Poznam sympatycznego boga – recenzja książki

Czy Boga można sobie wybrać? A może to on wybiera nas? Czy rodząc się w jakiejś kulturze jesteśmy namaszczeni przez określoną religię? A może każdy ma prawo do swobodnego dryfowania w kierunku portu, który mu najbardziej odpowiada? Skoro wybieramy sobie przyjaciół czy partnera, to dlaczego nie Najwyższego? Przecież to związek na całe życie, a nawet na życie po życiu. Nierozsądnie byłoby opierać się na opinii innych tylko dlatego, że w dzieciństwie ktoś pozbawił nas kawałka skóry w intymnym miejscu albo skropił głowę wodą. Jeśli już wdawać się w romans z istotą wyższą, to lepiej żeby był to właściwy wybór.

Właśnie z takiego założenia wychodzi w swojej książce EricWeineramerykański dziennikarz i korespondent National Public Radio. Poznajemy go w chwili, która dla większości z nas jest standardowym momentem wykręcania numeru ratunkowego do Boga – w trakcie choroby. Przypadkowo zadane pytanie pielęgniarki: czy znalazłeś już swojego Boga? staje się dla naszego bohatera początkiem poszukiwań. Podróżą w nieznane, która ma doprowadzić go do drzwi właściwego raju.

Na swojej mapie poszukiwań Weiner zakreśla siedem religii, lub raczej, prądów filozoficznych, które zawęża dodatkowo do określonych grup. Podczas swojej duchowej wędrówki wdaje się we flirt – są to relacje pobieżne, nie kończące się ostatecznym zbliżeniem – zarówno z największymi religiami monoteistycznymi, jak i z bardziej… hmm… oryginalnymi wyznaniami.
Poznaje najbardziej mistyczne oblicze islamu, kręcąc się wokół własnej osi z sufitami. Wyzbywa się własnego ego na dachu świata wśród buddystów. Uczy się przebaczenia i pomaga  razem z franciszkanami biednym w Nowym Yorku. Jest świadkiem uwalniania piersi w trakcie zlotu wierzących w UFO realian w Las Vegas. Doświadcza potęgi spokoju w taoistycznych Chinach. Jest świadkiem rzucania czarów przez neopogańskich wiccan. Zamienia się w ptaka na warsztatach szamanizmu… By wreszcie, po wielu flirtach z istotami wyższymi, wylądować w Ziemi Świętej i powrócić do wiary przodków, rozszyfrowując zagadki Kabały.
W trakcie swojej wędrówki nie traci przy tym humoru i ciężki z założenia temat traktuje z dużym polotem i lekkością, odrywając się od przyziemnych spraw i szybując w kierunku zabawnego eseju o relacjach ludzko-boskich. Jednocześnie stara się nie oceniać żadnej z religii, trzymając na wodzy stereotypy i uprzedzenia. Ostateczną oceną są dla niego własne doświadczenia i przeżycia.
Doceniając lekkie pióro i rozumiejąc wymogi tematu, nie sposób nie zwrócić jednak uwagi na grube nici, którymi szyta jest ta książka. Z religijnych kawałków, autor składa prawdziwie kolorowy patchwork, jednak szybko orientujemy się, że robi to wyłącznie po to, by nakryć nim swoje własne sumienie. Na końcu i tak „wygrywa” judaizm. Autor poświęca mu zdecydowanie najwięcej miejsca, między wierszami da się wyczuć, że ma do niego bardzo osobiste podejście. W tą religię naprawdę się wgłębia. Resztę jedynie muska. Nie twierdzę, że to źle. Książki wcale nie czyta się przez to gorzej.  Ale takie podejście trochę rozmija się z podtytułem książki – Moje flirty z istotami wyższymi. Ostatniemu rozdziałowi chyba bliżej do romansu.
Jakie wnioski płyną z lektury?
Opisaną w książce podróż każdy może odbyć w inny sposób. Dróg i szlaków są tysiące. Żadna z nich nie jest lepsza, ani gorsza. Wybór należy do nas. Pewne jest wyłącznie, że wszyscy zakończymy ją w taki sam sposób. Na wszelki wypadek lepiej więc znaleźć przewodnika, który przeprowadzi nas na drugą stronę.TYTUŁ: Poznam sympatycznego boga. Moje flirty z istotami wyższymi.
AUTOR: Eric Weiner
WYDAWNICTWO: Carta Blanca / seria Bieguny
ROK WYDANIA: 2012
LICZBA STRON: 350

Be first to comment