Szpitalne gdybanie

Kiedy człowiek leży w szpitalu, nachodzą go różne myśli. Nie zawsze głębokie, nie zawsze pozytywne. Monotonia dobija, umysł szuka dróg wyjścia. Plany, plany, plany… Chciałoby się ruszyć z miejsca, już, teraz, natychmiast! W głowie kotłują się kolejne pomysły, slajdshow wymarzonych lokacji, lista niespełnionych życzeń. A co jeśli już nigdy…? Eeee, nieee. Przecież to tylko przeziębienie… Więc co robię w szpitalu?…
Choroba motywuje. Uczy cierpliwości i pokory. Daje kopa, nie tylko w d… Człowiek zdaje sobie sprawę co ważne, a co gówno ważne. Klisza? Może i tak. Ale czasami warto przez nią spojrzeć, żeby zobaczyć, jakim bywa się osłem. Będzie z czego napisać kilka recenzji, będzie skąd zaczerpnąć pomysły. Lepiej być nie mogło. Wracam do żywych.
Knurow Knappschaftslazarett 1914 r.
I na koniec jeszcze kilka zdań wyrwanych z kontekstu:
*
Ile można leżeć? Ile można czytać? Ile można telefonować? A to ledwie jakiś paproch na zdrowiu. Własne zaniedbanie. Co mają powiedzieć osoby z ” Diagnozą”, czekające na wynik, który może zmienić ich jutro. Skąd bierze się ta pewność, że jesteśmy wieczni? Skąd to poczucie, że jesteśmy zdrowi?, że nic nam po płucach nie zalega, po sercu nie migota, w jelitach nie bulgocze? Człowiek patrzy na chorych z pogardą dopóki sam nie zobaczy w lustrze własnej mizerii. Dopiero wtedy rozumie, że glina z której jesteśmy ulepieni, dla każdego jest identyczna. Żyją w niej te same robale.  Prędzej czy później dopadną każdego z nas. Lepiej późno…
*
Zmarł człowiek. Znałem go, a może raczej zdawałem sobie sprawę z jego obecności, ledwie od tygodnia. Przez siedem długich wieczorów złorzeczyłem, że charczy po nocach i nie daje spać… Ktoś. Ważny dla kogoś, nieistotny dla mnie. Kłopot dla pielęgniarek, które zawijając go w czarny, zimny worek zliczają, to co pozostawił po sobie. Okulary, kapcie, laska, podkoszulek, trochę drobnych… – do tego sprowadza się teraz Pan M. Ważny dla kogoś. Nieistotny dla nas 🙁

Be first to comment