Gorsze światy – recenzja książki

Lubię książki, które zostają ze mną na dłużej. Które dają coś w zamian. Czasami jest to szeleszczący polszczyzną styl. Czasami myśl, która lęgnie się w głowie i towarzyszy na długo, długo po lekturze. Czasami impuls, który daje początek jakiejś inicjatywie. Czasami nowy fakt, który wzbogaca wiedzę. Książka, która oferuje to wszystko na raz to lektura idealna. Książka, która zapomina o swojej roli, sama może liczyć na zapomnienie.
„Gorsze światy” znajdują się gdzieś po środku. Na pewno o nich nie zapomnę. Na pewno do nich wrócę. Piszę „do nich”, bo mam na myśli rzeczywiste miejsca, o których pisze autor – zapomniane przez ludzi, historię, media, i (na szczęście!) masową turystykę. Miejsca, do których chce się podróżować właśnie dlatego, że nie są Paryżem, Giewontem, Hurghadą. Miejsca pełne nieznanych historii i tematów, które nigdy nie zostaną opisane na pierwszej stronie Onetu albo Pudelka, a domagają się naszej uwagi.
Uwielbiam pipidówy. Uwielbiam pytać miejscowych o drogę i widzieć wyraz zdumienia na ich twarzy. Uwielbiam znajdywać miejsca, których nie ma na mapie. Wojciech Śmieja najwyraźniej ma tak samo. Na cel swoich podróży wybiera głównie niewielkie miejscowości w Europie środkowo-wschodniej, pasma górskie, których nazw nie znajdziecie w folderach turystycznych, miejsca, które żyją własnym życiem.
Niezaprzeczalna zaleta tej książki polega na właściwym wyborze podmiotu lirycznego. Autor nie opisuje odwiedzonych miejsc po to żeby się przechwalać. Robi to, bo kieruje nim autentyczna ciekawość i chęć dzielenia się wiedzą.  „Gorsze światy” to nie są typowe relacje podróżnicze, niewiele tu „ja”. Bohaterem tych migawek są odwiedzone miejsca, poznani ludzie, toczące się procesy kulturowe i historyczne.  A że przy okazji Śmieja jest całkiem niezłym literatem to i my zyskujemy na jego podróżach.
Głównie merytorycznie. Autor przekazuje wiedzę w bardzo przystępny i przejrzysty sposób, wiele się można z tej lektury dowiedzieć. Widać, że Śmieja odrobił lekcję i dobrze przygotował się do podróży, która jest dla niego stanem permanentnym – nie zaczyna się na miejscu i nie kończy po powrocie z wyprawy.
Podczas lektury wielokrotnie szukałem skrawka papieru, na którym chciałem zapisać intrygującą nazwę miejscowości, adres ciekawej strony internetowej albo nazwisko, o którym wcześniej nie słyszałem. I to nie tylko dlatego, że autor pisze o miejscach i problemach, które mnie interesują. To są po prostu historie, o których nie słyszy się w masowych mediach.
Czy „Gorsze światy” można nazwać pełnokrwistymi reportażami? Czy jest tu charakterystyczne dla tego gatunku pogłębienie tematu? Postawienie pytania, na które uparcie szuka się odpowiedzi? I tak i nie. Sam autor nazywa swoją literaturę podróżopisaniem. I trzeba przyznać, że jest to termin dość trafny. Niejednokrotnie między wierszami widać bowiem, że temat rodził się dopiero na miejscu, w trakcie wyprawy. Był konsekwencją podróży i fascynacji danym miejscem, a nie wyprawą odbytą w celu pozyskania konkretnego materiału literackiego.
Wcale nie twierdzę, że to źle. Te fragmenty książki są po prostu słabsze. Nie przykuwają uwagi, czasami trącą akademicką manierą (autor faktycznie jest wykładowcą na jednej ze śląskich uczelni), trochę brakuje w nich przewodniego tematu, który nadaje opowieści rytm.
Znacznie lepiej wypadają opisy podróży odbytych w konkretnym celu, te bliższe prawdziwym reportażom np. do serbskich pomników przedstawiających gwiazdy masowej popkultury – Boba Marleya czy Rocky Balboa, do  góralskiego mechanika w Istebnej, który tworzy domowej roboty łunochody, na których jeździ połowa  Beskidów, do pasterzy w rumuńskich górach, do wiekowej gospodyni w Czarnohorze, która pamięta Stanisława Vinceza. Te migawki – a należy przyznać, że jest to zdecydowana większość książki – decydują o wartości lektury.
Dla każdego kto interesuje się Europą wyrazistą, pełną, oryginalną, niemasową, odchodzącą w niepamięć – to lektura obowiązkowa. Dla każdego kto szuka odmiany od utartych szlaków, komercji, tłumów i konsumpcjonizmu –  to miła odmiana. Dla całej reszty –  to lektura, która poszerza horyzonty i udowadnia, że wartościowe tematy są wszędzie. Trzeba mieć tylko odwagę o nich pisać.
TYTUŁ: Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej.
AUTOR: Wojciech Śmieja
WYDAWNICTWO: Carta Blanca / seria Bieguny
ROK WYDANIA: 2012
LICZBA STRON: 304

Be first to comment