% PSB poprowadzony jest bowiem polnymi duktami i wiejskimi dróżkami.

SAM_8143

Tak, jak w okolicach Laskowca, gdzie po raz pierwszy spotykamy Narew. W przeciwieństwie do Biebrzy, którą na całej długości PSB przekraczamy kilka razy, okazji do nura w Narew nie ma wiele. Przez większą część szlaku, rzeki w ogóle nie widać – szczególnie, o ironio, gdy wjedziemy do Narwiańskiego PN. Dlatego warto dać odsapnąć nogom w okolicach wsi Łazy, jakieś 8 kilometrów przed Tykocinem. Rzeka rozlewa się tu malowniczym zakolem i tworzy pejzaż jak z poezji Norwida. Lektura obowiązkowa.

 

SAM_8140

Krajobraz Narwią malowany – okolice wsi Łazy

SAM_8141

Kolejna atrakcja na szlaku to Tykocin. Miasteczko perełka. Jedno z tych, w których w powietrzu unosi się jeszcze wspomnienie o minionej, wielokulturowej Polsce. Dawna siedziba rodu Czarneckich, centrum podlaskich dóbr królewskich i skarbca oraz arsenału Rzeczypospolitej – znajdowały się tu m.in słynne arrasy i biblioteka króla Zygmunta Augusta. Ale przede wszystkim miasto, w którym na równych prawach egzystowali Polacy, Litwini, Białorusini i Żydzi. Ci ostatni przybyli tu po raz pierwszy w 1522 roku podczas prześladowań w krajach zachodnich i Polsce centralnej, dając precedens do osiedlania się Izraelitów w całym korycie Biebrzy.

SAM_8148

 Bociany na straży zamku…

SAM_8151

Niestety zjeżdżamy tu w poniedziałek. Muzeum w zrekonstruowanym zamku Zygmunta Augusta zamknięte, wnętrze Dawnej Synagogi (drugiej po krakowskiej świątyni żydowskiej w Polsce pod względem wielkości) oglądamy wyłącznie zza krat. Pozostaje przechadzka po barokowym rynku i podziwianie bryły Pomisjonarskiego zespołu klasztornego z Kościołem św. Trójcy. Dobrze, że chociaż restauracje otwarte. Smak Podlasia poznajemy w Villi Regent mieszczącej się w XIX wiecznej kamienicy żydowskiej – ma postać kołdunów nurzanych w śmietanie. Kubki smakowe toną w przyjemności.

Tykocin

SAM_8166 SAM_8168 SAM_8172

 Wielka synagoga w Tykocinie

Tykocin żarcieVilla Regent to pierwszy obiekt turystyczny w Polsce posiadający czynną mykwę do ablucji. 

Po takim obiedzie trudno wsiąść na rower. Przed nami odcinek prowadzący przez Narwiański Park Narodowy. 35 stopniowy upał, który towarzyszy nam przez cały dzień, daje się we znaki. Zamiast chłodu Narwi czeka na nas pył drogi. Szlak na tym odcinku niezbyt ciekawy, rzeka chowa się gdzieś w zaroślach, piasek skutecznie utrudnia jazdę, kolejno mijane wioski zlewają się w jedno, szare wspomnienie.  I tylko bociany nadają mu koloryt.

To zdecydowanie najnudniejszy odcinek PSB.

Wyznaczamy metę na dziś. Bokiny to niewielka wieś leżąca nad brzegiem Narwi, w szkole podstawowej ponoć mieści się schronisko młodzieżowe. Prysznic po 100 kilometrach w siodełku, zawsze w cenie…

Zakurzona plakietka „Schronisko” na budynku szkoły podstawowej uświadamia nam, że jesteśmy na miejscu. Niestety gospodarzy brak. Ruszam na poszukiwanie noclegu i po chwili konfrontuję rzeczywistość z marzeniami.  Gospodyni z pobliskiego domu uświadamia mi, że schronisko nie działa już od kilku lat. A plakietka? Ot, wisi sobie…

Na szczęście nocleg znajdzie się u niej.

PicMonkey Collage

Chatka nad brzegiem Narwi

Lepiej być nie może! Za 30 złotych od osoby dostajemy drewniany domek położony nad samą Narwią.

Kąpiel w rzece, schłodzona Łomża i dyskusja o wyjątkowości polskiego krajobrazu z poznaną nad brzegiem mieszkanką Bokin, dopełniają dnia.

 

DZIEŃ 3: Bokiny – Białowieżamapa 3

Czyli suszymy piórka…

 

  • KILOMETRÓW: 129
  • BOCIANÓW: 75

 

 

Istniało kiedyś przekonanie, że obecność bociana na dachu budynku chroni od uderzenia pioruna. W dawnej Germanii ptak był symbolem Thora, bóstwa którego atrybutem były pioruny.

Na dziś do przejechania spory kawałek. Z racji zapowiadanych tropików i popołudniowych burz, wyjeżdżamy o 06:30. Szlak przechodzi teraz na wschodni brzeg Narwi, która wkrótce zmienia bieg z południowo-północnego na wschodnio-zachodni. Czerwone oznaczenia prowadzą nas zapomnianymi przez atlas wioseczkami, głównie szutrem i bardzo sypkim, trudnym do jazdy piaskiem. W niektórych momentach trzeba wręcz zsiadać z roweru.  Wyspy asfaltu pojawiają się jedynie w wioskach.

Chociaż Narew dalej chowa się w szuwarach, odcinek jest dużo atrakcyjniejszy niż ten w Parku Narodowym. Kręci się bardzo przyjemnie. O dziewiątej mamy za sobą już ponad 40 kilometrów. Raz wijąca się ścieżka w lesie, raz opuszczona chata pośród łanów zboża, raz żwirowa dróżka prowadząca skrajem pola. No i cerkwie. Malowane, budzące szacunek, wprowadzające koloryt w jednobarwną, katolicką mapę Polski. Na tym odcinku można się ich trochę naoglądać.

SAM_8204

 Cerkiew w Czerewkach

SAM_8219

 Cerkiew w Trześciance

Najbardziej zapada w pamięć ta w Puchłach. Uchodzi za jedną z najładniejszych w całej dolinie  Narwi. Wybudowano ją na miejscu pierwotnej świątyni z 1578 roku. Jej powstanie wiąże się z legendą o cudownym uzdrowieniu mężczyzny chorego na opuchliznę. Człowiek ten miał żarliwie modlić się do Matki Boskiej, która ukazała mu się na ogromnej lipie rosnącej w okolicy. Na pamiątkę tego wydarzenia wybudowano w tym miejscu świątynię pod wezwaniem Matki Boskiej Opiekuńczej a wiosce nadano nazwę Puchły.

SAM_8214

 Cerkiew w Puchłach

puchły

Małomiasteczkowy klimat Podlasia niknie na chwilę pomiędzy miejscowościami Trześcianka i Narew. Rozjeżdżają go koła ciężarówek na drodze krajowej nr. 685, którą prowadzi PSB. Na szczęście już po kilku kilometrach znów odnajdujemy go w lasach i wioskach Doliny Górnej Narwi.

W okolicach swojsko brzmiącej wioski Eliaszuki, odbijajmy na południe i kierujemy się w stronę Narewki. Znajdujący się w herbie miejscowości Żubr jednoznacznie daje nam znać, że ostatnia, pierwotna puszcza Europy, czeka tuż za zakrętem. Na liczniku 90 kilometrów. W żołądku ssie, w gardle suszy. Czas na popas.

żarcie 2

Bojarski Gościniec wydaje się miejscem odpowiednim do przeczekania popołudniowego ukropu. Na stole ląduje chłodny „Biały Niedźwiedź” prosto z Rosji. Na talerzu – nie wiem co mnie tknęło – wątróbka z pieczonym jabłkiem i żurawiną. Na co dzień unikam podrobów, tym razem coś każe mi wybrać akurat tę pozycję. Strzelam w sam środek tarczy! Prawdziwy mistrz! Wątróbkowy wzorzec z Sevres, a raczej z Narewki! Jeśli będziecie w tych okolicach, koniecznie musicie zmierzyć się z tym smakiem! Ja nie omieszkałem pogratulować kucharzowi idealnie skomponowanego dania.

Gdy tylko posiłek ułożył się w żołądku, my układamy się na siodełkach. Przed przyjazdem do Białowieży, chcemy jeszcze zobaczyć pokazową zagrodę Żubrów. W tym celu odbijamy od naszego szlaku i kierujemy się na znajdującą się w środku puszczy wioskę Budy. Na szlak czerwony zamierzamy wrócić jutro, odbijając z Białowieży na północ.

Ścieżka jest szeroka, dobrze ubita. Podobnie jak i wszystkie inne, którymi mamy potem okazję jechać. Puszcza Białowieska wita rowerzystów rozłożonymi konarami! Warto przyjechać tu na kilka dni by nasycić się klimatem tego miejsca, poczuć pierwotne tętno puszczy. Takiego lasu nie ma nigdzie indziej w Europie. Przejazd tych kilku kilometrów szlakiem nie wystarczy by poznać jej piękno.

jazda

Niestety przyjemność z jazdy zagłuszają pierwsze pomruki burzy. Pomimo zwiększenia obrotów, nie mamy szans na dotarcie do celu o suchym t-shircie. Parkujemy rowery pod drzewem, wyciągamy przeciwdeszczowe peleryny i rozkładamy obóz. Coraz głośniejsze grzmoty skutecznie działają na wyobraźnię. Szczególnie, kiedy człowiek kuli się pod najbardziej rozłożystym w okolicy konarem… Na szczęście pioruny trafiają z dala od nas. Po półtorej godzinie w kuckach, znowu rozprostowujemy nogi w trasie.

Wkrótce docieramy do wioski Budy, której historia sięga XVI wieku i związana jest z wykorzystywaniem Puszczy w celach użytkowych. Wtedy to właśnie sprowadzono na te tereny ludność z okolic Płocka, która zajmowała się obróbką drewna i wyrobem węgla drzewnego. Zwano ją Budnikami, od ziemianek – bud, w których ludzie ci mieszkali. Trzy duże polany, które wyrąbali wówczas Mazowszanie, dały początek wioskom Teremiski, Pogorzelce i Budy właśnie.

Na uwagę zasługuje znajdujący się tutaj malowniczy skansen „Sioło Budy”, w którym oprócz noclegów w wiejskich domkach (bardzo drogo!) można również zjeść specjały podlaskiej kuchni, a czasami posłuchać ludowej muzyki.

sioło

Do Rezerwatu Pokazowego Żubra jest stąd 5 kilometrów. Zjawiamy się w nim na godzinę przed zamknięciem. Bilet wraz z rowerem (można bez problemu jeździć pomiędzy poszczególnymi zagrodami) kosztuje 15 złotych. Udaje się nam zobaczyć wszystkie zwierzęta –  łosia, tarpana, sarny, dziki, jelenie, rysia, a nawet żubronia – tylko nie króla Puszczy. Ten, jak to król, ma wszystko i wszystkich w poważaniu i postanawia oddać się na zasłużony odpoczynek do swojej zagrody. Czym wywołuje niekontrolowany wybuch pretensji u jednej z turystek nierozumiejącej królewskiego prawa.

zwierzyniec

 I tylko żubra brak…

Królewsko jest również w samej Białowieży. Przynajmniej jeśli chodzi o ceny. Znalezienie noclegu poniżej 50 złotych graniczy z cudem. Ale dla cierpliwego, nic trudnego. Nam udaje się za 30 złotych. W samą porę, bo właśnie znowu zaczyna padać. 130 kilometrów na liczniku i bolące pośladki i nas predestynują do zasłużonego odpoczynku.  Jutro znowu w drogę.

Podlaski Szlak Bociani cz.2 (WKRÓTCE)…

4 komentarze

  • Odpowiedz Wrzesień 4, 2013

    Fanka

    Przeczytałam 2 razy, coś wspaniałego!!!!!!!!!!

  • Odpowiedz Wrzesień 7, 2013

    Ra-v

    Po przeczytaniu relacji jeszcze bardziej Wam zazdroszczę. 🙂

  • Odpowiedz Lipiec 20, 2015

    PSB

    Zapraszamy na stronę Podlaskiego Szlaku Bocianiego: http://www.bocian.podlaskieit.pl
    Na stronie znajdą Państwo atrakcje, informacje praktyczne, aktualności ze szlaku, wydarzenia, mapę szlaku i propozycje wycieczek.

  • Odpowiedz Lipiec 20, 2015

    Czuły

    No i w końcu szlak doczekał się strony z prawdziwego zdarzenia. Fajnie 😉

Leave a Reply