Wielkanocne pisanki

Dębno: Kościółek p.w. św. Michała Archanioła z 1480 r. Zabytek wpisany na listę UNESCO

Wiara nie powinna być determinowana miejscem, w którym przebywamy. Jeśli ktoś wierzy, to wierzy. Proste. Albo się ma boga w sercu albo nie. To, czy modlisz się w katedrze Notre Dame czy w pastelowym kościele, w zamierzeniu mającym przypominać łódź, a przez złośliwców nazywanym „różowym nocnikiem” – tak wygląda moja pierwotna parafia – nie powinno mieć większego znaczenia. Ale ma. Przynajmniej w moim przypadku.

W praktyce do nieba zawsze bliżej mi w górach. Trudno o lepszy ołtarz. Nie dziwię się, że najbardziej znani polscy kapłani – wiadomo o kim mowa – kochali góry i nie wyobrażali sobie bez nich życia. Nie dziwię się, że himalaiści ryzykują życie, by doświadczyć nieuchwytnego. W obliczu niewzruszonego piękna nawet zatwardziały ateista, musi – no cholera nie wierzę, że nie – po prostu musi zadać sobie pytanie, albo chociaż przez chwilę połaskotać nim neurony: jaki baca miał na tyle pomyślunku, że to tak piknie wszystko stworzył?

Harklowa: Kościołek p.w. Narodzenia NMP z II poł. XV w.
Msza w górach ma zupełnie inny wymiar. Zwykły kościół, zwykła niedzielna sytuacja – odliczam czas do kolejnego alleluja. Nerwowo przechodzę z nogi na nogę, prowadzę wewnętrzny monolog ze sobą, z rachunkami do zapłacenia, ze sprawami zawodowymi, o zgrozo! – z męskim libido, które chwali Pana, za cudną niewiastę, stojącą dwa rzędy przede mną, z obiadowym menu, z problemami zdrowotnymi zalegającymi po krtani, z wszystkim tym, co tylko przyjdzie do głowy i nie pozwala się skupić na liturgii.
Łopuszna: Kościółek p.w. Św. Trójcy i św. Antoniego Opata z 2 poł. XV w

Niezwykły kościół, msza bez pompy i ceremoniału, gdzieś na schronisku, gdzieś przy ognisku – znowu wierzę, że mogę wierzyć. Nieśmiało, ale jednak. Z każdym kolejnym słowem kapłana, przełamuję swój wrodzony cynizm i nieodpartą chęć do bycia na przekór. Wiara kiełkuje, puszcza pąki, zielenieje… by po wyjściu z kościółka albo zejściu z gór, znowu uschnąć, czekając w uśpieniu na kolejny deszcz. Na kolejną okazję.

Białka Tatrzańska: Kościółek p.w. św. Szymona i Judy Apostoła z ok. 1700 r. 
Może religijnie też jestem turystą? Nie, nie, nie międzywyznaniowym. Tu raczej jestem stały, buddyzm, szintoizm, islam… – romans na boku raczej mi nie grozi. W uczuciach jestem stały. Chyba. Raczej chodzi o pokonanie odległości między tym co siedzi mi w duszy, a tym, co mówią kościelne paragrafy. Między tym czy praktykować albo spać do dziesiątej, między ceremoniałem a spontanicznością, między otwartością a biurokracją, między być czy mieć. A może po prostu jestem leniwy i szukam wymówek? Nie chce mi się starać i tyle. Albo się wierzy, albo nie. No nie wiem…
Trybsz: kościółek p.w. Elżbiety Węgierskiej z 1567 r. W środku znajduje się najstarsza polichromia polskich Tatr.

 

W moim przypadku im starszy kościółek, bardziej niepozorny, szczery, tym proporcjonalnie większe przyciąganie czuję. Plus i minus. Od jednych mnie odpycha, do drugich przyciąga. To chyba musi być związane z biegunami. Te w górach (kościółki), na uboczu, drewniane, nieśmiałe, zdecydowanie mają plusa. Te duże, nowoczesne, ociekające złotem, nakryte nadętymi kopułami, witające pomnikami z otwartymi ramionami, są jakby z innej bajki.
Ochotnica Dolna: kościółek p.w. Znalezienia Krzyża Św. z 1813 r.

 

Przecież J.Ch. był cieślą, skromnym Galilejczykiem. Na czym jak na czym, ale na cudach i stolarce, znał się jak mało kto. Wątpię żeby wybrał na swoje lokum betonowy moloch w jaskrawych kolorach… Ale co ja tam wiem. Jestem tylko religijnym turystą, który zgubił mapę. Na szczęście oprócz masowej turystyki istnieje jeszcze krajoznawczy spontan. Tak mi dopomóż… bóg?

Kacwin: kościół p.w. Wszystkich Świętych z 1320 r.

PS.
Post pisany 29.03 o 23.55: Wielki piątek, Wielka muzyka. Polecam.

2 komentarze

  • Odpowiedz Marzec 31, 2013

    Anonymous

    uuuuuuuuuuuu aleś pojechał po bandzie!!!!!!!!!!!!!!!

  • Odpowiedz Kwiecień 1, 2013

    Lukasz Czubak

    Tylko nie mów mamie 🙂

Leave a Reply