Islandia: kraina lodu i ognia cz.2 – Można się zakochać

Dziewczynom nie jest dziś łatwo zaimponować. Na słuchanie płyt nie zaprosisz, bo nikt ich już nie zbiera. Samochodem nie przewieziesz, bo wszyscy mają. O książkach nie pogadasz, bo mało kto czyta. Telefonem się nie pochwalisz, bo i tak ma nowszy model. Nawet zdjęcia z Egiptu nie robią już żadnego wrażenia. Nasi ojcowie mieli jednak trochę łatwiej…
Nie żebym się żalił. Etap stroszenia piórek mam już za sobą. Jednak gdybym chciał wywrzeć wrażenie na płci pięknej i pokazać, jaka ze mnie romantyczna sztuka, to wiem gdzie zabrał bym obiekt westchnień. Na Islandii jest kilka miejsc, które nawet z Clinta Eastwooda wycisną łezkę. Ten fragment jest właśnie o nich.
Choć, pokażę Ci wodospad… 
Jadąc Rout 1 od Rejkiaviku na Skogar (o którym w następnym wpisie), nie sposób nie zauważyć, ogromnej kaskady wody spadającej z 60 metrowego klifu. To Seljalandfoss, jeden z najwyższych i najciekawszych wodospadów na Islandii – a jest ich tu naprawdę dużo. Nie sposób sfotografować i zapamiętać ich wszystkich. Nawet te mniejsze, bezimienne, w większości przypadków i tak przewyższają to, co można zobaczyć w rodzimych górach… Pod koniec podróży, nie miałem już nawet siły brać ich na „muszkę”.
Na Islandii namiot można rozbijać wszędzie, gdzie się da. No chyba, że się nie da…
Żeby oczarować wybrankę najlepiej zabrać ją na spacer wzdłuż klifu, z którego kilkoma kaskadami woda spada w dół, zamieniając się w parującą mgiełkę. Jeśli się wam powiedzie i pogoda dopisze (czytaj będzie wiało, jak zwykle), jest szansa, że zobaczycie zjawisko charakterystyczne dla Islandii – wodę kaskady, która wznosi się zamiast opadać…

Seljalandsfoss, to nie jeden, lecz kilkanaście wodospadów, spadających z 60 metrowej ściany…

Pod największym, że się tak wyrażę, tytułowym wodospadem, znajduje się ścieżka, którą można przejść na drugą stronę siklawy. Idealne miejsce, żeby skraść dziewczynie pierwszego całusa, albo przynajmniej potrzymać ją za rączkę, gdy będziemy pomagać w pokonywaniu śliskich kamieni. Huk wody, krople rozpryskujące się na wszystkie strony, omszałe, zielone ściany. Serce przyspiesza, żywioły (i nie tylko) szaleją. Romantycznie?
Ścieżka prowadzi tuż pod kaskadą…
Jeszcze bardziej będzie pod kolejną kaskadą. Tutaj dama na pewno będzie chciała przytulić się do męskiego ramienia (daleko mi do bycia damą, a sam chciałem!). Do wodospadu  prowadzi wydeptana w trawie ścieżka, następnie podejście między skałkami, a na końcu trzeba pokonać skalny próg, wdrapując się na drabinkę. Rzadko kiedy boję się w górach, ale kaskada spadająca z kilkudziesięciu metrów w ziejącą przestrzenią otchłań i rozbijająca się z hukiem potęguje braki magnezu w trzęsących się łydkach! Dla takich momentów warto odliczać dni.
Seljalandfoss to miejsce, które z pewnością  zainspirowało kilku pisarzy fantasy i zawstydziłoby niejednego hoolywoodzkiego scenografa. W Polsce każdy z tych wodospadów, byłby atrakcję na skalę kraju. Tu, owszem jest znany i darzony należytym szacunkiem, ale jest ledwie jednym z kilkudziesięciu na długiej liście. Robi wrażenie.
Dobrze, że Islandia ma zaledwie 300 tysięcy mieszkańców. W innym przypadku, co tydzień wodospad musieliby zamykać z powodu kolejki młodych par ustawiających się do ślubnej sesji…
 
 

Wybierzemy się na plażę?..

Mam w głowie zakodowany obraz idealnej plaży. Turkusowa, przejrzysta woda, kremowy, delikatny piasek o drobnych kamyczkach, palmy kołyszące się na wietrze i błękitne niebo bez jednej chmurki. Katalog: Marzenia Tropików 2013…
Plaża w Vik, jest trochę inna.
Czarny, jak węgiel piasek, woda, która osiąga ledwie kilka stopni, porywisty wiatr, zaciągnięte chmurami niebo, mgła, postrzępione klify… Poczucie pustki i odosobnienia. Inna planeta.
Ale kiedy człowiek staje nad urwistym brzegiem, słucha łoskotu fal rozbijających się o skały i wciąga w nozdrza zapach oceanu, wspomnienie idealnej plaży odchodzi w niepamięć. Wydaje się przesłodzone, sfotoszopowane, podkoloryzowane. Tymczasem tutaj chwila nabiera ostrości.
Plaża w Vik, to czerń i biel. To chłód i ascetyzm. To żywioł w najczystszej postaci. Doświadczenie nierealnego. Nie przepadam za plażami. Przedkładam góry nad poziom zero. Tymczasem w Vik żałowałem, że mamy tylko chwilę, że brak pogody, że –  uwaga!, będzie jak z prozy Wiśniewskiego – nie ma ze mną tej, która zawsze chciała pojechać nad morze a nie na wspin…
 
Reynisdrangur
Amerykańskie czasopismo „Islands” zaliczyło nadbrzeże w Vik do 10 najciekawszych plaż świata. To jedyne miejsce w pierwszej dziesiątce, które nie znajduje się w tropikach! O niezwykłości plaży decyduje mięciutki, wulkaniczny piasek i urozmaicone, bazaltowe wybrzeże z rozpoznawalnymi z daleka skalistymi szpicami, samotnie sterczącymi z morza – Reynisdrangur, kształtem przypominają palce.
 
 Konie są bardzo częsty środkiem komunikacji na wyspie. Nawet największe pustkowie przecinają gęsto ustawione słupki znakujące szlak dla miłośników jazdy konnej…
 
Vik zrobi wrażenie na każdym miłośniku morza. A jeśli będziecie mieli szczęście i traficie tam w czasie pogody, to kontrast między zielenią fiordów a smoliście czarnym wybrzeżem, dodatkowo uwypukli wszystko, co najlepsze w tym miejscu.
Wejście na klif okupiłem niekontrolowanym zjazdem w dół, lądowaniem w wodospadzie i przetartą kurtką.
Aha, jeszcze mewa prawie zwróciła w moim kierunku zawartość żołądka 😉 
Polecam noclegi na pobliskim campingu schowanym w cieniu fiordu. Romantyczny domek dla 4 osób można wynająć już za 8000 koron (ok. 260 zł). W środku mięciutkie łóżeczko, wrząca woda w kranie, kuchenka, na której można odgrzać wybrance jakieś pożywne, gotowe danie zabrane z kraju. A rankiem, kiedy będzie jeszcze przewracać się na drugi bok, na pobliskiej łące można nazrywać kwiatów… łubinu. Islandczycy sadzą go co prawda, żeby wzmocnić wulkaniczne podłoże, ale my możemy wzmocnić nim kiełkujące uczucie…

Nie ma jak trójkącik…

Lody topnieją…

Jeśli do tej pory wybranka pozostała zimna jak lód i nieczuła na wasze starania, to w tym miejscu puszczą wszystkie lody. Jökulsarlon(„laguna lodowcowa”), to najprawdopodobniej najczęściej fotografowane miejsce na Islandii. Tematy same pchają się tu w kadr. A raczej wpływają.
Swobodnie dryfujące kry, majestatyczne góry odbijające się w tafli jeziora, kaczki płynące gęsiego, bogata paleta zimowych kolorów, tysiące kształtów, faktur i myśli. No magia jakaś! Nie ma kobiety, której w tym miejscu nie rozgrzeją emocje. Nawet Królowej śniegu puszczą lody…
Jökulsarlon to namiastka Arktyki dla każdego. Można godzinami wpatrywać się w lodowe kry, albo jeśli pozwala na to portfel, wybrać się w romantyczny rejs po jeziorze i z bliska dotknąć lodowych olbrzymów. I lepiej zrobić to w przeciągu najbliższych lat. Według przewidywań geologów, jezioro, które powstało na wskutek osunięcia się ziemi podczas sejsmicznych ruchów, przy kolejnej aktywności wulkanicznej może przerwać wał ziemi odgradzającej drogę do morza i bezpowrotnie zniknąć.
 Łódź Wikingów…
Jednak póki co, kry swobodnie odrywają się od lodowca Breidamerkurjokull. Kręcą piruety na tafli jeziora, prezentują swoje wdzięki zafascynowanym turystom, by potem majestatycznie ruszyć w ostatni rejs w kierunku morza. Podmywane przez fale, rozpryskujące się w widowiskowych pocałunkach lodu, osiadają na kamienistym wybrzeżu i pozują w promieniach słońca, roniąc łezkę za łezką, opłakując swój koniec. Jednak zanim bezpowrotnie się rozpłyną zostają uwiecznione przez setki fotografów, którzy szukają idealnej formy, faktury, błysku. To wymarzone miejsce na fotograficzne warsztaty.
 Porzucone…
 You talking to me?…
 

Każda kra ma inny kolor, fakturę i kształt…

Godzinami można przechadzać się po tym lodowcowym lapidarium. Niezwykłość tego miejsca wciąga i onieśmiela. Czas rozpływa się, kap… kap… A przecież na Islandii są setki takich miejsc. Każdy musi znaleźć swoje wymarzone…
 
Dla mnie zwykle jest ono w górach…
 Mapa Islandi…
 Zaklęty w lodzie…

2 komentarze

  • Odpowiedz Lipiec 3, 2013

    Tomek

    Fantastyczne. Cześć. Niektóre ujęcia przypominają mi Szkocje, te wysokie klify i zielone połoniny. Woda i te urwiska ostro wchodzące w tafle. Ale czy lody Islandii nie topią się szybciej niż to bywało wcześniej?
    Pozdrowienia, T.

  • Odpowiedz Lipiec 3, 2013

    Lukasz Czubak

    Szkocja… chyba się wymienimy, bo ja już 4 sezony się zbieram 😉
    Co do lodów, to faktycznie, ich obszar jest coraz mniejszy. W Vatnajokull – najwiękkzym parku narodowym przy największym lodowcu w Europie, są zdjęcia sprzed 10, 20 lat, obszar jęzora lodowego był dużo większy.
    Wrzucę wkrótce posta w tym temacie. Zapraszam 😉

Leave a Reply