Park Narodowy Murańska Planina – dzień 1

Na Słowacji znajduje się 9 parków narodowych. Zdecydowana większość z nich jest doskonale znana polskim turystom i licznie przez nich odwiedzana. Tatry Wysokie i Niżne, Mała i Wielka Fatra, Pieniny, Słowacki Raj, Kras, Połoniny… Zwłaszcza w tych pierwszych regionach liczba rodaków, szczególnie w okresie urlopowym, przewyższa Słowaków.

Tymczasem na wschód od Bańskiej Bystrzycy znajduje się region wyjątkowy pod każdym względem. A do tego wolny od tłumów. MurańskaPlanina to park niewielki, za to bardzo różnorodny. Nadaje się zarówno na sielankowe spacery z dziećmi, jak i na 2-3 dniowy wypad z plecakiem, podczas którego można się porządnie zmęczyć. Góry, choć nie za wysokie i o łagodnych stokach (Fabova Hola – najwyższy szczyt leżący w granicach parku ma 1439 m n.p.m.), potrafią zaskoczyć nawet doświadczonych górołazów.
Płaskowyż zbudowany jest z wapieni, które w niektórych miejscach przebijają się przez pokrywę drzew i tworzą malownicze skałki. I mimo, że większość szlaków poprowadzona jest poza nimi, to wcale nie przeszkadza w wytyczeniu interesujących tras.

Rowerowa cesta na Murańskiej Planinie
Dodatkowym elementem rozpoznawczym krajobrazu jest duża ilość drzew liściastych. W połączeniu z porastającymi wyższe partie iglakami, tworzą one soczyste plamy zieleni. Jak wskazuje logika, jesienią paleta barw musi być jeszcze szersza i każdego miłośnika Bieszczadów powinna zachęcić do zjechania w te strony.
Atrakcji nie zabraknie tu również dla rowerzystów. Liczba ścieżek rowerowych jest bardzo duża, a ich jakość jest często lepsza niż głównej drogi przelotowej (sic!). Jeśli dodamy do tego łagodne grzbiety i sielankowe doliny, którymi poprowadzono dróżki, to pokręcenie się po parku na dwóch kółkach zasługuje na uwagę każdego bajkera.

Najlepsze punkty wypadowe w góry stanowią Tisoviec na południu, Murań na wchodzie, Pohrońska Polhora na zachodzie i Zavadka nad Hronem na północy. My stawialiśmy pierwsze kroki w parku właśnie z tej ostatniej miejscowości.

Velka Stożka i Fabova Hola – trasa nr. 1
Dzień przyniósł wszystko, za co kocha i nienawidzi się góry. Zaczęło się niewinnie. Długa i płaska jak lodowisko, na którym w tym czasie walczyli o medale mistrzostw świata słowaccy hokeiści droga, przeprowadziła nas przez sielankową dolinę Hronca. Zielona trawka, na której żółciły się kwiaty, wesoły szmer strumyka, puszystość niebiańskich baranków, landszaft murańskich wzgórz… Zdrobnienie na zdrobnieniu. Widoczek przy widoczku. Dolinka zdjęcia pstrykać. Zdaniem: góry dla miłośników krainy łagodności i romantycznych spacerów we dwoje… Ewentualnie z psem…Kto by się spodziewał, że 5 godzin później będziemy bawić się w poszukiwaczy zaginionego szlaku…

 

Kiedy po prawie dwóch godzinach dotarliśmy do skrzyżowania szlaku niebieskiego z żółtym, a między drzewami zaczął przebijać się wreszcie wapienny masyw Stożka, damska część wycieczki uznała, że wykupiła bilet wyłącznie w jedną stronę.

A kiedy nie ma kobiet w trasie to jesteśmy niegrzeczni…

Szlak momentalnie wydłużył się o połowę zamierzonej marszruty. Tu pętla, tam podejście, i zamknęliśmy trasę blisko miejsca, z którego wyruszyliśmy. Przynajmniej palcem po mapie…

Te 26 kilometrów dało się nam nieźle w podeszwy…

 

Po opuszczeniu zamkniętej na głucho leśniczówki (?) – horaren Klatna, ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem. Cel: Mała i Wielka Stożka (1204 i 1297 m n.p.m.), dwa skaliste szczyty, wokół których utworzono rezerwat.  Jedno z kilku atrakcyjnych widokowo skupisk skałek, z którego znany jest park. Ze względów ochronnych trasa nie prowadzi bezpośrednio na szczyt, lecz okrąża masyw kilkoma drogami.
 W drodze na Stożki, szlak niebieski z Zavadki

 

Po drodze mijamy kolejny budynek o leśnym przeznaczeniu (horaren Patina) i dochodzimy do rozstaju, na którym stoi wagon z  podpisem Huculska Magistrala.Skąd Hucułowie na Murańskiej Planinie?

Dopiero nazajutrz uzupełniam wiedzę na temat regonu. Okazuje się, że region Murania od lat 50-tych jest znanym centrum hodowli koni. A wszystko zaczęło się od rasy Hucułów sprowadzonych na te ziemie po II wojnie. Konie świetnie sprawdzały się w dzikich, górskich warunkach i pomagały w zwożeniu drewna. Mijany wagon jest pozostałością kolei, którą transportowano wycinkę z masywu Stożka.
Od 2009 roku w parku funkcjonuje Huculska Magistrala – turystyczny szlak konny, który pozwala poznać zalety regionu z perspektywy siodła. W pobliskim Muraniu (Velka Luka) znajduje się natomiast hodowla rasy Norik.  Co roku organizowane są również największe  na Słowacji zawody rodeo, na których można zobaczyć pokazy kowboi z całego kraju.
Póki co, tłumów nie widać. Podczas całodziennej wędrówki nie spotykamy żadnego turysty. Kolejne chaty, które mijamy, też wyglądają na niezbyt uczęszczane. Horaren Stożky, przy której wkrótce się zatrzymujemy, ulokowana jest w wyjątkowo apetycznym dla oka miejscu, w kotlince pomiędzy obiema Stożkami. Z niewielkiej polanki roztacza się widok na dwa przeciwległe wierzchołki.

 Większy ze Stożków 
Głośno wypowiedziane życzenie, żeby wspiąć się na jeden z nich, wydaje się niezbyt rozsądne. Lecz jakże kuszące!  Mimo braku w okolicy damskiej logiki, która zwykle wybija z głowy takie pomysły, nie decydujemy się na ten desperacki krok. I całe szczęście. Po chwili od wyruszenia spod chaty spadają pierwsze krople deszczu. Robimy w tył zwrot i szukamy dachu, pod którym można przeczekać kaprysy natury.
Otwarte drzwi stodoły i pachnące siano zachęcają do wyłożenia nóg. Szmer deszczu, pomruki przechodzącej bokiem burzy i Studencka z bakaliami, umilają chwile oczekiwania na słońce.
Wkrótce pogoda wraca do stanu wyjściowego. Wychodzimy na zewnątrz zlustrować niebo. Jednak naszą uwagę przyciąga coś zupełnie innego. Na drewnianej framudze widać pięć, podłużnych zadrapań. Biorąc pod uwagę pozamykane na cztery spusty okna i drzwi gospodarczych budynków, w grę nie wchodzi zawiany rolnik z widłami.  Odpowiedź może być tylko jedna. Misio!

Legowisko „misia”…
by Rav
 
Teza jest tym bardziej prawdopodobna, że przy wejściu do parku widzieliśmy tabliczki ostrzegające przed tym największym europejskim ssakiem… Murańska Planina obfituje w faunę, którą w innych regionach można spotkać już tylko w klatce. Żbik europejski, wilk, orzeł krzykliwy, orzeł skalny, 22 rodzaje nietoperzy, jedna z największych na Słowacji populacja wydr… Zwierzyniec.
Po wymuszonym postoju ruszamy z miejsca. Szlak wreszcie przybiera typowo górski charakter – mowa o nawierzchni. Przygotowany z myślą o rowerach asfalt i żwirowy dukt, zastępuje kamienisto-błotnista ścieżka. Buty z radości chlupoczą podeszwami. Wkrótce również oczy otrzymują porcję wyczekiwanych widoków.

Żółty szlak, którym teraz wędrujemy, trawersuje zbocze, z którego spływa potok Randavica tworzący niewielką dolinkę. Za plecami wznosi się masyw Stożków, na tle których zaczyna parować las. Biała mgiełka to ostatnia pozostałość po niedawnym deszczu. To jeden z tych widoków, które do znudzenia można oglądać w górach. Standardowe top ten, górskiej listy przebojów
 Widok na masyw Stożków ze szlaku prowadzącego na przełęcz pod Wysokim
Jeszcze chwila podejścia i docieramy do czerwonych oznaczeń turystycznych. Rudna magistrala to długodystansowy szlak zaczynający się w mieście Zlate Moravce i prowadzący przez Góry Szczawnickie, Polanę, Rudawy Weporskie i całą długość Murańskiej Planiny, aż po leżący w jej sąsiedztwie, w Górach Stolickich, szczyt Stolica (1476 m n.p.m.). Długość trasy ma 258 km. Nazwa nawiązuje do bogatych w tym regionie tradycji górniczych.
Jesteśmy na skrzyżowaniu szlaków pod szczytem Vysoky (1263 m n.p.m.). Połowa dnia i pogoda, która nie wydaje się już taka klarowna, jak rano, sprawiają, że modyfikujemy plany. Zamiast Sedla Zbojska, w którym pierwotnie mieliśmy zorganizować noclegi na cały wypad, wybieramy opcję krótszą, lecz bardziej honorną. Przed nami Fabova Hola, najwyższy szczyt Murańskiej Planiny. Być w tym miejscu i nie wdrapać się na jej wierzchołek, nie wydaje się zbyt rozsądne. Przecinamy łąkę i ruszamy na spotkanie poziomic.

Kolejna malownicza przełęcz (Burda) usypia naszą czujność. Do tej pory Planina wydawała się górami jak z obrazka. Łagodne zbocza, zanurzone w zieleni doliny, płaskie drogi… I nagle się zaczyna.

 Chata Huculskiej magistrali na przełęczy Burda

 

Partie mięśni, które do tej pory odpoczywały, zaczynają budzić się do życia. Najpierw długie, lawirujące między drzewami podejście. Potem szeroka błotnista droga. A na końcu ostatnia, wcale nie taka prosta, przechadzka między zwalonymi konarami. Ciągle pod górę. A do tego trzeba wyjąc kurtki. A do tego zaczyna grzmieć… A do tego spada widoczność… A do tego robi się coraz bardziej na przełaj! Gdzie ta sielanka?
Widzę, że razem z nabieraniem wysokości, spada morale. Tylko teraz nie mamy już trochę wyjścia. Musimy przebić się przez zwalone pnie, wdrapać się na szczyt i dostać się do leżącej po drugiej stronie chaty. Deszcz zaczyna zacinać coraz bardziej. Pomruki przemieniają się w coraz głośniejsze grzmoty. Burza jest prawie centralnie nad nami!
Wreszcie szczyt.
Nie! to tylko Trzy Kopce. Przedwierzchołek. Najgorsze dopiero przed nami. Słupek na Fabovej Holi mijamy sprintem. Wybitnie nieciekawy szczyt, z wybitnie zalesionym wierzchołkiem. Gdzie ten zielony szlak, którym mamy schodzić? I dlaczego po tej stronie jest zupełnie inna pora roku?
No tak, północna i do tego zalesiona część wzgórza. Zwały śniegu zalegają wielkimi kopami, od czasu do czasu przykrywając całą ścieżkę. 25 minutowy odcinek pokonujemy w godzinę, co chwila tracąc szlak i rozstawiając warty przy ostatnim widzianym oznaczeniu. Z przyjemnej przechadzki robi się prawdziwie męski wypad. Dobrze, że dziewczyny w porę zawróciły…
Wreszcie kierując się kompasem, przebijamy się na polanę. Stąd droga już prosta. Trzeba jeszcze tylko „przepłynąć” na drugi, suchy brzeg łąki. W tym momencie przypomina ona jeden wielki potok.
Obywa się bez zmoczenia portek.

Przebicie się przez ten las kosztowało nas sporo nerwów…
by Rav
Szybkie suszenie w kolejnej zapomnianej przez Słowaków chacie i po dwóch godzinach monotonnej wędrówki, docieramy do punktu zbiorczego w miejscowości Polomka. Niedługo potem na horyzoncie ukazuje się nasz transport. Uratowani!

I po deszczu…
by Rav
 
ZOBACZ TAKŻE:
 

3 komentarze

  • Odpowiedz Lipiec 11, 2013

    Anonymous

    Fantastycznie się czyta Pana blog, gratuluję lekkości pióra. Zastanawiałam się kogo mi przypomina ten styl i już wiem- Eric Weiner! Przewodnik po górach Pana autorstwa byłby rarytasem… Pozdrawiam

  • Odpowiedz Lipiec 11, 2013

    Lukasz Czubak

    Rumieniec… 😉

    Co do przewodnika… powolutku, pomalutku, nie chcę zapeszać 😉

  • Odpowiedz Lipiec 11, 2013

    Anonymous

    Poczytałam bloga dokładniej i… powinnam napisać – będzie rarytasem… 😀

Leave a Reply