Majówka na Slowacji… Horehronie

Horehronie. Jeszcze tydzień temu nie wiedziałem, że ten region Słowacji w ogóle tak się nazywa. Jeszcze tydzień temu nie myślałem, że rowerowe cesty mogą mieć lepszą nawierzchnię niż główna droga regionu. Jeszcze tydzień temu szczyt o wysokości 1439 metrów n.p.m. nie wydawał mi się żadnym wyzwaniem. Dorzecze Górnego Hronu zweryfikowało moją niewiedzę na temat słowackiej kultury i gór.

 

Region niewielki. Nawet jak na Słowację. Za to zagęszczenie gór i zabytków zachęca do wertowania mapy. Gdzie nie spojrzeć Park Narodowy, gdzie nie ruszyć szlak. Od północy Tatry Niżne – ich wschodnia, niższa, lecz wcale nie mniej interesująca część, z najwyższą w okolicy Kralovą Holą (1946 m n.p.m.). Od wschodu Słowacki Raj pełen wąwozów, kanionów i wodospadów. Od zachodu połoniny Wielkiej Fatry i nie tknięte jeszcze podeszwą moich butów Kremnickie Vrchy. Wreszcie od południa sielankowa, obfitująca w krasowe skałki i mieszane lasy iglasto-liściaste Murańska Planina.
Do tego zamki, jaskinie i dwa interesujące miasta – Brezno oraz stolica regionu Bańska Bystrzyca.
Tym bardziej zaskakuje liczba turystów. A raczej ich brak. Przez cztery dni wypadu spotkaliśmy dziesięciu, a to i tak wszystkich w ostatni dzień – w sobotę. Biorąc pod uwagę bliską odległość miast, dobrą komunikację kolejową i nałożenie się wolnego dnia z weekendem (Słowacy również obchodzą 1-go maja), nawet stosunkowo duża liczba gór przy niewielkim zagęszczeniu ludności, nie jest wystarczającym wyjaśnieniem.
Słowacy (i Polacy) wybierają po prostu bardziej oblegane miejsca. I całe szczęście! Dzięki temu można oszczędzić oddech na podejścia, zamiast tracić go na nieustanne witanie się z przechodzącymi turystami.
Chociaż okoliczna ludność jest pewnie innego zdania i z przyjemnością ugościłaby większą liczbę przyjezdnych. Tymczasem miasteczka regionu wieją nudą. Na ulicach psy gonią za własnymi ogonami, robotni Romowie opierają się o miotły, a mieszkańcy wzdychają z upragnieniem do czasów przed wprowadzeniem wspólnej europejskiej waluty.
Dobre, tłuste jedzenie, na nie zawsze można liczyć na Słowacji. W roli głównej Haluszki z bryndzą, Haluszki z kiełbasą i specjalność zakładu, w którym się stołowaliśmy Zavijackovy tanier (z góry przepraszam Słowaków za przekręcenie nazwy), którego główny składnik stanowią podroby podobne do kaszanki, tyle, że z ryżem. Jakem miłośnik zieleniny, masarz znał się na wędlinach!


W porównaniu do Wysokich Tatr, Demianowskiej Doliny czy obu Fatr, Horehronie wydaje się krainą niepozyskanych funduszy unijnych, dziurawych dróg, pozamykanych restauracji i kościółków, które klękają przygniecione duchem czasu. Rout 66, która przecina region od Bańskiej Bystrzycy po Telegart, to na sporej odległości droga, na której diabeł, przy odrobinie nieuwagi, faktycznie może powiedzieć dobranoc podwoziu waszego samochodu. Takie dziury omijałem do tej pory tylko na Ukrainie i Rumunii.
Ale dosyć negatywów. Koniec końców chodzi o lokalny koloryt. A tego na pewno tu nie brak. Czuć go w lokalnej kuchni, słychać w ludowych piosenkach dobiegających z miejskich megafonów (tak, tak, na Słowacji koloryt można słyszeć i czuć, czasami nawet czuć wyraziście ;), widać w ubiorze tutejszych kobiet -szczególnie starsze panie wyglądają, jakby zerwały się z próby lokalnego chóru ludowego. Nic tylko przyjeżdżać, wspierać zapomniany region i ruszać w góry.

 

Na przykład z Zavadki nad Hronem. Dobrego punktu wypadowego na Kralovą Holę i północną część Murańskiej Planiny. My nocowaliśmy tutaj. Relacja ceny (8.60 E) do jakości, zasługuje na uwagę. Do tego mili i bezproblemowi gospodarze gratis. Początkowe  wrażenie neutralne, ale wieczorny seans Ocko TV, kąpiel z prawdziwego zdarzenia i miękkie łóżeczko po szlaku, zdecydowanie przeważa szalę na TAK.
Miejscówka
Na całej długości Horehronia, od Bańskiej Bystrzycy po Telegart kursują pociągi. Nie znam dokładnego rozkładu, ale widać, że składy są nowe, dostosowane do potrzeb i przejeżdżają dosyć często. Dostanie się pod szlak nie powinno być problemem nawet dla niezmotoryzowanych. (Jak widać, kolej opłaca się utrzymywać wszędzie w Europie poza krajem, w którym  trakcja nieustannie zmienia się w złom…)
Przejdźmy do tego, co kolana lubią najbardziej. W górę, w dół, w górę, w dół… Echhh, ufff, echhh….
Na koniec trochę lokalnego kolorytu w wydaniu pop – Piękna Kristina śpiewa, jak piękne są lasy Horehronia… oj są, są…

Be first to comment