Dotknięcie pustki – Czekając na Joe

Rok 1985, wysokie Andy. Dwójka młodych alpinistów wspina się na zachodnią, niezdobytą do tej pory ścianę szczytu Siula Grande (6344 m n.p.m.). Po trzech dniach męczącej wspinaczki przez pionową ścianę lodu, nawisy sopli i sypki, niczym cukier puder śnieg, zdobywają wierzchołek. Wraz z sukcesem zaczyna się najtrudniejsza część. Zejście.
Siula Grande w pełnej krasie
by Wikipedia
Na wysokości około 6000 metrów dochodzi do wypadku. 25 letni Joe Simpson łamie nogę. Piszczel przebija kolano i gruchocze staw, uniemożliwiając dalszą wędrówkę. Wyrok. Zejście do obozu jest praktycznie niemożliwe. Praktycznie…
Alpiniści postanawiają podjąć walkę i pokonać górę. Simon Yates przywiązuje partnera do 50 metrowej liny i powoli, systematycznie, zaczyna spuszczać przyjaciela w dół zbocza. Czasu jest niewiele. Alpiniści nie mają już gazu, są odwodnieni i mają odmrożenia palców. Każda chwila w górach może być tą ostatnią.
Początkowo idzie zaskakująco dobrze. Mimo cierpienia Joe, który bezskutecznie stara się chronić uszkodzoną nogę przed ostrymi ścianami, udaje się im osiągnąć granicę lodu zalęgającego na pionowej ścianie. I wtedy wszystko się sypie…. Dosłownie.
Joe spada ze skalnego nawisu i niczym marionetka zawisa nad kilkudziesięciometrową przepaścią. Znajdujący się 50 metrów nad nim Simon nie ma pojęcia co się stało. Przez półtorej godziny bezskutecznie walczy o utrzymanie pozycji w sypkim śniegu, z każdą minutą ześlizgując się w dół. Jego zmrożone dłonie nie mogą wytrzymać dłużej przenikliwego mrozu. Temperatura sięga -50 stopni Celsjusza. Jeszcze chwila i sam spadnie w przepaść. Podejmuje decyzję.
Ostrze noża przecina linę odgradzającą życie od śmierci. Bezwładne ciało Joe leci w dół, spada z 50 metrów. Wprost do śnieżnej szczeliny między skałami. Wprost w objęcia żywiołu. Z łoskotem przebija śnieg i zostaje pochłonięte przez górę. To koniec…
Mogłoby się wydawać…
Tymczasem, na przekór logice, rano Joe otwiera oczy. Spadł na lodową półkę. Półtorej metra od szczeliny, w której niknie światło czołówki. Udaje mu się po raz drugi. Żyje.
Lecz szanse na przeżycie są zerowe. Wyjście po oblodzonej ścianie do lufcika, przez który przebija się światło, nie byłoby możliwe nawet ze zdrową nogą. A co dopiero z jedną… Po raz drugi ogarnia go zwątpienie. Wie, że przegrał. To koniec.
Tylko na sekundę…
Tylko do momentu, gdy nie podejmuje decyzji, by spróbować jeszcze raz. By zjechać w dół szczeliny i tam spróbować znaleźć wyjście. Pełen obaw i strachu dociera na dno jamy i ku swemu zdziwieniu dostrzega świetlną szczelinę. Po najbardziej morderczej wspinaczce w swoim życiu wychodzi na powierzchnię. Jest na lodowcu. Uratowany!
Uratowany?
Przed nim kolejne, wyczerpujące wyzwanie. Żeby dotrzeć do jeziora nad którym położony jest obóz, musi przejść przez setki lodowych szczelin i zapadlisk.
Tylko jak, skoro może stanąć wyłącznie na jednej nodze?
Pozostaje mu skakanie i powolne pełznięcie po śniegu. Od szczeliny do szczeliny, od skały do skały. Minuta za minutą, upadek za upadkiem… Bez szans na sukces.
Jednak po godzinach wędrówki, odwodniony, skrajnie wyczerpany i odarty z wszelkiej godności dociera do ostatniej przeszkody. Przed nim skalny wał za którym znajduje się dolina, w której rozbity jest obóz. A może raczej był, bo nie ma żadnej pewności, że towarzysze już dawno nie wrócili do domu. Mija 6 dzień wspinaczki. Trzeci, gdy Joe ostatni raz widział swojego partnera.
Jeśli dotrze do skalnego wału przed zmrokiem to będzie mógł zajrzeć w głąb doliny. Przekonać się czy namiot ciągle tam stoi.
Późnym popołudniem dociera na miejsce. Udaje mu się! Wdrapuje się na wał.
Niestety gęste chmury zasłaniają widok. Zaczyna padać drobny śnieg. Nic nie widać. Na końcu tunelu nie ma światła… Ani namiotu…
Zapada zmrok. Mężczyzna kładzie się bezradnie na kamieniach. Śmierć szepcze mu do ucha ostatnią kołysankę. Jest coraz bliżej… Lecz mimo to alpinista zaczyna pełznąć po kamieniach. Na przekór rozsądkowi i swojemu ciału, podejmuje ostatnią irracjonalną próbę…
Dzięki niej żyje. Dzięki niej już dwa lata po zejściu z Siula Grande wraca do wspinaczki. Dzięki niej powstała jedna z najciekawszych relacji o ludzkiej niezłomności jaką było mi dane przeczytać.
I nie ma znaczenia, że praktycznie streściłem treść lektury w powyższych akapitach. Nie odbieram wam przyjemności z czytania. W tej książce nie chodzi bowiem o fabułę i o nagłe zwroty akcji. Od samego początku wiemy, jak ta historia się skończy. W tej książce chodzi o powtarzalność i niezłomność.
O upadek i powstanie. O przezwyciężanie własnych słabości i granicę ludzkiej wytrzymałości. O stawianie sobie celów i ich realizację. Za wszelką cenę. Nawet wtedy, gdy wydaje się że już nic kompletnie nam nie pozostało. Nawet wtedy, kiedy samemu nie wierzymy w sukces. A o tym autor pisze w dużo bardziej przekonywujący i plastyczny sposób, niż jakiekolwiek streszczenie.
Jego styl jest prosty i surowy. Niczym góry, w których przyszło walczyć mu o przetrwanie. Każdy akapit czyta się z wielkim zainteresowaniem, nie wierząc, że ta historia wydarzyła się naprawdę. Każda przewrócona strona każe zastanowić się nad tym ile razy można upaść i wstać ponownie.
Odpowiedź po przeczytaniu książki jest tylko jedna. Setki! Tysiące! Nieskończoną ilość razy! Wszystko zależy wyłącznie od naszej woli.
Lepiej bowiem działać i żałować swoich czynów, niż nie robić nic, czekając na najgorsze.
AUTOR: Joe Simpson
WYDAWNICTWO: Wydawnictwp Stapis – seria: Literatura Górska na świecie
ROK WYDANIA: 2007
LICZBA STRON: 241
PS.
Na podstawie książki powstał fabularyzowany dokument „Touching the void” w reżyserii Kevina Macdonald, w Polsce wyświetlany pod tytułem „Czekając na Joe”. Występują w nim zarówno prawdziwi bohaterowie tamtych wydarzeń, jak i aktorzy odtwarzający ich drogę na szczyt. Rzadko kiedy filmowa adaptacja przebija literacki pierwowzór, ale w tym przypadku chyba tak jest. Myślę, że głównie ze względu na sugestywne krajobrazy, które oglądamy w czasie seansu i umiejętnie dobraną ścieżkę filmową. Sama treść i sposób narracji jest bowiem identyczny jak ten w książce. Wart poznania i refleksji.Literatura i seans obowiązkowe dla każdego, kto choć raz doznał w górach tego dziwnego i nieodpartego wrażenia, gdy czujemy się bardzo bardzo mali…

3 komentarze

  • Odpowiedz Czerwiec 16, 2013

    Anonymous

    Tego szukałam! 🙂 Bardzo mocno antysesyjne.

  • Odpowiedz Czerwiec 28, 2013

    Anonymous

    Drogi autorze, dlaczego streszczasz niemal dokładnie całą fabułę? Minus za jeden wielki spoiler! 🙁

  • Odpowiedz Czerwiec 28, 2013

    Lukasz Czubak

    Drogi Nieznajomy/-a. Nigdy nie zdradzam treści, no chyba, że zdradzam 😉 W tym przypadku znajomość treści nie odbiera frajdy z przeczytania książki/obejrzenia filmu. To, że Joe przeżyje, i co się wydarzy wiesz praktycznie od pierwszej strony/sceny. Tu nie chodzi o fabułę, tylko o walkę człowieka z gorą. A tej na pewno nie opiszę, tak jak Joe 😉

Leave a Reply