Kosmonaut: recenzja hostelu Lwów

Sierpień 2011. Ciepły, weekendowy wieczór. Siedzimy na balkonie starej lwowskiej kamienicy, w której znajduje się hostel Kosmonaut, popijamy drinki z ukraińskiej horałki i ochrypłymi głosami zawodzimy whisky moooja żono!!! Na gitarze przygrywa nam pracująca na recepcji Irena. Poznaliśmy się dziesięć minut temu, a już zdążyliśmy zaliczyć Autobiografię Perfektu i Wehikuł czasu Dżemu. Polsko-ukraiński recital nie byłby możliwy, gdyby nie Australijczyk, który postanowił założyć pierwszy hostel we Lwowie…
Dziś jest ich całkiem sporo (hosteli). Po wpisaniu w google frazy Lwów hostel, wyszukiwarka wypluwa 189.000 wyników, mapka czerwieni się od punktów kuszących tanim łóżkiem i bezprzewodowym internetem. Jednak jeszcze kilka lat temu miasto było pod tym względem prawdziwą pustynią. I może właśnie dlatego tak bardzo spodobało się człowiekowi, dla którego pustkowie jest naturalnym stanem rzeczy. Pomysł, który na początku wydawał się nie do zrealizowania, okazał się strzałem w dziesiątkę. Przez wszystkie te lata Kosmonaut nie tylko utrzymał się na rynku, ale wyznaczył standardy, do których starają się dobić inne lwowskie hostele. Potwierdzeniem klasy tego miejsca jest oficjalna rekomendacja Lonely Planet i przyznanie tytułu najlepszego hostelu na Ukrainie w 2008 r. przez Hostelworld.com.
 
Kosmonaut znajduje się na ulicy Tomashivskoho, dziesięć minut spacerkiem od rynku i Prospektu Swobody. Lokalizacja jest więc idealna. Hostel zajmuje piętro w typowej kamienicy jakich setki we Lwowie. Klatka schodowa i podwórko, nie wywołują może najlepszego wrażenia, ale pomieszczenia zaadaptowane dla turystów są przytulne i czyste. Już od progu przywita was miła i pomocna obsługa (damska część zasługuje na słowa dodatkowego uznania :), która świetnie włada językiem angielskim i pomoże rozwiązać wszystkie problemy. Zamówienie taksówki a nawet odbiór z dworca nie stanowią żadnego problemu.
 
Hostel dysponuje wyłącznie wspólnymi salami, jednak klimat miejsca i przystępne ceny, sprawiają, że brak intymności odchodzi na dalszy plan. (No chyba, że ma się za ścianą 10 kibiców Jagielonii Białystok, którzy w środku nocy testują cierpliwość turystów piłkarskimi przyśpiewkami…). Do zalet miejsca trzeba zaliczyć darmowy internet, śniadanie w cenie pokoju, darmową herbatę i kawę oraz możliwość (odpłatnie) skorzystania z pralki. Współdzielone łazienki (jeśli dobrze pamiętam dwie) znajdują się na korytarzach.
Centralnym miejscem hostelu jest obszerna, dobrze zaopatrzona kuchnia, która pełni rolę nie tylko jadalni, ale i miejsca spotkań, w którym odbywa się życie towarzyskie. Znajdziecie tu trochę anglojęzycznych książek, magazynów i gier. Z międzynarodowym towarzystwem też nie powinno być problemu. Polacy dominują, ale w trakcie naszego pobytu przewinęli się turyści z Anglii, Stanów, Afryki, Japonii, Czech, Niemiec…  Tutaj światło nie gaśnie zwykle po 22. Zresztą recepcja jest czynna 24h/7.

 

Oprócz dobrej lokacji – blisko centrum, lecz w miejscu, które wieczorami jest spokojne – największą zaletą Kosmonauta jest chyba wystrój. Może trąci trochę pchlim targiem, przypomina pokomunistyczną rekwizytornię, ale nie sposób odmówić mu uroku. Plakaty komunistycznych przewodników pracy, obrazy byłych towarzyszy, czerwone gwiazdy, postradzieckie rekwizyty militarne. To wszystko i jeszcze więcej znajdzie się pewnie na waszych zdjęciach.


Do tego blisko stąd do Pyzatej Chaty, samoobsługowego baru z ukraińską kuchnią, w którym można zjeść bardzo smaczne i w miarę tanie dania ukraińskiej kuchni regionalnej (nawet jak piszę te słowa, to ślinianki zaczynają pracować…).  Ja, następną wizytę we Lwowie zacznę od zabukowania noclegów na tej stronie: http://www.thekosmonaut.com/. Wam też polecam.

(Zdjęcia w poście: ja, Rav, Kati)
JEDZENIE: brak
(śniadanie w cenie, ciepłe posiłki polecam w znajdującej się za rogiem Pyzatej Chacie)
INFRASTRUKTURA: 4,5
LOKALIZACJA: 4,25
OBSŁUGA: 4,75
KLIMAT: 4,5
OCENA: 4,5

Be first to comment