Może morze wróci – recenzja

Czasami człowiek zobaczy jakieś zdjęcie i bach! Prosto między oczy. Już wiesz, że musisz tam pojechać. Obraz nie daje spokoju. Zaczynasz czytać, planować, temat pochłania bez reszty. Nie będzie spokoju dopóki nie odwiedzisz tego miejsca, nie poznasz przyczyn.

Brzmi znajomo?

Dokładnie taka sytuacja przydarzyła się Bartkowi Sabeli. Pewnego dnia zobaczył w internecie zdjęcie mężczyzny z wielbłądem, zrobione na dnie wyschniętego jeziora. Wszystko byłoby w porządku, gdyby obok nie znajdował się wrak morskiego statku. Fotka została zrobiona w miejscu gdzie kiedyś istniało Jezioro Aralskie. Kiedyś, bo już nie istnieje. A raczej nie wiele z niego zostało…

Moze (morze) wroci-audio-covNa przekór suchym faktom, temat wciągnął Sabelę bez reszty. Podróżnik spakował plecak i ruszył do Uzbekistanu. Chciał zobaczyć co zostało z wielkiego zbiornika, zwanego kiedyś przez miejscowych – nie bez przyczyny – Morzem, a obecnie przypominającym niewiele więcej niż zatrutą sadzawkę. Książka, która powstała, to zapis tejże wyprawy i jednocześnie smutne podsumowanie ludzkiej głupoty, megalomanii i braku pokory.

No bo czy wyobrażacie sobie sytuację, że w ciągu 50 lat wysycha prawie 1/6 Bałtyku? Ot, tak. Nasi dziadkowie i rodzice jeździli w to miejsce na plaże, rozkładali parawany, zbierali muszelki, a dzisiaj… Dzisiaj możecie tam jedynie zobaczyć popękaną i spaloną słońcem skorupę. Poczuć wyziewy siarki i innych, poprzemysłowych związków. Nie ma śladu po dawnej sielance. Rybacy nie wypływają już z portu na połów. Port nie leży już nad wodą…

W 1960 roku Aral był czwartym pod względem wielkości jeziorem na świecie, wielkością dorównując powierzchni Irlandii. Dziś spadł na miejsce szesnaste… Dlaczego? Bo władza miała plan. Długoletni. Chciała, żeby republiki środkowoazjatyckie stały się potentatami w uprawie bawełny.

No i udało się. Dziś Uzbekistan jest rzeczywiście największym wytwórcą „białego złota” na świecie. Ale żeby marzenia władz się urzeczywistniły, należało najpierw nawodnić olbrzymie tereny pustynne i wykorzystać wody dwóch rzek wpływających do jeziora: Amu-Darii i Syr-Darii. Konsekwencje? Są widoczne do dzisiaj. Najlepiej na zdjęciach satelitarnych, które uzmysławiają, jak z roku na rok, morze stawało się sadzawką.

mar-aral-1989-2008

Aral w 1989 i w 2008.  Widoczna na lewym zdjęciu Wyspa Odrodzenia za 10 lat połączy się ze stałym lądem. Znajdował się tam jeden z największych poligonów broni biologicznej. W 2000 r. zneutralizowano tam 200 ton wąglika… (Wikipedia)

0280-aralsea-chrono-EN

Postępujacy zanik jeziora na przestrzeni lat (http://www.unep.org)

Czy komunistyczny rząd o tym nie wiedział? Czy planiści nie mogli tego przewidzieć? Wiedzieli doskonale. Aral to z premedytacją zaplanowana zbrodnia na naturze. A właściwie na naturze i ludziach, którzy żyli kiedyś w symbiozie z jeziorem. Dziś pozostały im jedynie marzenia o wielkości i rozważania, że może morze wróci.

Sabela pokazuje mieszkańców tych terenów na pięknych zdjęciach, szkicuje ołówkiem i słowem, opisując codzienną, szarą rzeczywistość i problemy z jakimi przyszło im się borykać, po tym gdy Aral wyparował. Bo „Morze może wróci”, to nie tylko książka o ekologicznej katastrofie, ale również o ludziach, którzy usychają z tęsknoty za dawnymi czasami. O kulturze, w której można zanurzyć się bez reszty. Pięknie wydana, zręcznie napisana. Pełna emocji i zrozumienia. Głęboka i wyrazista. Zupełnie jak Aral. Dlatego zamiast przytaczać co ciekawsze fragmenty, proponuję zanurkować między litery i poznać historię Morza, które widnieje już tylko na mapach.

TYTUŁ: Może morze wróci
AUTOR: Bartek Sabela
WYDAWNICTWO: Helion / Bezdroża
ROK WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 232

Be first to comment