Krawców Wierch – zimą

KIEDY:23-24.02.2013
GDZIE: Beskid Żywiecki – Glinka k. Ujsoł
WYSOKOŚĆ: 1038 m.n.p.m.
Od ostatniego wyjścia w góry minęły trzy miesiące. Od tego czasu sporo się zmieniło. Czasami trzeba upaść z bardzo wysoka, by pozbierać się z bruku, otrzepać z kurzu i nastawić kości. Może jeszcze nie wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku, ale póki co najlepszym balsamem na skorodowane zdrowie są góry. Zawsze były i będą.
W tym roku zimowy kalendarz miał wypełnić się wypadami. Z przyczyn niezależnych od organizatora, wyszło zupełnie inaczej. Na szczęście w końcu udało ruszyć się z miejsca. Punkt docelowy był wiadomy od dłuższego czasu. Na liście pięciu Bacówek PTTK brakowało tylko jednego obiektu –   schroniska na Krawcowym Wierchu.
Obiekt powstał w latach 1975 – 1976. Znajduje się w Beskidzie Żywieckim, w gminie Ujsoły, na wysokości 1038 m n.p.m. na Polanie Krawcula, niedaleko Przełęczy Glinka, przez którą przebiega polsko-słowacka granica. Według miejscowej legendy nazwa polany wzięła się od bacy, który był jednocześnie wyśmienitym krawcem i otrzymał własność od majętnego grafa z Żywca, w dowód wdzięczności za uszyty kożuch.
Do schroniska można dotrzeć na trzy sposoby. Z przełęczy Glinka szlakiem niebieskim, ok. 1 h; z miejscowości Złatna, szlakiem niebieskim, ok. 2h; i ze wsi Glinka, gdzie żółty szlak prowadzi tuż za nowym kościołem – podejście zajmuje około 2h. My wybraliśmy właśnie tę opcję.
Szlak jest dosyć łatwy i nawet w zimę, przy dużych opadach śniegu nie powinien przysporzyć wam żadnego problemu. Trasa jest dobrze przetarta i udeptana. Za wyjątkiem początkowego podejścia, nie ma tu szans  na zadyszkę. Pierwszy odcinek prowadzi wzdłuż zabudowań, by po chwili skręcić w beskidzki las. Mimo, że widoków nie ma dużo – zaledwie w kilku miejscach szczyty przebijają się przez drzewa – trasa należy do bardzo przyjemnych. Po niecałych dwóch godzinach wychodzimy na szeroką polanę, na której przy dobrej pogodzie rozpościerają się widoki na Małą Fatrę. Na środku zasnutej śniegiem łąki, stoi bacówka.
Drewniany budynek ma typowo góralski charakter. Schronisko jest niewielkie, ale za to bardzo malownicze. Skośny, schodzący prawie do ziemi dach, trójkątne okienka, bale drewna równo ustawione pod  ścianami – beskidzka architektura jak z obrazka.
Na parterze znajduje się niewielka, ale bardzo przytulna sala kominkowa, pełniąca jednocześnie rolę bufetu. Charakterystycznym elementem wystroju jest umieszczone na kominie malowidło przedstawiające zbójników karpackich. Do dyspozycji turystów pozostają metalowe szpikulce, na których można sobie samodzielnie upiec kiełbaskę.
Miejsca nie ma zbyt dużo, co sprawia, że przy większej ilości turystów, robi się dosyć gęsto. Nasza obecność zbiegła się akurat z Wyrypą Beskidzką i gdyby nie fakt, że uczestnicy przychodzili w różnych odstępach czasowych i zostawali wyłącznie na chwilę, trudno byłoby znaleźć wolne miejsca. No, ale taki już urok Bacówek. Krawców to schronisko nastawione na turystę indywidualnego, a nie grupy. Zazwyczaj nie ma tu tłumów.
Obiekt dysponuje 35 miejscami w pokojach 2,3,5 i 10 osobowych, znajdujących się na piętrach. Nie ma tu wygód, ale jest w miarę ciepło, swojsko i czysto. Pościel jest na wyposażeniu, ale radzę zabrać śpiwory. Przyda się też własne światło, ponieważ agregat wyłączany jest o 22. Ceny noclegów zaczynają się od 25 złotych. Schronisko oferuje zniżki dla członków PTTK i Kart Euro 26.
Umywalnia i ubikacje znajdują się w piwnicach schroniska. Biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary obiektu, jestem w stanie zrozumieć, że bacówka dysponuje wyłącznie jedną kabiną prysznicową. Zrozumiała jest również dla mnie ciasnota pomieszczenia. Jednak brak najzwyklejszego wieszaka na drzwiach kabiny, daje do myślenia. Przecież tego typu wyposażenie ni jak ma się do ilości przestrzeni… Podobnie jak i mydło, którego brak nie sposób przeoczyć. Szczególnie biorąc pod uwagę liczbę turystów, którzy przez ten weekend przewinęli się przez schronisko.
Na pozytyw  z pewnością zasługuje menu i ceny posiłków, lokujące się w dolnych granicach schroniskowych. 18 złotych za gulasz z podpiekanymi ziemniakami i surówką, to jak na warunki górskie, smakowita oferta. Tym bardziej że porcje są całkiem słuszne, a wybór dość szeroki. Bigos, fasolka bretońska, cztery rodzaje zup (żurek, barszcz, pomidorowa, kapuśniak), placki, racuchy – wszystkie potrawy zasługują na słowa pochwały. Rozczarowała jedynie nijaka jajecznica. No i brak domowych słodkości, które tak często kuszą w schroniskach… Ze względu na niewielką kuchnię, przy większej ilości turystów czas oczekiwania na potrawy zdecydowanie się wydłuża. Z napojów dostępna są gorąca czekolada, aromatyczna herbatka jesienno-zimowa i dwa rodzaje browarów – Tyskie i Żywiec, oba za 7.50.

Na koniec nie wypada napisać kilku słów o obsłudze schroniska, które zawsze było znakiem rozpoznawczym tego miejsca. Przez wiele lat bacówkę prowadził znany w środowisku górskim Szymon Kreczmer – muzyk i miłośnik Beskidów. To on stworzył klimat, który przyciągał rzesze turystów i zachęcał do zatrzymania się w tym, skądinąd leżącym trochę na uboczu, zakątku Beskidu Żywieckiego. Jednak nic nie trwa wiecznie. Szymon wybrał prawdziwą niezależność i dziś ze swoją piękną włoską żoną mieszka w górskim szałasie i grą na ludowych instrumentach zarabia na życie. Obecnym dzierżawcą obiektu jest pan Andrzej Paździorko wraz z żoną Jolą.

Już podczas telefonicznego zamawiania noclegów wiedziałem, że Krawców to miejsce gościnne i serdecznie nastawione do turystów. Pierwsza wymiana uprzejmości przy okienku bufetu, tylko potwierdziła moje przeczucia. Dalej było tylko lepiej – miła obsługa, poczęstunek ciasteczkami przygotowanymi na własny użytek, wspólne wieczorne fałszowanie przy świetle świec…
I kiedy wydawało się, że nic nie może zepsuć tego idealnego wieczoru, pojawiła się niewielka skaza. Do szczęścia zabrakło nam tylko pożegnalnego piwa, które mimo wielu kreatywnych próśb i dalszego muzykowania, nie zostało wyproszone. Rozumiem, że po pracy nikt nie ma ochoty na pracę. Rozumiem, że okienko otwarte jest do 20, a nie do 23. Rozumiem rolę klienta i sprzedawcy. Nie rozumiem braku ludzkiej życzliwości. Szczególnie w takich pięknych bacówkowych okolicznościach. Tym bardziej, że nikt nie miał tu na myśli brania na krechę. No cóż, każdy może mieć gorszy dzień… Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Mimo wszystko duuuży plus.
JEDZENIE: 4,5
INFRASTRUKTURA: 4
SZLAKI: 4
OBSŁUGA: 4,5 (mogło być 5…)
KLIMAT: 4,5
OCENA: 4,25

Be first to comment