Jak nocować tanio na Islandii? Znajdź sobie chatę!

Chciałem napisać posta o tanim podróżowaniu po Islandii. Ale jakoś mi nie wyszło. Słowa ułożyły się same. W kształt chat, w których było nam dane nocować. Jakoś nie wyobrażam już sobie innego nocowania na Islandii. No, może poza wartym polecenia hostelem w Rejkiaviku, ale o nim następnym razem…
—-
Breida (6)
Breida
Najwięcej emocji dostarcza moment na chwilę przed. Naciskasz klamkę. Jeszcze nie wiesz co jest w środku. Jeszcze nie wiesz czy otwarte. Ale myśli wyrywają się do przodu. Kotłują w głowie. Skórę przemierzają zastępy mrówek. Krew pulsuje. Serce przyspiesza. Słyszysz skrzypnięcie. Metalowe drzwi uchylają się, promień światła wpada do środka. Drobinki kurzu osiadają na drewnianych pryczach, krzywym stole, na którym ktoś zostawił puszkę fasolki Heinza, świeczki i zapałki. Na półeczce dostrzegasz obrastającą kurzem książkę. Obok niej wpis wyryty w drewnie. Zaraz drugi, trzeci… Rosja, Australia, Szkocja, Stany, Francja, Kanada… Polska. Cały świat nocował w tej chacie. Dziś Twoja kolej. Dziś to twoja Chata.
 
 Wyciągasz maszynkę, nastawiasz gaz. Ogień zaczyna nabierać mocy, ogrzewa dłonie. W menażce ląduje obiad. Tymczasem na zewnątrz wiatr rozpoczyna recital gwizdów i zawodzenia. A cappella. Nic go nie ogranicza. Dookoła tylko przestrzeń. Z jednej strony Atlantyk, z drugiej lodowiec. Największy w Europie. Sączysz zupę i wsłuchujesz się w ciszę.
Z jednej strony lodowiec…
 

 Z drugiej strony Atlantyk…

Nagle dźwięk. Niski, piskliwy, trochę jak kwilenie dziecka. Wychodzisz z dymiącym kubkiem na zewnątrz. Świeże powietrze uderza w nozdrza. Zaskakuje płuca. Wzrok przyciąga linia gór na horyzoncie. Magnetyzuje. Tymczasem kwilenie powtarza się. Schodzisz z obłoków na ziemię, pośród kamienie, pośród kępki trawy. Wypatrujesz źródła dźwięku. I wtedy widzisz. Jest niewielki, szary, wręcz monotonnie bezbarwny. Gdyby nie jego kwilenie, nigdy nie zauważyłbyś go w trawie. Mały, ale wariat. Porusza się błyskawicznie na patykowatych, czerwonawych nóżkach. Jak nakręcony, jak pozytywka o zwiększonych obrotach. Tup-tup-tup-tup. Tup-tup-tup. Tup-tup. Tup. I śpiew. Tup-tup-tup-tup. Tup-tup-tup. Tup-tup. Tup. I śpiew. I tak w kółko. W te i we w te. W te i we w te. Mały, szary, ptaszek. Wręcz monotonnie bezbarwny. Wręcz nie wart zapamiętania. A jednak.
 
 Siedział w tych kwiatkach, o właśnie tu…
 Ciasna, ale własna…
Po znajdujących się w dwóch miejscach plakietkach z podobiznami ptaków i wpisami ornitologów, wnoszę, że chata została postawiona właśnie w celu obserwacji, małych, szarych ptaszków…

Bezimienna

Była pierwsza. Lecz od razu wiedziałem, że nie ostatnia. O mało co byśmy jej nie przeoczyli. O mało co nie zamienilibyśmy luksusu pustkowia na zbytek płatnego łóżka. A wystarczyło pociągnąć klamkę do góry. Ale nie tak normalnie, za uchwyt, horyzontalnie, lecz w pionie, u nasady klamki. Dopiero wtedy można było zajrzeć do środka. Poznać jej bogate wnętrze…
Skórzana sofa (ledwie, co ślady po przetarciach), obszerny stolik (spokojnie mieści zawartość trzech plecaków, dwie butelki wódki i konserwy rybne), drewniane podesty, na których można rozłożyć materace. Że jak? Że branie materacy na wypad jest nonsensem? Zgadza się. Są na składzie. Znajdziecie je w tylnej części chaty.
Do tego elegancki wychodek z widokiem po horyzont, czysta rzeka z której można nabrać wody, towarzystwo dzikich kaczek, krystaliczne powietrze, w miarę szczelne ściany nie przepuszczające wiatru… No powiedzcie sami. Czego chcieć więcej?
Więc pamiętajcie. Jeśli znajdziecie się trochę dalej na północ od wodospadu Gulfoss, w okolicach lodowca Langjokull, to przy końcu „ubitej” drogi, tuż za niewielkim mostkiem, znajduje się chata, której klamka otwiera się do góry. Lecz nie horyzontalnie a w pionie, tuż u nasady. Gwarantuję, że będziecie zadowoleni z oferty.
 
Chata klasy „lux”. Materace, widok na rzekę i przytulny wychodek…
 

Baldvinsskali

Największe zaskoczenie. Oczywiście pozytywne. Na wysokości 1000 metrów n.p.m., między dwoma lodowcami, pełen luksus. Jakżeby inaczej. Oczywiście za darmo.
Do tego kogo spotykamy w środku? Dwoje Czechów. Ją i jego. Żeby było jeszcze bardziej po sąsiedzku okazuje się, że dzieliliśmy z nimi tą samą podłogę na lotnisku. Na Luton  leżeliśmy śpiwór w śpiwór. Parka ma właśnie gap month od pracy. A w sumie to aż trzy. Zwiedza Islandię, Szkocję, Walię… Pozazdrościć.
Wracając do Baldvinsskali, bo tak nazywa się schron na trasie ze Skogar do Thorsmörk. W środku przestrzenna kuchnia, w której dzięki gazowym butlom można przygotować sobie coś ciepłego na ruszcie. Wnętrza pachnące świeżą sosną i obietnicą solidnego wypoczynku po wspinaczce – w każdym gazowy grzejnik, który jeśli nastawić na pełne obroty pozwoli poczuć się, jak na wycieczce w Maroku. Intymny pokoik dla dwojga albo ciepłe poddasze dla grupki. Schludność i przedsiębiorczość Islandczyków w najczystszej formie. Warto ją uszanować i dbać o to miejsce.  Pewnie nie raz uratuje jeszcze komuś cztery litery. Nam uratowało.
To była dobra noc…
Jedyny mankament. Kibelek, który nie doczekał się remontu. Ale to naprawdę nieistotny szczegół. Chociaż czasami punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A ten podczas islandzkiej śnieżycy może zmienić się diametralnie…

Czerwone punkty na mapce w przybliżeniu pokazują położenie opisanych chat:

4 komentarze

  • Odpowiedz Kwiecień 15, 2016

    bartek

    Wstyd mi za takie wpisy!!
    Darmowe chatki na Islandii!! i co, może jeszcze śniadanko podali do łóżka?
    Jakby kolega pogłębił swoją wiedze na temat kółek łowieckich i związków wędkarskich na Islandii to by wiedział, że te „niczyje domki” mają właścicieli i ktoś za to płaci.

  • Odpowiedz Kwiecień 16, 2016

    Úlfur

    To sie szanowni pseudo podroznicy nazywa wlamanie. Jestescie zwyklymi zlodziejami nie potrafiacymi uszanowac cudzej wlasnosci. Pewnie w bloku w ktorym mieszkacie rowniez szarpiac za klamki znajdziecie jakies niezamkniete mieszkanie , co nie upowaznia was do spania w nim.
    Wstyd!

  • Odpowiedz Kwiecień 20, 2016

    Czubaka

    Panowie, chyba trochę przesadzacie z tymi drastycznymi opiniami 😉
    Czy to znaczy, że Paul z Glasgow, Kate z Nowego Yorku, Martin z Berlina i kilkanaście inych osób, które zostawiło tam swoje wpisy na ścianach też jest złodziejami? Czy to znaczy, że Czeska para, która spała z nami w jednej z tych chatek też łamie prawo i włamuje się gdzie popadnie? Czy to znaczy, że będąc w Szkocji, Rumunii czy w Polsce i śpiąc w bothie, schronie górskim albo szałasie też jestem przestępcą? Come on… Litości. Każda z tych chatek była otwarta i wyglądałą na mocno turystyczne miejsce do przekimania na jedną noc. Nie wątpię, że była to czyjaś własność, możliwe że kólka łowieckiego albo innego związku, ale ja tą własność w pełni szanuję i zawsze zostawiam w takim stanie jak przed wizytą. Więc plis zejdźcie trochę z tymi oskarżeniami o bycie kryminalistą 😉

    PS. Zerknijcie na napis w Baldvinsskalii, wiszący w kuchni, jeśli się nie mylę to mówi coś o powitaniu 😉

  • Odpowiedz Marzec 30, 2017

    Michał

    Czubaka, wiedz że wielu naszych rodaków podchodzi do większości tematów bardzo krytycznie z ograniczonym stereotypowym myśleniem a ich samych zachowanie pozostawia często wiele do życzenia.
    Bartek, Ulfur, święci jesteście? a jeśli nawet (w co wątpie), nie oceniajcie…

Leave a Reply