Góry Łużyckie: tam gdzie kończą się Sudety

Nowy wpis. Nowy gość. Prawie zawsze w składzie górskich wypadów. Prawie zawsze na czele peletonu. Miłośnik wszystkiego co czeskie, górskie i rowerowe. Panie i Panowie, drodzy czytelnicy, Rafał pisze o wizycie w Górach Łużyckich…  

Pobudka o 4:30, po to żeby odwiedzić góry, których wierzchołki nie sięgają nawet 800 metrów – brzmi nieco absurdalnie, tym bardziej, że jest niedziela…

Nawet nie chcę myśleć o tym, o której godzinie musieli podnieść się z wyrek Ci, którzy wskoczą do autobusu na pierwszym przystanku. – Na liście wycieczkowej są osoby, kompletujące szczyty wchodzące w skład tzw. Korony Sudetów – zapewnia pan Piotr, organizator wyjazdu. U nich poziom motywacji z pewnością podnosi perspektywa dopisania do swoich osiągnięć kolejnej kulminacji.

Trasa, którą mamy do przejścia, prowadzi przez najwyższe wzniesienie Gór Łużyckich – graniczny wierzchołek, na który Czesi mówią Luž, a który Niemcy nazywają Lausche. Zdobycie szczytu liczącego raptem 793 m n.p.m. nie powinno stanowić żadnego problemu. Większym wyzwaniem jest dotarcie na szlak. Wybieramy się bowiem w najbardziej na zachód wysunięty skrawek Sudetów. Rzut oka na mapę wystarczy, by zrozumieć, że wczesna godzina wyjazdu jest w pełni uzasadniona. W planie jest 21-kilometrowa trasa, której przejście powinno zająć ponad 6 godzin, wcześniej autokarem musimy pokonać 180 km.

Po ponad 3 godzinach od wyjazdu ze Świdnicy docieramy do miejscowości Horní Světlá. Kręta i wąska uliczka wijąca się między zadbanymi domkami, jest przeszkodą nie do pokonania dla naszego autokaru, który utknął na jednym z zakrętów, blokując na dobry kwadrans jedyną drogę do Chaty Luž (648 m n.p.m.). Porzucamy więc plan podjechania pod samo schronisko. Do obiektu leżącego u podnóża najwyższego szczytu Gór Łużyckich docieramy asfaltem. Góry Łużyckie_2Chata Luż

Trudno mi uwierzyć, że widoczna przed nami, ledwo wybijająca się z otoczenia, łagodna kopuła, to wierzchołek, na który tak bardzo nakręcili się przyszli zdobywcy Korony Sudetów. Z tej strony szczyt, nie wygląda nawet na swoje skromne 793 m n.p.m. Bardziej okazale prezentują się wzniesienia, znajdujące się za naszymi plecami. Foremne, stożkowate kopczyki, to podobno znak rozpoznawczy Gór Łużyckich, które w Czechach są znane jako Lužické Hory, a w Niemczech jako Zittauer Gebirge. Pasmo zaczęło kształtować się w trzeciorzędzie, kiedy to na skutek przełamania płyty piaskowcowej na powierzchnię wypłynęła magma. Po jej zastygnięciu powstały odporne na wietrzenie skały wylewne, które dziś przyciągają w te rejony turystów.

Góry Łużyckie_3

Charakterystyczne kopczyki Gór Łużyckich i cel wędrującej grupy – niepozorny Luž (Lausche)

Góry Łużyckie_1

Czerwony szlak, który prowadzi na wierzchołek, tworzy serpentyny. Podejście jest dosyć strome, ale krótkie. Wysiłek w pełni rekompensują widoki: panorama obejmuje tereny wchodzące w skład 3 państw: Czech, Niemiec i Polski. Za vyhlidkę robią pozostałości dawnej niemieckiej gospody. Obiekt wzniesiony w roku 1823, spłonął zaraz po II wojnie światowej. Podobno wzdłuż całej granicy takich ruin jest więcej. W czasach enerdowsko-czechosłowackich turyści nie byli tu mile widziani, więc zniszczonych obiektów nikt nie odbudowywał.

Góry Łużyckie_4

 Widok z najwyższego szczytu Gór Łużyckich

Zejście na stronę niemiecką jest już nieco dłuższe. Gdy docieramy do jednego z przysiółków wsi Waltersdorf, łowcy górskich pieczątek szturmują hotel Rübezahlbaude. Po udokumentowaniu przejścia, czas wrócić na szlak, który początkowo biegnie spokojną, leśną dróżką.

Monotonny krajobraz wkrótce się zmienia. Po przekroczeniu skalnej „bramy”, trasa nie bez przyczyny nasuwa na myśl skojarzenia ze ścieżkami w Górach Stołowych. Po chwili docieramy do przyklejonej do skały gospody górskiej Berggasthof Nonnenfelsen. Obiekt robi wrażenie, szczególnie jeśli patrzy się na niego ze znajdującego się na pobliskiej skale punktu widokowego. Rysujące się w tle zabudowania kurortu Jonsdorf oraz kopuły okolicznych wzniesień nadają pejzażowi iście pocztówkowy charakter. Góry Łużyckie_6Gospoda Górska Berggasthof Nonnenfelsen i okoliczne skałkiGóry Łużyckie_5Po drugiej stronie widzimy zwisających ze skały pasjonatów wspinaczki. To końcowy odcinek tutejszej via ferraty. Podobno jedynej w całych Sudetach i umiejscowionej najbliżej polskich granic (w naszym kraju nie ma takich tras). Za chwilę zobaczymy też jej początek. Wyposażona w stalowe liny ścieżka, mimo iż liczy zaledwie 350 metrów, uchodzi za dosyć trudną technicznie. Nie zniechęca to mijanych po drodze młodych miłośników ekstremalnych spacerów.Góry Łużyckie_8Via ferrata i skałki przy górskiej gospodzie Berggasthof NonnenfelsenGóry Łużyckie_7Z braku czasu nie podchodzimy do skałek tworzących Jonsdorfskie Skalne Miasto, które znajdują się poza głównym szlakiem. W zamian zaliczamy kilka bliższych punktów widokowych. Z tej perspektywy najwyższy szczyt Gór Łużyckich nie jest aż tak lichy, jak wydawał się na początku, a skała do której przytuliła się gospoda górska, wygląda naprawdę okazale. Ciekawie prezentuje się też cel naszej wycieczki – Oybin, z górującymi nad małomiasteczkową zabudową: zamkiem i klasztorem.

Zanim tam dotrzemy, chcemy jeszcze wdrapać się na kolejną z łużyckich kopuł – graniczną górę Hwozd, lub – jak kto woli – Hochwald. Pomimo, że jej wysokość – 750 m n.p.m. – nie rzuca na kolana, podczas wspinaczki można się trochę spocić. Osobom przyzwyczajonym do spokojnych wędrówek górskimi graniami, sinusoidalny profil łużyckich tras może lekko dać w kość. Na szczycie znajduje się niemieckie schronisko Hochwaldbaude oraz – w pewnej odległości – ponad 100-letnia kamienna wieża widokowa (bilet: 1,5 Euro), obok której powstał konkurencyjny obiekt Hochwald-TurmbaudeGóry Łużyckie_10Hwozd (Hochwald) i znajdująca się na szczycie wieża 

Przed samym miasteczkiem Oybin mijamy zapierające dech w piersiach formy skalne. Spotkane piaskowce wyróżniają się zarówno fantazyjnymi kształtami, jak i oryginalnymi kolorami. Spokojna miejscowość z małymi, bardzo zadbanymi domkami, harmonijnie wkomponowana została w malowniczy, skalisty wierzchołek o tej samej nazwie.

Górujące nad osadą ruiny średniowiecznego zamku i klasztoru celestynów można zwiedzać (wstęp: 5 Euro). Przyklejone do starych murów rusztowania, świadczą o tym, że trwa właśnie remont. Kto wie, może chociaż w części przywrócona zostanie dawna świetność tych monumentalnych obiektów? – Na to, żeby zwiedzić Oybin oraz poznać najbliższą okolicę potrzeba całego dnia – zapewnia organizator wycieczki. Ja miałem zdecydowanie mniej czasu. Krótki spacer wystarczył, by wciągnąć tą saksońską miejscowość na listę miejsc, do których trzeba jeszcze wrócić.Góry Łużyckie_12 Skałki przy szlaku prowadzącym do OybinaGóry Łużyckie_11 Góry Łużyckie_15OybinGóry Łużyckie_14 Góry Łużyckie_13

Autor: Rafał 

 

 

1 Comment

  • Odpowiedz Wrzesień 1, 2013

    Anonim

    Też pięknie!!!

Leave a Reply