Palestyńskie wędrówki – recenzja książki

Bieganie święci tryumfy. Coraz więcej ludzi wsiada na rowery. Ulice miast przemierzają starsze panie z kijami nordic walking. Asfaltowe dróżki pełne są rolkarzy… Jak kraj długi i szeroki, Polacy wylegli na ulice miast i miasteczek (albo przynajmniej już niedługo wylegną), ciesząc się niedawno odkrytą aktywnością.  Każdy chce być fit, sprawny i gibki. Nowe rekordy, lepsze czasy, większe osiągi. Kto nie ściga się sam ze sobą ten passe…
Tylko czy w tym całym pośpiechu nie zapominamy o tym, co najważniejsze? Czy naprawdę za każdym razem musimy bić nowe rekordy? Czy już nie da się ruszyć z miejsca bez Endomondo? Czy każda aktywność musi mieć konkretny cel?
A co ze spacerem? Wędrówką gdzie oczy poniosą. Przed siebie, za horyzont. Dla własnej przyjemności. Dla chwili wyciszenia. Tak aby uciec od tego, co goni i ogranicza nas w codziennym życiu. Tak, aby wreszcie usłyszeć, co w duszy gra. Tak, aby wyzwolić się z barier, które stawia nam społeczeństwo.
Taką wędrówkę arabowie zwą sarhą.

„Iść na Sarhę znaczyło tyle co wędrować swobodnie, tak jak się chce, bez ograniczeń […] Ktoś kto idzie na sarhę, wędruje bez celu, nie bacząc na ograniczenia czasowe i przestrzenne, idzie tam gdzie poprowadzi go jego duch, idzie nakarmić swoją duszę i się odnowić […] Pójść na sarhę znaczy dać się ponieść. To euforia bez sztucznego wspomagania…”

A co jeśli na naszej drodze wyrastają mury? Nie w głowie, nie mentalne, lecz prawdziwe bariery z betonu i drutów kolczastych. Wysokie na kilka metrów, otoczone rowami i z wycelowanymi w nas lufami karabinów. Wyobrażacie sobie taką sytuację we własnym kraju? Ktoś ogradza Morskie Oko płotem. Puszcza nitkę asfaltu, wprost przez bagna Biebrzy. Betonowym murem zasłania wydmy w Łebie. Zabrania wchodzić na Giewont… Zabiera nam krajobraz, który zawsze był nasz. Stanowił element narodowej duszy.
Jak żyć w kraju, w którym ukochany krajobraz staje się wrogiem? Zaczyna osaczać człowieka z każdej strony i wysysa resztki energii. Jak nie dać się zwariować nienawiści a jednocześnie nie utracić wiary, w to, co kiedyś stanowiło o naszej tożsamości? Właśnie na takie pytania stara się odpowiedzieć w swojej książce Raja Shehadeh – palestyński pisarz, prawnik i działacz polityczny.
Jego bronią z izraelską okupacją nie jest karabin i wzniesiona pięść. Shehadeh nie utożsamia się z intyfadą. Ponad wszystko gloryfikuje natomiast sarhę. Z wędrówki po palestyńskich wzgórzach tworzy najwyższych lotów literaturę polityczną. Na swoich bohaterów nie wybiera Arabów ani Żydów. Nie gloryfikuje Palestyny, nie odmawia prawa do istnienia izraelskiego państwa. Jego bohaterem jest krajobraz. Malownicze, palestyńskie wzgórza, które nieuchronnie odchodzą w zapomnienie. Zalewane tonami betonu, ogradzane nienawiścią i uprzedzeniami, zmieniają się nie do poznania:

„Autostrady dzielą skuteczniej niż mury. Mur zawsze można zburzyć, ale raz wybudowana droga staje się okrutną rzeczywistością, którą o wiele trudniej zmienić. Teraz Jerozolima to wykoślawione, pełne barier, murów i ohydnych bloków mieszkalnych umęczone miasto, z którego uszła dusza”.

„Zapiski o znikającym krajobrazie” to mądra lektura. Mimo, że opowiada o podziałach, to łączy. Mimo, że opisuje wzgórza, to sięga dużo, dużo wyżej. Uczy szacunku nie tylko do kulturowego dziedzictwa, ale i do samego siebie. Wskazuje, że warto czekać na lepsze. Nie poddawać się nawet, gdy na horyzoncie nie pozostało już wiele błękitu. Bo natura jest cierpliwa. Państwa powstają i upadają. Ludzie przychodzą i odchodzą. Tymczasem wzgórza są wieczne.
Nic dziwnego, że w 2008 roku książka otrzymała literacką nagrodę im. Orwella, który dążył do uczynienia politycznego pisarstwa sztuką.
PS.
Pisząc tego posta grała mi w głowie jedna nuta…
PS.2
Pod tym adresem znajdziecie audycję Raport o stanie świata w Radiowej Trójce – gościem był autor książki.TYTUŁ: Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikajacym krajobrazie.
AUTOR: Raja Shehadeh
WYDAWNICTWO: Karakter, Kraków
ROK WYDANIA: 2011
LICZBA STRON: 275

Be first to comment